Forum portalu turystyka-gorska.pl

Wszystko o górach
relacje na mapie
Regulamin forum


Teraz jest So maja 25, 2019 10:33 am

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 14 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: So lut 09, 2019 11:50 am 
Kombatant

Dołączył(a): Pn sie 26, 2013 8:03 pm
Posty: 679
Trzydniowa wycieczka, która zrekompensowała mi nieudany górsko poprzedni rok. Brzmi niewiarygodnie? A jednak. Są takie momenty w życiu górołaza, dla których można ponosić porażki, by następnie podnieść się z kolan w blasku słońca i chwały.
Ferie dla mazowieckiego rozpoczęły się słabą pogodą w Tatrach. Chwilowe przejaśnienia, z powodów rodzinno – medycznych, przeczekałam na nizinach z gulą w gardle. Potem nastąpił halny. Po halnym zawsze jest pogoda – usłyszałam kiedyś od starego wygi górskiego. I wg yr.no tak właśnie miało być. Żeby uniknąć kolejnego rozczarowania, czego mogłabym już nie przeżyć, a przynajmniej przypłacić to chorobą psychiczną, postanowiłam delikatnie zacząć od Babiej Góry. Zostało mi wypomniane na tym forum, że tam nie byłam, poza tym szczyt honorny na zimę, poza tym, gdyby jednak coś nie pykło, to jednak nie Tatry..... Jedziemy. Ja i mąż mój Sławomir. Tak spoglądając na mapę rzucił mimochodem, że z Zawoi będziemy mieli ok. 70 km w Tatry, więc może...... Ale żeby nie zapeszyć, czekaliśmy na rozwój wypadków pogodowych. Żeby jednak mieć pełną elastyczność i być panami i paniami samych siebie postanawiamy zaopatrzeć męża mego Sławomira w potrzebny sprzęt i tak, w Krakowie Mąż mój Sławomir kupuje mi w prezencie walentynkowym nowiutakie szpilki (półautomaty) , a ja jemu przyrząd do czekania (na powrót żony oczywiście). Cel ewentualny był dla mnie oczywisty ; zaatakować niezdobytą zeszłej zimy Świnicę.
6.02 w środę, po dystrybucji całego mienia ruchomego (dwoje dzieci, dwa psy, półdzikie kocię), wyruszyliśmy do schroniska Markowe Szczawiny. Docieramy tam po zmroku, dostajemy pokój
(z grzybem na gzymsie okiennym – pierogów zatem nie zamawialiśmy). Plan na najbliższy dzień – wschód słońca na Diablaku, przejście pasma babiogórskiego, może jakaś pętelka?
Pobudka o 3;30, ale już od 2 w nocy kręcimy się w śpiworach. Sprawnie, jak dobrze wyregulowany rozrząd, wykonujemy poranne czynności i o 4 już wychodzimy ze w świetle czołówek. Schronisko prawie puste, oprócz nas idzie jeszcze dwóch mężczyzn, którzy znają dobrze trasę. To dla nas duże ułatwienie, bo pierwszy raz na Babiej i od razu nocą... ślady jednak sa wyrażne, ścieżka ubita, ale raków nie zakładamy. Idzie się świetnie. Jest w miarę ciepło, śnieg się skrzy jak skrzynia umarlaka, tylko im wyżej, tym pochmurniej. Pochmurnieją też nasze nastroje, ale ja wierzę, że wzniesiemy się ponadto. I faktycznie, kiedy zbliżamy się do kulminacji wzniesienia oczom naszym ukazuje się gwiazda, zwiastująca pogodne niebo. Potem jest już tylko piękniej. Dla tego, czego przyszło mi być świadkiem, nie znajduję słów (choć z natury i wykształcenia wygadana jestem).

Obrazek


Temperatura oscylowała w okolicach -15 stopni, wiatr ok. 5 w skali Beauforta. Morskie skojarzenia nie są calkiem od czapy. Już rozumiem pochodzenie metafory "morze chmur".

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Słońce w końcu się ujawniło w całej okazałości, ale cieplej nie było.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Zgodnie z planem ruszylismy przemierzyć pasmo babiogórskie. Chcieliśmy dotrzeć do Krowiarek i wrócić do schroniska niebieskim szlakiem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Niestety, im niżej schodziliśmy, tym więcej chmur dokoła nas.

Obrazek

Jednak cóż mieliśmy robić? Godzina 9 rano, wyżej już nie będzie, więc niech będzie przynajmniej krajoznawczo. Dotarliśmy do Sokolicy, widoków żadnych, więc wracamy w stronę słońca. Ponownie szukamy ciepła na Diablaku i ponownie, pomimo błękitnego nieba go nie znajdujemy. Patrzymy na zęby Tatr na horyzoncie i zastanawiamy się, czy jutro dane nam będzie oglądać Babią ze Świnicy. Póki co poszliśmy na Małą Babią Górę, bo cóż było począć z tak pięknie rozpoczętym dniem? I już wiemy, że trudno nam będzie w atrakcyjny dla nas sposób spędzić w Beskidach drugi dzień.

Obrazek

Obrazek


W schronisku, przy schabowym, zaglądam na stronę TOPR. 1 lawinowa. Aż podskoczyłam. Jedziemy na Świnicę. Żeby zapewnić sobie maksimum czasu kupuję wirtualne bilety na Kasprowy na 8:30 (palec odmawiał mi współpracy ze smartfonem, kiedy wyskoczyła opcja ZAPŁAĆ). Pobudka o 3. Czas przejazdu i wszelkie czynności logistyczne opracował mąż mój Sławomir, co zrobił z olbrzymią swadą, profesjonalizmem i znajomością realiów. W Zakopanem meldujemy się o 7, pomimo tego, że zgubiliśmy trochę szlak zejściowy do Zawoi i GPS zmienił zaplanowaną wcześniej trasę na kierunek "Willa Gwiazdeczka", kiedy mąż powiedział głośno w samochodzie "O, jaka ładna gwiazdeczka nad Tatrami". Po wyjściu z samochodu zaliczam spektakularną glebę na oblodzonym chodniku i boleśnie zbijam kolano. Sezon gleb uważam za otwarty. Żeby tylko nie na Świnicy....
Na górę wyjeżdżamy o 8:10. Wszystko idealnie, tylko znowu wieje. Słońce postanowiło udowodnić, kto tu faktycznie jest gwiazdą i okularów nie zdejmowaliśmy aż do jego zachodu. Liczymy na to, że zaczną wkrótce w kierunku Świnicy podążać tramwaje kursów zimowych, gdyż przebieg szlaku znaliśmy tylko teoretycznie i zasiadamy w ciepłym barze nad soczkiem, ale rosnący tłumek narciarzy w wieku różnym wypłasza nas na zewnątrz. Nie po to się dzieci pozbyłam na trzy dni, żeby słuchać wrzasków cudzych latorośli..... Więc idziemy. Szlak przedeptany, jakieś pojedyncze postacie majaczą w oddali, idziemy. Jest przepięknie. Pozdrawiamy Babią, królującą na horyzoncie w oddali.


Obrazek


Obrazek



Na Świnickiej Przełęczy spotykam dwóch mężczyzn, którzy właśnie zakończyli szczytowanie i dali nadzieję na to, że stanie się ono równiez naszym udziałem. To będzie pierwszy tatrzański szczyt zimowy zdobywany przez męża mego Sławomira. Przygotowywał się do tego, oglądając filmiki na yt i mniej się bał, niż ja. Natomiast kiedy zobaczyłam którędy przebiega założony ślad, uspokoiłam sie i wyciszyłam. Byłam pewna, że damy radę. Cieszył mnie każdy pokonany metr. Nikogo oprócz nas nie było, kiedy mąż znikał mi z oczu za głazami byłam tylko ja, góra i słońce. Śnieg zmrożony, warunki idealne. Bajka, poezja, Mozart. Do pełni szczęścia brakowało tylko ustania wiatru, który do minimum skrócił nasze przebywanie na szczycie. Nawet miałam chrapkę na wyższy wierzchołek, ale nie posiadaliśmy stosownego sprzętu i bałam się podmuchów, które momentami były naprawdę silne. Można powiedzieć, że moje wejście na Świnicę, to była celebracja, nie zdobycie. Rozkoszowałam się każdą chwilą, chłonęłam to piękno, samotność w górach, potęgę słońca i wiatru, lśniący lodową powłoką śnieg. Magiczny czas. Jedyny i nie wiadomo, czy powtarzalny. Mogę powiedzieć, że dotarłam na szczyt na przednich zębach raków, taka byłam natchniona okolicznościami przyrody.


Obrazek

Obrazek

Natomiast mąż mój Sławomir, który dopiero raczkuje w rakach i zaznajamia się z trudną sztuką władania czekanem, miał zgoła odmienne odczucia. Po przejściu kilkudziesięciu mertów w górę stwierdza, że on tędy nie zejdzie, ni uja, na bank zleci. Ścieżka wygląda jak wydeptana przez kozice, wąska i stająca dęba w najmniej spodziewanym momencie. Na dodatek w zacienionym żlebie odjeżdża mu sypki śnieg spod nóg i nowiutki czekan staje się jego najlepszym przyjacielem. Jak to później stwierdza "życie warte 189 zł" (promocję mieli na sprzęt zimowy). Wiedząc, że idzie po śmierć, stwierdza, że mniejszy obciach zlecieć z większej wysokości, a poza tym chciał mnie jeszcze zobaczyć ostatni raz, więc dopełzł na szczyt, padł i stwierdził "Góra mnie zabiła". Jakoś specjalnie mu nie uwierzyłam, bo wyglądał na całkiem ożywionego. Chwilę odpoczał, nawet zapozował do wspólnego zdjęcia, bo za nim dotarli następni górołazi. Odzyskał władzę w członkach, a przede wszystkim w psychice i rozpoczęliśmy zejście. Jak mi póżniej opowiadał, po kilku bardzo ostrożnych krokach zaczął wierzyć, że jednak przeżyje, a po przekroczeniu feralnego żlebiku wąska kozia ścieżka nagle zaczęła się poszerzać i na koniec była frajda na całego.


Obrazek


Dopiero na po zejściu dowiedziałm się, jak silnie emocjomująca była ta wycieczka dla męża mego Sławomira i przypomniane zostały słowa, które ktoś z forumowiczów (przepraszam, nie wspomnę...) skierował do mnie onegdaj : "Sheala, pokochaj swojego mężą na nowo i nie bierz go na pierwszy raz zimą w Tatrach na Świnicę". O, jakże mądre były to słowa! Ale, jak się mówi, co nas nie zabije, to nas wzmocni i mąż mój Sławomir nabył potrzebnego doświadczenia, zaufania do sprzętu, a do mnie urazy nie chowa, ba,nawet jest mi wdzięczny. Jego lęki związane były z tym, że zeszłej zimy na Karbie odjeżdżały mu raki i nie był w stanie wyjść nawet do połowy Kościelca. Miał sprzęt z wypożyczalni i zęby były okrąglutkie i nic nie trzymały. Ostatecznie mocno się uściskaliśmy na przełęczy u stóp Świnicy, po czym uskuteczniliśmy sesję zdjęciową.

Obrazek


Obrazek

Wiatr wydawał się nawet silniejszy, niż przed południem i żeby od niego uciec, podążyliśmy w dół od przełęczy Liliowe. Warunki idealne, mocno zmrożony śnieg, można było iść tyralierą. Na zalanym słońcu kamieniu postanowiłam się zamienić w tłustego, wygrzewającego się świstaka, zdjęłam rękawiczki, kask... i jak dmuchnęło, to wszystko się rozpierzchło po dnie doliny. Każdy następny podmuch popychał kask dalej w mrożną biel, więc skończyłam świstakowanie zanim je rozpoczęłam i pobiegłam po kask (BD w końcu...) Kłaniamy się po raz ostatni Świnicy, dziękując jej modlitwą indiańską, że pozwoliła nam dostąpić tego cudu, który niedawno stał się naszym udziałem.
Znajdź kask.

Obrazek

No i właściwie to byłby koniec. Jeszcze tylko wspomnę, że na Hali moje obite na zakopiańskim chodniku kolano zaczęło znienacka boleć, raki zaczęły ciążyć i na równiuśkiej drodze wyrżnęłam takiego orła, że nie wiedziałam, jak mam zacząć wstawać. Padłam wprost u stóp skiturowca, który mignął mi kijem przed twarzą i bez słowa i żadnej reakcji minął, jakby nic się nie wydarzyło i nikt na jego oczach nie runął twarzą w śnieg. Znak czasów? Oburzające.
Jednak podnosząc się z padłych wzrok mój spoczął na czymś, co rozgrzało moje ziębnięte ciało i dało nowego powera: Kościelec. Tuś mi, bratku. I uświadomiłam sobie, że zdobycie celu satysfakcjonuje na chwilę. Potem jest nagła pustka i człowiek zapada się w sobie, dopóki nie wytyczy sobie nowej drogi. I to daje siłę i energię do działania.

_________________
Wenus w Milo


Ostatnio edytowano So lut 09, 2019 12:55 pm przez Sheala, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: So lut 09, 2019 12:19 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 1154
Chyba jeszcze nigdy nie śmiałem się tak przy czytaniu relacji. Bardzo fajnie napisane, masz talent!
Na Babiej trafiliście naprawdę wizualnie cudne warunki. Świnicy gratuluję.
Musisz bardziej uważać na prostej drodze, najbardziej ślisko jest zaraz po zdjęciu raków ;)

p.s.
Pozdrawiam męża Sławomira! :)

_________________
SPROCKET
https://picasaweb.google.com/107852838183145186231


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: So lut 09, 2019 4:50 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Cz paź 22, 2015 5:17 pm
Posty: 1982
Lokalizacja: Poznań
Świetna relacja, naprawdę super się czyta :) .
Zdjęcia też na piątkę z plusem, nie wiem czy bardziej podobają mi się te z morzem chmur z Babiej czy te z super pogodą ze Świnicy. Ja na Babiej nie byłam, może w końcu się na nią wybiorę.
Gratuluję tej zimowej Świnicy. Zimą to honorny szczyt, jak dla mnie.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: So lut 09, 2019 10:46 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): So lut 09, 2013 10:52 pm
Posty: 918
Lokalizacja: Łódź
Naprawdę bajkowo !!! Taka nagroda za poprzedni rok :D

_________________
Gdzie wola - tam droga.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N lut 10, 2019 8:43 am 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): N mar 09, 2014 2:19 pm
Posty: 2628
:lol: świetne !
Pozdrowienia dla Twojego męża Sławomira i jego zaprzyjaźnionego przyrządu do czekania za 189 zł :lol: :lol: :lol:


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N lut 10, 2019 4:51 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Pn sie 26, 2013 8:03 pm
Posty: 679
Dziękujemy wszystkim ja i mąż mój Sławomir.

_________________
Wenus w Milo


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N lut 10, 2019 5:47 pm 
Zasłużony

Dołączył(a): Pt sie 07, 2015 10:09 pm
Posty: 266
Lokalizacja: Chrzanów
Gratulacje dla męża Twego Sławomira, niech nie myśli, że tak łatwo zejść z tego świata :D


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn lut 11, 2019 9:04 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz sty 25, 2007 9:48 am
Posty: 7471
Super relacja, fajnie się czytało! Festiwal chmur na Babiej, wschodzące słońce - niesamowite! Opis celebracji wejścia na Świnicę chwyta za serce. Poświęćcie trochę czasu na naukę chodzenia w rakach (różne techniki) i hamowania czekanem (przy upadkach w różnych pozycjach) - by czekan stanowił jedność z ciałem i był najlepszym zimowym pomocnikiem. Gratulacje!

_________________
NIGDY NIE WIADOMO
KTO JEST PO DRUGIEJ STRONIE


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn lut 11, 2019 2:51 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 12, 2017 7:32 am
Posty: 1402
Toż to cały ocean! :shock:

_________________
Urodziłeś się, by być prawdziwym, a nie perfekcyjnym.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn lut 11, 2019 11:14 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 18, 2009 11:04 am
Posty: 9025
Lokalizacja: miasto100mostów
Elegancko.
Mój pierwszy raz na Babiej to też zimowy wschód słońca. W podobnych warunkach. Jest moc.

Sławomira pozdrawia Sławomir. Ciebie też.

_________________
'Tatusiu, zostań w samochodzie, a my zobaczymy gdzie zaczyna się nasz szlak.'


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt lut 12, 2019 8:29 am 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 837
Lokalizacja: W-wa
Dzięki za relację, tyle mojego chodzenia zimą po górach, co sobie tu na forum poczytam :)
(na zdjęciach z Babiej fajnie, naturalnie i mimochodem zadziałał "czynnik ludzki")

Przy okazji: gdzieś niedawno wspominałaś o planach dokończenia Szlaku Rowerowego przez Roztocze - była może relacja ze zrobionego już odcinka? Przeoczyłam?

_________________
1. https://vimeo.com/231243943
2. https://vimeo.com/55441565


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt lut 12, 2019 8:36 am 
Kombatant

Dołączył(a): Pn sie 26, 2013 8:03 pm
Posty: 679
Nie pisałam. Uznałam, że to raczej niezgodne z profilem forum. Kupiłam mapy i prawdopodobnie w maju robię odcinek Susiec - Lwów.
Serdeczne dzięki za pozytywny odbiór relacji. Mąż Sławomir odpozdrawia:)

_________________
Wenus w Milo


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr lut 27, 2019 2:47 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr sie 31, 2005 7:05 am
Posty: 1398
Lokalizacja: Brzozówka k. Krakowa
Wschód słońca na Babiej to kapitalna. Byłem w styczniu tamtego roku. Kapitalne wrażenia.

_________________
Góry mogą zastąpić wiele leków, ale żaden lek nie zastąpi gór.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr lut 27, 2019 5:47 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Pn sie 26, 2013 8:03 pm
Posty: 679
No ten widok na pewno na bardzo długo ze mną zostanie

_________________
Wenus w Milo


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 14 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL