Forum portalu turystyka-gorska.pl

Wszystko o górach
relacje na mapie
Regulamin forum


Teraz jest Pn lis 18, 2019 5:30 pm

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 11 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: So paź 13, 2018 7:31 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Pt sie 07, 2015 10:09 pm
Posty: 385
Lokalizacja: Chrzanów
W strugach deszczu docieramy na pole namiotowe w Les Houches. Z samochodu nie ma sensu wysiadać, siedzimy kilkadziesiąt minut podziwiając krople francuskiego deszczu spływające po szybach. Gdy troszkę odpuszcza rozbijamy namioty a samochód zamieniam w suszarnię w tym czasie docierają pozostali członkowie Mont Blanc Expedition 2018, którzy po zejściu z Gran Paradiso zabawili troszkę na włoskiej stronie. Do końca dnia toczy się typowo kempingowe życie, jedzenie, picie, gaducha. W końcu nadchodzi ten dzień kiedy trzeba ruszyć w kierunku szczytu, dla którego przejechaliśmy te setki kilometrów. Poranek jest mglisty i wilgotny, pakujemy majdan i podjeżdżamy pod dolną stację kolejki linowej na Bellevue, samochód zostawiamy na darmowym parkingu przy stacji. Kolejny raz zakładamy na plecy ciężkie plecaki z niezbędnym na trzy dni wyposażeniem. Kolejką wyjeżdżamy z Les Houches na stację Bellevue, skąd podchodzimy kilka kroków do stacji Tramway du Mont-Blanc.

Obrazek

Kolejką dojeżdżamy do stacji Nid d'Aigle skąd już na nogach ruszamy w górę na Tete Rouse. Podejście jest dość konkretne z ciężkim plecakiem trzeba poruszać się w skalistym terenie, po mało wygodnym szlaku a w górnej części nawet eksponowanym.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Podczas podejścia znów dochodzi do cudu rozpogodzenia, widoki robią się coraz rozleglejsze. Przy wejściu na pole namiotowe wita nas dwójka Górali Nadmorskich, która również uczestniczyła w aklimatyzacji na Gran Paradiso. Szacun dla nich, ponieważ na Tete weszli z samego dołu bez korzystania z kolejek i to jeszcze we wczorajszych strugach deszczu. Jest piątek, oni mają zamiar atakować szczyt w sobotę z Tete, tu kolejny szacun bo to wyrypa jest nie lada, my wchodzimy w sobotę do Goûter ( dwa tygodnie wcześniej udało się zarezerwować nocleg ) a w niedzielę na szczyt. Próbują w piątek po południu już ruszyć do góry, ale zostają zawróceni przez żandarmerię, która siedzi w budzie przypominającej śniadaniówkę :lol: . Tete Rouse wita nas pięknym słońcem i brakiem wiatru, doliny toną w chmurach. Wywalamy wszystkie mokre rzeczy, które rozłożone na okolicznych skałach wysychają w mgnieniu oka. Miejsce na namiot mamy fajne, już na gotowej platformie pomiędzy granią a … kibelkiem :lol: . Dalsza część dnia upływa na grzaniu garba, pogaduszkach na tematy wszelakie i obserwacji Kuluaru Śmierci, którym co jakiś czas lecą kamienie, generalnie w każdym żlebie słychać łoskot spadających kamienie, czy obrywających się seraków. Odwiedzamy jeszcze schronisko na Tete Rouse by zaopatrzyć się we francuski chmiel w płynie. Ja spaceruję jeszcze po grani biegnącej od pola namiotowego w kierunku schroniska, na której jest zrobione coś w rodzaju symbolicznego cmentarza.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pierwszy alpejski Brocken.

Obrazek

Obrazek

Zachody słońca na Tete, miazga.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

c.d.n.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt paź 19, 2018 11:18 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Pt sie 07, 2015 10:09 pm
Posty: 385
Lokalizacja: Chrzanów
Tete Rouse to strasznie niespokojne miejsce, co chwilę przelatuje lub ląduje jakiś śmigłowiec, w powietrzy ciągle się kotłuje, air show murowany :lol:

Obrazek

W piątek ustalamy strategię na sobotnie wyjście do Goutiera. Wykombinowaliśmy, że jak ruszymy rano to kamienie nie polecą w kuluarze, bo jeszcze je będzie trzymał mróz z nocy. Jakże się pomyliliśmy. Startujemy około piątej rano, czas dojścia to 2-3h w trudnym skalnym terenie. Najpierw po krótkim odcinku zmrożonego śniegu, potem jakieś parchate piargi i wchodzimy na boczną ścianę ograniczającą kuluar od lewej strony.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W sumie odkąd wyszliśmy z namiotów słychać lecące kamienie, jak to możliwe ? Wygląda na to, że już nad ranem zaczynają się harce w kuluarze i tak się to sypie do popołudnia, jak się w ciągu dnia wysypie to po południu jest względny spokój. Cztery osoby przechodzą bez problemu, wyżej niż jest rozciągnięta lina jest dość wyraźna i dobrze ubita ścieżka, po której można sprawnie przebiec. Na drugiej stronie zostaje Bogdan z Ewą, jak tylko wchodzą na ścieżkę zaczynają lecieć kamienie, oboje padają na ziemię co pozwala uniknąć przelatujących nad nimi kamieni, ale muszą się szybko wycofać na skały, gdzie przeczekują lawinę, drugie podejście się udaje i wszyscy jesteśmy już na drugiej stronie. Cała droga do góry to jeden wielki parch, bardzo trzeba uważać za co się łapie, o ile ścieżka po której odbywa się główny ruch w górę jest w znacznym stopniu wolna od luźnych kamieni, tak kamienie na zboczu są tak misternie poukładane jeden na drugim, że ma się wrażenie iż po wyjęciu jednego naruszy się tą strukturę i wszystko runie w dół.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Od 2/3 długości podejścia na skałach zamontowana jest lina, więc można się wpiąć jak na ferracie. Podejście jest dość strome, szybko robi się wysokość i widoki budzących się do życia dolin też zaczynają urzekać.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Podejście kończy się wejściem na stalowy balkon, gdzie trzeba już ubrać raki bo dalej jest już lodowiec.

Obrazek

Po krótkim podejściu w górę w końcu pojawia się słońce, widać nasz dzisiejszy cel, od którego dzieli nas krótki odcinek śnieżnej grani.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Koło ósmej docieramy do Gutka, na wjeździe wita nas niemiły zapaszek z systemy tutejszej kanalizacji rodem z XXI wieku, czyli rura wystawiona w przepaść :lol:

Obrazek

Meldujemy się w recepcji, uiszczamy opłatę i instalujemy się w sypialni.

c.d.n.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N paź 21, 2018 12:06 am 
Kombatant

Dołączył(a): Pt sie 07, 2015 10:09 pm
Posty: 385
Lokalizacja: Chrzanów
Na chwilę zalegamy w łóżkach. Przez chwilę nawet pada pomysł, by może jednak dzisiaj ruszyć na szczyt i spać na zejściu w schronisku, bo co tu cały dzień robić a pogoda jest perfect. Pomysł jednak szybko upada, jutro też ma być turbo warun a chyba ekipa nie jest ani psychicznie ani mentalnie przygotowana do ataku, na dodatek Bogdan się słabo zaaklimatyzował, może jedna noc więcej na tej wysokości coś zmieni. Dwóch nawiedzeńców ( Michał i Ewa, młodzi są niech się męczą :D )stwierdza, że pójdą sobie do góry na spacerek i tak dochodzą do Valota. Reszta zalega w łóżkach na dłużej, w końcu normalne warunki, ja dodatkowo kierując między punktami docelowymi nie miałem możliwości odpoczynku, więc tutaj to sobie odbijam. Po czternastej wychodzimy ze schroniska na śnieżny grzbiet powyżej schroniska by zaabsorbować trochę promieni UV, potem to tracenie mnóstwa czasu na topienie śniegu, by zrobić fila, izotonika i herbatę na wyjście jutro.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ewa na spacerku, cóż za radość :D

Obrazek

Wyjście na szczyt ustalamy na piątą. Rano okazuje się, że Bogdan poszedł sam godzinę wcześniej, nie chciał nas spowalniać, trochę ryzykowne z uwagi, że nadal wysokość dawała się mu we znaki. Ruszamy za innymi grupami. Początek to kontynuacja śnieżnej grani, po której następuje podejście bardzo szerokim zboczem pod Dome du Gouter. I ten odcinek dla mnie to prawdziwa masakra. Zaczynam mieć jakieś problemy z oddychaniem, męczę się okropnie, wypadałoby się co pięć kroków zatrzymywać i odpoczywać a tu nawet czterech tysięcy jeszcze nie ma. W końcu docieramy do miejsca, z którego droga zaczyna trawersować szczyt Dome du Gouter, tutaj samopoczucie się poprawia bo i ścieżka trochę się kładzie. Po obejściu wierzchołka w końcu ukazuje się nam dzisiejszy cel i dalsza droga, tu jest jeszcze lepiej bo idzie się z górki na Col du Dome.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem tylko doczłapać do schronu Vallot. Robimy w nim dłuższą przerwę, ja muszę rozgrzać palce u stóp bo tracę czucie, jemy, herbatkę pijemy, atmosfera dość wesoła jak na tak posępne miejsce i miłe zaskoczenie bo o tym miejscu krążą legendy, że syf i umieralnia a tu żadnych ekstremalnych doznań, żaden ze zmysłów nadmiernie nie cierpi.

Obrazek

Po niecałej godzince ruszamy dalej. Droga na szczyt jest dość złudna, bo kilka razy trzeba podejść i zejść, także suma przewyższeń znacząco wzrasta a sił ubywa i oddech robi się coraz cięższy. Grań miejscami dość wąska, wiatr dość konkretnie daje, więc pion ciężko utrzymać. Zimno, wąsko, ślisko, wietrznie i jeszcze nie ma czym oddychać, niewątpliwie jest to miejsce gdzie ludzie poddają się zbiorowemu masochizmowi, co ich tam pcha ? Sam sobie nie umiem odpowiedzieć na to pytanie :lol:

Obrazek

Ja targam z Ewą do góry, Michał idzie w trójce z Natalią i Romkiem. Bogdana nie było w Vallocie, więc pewnie już jest na szczycie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie wiem ile zajmuje nam dojście na szczyt z Vallota, ale koło dziesiątej jesteśmy na miejscu. Pogoda idealna, trafiliśmy w dwa dni pięknej pogody. Bogdan na nas czeka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ludzie dochodzący drogą 3M.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Grawitacja jakoś mniej działa na szczycie :lol:

Obrazek

Mnie się lepiej oddycha stojąc na głowie :lol:

Obrazek

Grupa szturmowa 8)

Obrazek

Obrazek

Prężą się chociaż ledwo oddychają.

Obrazek

Obrazek

Jak ktoś z Poznania i myśli o czterech kątach to polecam :D

Obrazek

Mnie i Michałowi jest mało, zostawiamy plecaki, wiążemy się liną, czakany w dłoń i idziemy w stronę włoskiego wierzchołka Mont Blanc de Courmayeur.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W sumie nie wiem na co dotarliśmy, piszą że ze szczytu Mont Blanc jest 15 minut, może tyle szliśmy. Ślady prowadziły troszkę dalej na trawers pod widoczną grań z nawisami. Średnio mamy ochotę brnąć po słabo przetartym szlaku, już powrót na Blanca będzie kosztował sporo energii, której z każdym krokiem ubywa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Parę fotek i robimy morderczy powrót na główny szczyt, tutaj jeszcze chwilka dla fotoreporterów i schodzimy.

Obrazek

Ja jeszcze melduję Kontroli Lotów wykonanie zadania :mrgreen:

Obrazek

Ruszamy, dzisiaj musimy dotrzeć na Tete.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W Vallocie przerwa na konkretne jedzenie.

Obrazek

I kontynuujemy zejście.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zejście na Col du Dome w drodze na szczyt było fajne, ale teraz trzeba podejść sporo do góry.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Michał mi gdzieś ucieka, ale doganiam Bogdana i idziemy już razem do Gutka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Około drugiej lądujemy w schronisku, odpoczywamy, zabieramy zostawione w drodze na szczyt zbędne rzeczy i ruszamy na Tete Rouse.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na zejściu kuluar pokonujemy bez problemów. Przy namiotach jeszcze chwilę siedzimy, ale emocji na dzisiaj każdy ma dość. Noc szybko mija a rano po wyjściu z namiotu świata nie widać, mgła i kropi deszcz. Zwijamy obozowisko i w deszczu schodzimy do stacji tramwaju, gdzie chwilę musimy poczekać na pojazd szynowy. W Les Houches robimy jeszcze zakupy, ponownie spotykamy się na chwilę w barze z Natalią i Romkiem by opić zdobycie MB. Oni wyruszają do kraju nazajutrz a my ponownie przejeżdżamy na włoską stronę tunelem pod Mont Blanc, by z Courmayeur wyjechać kolejką SkyWay do schroniska Torino i zrealizować ostatni tego wyjazdu punkt programu :D


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N paź 21, 2018 9:14 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn paź 29, 2007 8:31 pm
Posty: 3038
Lokalizacja: Nowy Sącz
Przeczytane, pooglądane. Powróciły wspomnienia sprzed ponad 20 lat, trochę smutnie wyglądają skutki ocieplenia klimatu, lodowiec Bionnassay cały zasypany gruzem, okolice Tete Rousse prawie bez śniegu, podobnie jak ściana Goutera.

_________________
http://www.naszczytach.cba.pl Aktualizacja 2015 - nowe: Karpaty Rumuńskie, Kralova Hola, Welebit, Siwy Wierch i wiele innych. Zapraszam


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N paź 21, 2018 9:18 am 
Zasłużony

Dołączył(a): Pn cze 13, 2016 8:29 am
Posty: 150
Na Courmayeur'a jest nieco dłużej niż 15 minut, a sam jego wierzchołek to luźna kupa kamieni. Na pewno dużą rzadkością są zdjęcia Blanka z tego jednak nieczęsto odwiedzanego miejsca. Fajna relacja :)

_________________
Zaoszczędzone można przepić.
Korona Europy


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn paź 22, 2018 12:26 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Pt sie 07, 2015 10:09 pm
Posty: 385
Lokalizacja: Chrzanów
gouter napisał(a):
okolice Tete Rousse prawie bez śniegu, podobnie jak ściana Goutera.

Że na Tete nie ma śniegu to jest akurat OK i tak miałem dość poprzedniej nocy spędzonej na lodowcu, na ścianie Goutera gdy był śnieg pewnie tak kamienie by nie leciały, ale i podejście byłoby dużo trudniejsze. Na mnie największe wrażenie zrobił z dołu lodowiec Bossons, coś niesamowitego, te błękitne seraki wiszące nad doliną.

Pan tu nie stal napisał(a):
Fajna relacja

Dzięki, może kiedyś nam odbije i zrobimy 3M z samego dołu to zdepczemy tą włoską grań dalej :D
Szukałem zdjęć właśnie z tego włoskiego wierzchołka i nic nie znalazłem, dlatego nie byliśmy pewni gdzie trzeba dojść.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn paź 22, 2018 5:35 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn paź 29, 2007 8:31 pm
Posty: 3038
Lokalizacja: Nowy Sącz
To moje zdjęcia z 1996 roku, możesz sobie porównać
Obrazek
Obrazek
Obrazek
a tutaj ściana Goutera

Obrazek

_________________
http://www.naszczytach.cba.pl Aktualizacja 2015 - nowe: Karpaty Rumuńskie, Kralova Hola, Welebit, Siwy Wierch i wiele innych. Zapraszam


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn paź 22, 2018 7:28 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 936
Lokalizacja: W-wa
gouter napisał(a):
Powróciły wspomnienia sprzed ponad 20 lat

Chyba nie zamieszczałeś na forum relacji ze swojej wyprawy na MB w 1996. Spodobała mi się już od pierwszego zdania:

...Kiedyś przypadkiem zobaczyłem ogłoszenie na jednym ze sklepów turystycznych, najbardziej zachęcająca była niska cena. Wahałem się, czy zdecydować się na ten wyjazd, bo do tej pory znałem tylko Tatry, a najwyższy szczyt na którym byłem to Rysy. Do tej pory dla mnie Mont Blanc wydawał się nieosiągalny dla zwykłego turysty górskiego. Jednak zaryzykowałem.
Grupa liczyła siedem osób, które nigdy wcześniej w życiu się nie widziały i pochodziły z różnych części Polski od Szczecina, przez Płock, Sosnowiec aż do Wojnarowej (koło Nowego Sącza) wieku od 17 do 48 lat. Po dwudziestogodzinnej jeździe dotarliśmy do punktu wyjściowego, miejscowości Le Houches w dolinie Chamonix. Widoki wręcz oszałamiały. Pstrykałem zdjęcia jak japoński turysta. Pierwszy raz w życiu zobaczyłem lodowce, które spływały wprost do bujnych zielonych lasów. Stanowiło to niesamowity kontrast, obrazki jak z telewizyjnej reklamy Milki..
.

A trafiłam na nią tu: http://naszczytach.cba.pl/mont-blanc-4807-m/

Damian78 napisał(a):
Szukałem zdjęć właśnie z tego włoskiego wierzchołka i nic nie znalazłem

Z "naszych" był tam chyba Pan tu nie stał, który co prawda wypowiada się wyżej o tym wierzchołku, ale skromnie nie przyznaje się, że na nim był. Nie mogę znaleźć jego relacji (bo ją chyba wcięło), ale prawie pewna jestem, że zaliczył Courmayeura, napisał o tym w relacji i zamieścił zdjęcia.

_________________
1. https://vimeo.com/231243943
2. https://vimeo.com/55441565


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn paź 22, 2018 7:46 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn paź 29, 2007 8:31 pm
Posty: 3038
Lokalizacja: Nowy Sącz
anke napisał(a):
Chyba nie zamieszczałeś na forum relacji ze swojej wyprawy na MB w 1996. Spodobała mi się już od pierwszego zdania:

Dzięki za reklamę mojej stronki :D . Nawet nie pamiętam, czy zamieszczałem relację tutaj, musiałbym poszperać

_________________
http://www.naszczytach.cba.pl Aktualizacja 2015 - nowe: Karpaty Rumuńskie, Kralova Hola, Welebit, Siwy Wierch i wiele innych. Zapraszam


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn paź 22, 2018 9:20 pm 
Zasłużony

Dołączył(a): Pn cze 13, 2016 8:29 am
Posty: 150
anke napisał(a):
Damian78 napisał(a):
Szukałem zdjęć właśnie z tego włoskiego wierzchołka i nic nie znalazłem

Z "naszych" był tam chyba Pan tu nie stał, który co prawda wypowiada się wyżej o tym wierzchołku, ale skromnie nie przyznaje się, że na nim był. Nie mogę znaleźć jego relacji (bo ją chyba wcięło), ale prawie pewna jestem, że zaliczył Courmayeura, napisał o tym w relacji i zamieścił zdjęcia.

Pewnego dnia zostałem "zniknięty" z forum wraz ze wszystkimi postami. Szczęśliwie rzeczona opowieść zachowała się gdzie indziej i tam można zobaczyć kilka zdjęć z Courmayeur'a. Kto ciekawy, niech zerknie :) http://www.e-gory.pl/forum/viewtopic.ph ... iej#p84872

_________________
Zaoszczędzone można przepić.
Korona Europy


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt paź 23, 2018 10:11 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Pt sie 07, 2015 10:09 pm
Posty: 385
Lokalizacja: Chrzanów
Na okazję tego wyjazdu zrobiliśmy sobie koszulki: Mont Blanc Expedition 2018 :D
Niedziela po zejściu z góry, tą małą flagę z naszymi nazwiskami i miejscowościami zostawiliśmy w schronisku Tete Rouse.

Obrazek


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 11 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL