Forum portalu turystyka-gorska.pl

Wszystko o górach
relacje na mapie
Regulamin forum


Teraz jest Śr paź 23, 2019 12:04 pm

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 18 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: DolomitiLove
PostNapisane: Pt wrz 13, 2019 7:37 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1125
Lokalizacja: Stalowa Wola
Tak to jest z tymi górami. Raz pojedzieSZ i jesteś stracony. Ostrzegali nas przed tym zjawiskiem znajomi. Kto śledzi choć trochę nasze poczynania już wie, że chodzi o Dolomity. Przez ostatnie pięć lat cztery urlopy włącznie z tym spędziliśmy w tych uroczych cudach natury wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ale to nie miało wcale tak wyglądać. Jeszcze trzy tygodnie przed wyjazdem mieliśmy zarezerwowane pokoje w tatrzańskiej Zwierówce, gdy Basia nieśmiało spytała:
- A może znowu w Dolomity pojedziemy?
Gdy to usłyszałem zapaliła mi się w głowie “żaróweczka” lecz nie dałem poznać, że się napaliłem. Po trzech dniach przedstawiłem ku jej zaskoczeniu gotowy plan włącznie z planem awaryjnym. Jedynymi niewiadomymi były stan moich pleców na długim wyjeździe i jak bardzo zimne będą wrześniowe noce na wysokości ponad 1400 m.n.p.m.
Po całodniowej podróży stajemy na niemalże pustym parkingu przy halach Prato Piazza w grupie Braies. Nieśmiało zachodzimy po pobliskiego pensjonatu o tej samej nazwie z pytaniem czy nas przenocują – mają komplet, więc może w hotelu Hohe Gaisl obok. Cena 92 eu za osobę zdecydowała, że noc spędzimy w aucie.
C.D.N....

_________________
Góry są po to, by przeżywać w nich radość zdobywcy. By wznieść się ponad siebie - Zdzisław Ryn


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N wrz 15, 2019 2:31 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1125
Lokalizacja: Stalowa Wola
"ZEW NATURY"

Po dość przyjemnej nocy zachodzimy do w/w rifugio na śniadanie. Dziś zamiarujemy wejść na wysokie na 2839 m.n.p.m. Pico di Vallandro. Jest to masywny szczyt o charakterystycznej sylwetce. Od płn i wsch obrywają się imponujące urwiska natomiast od południa pod sam wierzchołek podchodzą łagodne zbocza. Prognozy mówiły, że od południa możliwy jest niewielki deszcz. Od razu nasz wzrok przykuwają czerwone ściany wielkiej i niedostępnej dla zwykłych turystów jak my Crody Rossy. Po śniadaniu ruszamy szlakiem nr 40 ku pierwszemu naszemu szczytowi.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Pogoda dopisuje, humory dopisują turyści też jacyś weseli. Z każdym krokiem nabieramy wysokości. Na tym szlaku nie ma możliwości schodzenia, trzeba tylko przeć do góry co też czynimy. Szerokim zboczem i obszernymi zakosami dochodzimy do przedwierzchołka z którego już widać wysoki krzyż.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Pomiędzy wierzchołkami jest króciutki fragment wymagający wzmożonej ostrożności. Nie licząc Crody Rossy nasz szczyt jest jednym z najwyższych w okolicy, więc widoki rozpościerają się dookoła. Widać niedalekie Tre Cime i góry je otaczające, widać grupę Cristallo i grań ze znaną ferratą Dibona, widać też wspomnianą Crodę i inne bliskie szczyty. Po krótkiej sesji foto i wpisie do książki ruszamy z powrotem tą samą drogą.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Szlak ten uwolnił we mnie dziką naturę, więc postanowiłem napić się z koryta i poczuć się jak baran.

Obrazek
W schronisku spędziliśmy dłuższa chwilę posilając się tyrolskimi smakołykami.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Na szczęście w górach pogoda nas oszczędziła, lecz w drodze na Camping Miravalle w Campitello di Fassa, niebo postanowiło wylać z siebie wszystkie żale. Nie pozostawało nam nic innego jak stanąć w szranki z naturą i pobić rekord w rozbijaniu namiotu – aktualny to 180 sekund.
C.D.N....
po więcej widoków na>>>> http://www.gorolotni.blogspot.com

_________________
Góry są po to, by przeżywać w nich radość zdobywcy. By wznieść się ponad siebie - Zdzisław Ryn


Ostatnio edytowano N wrz 15, 2019 6:57 pm przez tatromaniak24, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N wrz 15, 2019 4:37 pm 
Zasłużony

Dołączył(a): Śr lis 01, 2017 6:55 pm
Posty: 236
Lokalizacja: Gdynia/ Reda
Zdjęcia świetne, szczególnie kolor nieba... Jakiś filtr był stosowany?

_________________
Jeśli są zasady, to nie ma kwasów.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N wrz 15, 2019 6:49 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1125
Lokalizacja: Stalowa Wola
"ODLOT TOTALNY"

Trzeba się z tym liczyć, że pogoda we wrześniu jest kapryśna. Mieliśmy perspektywę kilku godzin “suchych” a plany awaryjne zawierały masyw Sella. Ku wielkiej radości Basi w kilka minut wylądowaliśmy na marsie osiągając szczyt Sass Pordoi. Rozglądając się po okolicy stwierdzamy, że nie trzeba jechać do USA, żeby zobaczyć Wielki Kanion. Spierając się o to czy to co widzimy bardziej przypomina dziki zachód czy krajobraz czerwonej planety, spostrzegamy dwóch szaleńców przygotowujących się do lotu w przepaść.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Dotychczas moje niespełnione marzenie oglądałem wirtualnie a w tym momencie historia dzieje się na moich oczach. Dramaturgii dodawał fakt, że pogoda była tak dynamiczna, iż to co przed chwilą było wyraźnie widać po chwili stawało się ”gęstym mlekiem”.
https://youtu.be/jMVm4ve0CB4
Po tej atrakcji ruszamy w podróż po schroniskach Selli wiedząc, że na jej najwyższy szczyt nie dotrzemy. Już po paru minutach pijemy pyszna kawę w pierwszym z nich. Idziemy dalej w kierunku schroniska Boe licząc, że nie zostaniemy dotknięci kroplą deszczu. Ostatnie 20 minut to ucieczka przed niebiańskim prysznicem. Lekko przemoczeni docieramy do miejsca docelowego i postanawiamy posilić się przepysznym apfelstrudlem i na rozgrzewkę kawa z prądem, czyli espresso z ziołową grappą.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
https://youtu.be/N2hD7OUb0M0
Po raz pierwszy w życiu przepijałem kawę herbatą. Po tym niemiłym doświadczeniu (wersja soft) lub po wykrzywieniu ryja (wersja hard) zgodnie stwierdzamy, że nie umieścilibyśmy tego trunku na liście “must drink”. Basia nie byłaby sobą, gdyby nie zaczepiłaby przypadkowych osób. Tym szczęśliwcem była para z USA, która mając swój Kanion w Kolorado postanowili zobaczyć ich europejski odpowiednik w wersji mini. Po dłuższej chwili w ciepłym schronie postanawiamy wyjść na chłodne, mokre i niesprzyjające warunki pogodowe. Po powrocie na camping sprawdzamy prognozy na kolejne dni i na naszych pyskach malują się banany, bo wiemy że kolejne dni wykorzystamy w 100 % a jedynym naszym zmartwieniem będzie, aby nie zapomnieć spakować do plecaka krem UV50.
C.D.N...

_________________
Góry są po to, by przeżywać w nich radość zdobywcy. By wznieść się ponad siebie - Zdzisław Ryn


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N wrz 15, 2019 6:59 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1125
Lokalizacja: Stalowa Wola
net. napisał(a):
Zdjęcia świetne, szczególnie kolor nieba... Jakiś filtr był stosowany?

dzięki. filtr polaryzacyjny a w domu jeszcze pociągnięcia PS'em(poziomy i ciut gradientu)

_________________
Góry są po to, by przeżywać w nich radość zdobywcy. By wznieść się ponad siebie - Zdzisław Ryn


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn wrz 16, 2019 10:19 am 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 12, 2017 7:32 am
Posty: 1739
Krasno i straszno :D
Żeby tak moja "Basia" napaliła się na taki wyjazd :mrgreen:

_________________
Urodziłeś się, by być prawdziwym, a nie perfekcyjnym.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn wrz 16, 2019 6:44 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1125
Lokalizacja: Stalowa Wola
"WŁOSKA ORLA PERĆ"

Tego dnia czeka nas zmierzenie się z jedną z grań w centralnym masywie Dolomitów. Alta Via Bepi Zac bo o niej mowa jest jednym z najpiękniejszych “balkonów” Dolomitów. Wzdłuż grani przebiegał front austriacko – włoski o czym świadczą stanowiska wojskowe i tunele wydrążone w skale, którymi przyjdzie nam się przeciskać. Dariusz Tkaczyk gwarantował, że nudzić się nie będziemy. Tak też było – ale po kolei. Pierwszy etap z wykorzystaniem infrastruktury co pozwala za zaoszczędzenie czasu i energii. Kolejne 45 minut to wygodna i szeroka ścieżka do przełęczy Passo Selle, gdzie znajduje się schronisko o tej samej nazwie.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obowiązkowa kawa i pierwsze sesje foto na rozległe pasma i rozpoczynamy podejście w kierunku pierwszego ze szczytów dnia dzisiejszego.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wiemy już, że trasa będzie długa ale nie ze względu na dystans ale piękne widoki co za tym idzie ilość strzelonych migawek. Pokonywanie kolejnych odcinków grani dostarcza nam wiele satysfakcji. Kilka odcinków ze względu na ekspozycje należy przejść z dużą ostrożnością i skupieniem. Z pewnością przydałby się sprzęt ferratowy.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przychodzi nam na myśl, że jeżeli ci żołnierze wybrali sobie te tereny do obrony to przynajmniej mieli piękne widoki. Na szczycie Cima della Campanaccia robimy sobie dłuższą przerwę. Widać z niego praktycznie wszystko na co można wleźć: Latemar, Marmolada, Catinaccio, Civetta, Pala itd. Spotykamy tam grupkę Polaków, którzy podobnie jak my są zachwyceni tym miejscem.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przed nami najwyższy punkt trasy Cima Costabella. Wchodzimy do krótkiego tunelu potem trawersujemy po wąskiej półce skalnej i pomostami drewnianymi dochodzimy do stromej skośnej półki. Następnie turnia z oknem skalnym i dojście do Forcella Cadin.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z przełęczy zjeżdżamy po piargach do łąk i już blisko do górnej stacji kolejki. Przynajmniej tak myśleliśmy. Ostatnie 45 min i już leżymy na zielonych trawach chłonąc piękności otoczenia i ciesząc się chwilą.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Było ciężko wybrac kilka fot więc na blogu jest więcej. www.gorolotni.blogspot.com
C.D.N....

_________________
Góry są po to, by przeżywać w nich radość zdobywcy. By wznieść się ponad siebie - Zdzisław Ryn


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr wrz 18, 2019 6:34 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1125
Lokalizacja: Stalowa Wola
"SANGUE, SUDORE E LACRIME, CZYLI KREW, POT I ŁZY..."

Już wiemy, że czwarty dzień w Dolomitach to będzie długi i wyczerpujący dzień, w szczególności dla Barbórki. To właśnie na jej życzenie umieściłem w planach via ferratę o dźwięcznej nazwie Giovanni Lipella. Wiedząc, że pogoda będzie naszym sprzymierzeńcem, a nikomu nie potrzebna robota na dziś będzie długa postanawiamy wykorzystać sprzyjające okoliczności i wyruszyć na szlak z samego rana. Podejście pod ferratę nie nastręcza trudności, ale w pełnym słońcu jest żmudne i zajmuje nam około 1,5 godziny. Widoki na Antelao, Averau, Novolau, Cinque Torri i migoczący w oddali lodowiec na Marmoladzie wynagradzają nam podejściowy wysiłek.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oddech przyspiesza z każdym osiąganym metrem, ale w końcu udaje się dotrzeć do punktu startowego Galleria del Castelletto, czyli upragnionego tunelu z czasów I Wojny Światowej, gdzie rozpoczyna się ferratowy odcinek. Wejście w tunel to przyjemne drabinki, dochodząc do ostatniego szczebla włączamy czołówki – do przejścia w tunelu mamy około 300 metrów, najpierw schodami, a następnie z pochylonymi głowami wspinamy się w skale. Po wyjściu z tunelu czeka nas przejście przyjemną półką, pozwalającą na podziwanie widoków z bezpośrednim zoomem na Marmoladę.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Odpoczywamy krótką chwilę i zaczynamy wspinaczkę w górę w kierunku kolejnej półki. Pierwsze kroki nie są łatwe, ferrata zmusza nas do podniesienia wysoko nóg i użycia siły rąk. Spokojnie jednak pokonujemy pierwsze trudności. Uśmiechy póki co nie schodzą nam z twarzy. Wysiłek sprawia, że chwilę siedzimy na drugiej półce, zastanawiając się, jak to jest, że człowiek najpierw marzy o pięknej pogodzie, a zaraz potem narzeka, że słońce nie daje oddetchnąć...
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zbieramy siły na kolejne wejście w skały. Prowadzę, a za mną podąża Barbórka i poznany chwilę temu Björn, niezwykle sympatyczny mieszkaniec Berlina o islandzkich korzeniach, który jak się potem okazuje będzie nam towarzyszył do samego końca. Wejście w skałę przysparza Barbórce trudności, wymaga bowiem wysokiego kroku, a jednocześnie dużego podciągnięcia się. Przy wspierających głosach i dodatkowej pomocy udaje się pokonać barierę. Odcinek jest wymagający, bo kolejne kroki kosztują Barbórkę sporo siły i w jednej sekundzie widzę, jak Basia zsuwa się ze skały. Serce bije jak szalone, czarne myśli przebiegają mi przez głowę z prędkością światła. Szczęśliwie Basi udaje się szybko złapać liny i postawić nogi na niższym progu. Lonża jest cała, a kotwa wyhamowała prędkość. Oddychamy z ulgą, jednocześnie staram się instruować Barbórkę spokojnym głosem, żeby wzięła kilka głębokich oddechów i sprawdziła, czy wszystko okej. Na szczęście zjazd był krótki, a Barbórka wykazała się dużym opanowaniem.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przy wsparciu nowo poznanego Björna dochodzimy wspólnie do kolejnej półki skalnej, gdzie możemy odpocząć, a głowy mogą ochłonąć z emocji. Barbórka przyznaje, że to była chwila dekoncentracji, a ręce odmówiły posłuszeństwa. Cieszymy się, że nic poważnego się nie stało, a zdarty naskórek z jednego palca to niewielka szkoda, bo jak mawia klasyk „góry nie są warte ani jednego palca”. Wiem jednak, że dojście do ostatniej półki będzie wymagało jeszcze większej koncentracji, ale na szczęście rozmówki z przyjacielskim Björnem i marzenia o zimnym piwku w schronisku Giussani pozwalają na pokonywanie kolejnych trudności w dobrej atmosferze i prosto do celu. Mijamy jeszcze ciekawe przejście pod wodą, wymagające zrobienia dużego kroku, jak słynne przejście na Granatach – nie mamy z tym jednak żadnych problemów, a Barbórka oznajmia, że po takich emocjach, zrobienie tego kroku, to nic wielkiego.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Podążamy jednak uważnie w górę, by w końcu dotrzeć do ostatniej półki w kierunku Riffugio Giusanni i słynnym formacjom skalnym - Tre Dita. Ostatnie kroki ferratą i radość jest ogromna, jakbyśmy wygrali milion w totolotka. Jesteśmy szczęśliwi i zmęczeni. Rozkoszujemy się widokami na otaczające nas Tofany di Mezzo i di Dentro. Zgodnie decydujemy, że na tym kończymy, zostaje nam tylko bezpieczne przejście do schroniska Giusanni na upragnione piwko, a potem godzinne niewymagające zejście w dół do parkingu przy schronisku Dibona.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Barbórka po jednym piwku na tyle odzyskuje siły witalne i mentalne, że nawet “szprechanie” po niemiecku z Björnem przychodzi jej z łatwością. Nagle przypominają się jej niemieckie przypadki, odmiany nieregularnych czasowników i inne gramatyczne zawiłości w języku, którego nie używała dobre naście lat. Po 10 godzinach akcji górskiej dochodzimy do samochodu. Podwozimy Björna i wzmacniamy przyjaźń polsko-niemiecką wymieniając się chmielowymi trunkami i kontaktami mailowymi. Dojeżdżamy na kemping z poczuciem przygody, zmęczenia, ale i ogromnej satysfakcji. Zgodnie stwierdzamy, że była to dla nas cenna górska lekcja, kolejna w naszym górskim życiorysie, ale cenna. „Tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono” – te słowa Wisławy Szymborskiej dobrze podsumowują nasz dzisiejszy dzień.

_________________
Góry są po to, by przeżywać w nich radość zdobywcy. By wznieść się ponad siebie - Zdzisław Ryn


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt wrz 20, 2019 6:32 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1125
Lokalizacja: Stalowa Wola
"ZIELONE WZGÓRZA NAD ... DOLINĄ"

Po wczorajszym długim intensywnym dniu i kiepskiej prognozy na kolejny, mimo wszystko decydujemy się, aby rozchodzić zakwasy. Początkowy zamysł był, aby przespacerować się do Riffugio Contrin w dolinie Val Contrin. Wobec tego z rana dojeżdżamy do malowniczej miejscowości Alba. Po chwili następuje zmiana planów i wsiadamy do nowej kolejki, która wwozi nas na Ciampac - łąk z których startuje się na ferratę Finanzieri, na której byliśmy podczas naszego pierwszego pobytu. Podczas obowiązkowej porannej kawy wspominamy tamtą trasę i podziwiamy znane nam widoki. Ale ileż można się tak lenić – toć to góry przed nami. Szeroką ścieżką w niecałą godzinę docieramy na przełęcz Sella Brunech, gdzie znowu dopada nas lenistwo.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

No bo jak to się nie lenić w takich okolicznościach przyrody. Ta trawiasta szeroka przełęcz oferuje piękne widoki. Widać z niej całą grupę Catinaccio, Latemar, Sellę, Marmoladę z profilu, Colac a gdy się wejdzie na pobliskie wzniesienie do pięknych panoram można dopisać Sassolungo i grań, którą szliśmy dwa dni wcześniej, czyli Costabella.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mając takie okoliczności przyrody wokół siebie, nie możemy wyjść z zachwytu jak to pogoda się „popsuła”. Focimy na wszystkie strony i z podskokiem i bez, i z przodu i z tyłu. Jedno wzniesienie potem drugie. Trochę leżakowania i w ten sposób minęły nam dwie godzinki. Rozleniwiliśmy się strasznie, więc nie idziemy w daleką trasę, wszak miał to być dzień restowy.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ja jeszcze robię sobie spacer na szczyt L Aut i dalej granią w stronę przełęczy Pian di Sele. Basia będzie schodzić tą sama trasą. Ta trawiasta grań jest bardzo podobna do naszych zachodniotatrzańskich szlaków z tą różnicą, że dużo wyżej. Zielono wszędzie naokoło. Po bardzo przyjemnym godzinnym spacerze spotykamy się na piwku w Riffugio Ciampac.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tam łapiemy jeszcze promienie popołudniowego słońca. Nie wiem nawet jak i kiedy usnąłem. Półgodzinna drzemka dodała mi werwy. Rozmyślamy nad planem na kolejny dzień. Niestety pogoda ma się całkiem „skiepścić”. Liczymy na to, że będzie tak samo kiepska jak dziś, ale i na burzową prognozę też mamy plan awaryjny. Zobaczymy rano.
C.D.N...

_________________
Góry są po to, by przeżywać w nich radość zdobywcy. By wznieść się ponad siebie - Zdzisław Ryn


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N wrz 22, 2019 3:26 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1125
Lokalizacja: Stalowa Wola
"NIE SAMYMI GÓRAMI CZŁOWIEK ŻYJE"

Niestety od północy leje jak z cebra i zapowiedziane załamanie pogody stało się faktem. Dodatkowo ma być tak przez kolejne dni, więc należy wdrożyć plan B. Zwijamy cały nasz obóz, namiot po całonocnym deszczu suszymy w campingowej suszarni, jemy śniadanie i ruszamy nad Adriatyk. A co! Nie samymi górami żyje człowiek. Po drodze robimy zakupy i rezerwujemy sobie holenderski domek na campingu w Lignano Sabbiadoro. Niby tylko 200 km ale w tych deszczowo – burzowych warunkach zeszło nam się pół dnia, aby dojechać na miejsce. Camping był ok. 300 metrów od plaży, więc grzechem byłoby nie skorzystać. Plaża była już pusta, tylko gdzieniegdzie spacerowali ludziska. W przypływie emocji szybko zrzucam zbędne ubranie i robię sus do ciepłej wody. Po krótkiej kąpieli, spacerujemy jeszcze wzdłuż plaży i wracamy pod dach, bo w oddali już widać było błyskawice.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na drugi dzień spacer promenadą i ruszamy w drogę powrotną do domu zatrzymując się jeszcze w Udine i Villach. Głównym miejscem Udine jest Plac Wolności i Zamek na wzgórzu. Tam pijemy pyszną kremową kawę i przy powoli psującej się kolejny raz pogodzie ruszamy w stronę gór, które przykryte są gęstą warstwą ciemnych chmur. Przebijamy się kolejny raz przez burze i zatrzymujemy się w Villach. Dopóki nie leje się z nieba robimy szybki spacer po głównym deptaku i podziwiamy ciekawy kolor rzeki przepływającej przez to alpejskie miasteczko.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Jeszcze tylko 3 godz. jazdy w strugach ulewnego deszczu i w Grazu na znanym nam parkingu mówię BASTA! Dalej nie jadę. Noc spędzamy w ciepłym aucie i ok. 8 nad ranem ruszamy dalej. A o 14 zmęczeni ale szczęśliwi jemy śląskie kluski w domu. Jak widać wszystkiego nie da się przewidzieć, ale i tak czas wykorzystaliśmy w stu procentach.

_________________
Góry są po to, by przeżywać w nich radość zdobywcy. By wznieść się ponad siebie - Zdzisław Ryn


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt wrz 27, 2019 8:56 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 18, 2009 11:04 am
Posty: 9319
Lokalizacja: miasto100mostów
Super relacja. Zaje biste widoki w Dolo, nie byłem, w końcu musze pojechać. Niech rosną te dzieciaki :mrgreen:
Po Udine też bym sobie pospacerował.

Przeniosłeś się z relacjami na TG z powrotem? Juz nie tylko blog?

_________________
'Tatusiu, zostań w samochodzie, a my zobaczymy gdzie zaczyna się nasz szlak.'


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N wrz 29, 2019 12:39 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1125
Lokalizacja: Stalowa Wola
ano przeniosłem się też na fora skoro były pretensje że trzeba kliknąć jeszcze raz więcej

_________________
Góry są po to, by przeżywać w nich radość zdobywcy. By wznieść się ponad siebie - Zdzisław Ryn


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt paź 01, 2019 9:07 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 914
Lokalizacja: W-wa
Wciąż nie byłam, wciąż nie mogę się zdecydować...
Wydaje mi się, że w Dolomitach czułabym się jak w teatrze, albo jak w muzeum z górami jako eksponatami.

Brawa dla Basi za trudną ferratę (to już chyba C/D).
Ty wyglądasz, jakbyś takie przeskakiwał na jednej nodze, więc zamiast braw będzie minus za dzielenie relacji :wink:

_________________
1. https://vimeo.com/231243943
2. https://vimeo.com/55441565


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz paź 03, 2019 3:29 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Pt cze 22, 2012 7:38 pm
Posty: 648
Lokalizacja: siem-ce; m-ce
anke napisał(a):
Wydaje mi się, że w Dolomitach czułabym się jak w teatrze, albo jak w muzeum z górami jako eksponatami.

Ale w jakim kontekście? Bo takie trudne do chodzenia?

Świetny urlop panie autorze relacji, pogoda całkiem dopisała, jak na Dolomity, a zdjęcia co raz lepsze wychodzą. Rejony na które czaję się od kilku lat (szczególnie tej Costabelli zazdroszczę), ale jak już wpadnę na Lipellę to tylko w połączeniu ze szczytowaniem na Tofanie :wink:.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: So paź 05, 2019 8:02 am 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 914
Lokalizacja: W-wa
magis napisał(a):
Ale w jakim kontekście? Bo takie trudne do chodzenia?


Lubię pogrążyć się w górach na wiele dni i nie widzieć świata poza nimi. A tu góry – niech i najpiękniejsze - sterczą wśród ludzkich siedzib jak eksponaty. Wokół gór miasteczka, drogi, wyciągi - jak tu się więc w nie zanurzyć? Idziesz i masz świadomość, że za rogiem czy po drugiej stronie przełęczy, czy za godzinę zobaczysz z góry wieś lub kolejkę linową, lub mostek między szczytami. Sceneria oczywiście po zbóju: robisz na przykład piękne, dramatyczne zdjęcie kościółka na tle majestatycznych gór. Ale ten kościółek jest tuż przy drodze, obok sklepu z pamiątkami, parkingu, wyciągu. Na czas robienia zdjęcia trzeba chyba o tym zapomnieć.
Uf, trochę przesadziłam, za karę pojadę tam w przyszłym roku i odszczekam wszystko w relacji.

_________________
1. https://vimeo.com/231243943
2. https://vimeo.com/55441565


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: So paź 05, 2019 8:49 am 
Kombatant

Dołączył(a): Pt cze 22, 2012 7:38 pm
Posty: 648
Lokalizacja: siem-ce; m-ce
anke napisał(a):
ubię pogrążyć się w górach na wiele dni i nie widzieć świata poza nimi. A tu góry – niech i najpiękniejsze - sterczą wśród ludzkich siedzib jak eksponaty. Wokół gór miasteczka, drogi, wyciągi - jak tu się więc w nie zanurzyć? Idziesz i masz świadomość, że za rogiem czy po drugiej stronie przełęczy, czy za godzinę zobaczysz z góry wieś lub kolejkę linową, lub mostek między szczytami.

Według mnie nie ma przesady w tym co napisałaś.
anke napisał(a):
Uf, trochę przesadziłam, za karę pojadę tam w przyszłym roku i odszczekam wszystko w relacji.

:). Możliwe, że się gdzieś miniemy na szlaku. Chociaż ja co rok planuję urlop w Dolomitach, ale żaden jeszcze nie doszedł do skutku :wink:. Między innymi z tych powodów o których napisałaś powyżej.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn paź 07, 2019 11:35 am 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1125
Lokalizacja: Stalowa Wola
magis napisał(a):
... Chociaż ja co rok planuję urlop w Dolomitach, ale żaden jeszcze nie doszedł do skutku :wink:. Między innymi z tych powodów o których napisałaś powyżej.


my co roku planujemy co innego a wychodzi jak wychodzi

_________________
Góry są po to, by przeżywać w nich radość zdobywcy. By wznieść się ponad siebie - Zdzisław Ryn


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt paź 08, 2019 2:56 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1125
Lokalizacja: Stalowa Wola
Jeszcze "trochę" ruchomych obrazków. Troche długie ale co tam! Cierpliwość jest cnotą haha

https://youtu.be/FclKZvv-r7g

_________________
Góry są po to, by przeżywać w nich radość zdobywcy. By wznieść się ponad siebie - Zdzisław Ryn


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 18 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL