Forum portalu turystyka-gorska.pl

Wszystko o górach
relacje na mapie
Regulamin forum


Teraz jest Pn sty 21, 2019 9:51 pm

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 16 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: Pn lis 19, 2018 7:24 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Pt cze 22, 2012 7:38 pm
Posty: 533
Lokalizacja: siem-ce; m-ce
Rok bez wyjazdu do Rumunii byłby dla nas rokiem straconym, tak więc z radością przyjąłem informacje, że w Południowych Karpatach na początku listopada ma zagościć piękna pogoda. Zabukowaliśmy apartament w Hategu i w piątek, po pracy pokonaliśmy ten tysiąc dzielących nas kilometrów. Około północy zatrzymaliśmy się za miastem Caransebes przy drodze prowadzącej do kompleksu narciarskiego Muntele Mic. Rano podjechaliśmy dość gładkim asfaltem na parking pod Muntele Mic na wysokości 1200 m npm.
Zaletą listopadowych wypadów w Góry Rumunii niewątpliwie jest fakt, że na halach nie ma już pasterzy z owcami, a także pilnujących je psów. No, ale kilka zakrętów wyżej usłyszeliśmy charakterystyczne dzwonienie, a później ujadanie psów. Jeden nawet wybiegł nam na spotkanie. Jako, że żona panicznie się boi psów pasterskich, musieliśmy ominąć stado owiec łukiem poniżej szlaku. Zalesionym grzbietem dotarliśmy na łąki Cuntu, gdzie przywitał nas lekki opadzik. Nie było go wprawdzie w żadnej prognozie, ale większych szkód nie poczynił ;).

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dalsza droga na Vf Tarcu prowadziła głównie wygodnie szutrówką, czasem przecinkami po trawkach. Na szczycie stacja meteo i piękny widok na pobliskie Góry Godeanu, których odcień traw w słońcu mienił się w złocistym kolorze.


Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pomimo sporego wiatru na szczycie wytrzymaliśmy dość długo i postanowiliśmy schodzić tą samą drogą. Z powodu mojego niedoinformowania myśleliśmy, że weszliśmy na najwyższy szczyt pasma. Niestety już w kraju, po przejrzeniu map, okazało się, że najwyższy jest Caleanu. Szkoda, że nie weszliśmy na niego na tym urlopie, bo nasze kolejne wycieczki spięły by się w ciekawy projekt.
W drodze powrotnej minęliśmy kilkaset osób – wszyscy z uśmiechami na twarzach maszerowali na szczyt. Pół godziny drogi od parkingu jest rozległa polana z widokiem na masyw Tarcu, gdzie również odpoczywało kilkadziesiąt osób. Miejsce to spełniało chyba tą samą funkcję co u nas Rusinowa Polana. Sądząc po rejestracjach samochodów na parkingu (głównie z Timisoary), trasa ta jest dość popularna wśród okolicznych mieszczuchów. A góry Tarcu są dla nich najłatwiej dostępne, co w prosty sposób tłumaczy ów tłok na szlaku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Narobiliśmy sobie apetytu wycieczką w Góry Tarcu i drugiego dnia postanowiliśmy postawić na coś wyjątkowego. Najwyższy szczyt Parangu? Czemu nie. Tym bardziej, że prognozy wieściły pierwszy dzień wielodniowej stabilnej aury.
Jeszcze przed wschodem zaparkowaliśmy samochód w Cotul Jietului w dolinie Jiet i za znakami czerwonego kółka rozpoczęliśmy podejście Doliną Rosiile. Najpierw szlak długo prowadzi zdrowym karpackim lasem aż pod schronisko Agatat, które umieszczone jest na skale. A co.

Obrazek

Wyżej w otwartym terenie szlak zahacza o cztery jeziorka: Zanoaga Stanei, Lung, Rosiile i Mandra. Nie ma więc czasu na nudę. Przełęcz Saua Gruiul przywitała nas dość mocnym wiatrem od południa i pozostał nam końcowy odcinek z dwustumetrowym podejściem na wierzchołek Parangul Mare (2519 npm).

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na szczycie odnieśliśmy wrażenie, że stoimy pośrodku całego górskiego rejonu Karpat Południowych. Dzięki doskonałej widoczności Fogarasze widzieliśmy, jak na dłoni; bardzo wyraźnie jawiły się na wschodzie Góry Bucegi. Na południu upatrzyłem masyw Midżura na granicy serbsko-bułgarskiej. O grupie Retezatu nawet nie wspominam. Wiatr jakby ucichł – na szczycie byliśmy chyba tylko my tego dnia. Jak na niedzielę frekwencja więc niezbyt dopisująca.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Retezat

Obrazek
na pierwszym planie Góry Valcan

Obrazek

Obrazek

Przemieściliśmy się dalej grzbietem przez Vf Gemanarea i Vf Slivei, z którego do doliny sprowadziła nas pasterska ścieżka, sadząca zakosy od jednego krańca doliny do drugiego.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Dolina Rosiile

Dolina Rosiile swoją długością trochę przypomina tatrzańską Dolinę Białej Wody. Idąc z powrotem więc zaklinałem, że następnego dnia musimy urobić coś krótszego (a już na pewno nie Peleagę w Retezacie), bo w trakcie urlopu nam nogi odpadną. Żona tylko się śmiała po cichu.
Wieczorem, po kilku Silvach (7 procent) i Argusach (ten sam woltaż) za kolejny cel wybraliśmy Peleagę. Argument, który zaważył? Ma być huraganowy wiatr, a na tej trasie jest mało grani ;).
Rankiem, gdy parkowałem samochód na Poiana Carnic i obserwowałem wierzchołki Retezatu oddalone o jakieś piętnaście kilometrów miałem mieszane uczucia, co do decyzji podjętej dzień wcześniej.
Po półgodzinnym marszu asfaltem dotarliśmy do rozstaju szlaków, gdzie wybraliśmy szlak niebieskiego trójkąta w kierunku Cabana Gentiana. Po drodze minęliśmy piękny wodospad Maria Magdalena. Później wybraliśmy szlak żółtego trójkąta, który poprowadził nas doliną Rea na przełęcz Saua Peleaga. Na każdym metrze naszej trasy czuliśmy się, jak w parku narodowym z prawdziwego zdarzenia. Piętro lasu wywarło na nas największe wrażenie – taka Pyszniańska do kwadratu.
Po drodze minęliśmy znowu kilka mniejszych stawów. W dolinie z wiatrem jeszcze było spokojnie, ale kosówka, którą widzieliśmy na graniach robiła meksykańską falę, co nie wróżyło zbyt dobrze. Byliśmy więc przygotowani na najgorsze przed wejściem na Przełęcz Peleaga, gdzie przywitał nas niesłabnący, porywisty, południowy wiatr.

Obrazek
cascada Maria Magdalena

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wiatr, wiatrem, ale pozostało nam już tylko dwieście metrów podejścia na najwyższy szczyt Retezatu. Na szczycie trochę nam zeszło, bo widoki były jedyne w swoim rodzaju. Peleaga znajduje się w centralnym punkcie całego pasma dzięki czemu panorama z niej jest kompletna.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Żeby nie schodzić tą samą drogą trzeba było jednak trochę grani urobić. I tak też weszliśmy jeszcze na Vf Custura Bucurei i zeszliśmy na Przełęcz Bucurei i dalej doliną Pietrele. Po drodze przyczepił się do nas piesek, który towarzyszył nam aż na parking. Na trasie minęliśmy jednego rumuńskiego turystę, który chyba zamierzał spać na Bucurze.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Lacul Pietrele

Obrazek

We wtorek obudziłem się po siódmej rano i na spokojnie sprawdziłem prognozy na komórce. Nagle okazało się, że na drugi dzień ma być jakieś małe załamanie pogody w rejonie Uricani I Gór Wylkańskich, czyli tam, gdzie mieliśmy się wybierać. Trzeba było więc jutrzejsze plany przesunąć o dzień wcześniej. Żona uparła się żeby iść na Osleę, więc po dość irytującej podróży przez górnicze miasta Vulcan, Lupeni i Uricani, ciągnąc się za poruszającymi się jak woły w swoich pandach i daciach lokalnymi emerytami w końcu dojechaliśmy na miejsce. W sumie nie bardzo byliśmy pewni czy to jest to miejsce o które nam chodzi. Ot dróżka do doliny, jak każda inna. Po czasie okazało się jednak, że trafiliśmy idealnie do wylotu Doliny Ursu. Trochę mnie męczyła nazwa doliny, która nieodparcie kojarzyła się z niedźwiedziami. Co ciekawe jedynym śmieciem, który znaleźliśmy po drodze, była puszka po piwie Ursus. To utwierdziło nas, że jesteśmy we właściwym miejscu ;).
Najpierw szliśmy wzdłuż potoku, zgodnie z prowizoryczną mapą w telefonie, a następnie zgodnie ze ścieżką zaczęliśmy się wspinać na garb po jego orograficznie prawej stronie. I tak doszliśmy do rozdroża. Wybraliśmy lepszą prawą odnogę, której bieg po kilkudziesięciu metrach zakończył się w gęstym młodniku. Wróciliśmy więc na rozdroże i wbiliśmy się w lewy wariant. Lewy wariant był idealny być może dla lisa bądź innej kuny, ale ja z moim wzrostem przemieszczałem się nim na nisko ugiętych nogach, rękami odchylając gałęzie. Szliśmy tak przez jakieś dwadzieścia minut, nie zniechęcając się, bo nasz kierunek był odpowiedni.
W końcu doszliśmy na pastwiska i otwarły się piękne widoki na Godeanu. Jak się okazało trafiliśmy idealnie na pierwsze trawiaste ramię (patrząc od północy), czyli dokładnie to o które nam chodziło.
Stromo i mozolnie podeszliśmy na grzbiet masywu Oslei, gdzie przywitał nas chłodny wiatr i dość gęsto znaczony, graniowy szlak czerwonego paska. Nie było tylko ścieżki ;).

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na grani nie spieszyło nam się specjalnie – jej przejście do ostatniej kulminacji zabrało nam jakieś dwie godziny. Z wieloma przerwami na podziwianie widoków w miejscach, które były osłonięte od wiatru.
Sama Oslea jest najwyższym szczytem gór Valcan i stanowi doskonały punkt widokowy na masywy Parangu, Retezatu, no i oczywiście pobliskich gór Godeanu, które rozciągają się przed nią niczym wachlarz. Grzbiet Oslei musi prezentować się pięknie o każdej porze roku, skoro smutnym listopadem wygląda tak zjawiskowo i mieni się w złotym odcieniu. Rejon jest często odwiedzany również zimą, gdy na grani tworzą się fantazyjne nawisy. My akurat na trasie nie spotkaliśmy nikogo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z ostatniego wzniesienia następuje bardzo strome zejście na halę, która troszkę kojarzy się z Kralovą Studnią w Wielkiej Fatrze, a następnie szlak sprowadza przez otwarte pastwiska do szutrowej drogi w Dolinie Jiu.

Obrazek

Obrazek

W dniu odpoczynkowym podziwialiśmy wodospad Lolaia w Retezacie, a także zdobyliśmy łąkowy dzyndzel nad Hategiem, z którego szybko przegoniły nas podmuchy porywistego wiatru. W tym dniu powstał również szatański plan wejścia na najwyższy szczyt Gór Godeanu, czyli Vf Gugu. Uznaliśmy, że skoro włazimy na najwyższe szczyty okolicznych pasm, to głupio by było nie zdobyć i tego.

Obrazek

Obrazek
Cascada Lolaia

Niezbyt budujący był fakt, że nie wiedzieliśmy jak długa będzie nasza trasa i ile metrów przewyższenia trzeba będzie pokonać. Wszyscy Rumuni, którzy przechodzili ją i pisali o tym na necie, szli dwa dni, więc nasz pomysł był dość ryzykowny.
Atak z motyką na słońce rozpoczął się godzinę przed wschodem przy pogrążonym w egipskich ciemnościach zbiorniku Gura Apei. Wymyśliliśmy sobie ramy czasowe na odcinki, które mamy pokonać i po godzinie marszu wzdłuż zbiornika uznałem, że nie ma sensu iść dalej i trzeba przeprawić się na drugą stronę doliny. W tym miejscu płynęła już tylko w miarę płytka rzeka, którą postanowiliśmy przejść w bród. Woda sięgnęła ponad kolana i zmoczyła podciągnięte gacie, ale przejście się powiodło. Kontynuowaliśmy więc nasz marsz po drugiej stronie zbiornika.
I tak dotarliśmy do ścieżki, którą uznaliśmy za właściwą, a która miała nas zaprowadzić na pastwiska Borascu. Oczywiście ścieżka miała dwie odnogi. Nie wiem dlaczego, ale wybraliśmy tą prawą. Po kilkunastu metrach usłyszeliśmy przeraźliwy ryk z krzaków. Stanęliśmy, jak wryci – co robić? Dla mnie było to wycie dinozaura, ale żona z przekonaniem stwierdziła, że to musi być niedźwiedź. Staliśmy tak kilka chwil w konsternacji do momentu aż ryk się powtórzył. Dobra, wracamy do lewej odnogi – oświadczyłem żonie, co przyjęła z wielką aprobatą. W ten oto sposób niedźwiedź zaprowadził nas na właściwą drogę ;).
Wygodna, pasterska ścieżka omijająca sprytnie wszystkie powalone drzewa, oznakowana w pomarańczowe kropki zaprowadziła nas wprost na pastwiska. Na pastwiskach zastaliśmy dwa stare groby pasterzy i porozwalane szałasy. Wzdłuż ogromnej kaldery Borascu podeszliśmy na płaski szczyt Borascu Mare, bardziej obły niż Ploska w WF czy Pilsko w Beskidach. Tam też zobaczyliśmy, co nas czeka i widok nie był zbyt optymistyczny. Raczej zatrważający. Szczyt Gugu majaczył gdzieś w oddali, a dzielił nas od niego wielokilometrowy odcinek grani pokręconego na różne sposoby grzbietu gór Godeanu. Najgorsze było to, że nie mogliśmy dostrzec schroniska Refugiul Gugu, które miało się znajdować pod szczytem i nie wiedzieliśmy w którą dolinę mamy uderzyć, żeby do owego schroniska później zejść. Było to o tyle istotne, że ze schronu do naszego zbiornika, z którego startowaliśmy, prowadził już szlak.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Borascu Mare

Żeby wejść na kolejny szczyt Vf Galbena, który znajdował się już w głównym grzbiecie Godeanu, musieliśmy pokonać dwa płytkie siodełka, a następnie jakieś trzysta metrów podejścia na wierzchołek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
w tle Parang

Obrazek

Na Galbenie aż usiedliśmy z wrażenia, bo widok był niesamowity. Na południu morze chmur po horyzont, które ocierało się o naszą grań kilkadziesiąt metrów niżej. Na zachodzie widok od Retezatu, przez Parang, aż po oddalone o wiele kilometrów Fogarasze. A przed nami magiczna grań Godeanu zakończona piramidalną sylwetką Gugu. Wpatrywaliśmy się w nią, jak zahipnotyzowani. Była opcja żeby iść w drugą stronę i zejść szlakiem do zbiornika, ale po stwierdzeniu żony „raz kozie śmierć” postanowiliśmy kontynuować nasz marsz zgodnie z planem.
Wzrokowo podzieliłem naszą trasę na trzy odcinki: pierwszy miał się kończyć w okolicach szczytu Micusa i przeznaczyliśmy na niego godzinę. Tyle samo czasu wyznaczyliśmy sobie na drugi etap, który miał zakończyć nasz marsz główną granią. Gugu leży w bocznej grani i na pokonanie tego odcinka ustaliliśmy czas półtoragodzinny. Dawałoby nam to trzy godziny dnia na odnalezienie ścieżki z Gugu do schroniska i powrót w okolicę zbiornika. Pobożne życzenia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na szczęście szlak sporo trawersował (chociaż na wszystkie ważniejsze wierzchołki po drodze i tak weszliśmy), a my parliśmy do przodu robiąc kroki wielkie jak szpagaty.
Najpiękniejszym miejscem na trasie była okolica Scarisoary ze stawem o tej samej nazwie. Tam też minęliśmy jedynych tego dnia turystów, którzy (takie miałem wrażenie) pozdrowili nas po hiszpańsku. Mieli na sobie normalną turystyczną odzież, ale jeden z nich trzymał w ręku wiertarkę, a drugi młotek. Nie wiem o co im chodziło, zresztą czasu na namyślanie nie mieliśmy zbyt wiele, bo czas nas gonił wyjątkowo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
przełęcz pod Scarisoarą

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przed szczytem Moraru żona zaczęła ode mnie odstawać na kilka minut, więc na nią poczekałem i łagodnie objaśniłem, że nasze obliczenia biorą w łeb i mamy spore opóźnienie. Krok jej się znowu wydłużył. Ostatni odcinek bocznej grani na Gugu okazał się faktycznie półtoragodzinny. Pokonywałem go wisząc już prawie na kijkach trekkingowych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Góry Tarcu

Obrazek

Obrazek

Równo o trzeciej stanęliśmy na szczycie. Z godzinnym opóźnieniem, po prawie dziesięciu godzinach marszu. W końcu przyszedł czas by się czegoś napić i coś zjeść. Na szczycie jest tabliczka z napisem, ale, co nie jest zbyt rozsądne, szlak na niego nie prowadzi. Z wierzchołka nie dostrzegliśmy budynku schroniska – byliśmy więc znowu skazani na improwizację.

Obrazek

Obrazek

Po niezbyt długim odpoczynku rozpoczęliśmy zejście w kierunku schroniska. Po dłuższym zastanowieniu pierwsze łagodne zbocze prowadzące do doliny Lapusnicu Mic olaliśmy, bo nie dostrzegliśmy żadnej sensownej perci. Zanim doszliśmy do następnego, które wyglądało z Borascu na najbardziej dogodne do zejścia, musieliśmy jeszcze pokonać kilkudziesięciometrowy odcinek w gęstej kosówce. Na szczęście po wielu tatrzańskich przeprawach mamy w tym już spore doświadczenie ;).
I tak dotarliśmy na przełęcz z której wyraźna ścieżka kierowała do doliny, w pobliże pasterskich szałasów. W ich pobliżu odnalazło się nasze upragnione schronisko Gugu, pięknie wkomponowane w otoczenie, dzięki czemu nie mogliśmy go dostrzec z Borascu. Schron był otwarty i w pełni wyposażony.
Szlak czerwonego krzyża prowadził w górę do lasu, ale ewidentna dróżka waliła prosto w dół do doliny. Wybraliśmy ową dróżkę na zejście, bo nie chciało nam się podchodzić tych paru metrów… chyba mózg już nie pracował.
Ścieżka była wyznakowana różowym paskiem i była tak stroma, że aby z niej nie spaść trzeba się było w wielu miejscach zapierać kijkami ;). Do doliny nas wprawdzie sprowadziła, tylko o wiele wcześniej niż się spodziewaliśmy.
Kolejną godzinę przedzieraliśmy się ową ścieżyną przez przeróżne chaszcze wzdłuż rzeki, a nawet czasem jej korytem, skacząc po oślizgłych kamieniach. Dodatkowy akcent do naszej trasy, tak jak byśmy mieli mało wrażeń tego dnia. Zaczęło się już ściemniać i sporo po zachodzie dotarliśmy do drogi i szlaku czerwonego krzyża przy zbiorniku. Fakt, że jesteśmy w terenie, w którym rano grasował i ryczał niedźwiedź, nie bardzo nam dodawał otuchy, ale trzeba było iść dalej. Na parking mieliśmy już tylko półtorej godziny. Znowu trzeba było boso przeprawić się przez lodowatą rzekę – cudem odnaleźliśmy w ciemnościach to miejsce. Żona odnalazła, bo ja to już szedłem przed siebie jak tuman nie myślący o niczym. Na parkingu ostatnie spojrzenie w gwieździste niebo i w kierunku zbiornika. Ulga, a zarazem wielka satysfakcja, że udało nam się przejść tą trasę. Moment nie do zapomnienia.

Obrazek

Obrazek

Na drugi dzień oczywiście nogi były sztywne. Ale taryfy ulgowej plan nie zakładał, tym bardziej, że prognoza znowu była fantastyczna. W dwie godziny pokonaliśmy odcinek drogi z Hategu na przełęcz Gropa Seaca, która oddziela góry Sureanu od Parangu. Przełęcz jest położona bardzo wysoko, bo na wysokości 1598 metrów npm, co oczywiście bardzo nam przypasowało tego dnia ;).
Z przełęczy ruszyliśmy za znakami niebieskiego paska na południe, w Parang. Pierwsze trzysta metrów podejścia zapowiadało jakąś gehennę, ale później na łąkach szlak zaczął się kłaść. I otwarły się widoki aż po Góry Bucegi.
Zdobyliśmy szczyt Ciobanu Mare (1944 npm), z którego widać już było niby zamkniętą Transalpinę, po której jednak swobodnie przemieszczały się osobówki ;).

Obrazek

Obrazek
Ciobanu Mare

Obrazek
Lacul Huluzul

Obrazek

W pięknej scenerii wdrapaliśmy się na Vf Gauri, a następnie dotarliśmy na główną grań Parangu. Na szczycie Coasta lui Rusu (2300 npm) zakończyliśmy marsz. Szczyt znajduje się mniej więcej w środku pasma i oferuje ciekawą panoramę okolicznych wzniesień, a także nie tak odległych już Fogaraszy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Fogarasze

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na parking wróciliśmy tą samą trasą, strawersowaliśmy jedynie Ciobanu Mare, bo nogi już miały trochę dosyć.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak widać wysokie góry w Rumunii potrafią być w listopadzie bardzo przyjazne. Nie ma problemu z psami pasterskimi, samotność w nich jest aż przenikliwie odczuwalna, dalekie widoki i złociste hale przykuwają wzrok. Trzeba tylko się wstrzelić ;).


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn lis 19, 2018 9:18 pm 
Zasłużony

Dołączył(a): Pt sie 07, 2015 10:09 pm
Posty: 224
Lokalizacja: Chrzanów
Świetne widoki, niektóre bardzo przypominają słowackie Tatry Zachodnie.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt lis 20, 2018 11:35 am 
Kombatant

Dołączył(a): Pt wrz 17, 2010 11:49 am
Posty: 694
Lokalizacja: dokąd
Damian78 napisał(a):
Świetne widoki, niektóre bardzo przypominają słowackie Tatry Zachodnie.

Bo rumuńskie góry w to większości takie Tatry Zachodnie, tylko w znacznie większej skali przestrzennej ;).
Fajna wycieczka, lubię takie późnojesienne klimaty. A w góry Rumuni chętnie bym wróciła ... zatem dzięki za odświeżenie tamtejszych klimatów i krajobrazów! :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt lis 20, 2018 12:31 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 1078
Kurde, daliście czadu!
W końcu przejrzystość była chyba zadowalająca ? ;)
Dojazd do Rumunii w piątek po pracy... domyślam się jak to musiało wyglądać ;)
Ale jeszcze bardziej strasznie wyobrażam sobie jak zdobywaliście Gugu. To musiało być tempo! Twoja żona jest niesamowita... a jeszcze ją popędzałeś. Jak ja popędzam Ukochaną, to ona wtedy idzie wolniej dla zasady :D
Super wyjazd. Muszę znaleźć czas na Rumunię w przyszłym roku.

_________________
SPROCKET
https://picasaweb.google.com/107852838183145186231


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt lis 20, 2018 1:56 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Pt cze 22, 2012 7:38 pm
Posty: 533
Lokalizacja: siem-ce; m-ce
saxifraga napisał(a):
Bo rumuńskie góry w to większości takie Tatry Zachodnie, tylko w znacznie większej skali przestrzennej .

Lepiej bym tego nie ujął. Inna kwestia, że nam (Polakom) wszystko się kojarzy z Zachodnimi: Niżne Tatry (prawie jak Zachodnie), Alpy Karnickie (takie nasze Zachodnie), czy Karpaty Południowe (przypominające Zachodnie) :wink:.
sprocket73 napisał(a):
W końcu przejrzystość była chyba zadowalająca ?

No, była przez cały tydzień - taki Midżur widziany z Parangu, to około 230 km odległości.
sprocket73 napisał(a):
Dojazd do Rumunii w piątek po pracy... domyślam się jak to musiało wyglądać

Gaz do dechy i zajechaliśmy po dziewięciu godzinach :).
sprocket73 napisał(a):
Super wyjazd. Muszę znaleźć czas na Rumunię w przyszłym roku.

Ja też. Ale tym razem chyba wysępię w pracy urlop w październiku. W tym roku mieliśmy dużo szczęścia, że w górach nie było jeszcze śniegu. Spadł po naszym wyjeździe :wink:.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz lis 22, 2018 6:40 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1103
Lokalizacja: Stalowa Wola
O żesz k... ja pie... co za widoki, co za trasy, co za pogoda. Muszę jeszcze raz przeczytać relacje i przestudiować mapę.

_________________
Góry są po to, by przeżywać w nich radość zdobywcy. By wznieść się ponad siebie - Zdzisław Ryn


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz lis 22, 2018 9:37 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 758
Lokalizacja: W-wa
magis napisał(a):
W tym dniu powstał również szatański plan wejścia na najwyższy szczyt Gór Godeanu, czyli Vf Gugu (...) Wszyscy Rumuni, którzy przechodzili ją i pisali o tym na necie, szli dwa dni, więc nasz pomysł był dość ryzykowny.

Widzę na mapie, że od zbiornika jest także inne wejście na Gugu, przez Vf Branu, ze trzy razy krótsze od waszego. Wy szliście jakoś naokoło. No ale dzięki temu mogłeś pewnie napisać o chwili zakończenia trasy "Moment nie do zapomnienia" :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt lis 23, 2018 11:14 am 
Kombatant

Dołączył(a): Pt cze 22, 2012 7:38 pm
Posty: 533
Lokalizacja: siem-ce; m-ce
anke napisał(a):
Widzę na mapie, że od zbiornika jest także inne wejście na Gugu, przez Vf Branu, ze trzy razy krótsze od waszego. Wy szliście jakoś naokoło.

Oczywiście chodziło nam o przejście ambitnej trasy. Ten szlak przez Branu chyba już nie istnieje. Jedyne znaki, które widzieliśmy to te z czerwonym krzyżem do schroniska Gugu.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt lis 23, 2018 2:13 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Cz paź 22, 2015 5:17 pm
Posty: 1959
Lokalizacja: Poznań
magis napisał(a):
Inna kwestia, że nam (Polakom) wszystko się kojarzy z Zachodnimi:
To prawda, ja na jednym zdjęciu "zobaczyłam" nawet urwisko Krzesanicy :wink:
Piękne góry, piękne zdjęcia, miło oglądać i czytać :) . Nieźle się nachodziliście a dzień już nie tak długi. Ale dla takich widoków to warto.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt lis 23, 2018 2:53 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 18, 2009 11:04 am
Posty: 8894
Lokalizacja: miasto100mostów
KAPITALNA relacja! Zdjęcia kosmos!

_________________
'Tatusiu, zostań w samochodzie, a my zobaczymy gdzie zaczyna się nasz szlak.'


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt lis 23, 2018 8:31 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn paź 29, 2007 8:31 pm
Posty: 3013
Lokalizacja: Nowy Sącz
magis napisał(a):
Na południu upatrzyłem masyw Midżura na granicy serbsko-bułgarskiej

Uff, aż mnie palec boli od przewijania :D Nie chciało mi się wierzyć, że jest szansa zobaczyć z Paringu Midżura, sprawdziłem

Obrazek

Trochę te wszystkie góry w Rumunii do siebie podobne, ale czym przebijają nasze okoliczne - ilością, ze szczytów widać wiele wysokich pasm, po horyzont, szczególnie przy takiej przejrzystości. Taki listopad pewnie już się nigdy nie trafi. Aż mi się zachciało jechać w Retezat - który mi uciekł w 2015 roku, z powodu załamania pogody.

_________________
http://www.naszczytach.cba.pl Aktualizacja 2015 - nowe: Karpaty Rumuńskie, Kralova Hola, Welebit, Siwy Wierch i wiele innych. Zapraszam


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn lis 26, 2018 11:08 am 
Kombatant

Dołączył(a): Pt cze 22, 2012 7:38 pm
Posty: 533
Lokalizacja: siem-ce; m-ce
Krabul napisał(a):
KAPITALNA relacja! Zdjęcia kosmos!


e_l napisał(a):
Piękne góry, piękne zdjęcia, miło oglądać i czytać .

Dzięki :).
gouter napisał(a):
Uff, aż mnie palec boli od przewijania

Trochę sobie pofolgowałem z tymi zdjęciami :wink:.
gouter napisał(a):
Nie chciało mi się wierzyć, że jest szansa zobaczyć z Paringu Midżura, sprawdziłem

Też na tej stronie sprawdzałem. Na miejscu nawet wykonałem zdjęcie na pamiątkę:

Obrazek

gouter napisał(a):
Aż mi się zachciało jechać w Retezat - który mi uciekł w 2015 roku, z powodu załamania pogody.


W takim listopadzie ciężko jest wymyślić jakąś rozsądną wycieczkę jednodniową w Retezacie, po tym jak władze parku zamknęły drogę do Gura Bucurei. Zostają same długie tury z Poiany Carnic, albo wypad na Vf Retezat z Alpin Rausor.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn lis 26, 2018 11:37 pm 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt lip 10, 2007 9:34 pm
Posty: 2372
Lokalizacja: mazowieckie/małopolskie
Macie spręża i kondycję, nie ma co :)
Piękne te rumuńskie góry. Od dawna powtarzam sobie, że kiedyś pojadę, chyba tylko lęk przed miśkami wpływa na odkładanie tego na zaś ;-)

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr lis 28, 2018 5:38 am 
Weteran
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lis 12, 2008 12:37 pm
Posty: 119
Fotki super. Miałem jechać w Retezat jesienią ale nie wypaliło. Mam nadzieję, że wkrótce się uda.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt lis 30, 2018 5:03 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): N mar 09, 2014 2:19 pm
Posty: 2496
magis napisał(a):
Trochę sobie pofolgowałem z tymi zdjęciami :wink:.


Absolutnie nie masz się czym przejmować ! :mrgreen:


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt lis 30, 2018 11:52 pm 
Zasłużony

Dołączył(a): Pt sie 07, 2015 10:09 pm
Posty: 224
Lokalizacja: Chrzanów
Wypas, jak już nie będę miał siły na Alpy to chyba w takich górach zacznę gustować :D


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 16 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL