Forum portalu turystyka-gorska.pl

Wszystko o górach
relacje na mapie
Regulamin forum


Teraz jest Cz lut 20, 2020 9:46 am

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 20 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Pireneje 2
PostNapisane: N sty 12, 2020 11:10 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 1006
Lokalizacja: W-wa
W tym roku udało mi się przejść w Pirenejach nieco zgrabniejszą niż poprzednio trasę - przez prawie 2 sierpniowe tygodnie cały czas otaczały mnie góry, a poniżej 2000 m zeszłam dosłownie na godzinę. Chyba też więcej trudniejszych kroków musiałam zrobić, chociaż wciąż było ich dużo za mało – czyli za dużo trekkingu, za mało szczytów. Poza tym: gdzieś polazłam, zabłądziłam, nie zdążyłam, gubiłam trasę, spałam w dziwnych miejscach, w sumie jak zwykle, charakter się człowiekowi przez rok nie zmienia.

Trasy bywały czasem słabo oznaczone, kolega z Niemiec nazwał je wesoło „go and see!”, właśnie zeszliśmy z takowej, ja, on i Hiszpanka, on mnie wyprzedził, więc nie wiem, jak sobie radził, ale przyuważyłam, że Hiszpanka poszła jak ja, czyli nie najlepiej. ALE: jak już się człowiek parę razy naszuka trasy, pokręci go w tę i z powrotem, zapcha się nieco, to potem od gęstych, kolorowych oznaczeń na austriackich trasach dostaje oczopląsu i tęskni za dzikimi ścieżkami, które z trudem udaje się wypatrzeć na górskich zboczach. Jasne, można się zapchać tak, że potem już tylko helikopter – to właśnie się zdarzyło w tych dniach świeżo poznanemu koledze na pozornie łatwej trasie czy chłopakom z Francji, o których dalej.

1. Trasa z Cauterets (1000) do schroniska d'Estom (1803) przez ładną dolinę Lutour, wzdłuż rzeki, okazała się wygodnym i przyjemnym sposobem dotarcia do wyższych partii gór, a 800-metrowe podejście było mało odczuwalne. Dolina wybitnie sprzyja spacerom, mijałam wiele rodzin z dziećmi, w połowie drogi była knajpa, gdzie jadłam jedną za najlepszych zup w życiu – a przecież nie miała prawa się udać, bo było w niej wszystko i jeszcze trochę. Po drodze funduję kontuzjowanej na majówce w Gorcach nodze (miesiąc w ortezie) krioterapię w lodowatej wodzie, ciekawe, że potem już z każdym dniem miała się lepiej, mimo codziennego katowania na górskich ścieżkach.
Obrazek

Jesteśmy w Pirenejach, czas przywołać pierwsze jezioro – d'Estom. Pewnie są w tych górach rejony, gdzie wody nie ma, ale póki co znam tylko te obficie nawodnione. Oprócz jezior naturalnych są i te spiętrzone przez tamy, wszystkie nazywam dalej jeziorami i betonowych tam im nie wypominam, widziałam pięć, te największe wręcz trochę mnie fascynują, ważne, że nie prowadzą do nich żadne drogi, nawet szutrowe czy jakiekolwiek inne mniejsze. Jeziora pirenejskie mają swoją oddzielną stronę i forum: https://www.lacsdespyrenees.com/forum/voirforum.php .
Obrazek
Schronisko d'Estom w lewym rogu jeziora

2. Schr. D'Estom (1803) – schr. Bayssellance (2651). Miałam dwie trasy do wyboru. Z najłatwiejszej - przez przełęcz d'Arraille - od razu zrezygnowałam, bo jak za łatwo, to nie lubię. Trasą przez przełęcz Labas trochę mnie (ponoć niesłusznie) straszyli, czego zasadności nie miałam okazji sprawdzić, bo nie zauważyłam odbicia ścieżki w jej kierunku. I jak mnie w końcu olśniło, że idę za bardzo na wschód, to nie chciało mi się już zawracać – i poszłam tak, jak mnie nogi poniosły, kolejną ścieżką, którą wyśledziłam na mapie, i która prowadziła do Baysellance, tyle że bardzo naokoło, przez przełęcz Gentianes.

Trasa prowadzi koło jezior, do przełęczy jest ich 5 - na odcinku 3-4 km ustawiły się jedno nad drugim, co 80, 83, 127 i 80 metrów w pionie. Najciekawszą konfigurację tworzą Labas i 80 m wyżej - Oulettes d'Estom Soubiran:
Obrazek

Kolejne jezioro – Couy. Rzadko trafiają się w górskich pejzażach linie tak proste, wręcz naprężone, jak ramię zbocza góry Pebignau poniżej, ale wydaje się, że w Pirenejach podobnych przykładów jest akurat więcej (np. w rejonie Respomuso).
Obrazek

W końcowej części trasa przybiera dość surowe oblicze, poniżej kopalniane w wyrazie jezioro Glacé:
Obrazek

Minęłam jeszcze ostatnie malutkie jeziorko i w końcu - przełęcz Gentianes (2729), a w jej ramionach Vignemale (3298), najwyższy szczyt francuskich Pirenejów. Góra nie ma z tej strony szczególnej aparycji, ale nadrabia to z nawiązką po swojej słynnej północnej stronie, którą pokażę dalej. Na obniżeniu z prawej strony góry jest schronisko, do którego zmierzam. Żeby tam się dostać, muszę teraz zejść ze 400 metrów i wejść prawie 400, a dopiero co podeszłam 930 - nie jest to ekonomiczna trasa, i bardzo dobrze, nie jest też zadeptana, z „gieerką” łączy się dopiero na ostatnim etapie.
Obrazek
Od tej strony, przez ten niewielki lodowiec prowadzi na szczyt popularna trasa.

Na zboczach Vignemale można się po drodze ochłodzić w wydrążonych w skale grotach Bellevue. Henry Russell, ich twórca, a także wieloletni badacz i maniakalny wielbiciel Pirenejów wychodził z założenia, że tylko jaskinie nie kalają górskiego pejzażu. Na Vignemale wszedł 33 razy, był też autorem pierwszych wejść na 30 pirenejskie trzytysięczniki (dodam: przed 1885 rokiem).
Obrazek

W Bayssellance miałam drugą i ostatnią rezerwację schroniskową. Dalej – będzie, jak będzie, mam awaryjne spanie i nabytą ostatnio umiejętność spania gdzie popadnie. Ale to już nie te czasy, gdy złapana przez noc kiblowałam na zboczu tak jak stałam - śpiwór co prawda mam taki jak w zeszłym roku, czyli „nie przyznam się jaki”, ale dokupiłam do niego przed wyjazdem (za radą kolegi Krzysztofa) SOL Escape Bivvy (oddychające, 241 g). Do tego mam rulon zwykłej maty i spory kawałek grubszej folii. W schronisku tłok, bo wszyscy chcą wchodzić na najwyższe góry. Samo schronisko położone na 2651 m też jest „naj” - żadne w Pirenejach nie jest wyżej.
Mapa terenu, który przeszłam: https://opentopomap.org/#map=14/42.78831/-0.09931

3. Następnego dnia trochę błądziłam po stoku w poszukiwaniu wejścia na mniej popularny szczyt, Labas, i gdy myląca, nikła ścieżka się skończyła, zmieniłam kierunek o 180 stopni i poszłam na Petit Vignemale (3023). To było chyba najłatwiejsze wejście na 3-tysięcznik, jakie zaliczyłam, więc trochę mnie ten brak trudności zmartwił. Pic de Labas (2946), na który nie znalazłam ścieżki, to ten po prawej, zacieniony.
Obrazek

A to fragment wejścia na „duże” Vignemale, ten odcinek nie wygląda na trudny, no ale raki pewnie trzeba mieć. Francuska para z mojego pokoju do raków dołożyła jeszcze przewodnika, pomocnego według nich w odszukaniu przejścia bliżej szczytu. Wejście uświetnili butelką wina, a gdy potem już leżeli w łóżku, dziewczyna czytała chłopakowi na głos książkę, cicho, niemal szeptem. Podobała mi się ta scenka, więc ją tu wspominam.
Obrazek

3-4. Schr. Bayssellance (2651) – schr. Bachimana (2200) przez przełęcze Mulets (2591) i Letrero (2642). Trasa dość długa, ale do przejścia w jeden dzień – ja na wszelki wypadek, a i dla przyjemności, zaplanowałam po drodze nocleg pod chmurką. Do Mulets można iść z zawiązanymi oczami, ale przed Letrero trzeba pilnować trasy, a właściwie wątłej ścieżki. Nie upilnowałam.

Schodzę z przełęczy Hourquette D'Ossoue, pierwsze „U” przede mną: zejdę prawie 600 m do doliny Gaube, a z niej znowu do góry - na przełęcz Mulets (między szczytami na drugim planie). Na dole czeka nagroda: hit Pirenejów, czyli północna odsłona Vignemale.
Obrazek

Na żywo góra robi dość niesamowite wrażenie, bardzo wyodrębnia się z otoczenia, ma ogromną dynamikę, zaskakuje, jakby wylądowała tu z innego górskiego świata. Pod nią, pod tym skalnym żywiołem - spokojne, zielone podnóże z tasiemkami lśniących strumyków.
Obrazek

Trudno uwierzyć, że w takim miejscu można przeczytać na kierunkowskazie: aire de bivouac, 200 m. Poniżej widać niebieski namiot, na innych zdjęciach mam kolejne, trzeba oczywiście przestrzegać określonych zasad.
Obrazek

Za przełęczą Mulets wszystko się odmieniło, góry nie były już tak widowiskowe, dolina rzeki Ara zaskakiwała prostotą, dzikością, obiecywała ciszę i intymną relację z górami. Schodzę do doliny, wkrótce zobaczę ostatnich tego dnia ludzi, zaraz też skręcę z transpirenejskiej HRP na mniej popularną ścieżkę.
Obrazek

Gdzieś czytałam, że trzeba pilnować skrętu ścieżki w kierunku przełęczy Letrero, do której zmierzam. Zatrzymałam się nawet przy nikłym śladzie jakiejś ścieżynki, ale uznałam, że to zwierzęta ją wydeptały, a sama ścieżka, jeśli w ogóle ma wyżej kontynuację, to prowadzi donikąd. I w ten sposób prawdopodobnie ją minęłam, ale może przeoczyłam ją, gdy omijałam szerokim łukiem stado krów? Poniżej dolina rzeki Ara, przełęcz Letrero jest gdzieś tam, po prawej stronie, bliżej końca zdjęcia. Lewą stronę doliny okupuje zachodnie zbocze Vignemale.
Obrazek

Tak czy inaczej ścieżki nie znalazłam. Przysiadłam kolejny raz nad mapą (a mam niezłą) i widzę, że wzdłuż potoku, który trochę dalej, jest ścieżka: i do nieco dalszego jeziora Inferior (2180), i potem dalej - na moją przełęcz. Potok grzmi na całego, pędzę do niego na przełaj, na słuch, powiewając kurtką puchową, która wchłonęła całą wodę z nieszczelnie zamkniętego bidonu – muszę ją wysuszyć przed nocą.

Ścieżka wzdłuż potoku, na oko prawie nieużywana, była ledwie ledwie oznaczona kopczykami, a jednak mapa Editorial Alpina (1:25 000) ją uwzględniała. To zaleta map tego wydawcy - korzystałam już z czterech (dla porządku dodam, że na jednej, o ile się nie mylę, znalazłam błąd). I przy okazji: jezioro w akapicie wyżej na niektórych mapach nazywa się Batanes Bajo, inne jeziora też mogą mieć różne nazwy: postanowiłam trzymać się tych z Opentopomap, bo to popularna mapa. https://opentopomap.org/#map=17/42.77402/-0.17556

Zostaję na noc przy jeziorze. Długo szukałam jakiegoś płaskiego, osłoniętego od wiatru miejsca, nie przypuszczałam wcześniej, jaki to problem w górach, nawet jeśli się rozkłada tylko matę. Noc była ciepła, zmarzło mi tylko czoło, ale czapka w plecaku wydawała mi się tak odległa jak Droga Mleczna nade mną. Moja piękna sypialnia poniżej:
Obrazek
Na końcu po prawej przełęcz Mulets

Rano przeszłam (trochę na przełaj, trochę ścieżką) nad jezioro Cresta de los Batanes (2370 m), skąd prowadzi wejście na przełęcz Letrero - bardzo nieprzyjemne, bardzo śliskie, bardzo strome, widziałam po śladach, że ludzie kombinowali to tu to tam, żeby skrócić ten ból (wejście tym zboczem po prawej).
Obrazek
Mapa terenu, który przeszłam do przełęczy Letrero: https://opentopomap.org/#map=14/42.78718/-0.13862

Za przełęczą biorę szeroki górski oddech - poziomice się rozluźniają i jest niewielkie wypłaszczenie, bardzo lubię takie usytuowane wysoko placyki. Odruchowo poszłam dalej za strzelistymi kopczykami, no i długo nie trwało, jak poczułam, że mnie znosi w złym kierunku, ale sprawdziłam na mapie, że nie ma co zawracać, bo sytuację bez trudu opanuję, jak zejdę niżej. Na trasie, którą wybrałam i która prowadziła w kierunku jeziora Letrero, było mnóstwo fioletowo-różowych kwiatków, wprost nie było gdzie nogi postawić, żeby nie deptać po ich ślicznych główkach. Za to te kuszące kopczyki, jak już byłam niżej, zniknęły.
Obrazek

Początkowo nie stanowiło to problemu, bo wszystko było widać jak na dłoni: przeszłam na przełaj na drugą stronę tego rozgardiaszu poniżej, aby wejść z powrotem na prawidłową ścieżkę z mapy. No i naszukałam się jej...
Obrazek

Teren jest trochę księżycowy, ludzie w internecie pomstują, że to jakaś skorupa, wertepy, może niech się malkontenci udadzą do parku miejskiego, mnie przechodzenie na drugą stronę sprawiło przyjemność. W końcu łapię ślad zgubionej trasy i zaczynam wyścig z czasem, chcę dotrzeć na czas do schroniska, marzę o ciepłym napoju, mogłabym też coś porządnego zjeść. Szkoda, że tak pędzę, będąc gdzieś w sercu gór. Ludzi tu prawie nie ma: 3 osoby przemknęły rano, a pod wieczór bliżej schroniska widziałam z daleka dwa namioty.
Obrazek

Dalej wszystko jest już jak trzeba: Bramatuero Alto wypełnione jest turkusową wodą, a kopczyki prowadzą mnie jak po sznurku. Patrząc na zdjęcie, jezioro obchodziłam po prawej stronie, a przełęcz Letrero to ta głęboko wcięta na końcu zdjęcia.
Obrazek

300 m niżej jezioro ma brata - Bramatuero Bajo, ale przy nim były już całkiem inne klimaty.
Obrazek

Było już ciemnawo, gdy zeszłam bliżej jeziora, zdjęcie siadło i wyciągałam je w domu z niebytu, z umiarkowanym efektem, ale to ciekawe miejsce i nie mogę go pominąć. Góry po lewej to Picos de los Infiernos, czyli „piekielne szczyty”, o których jeszcze wspomnę. Mają dość niezwykłe białe wybarwienie na grzbiecie nazywane „La Marmolera”, ściśle tą białą granią prowadzi zresztą trasa. Po ich prawej stronie jednoimienna przełęcz, przez którą będę szła do Respomuso. Przy jeziorze biwakowało dwóch chłopaków, mieli całe te piękne góry dla siebie. Na końcu jeziora trasa skręciła na lewo.
Obrazek

Za zakrętem dwa rozdzielone tamą jeziora: 39-hektarowe Bachimaña Alto i dziesięć razy mniejsze Bachimana Bajo. Dalsza ścieżka wiodła wzdłuż wschodniego brzegu jeziora (po lewej stronie na zdjęciu). Wydawało mi się, że przejdę ten odcinek błyskawiczne, ale źle oceniłam odległość i gdy dochodziłam do schroniska było już całkiem ciemno, straciłam z oczu kopczyki i wyniosło mnie gdzieś wyżej. Schronisko, a konkretnie jego oświetlone okna, widzę na wyciągnięcie ręki, ale czuję przed nim nieokreśloną ciemną nieckę, jak głęboką? co się tam dzieje? widzę tam wodę, bo odbijają się w niej światła, mogłabym spróbować przedrzeć się z czołówką, ale jest już po dziesiątej i zdecydowanie nie mam ochoty prosić po nocy o nocleg, teraz muszę tylko znaleźć jakieś płaskie miejsce pod matę, łatwo powiedzieć.
Obrazek

Z miejscem do spania było bardzo kiepsko, wybrałam w końcu lokalizację za pniem jednego z nielicznych drzew i w nocy całkowicie zza niego wyjechałam - znieruchomiałam, gdy rano otworzyłam oczy, jeden nieostrożny ruch i zjeżdżam skrępowana śpiworem. Noc złapała mnie na tym zboczu za schroniskiem (poniżej), więc przypadkowy obserwator miałby niezłe kino, może jednak wziąłby to za przywidzenie?
Obrazek

5. O 12.30 w schronisku na stół wjechało moje jedzenie: waza z makaronem - krótkie rureczki polane świeżym, kwaskowym, pachnącym sosem w pomidorów. Tego dnia nie poszłam już nigdzie i był to bodaj drugi dzień w mojej górskiej karierze, który przesiedziałam w schronisku. Ma ono niezmiernie rzadkie na tym terenie zalety – zasięg i ciepłą wodę. Pranie, mycie, spanie, jedzenie, pogaduszki (z Baskiem, a jakże), niespieszne oglądanie albumów, jeden próbowałam właśnie odnaleźć w internecie - starzy mężczyźni, mieszkańcy Pirenejów, ich życie, codzienne zajęcia, zmieniające się pory roku, wszystko to uwiecznione na bardzo poruszających zdjęciach.

Żeby nie było, że ukrywam tamy:
Obrazek

I jeszcze Bachimana Alto na porządnym zdjęciu: https://fr.wikipedia.org/wiki/Embalse_B ... a_Alto.jpg

6. Między schroniskami Bachimana (2200) i Resmopuso (2220) prowadzi GR11, na trasie spotkałam więc trochę ludzi, ale jak na środek sezonu, pogodę jak niżej i tatrzańskie standardy wciąż było ich niedużo, około 30. Wcięcie po lewej to przełęcz Infierno (2721), do której zmierzam.

Obrazek

Jak ktoś nie chce, żeby było łatwo, może iść inną trasą - przez grań ze szczytami Infiernos, o której wspominałam wcześniej. Trzeba jednak zrobić dobre rozeznanie co do trasy i własnych możliwości. Czytałam, jak dwóch chłopaków zapchało się tam w miejsce bez wyjścia i ściągał ich helikopter, zasięgu nie mieli, ale mieli farta, bo ktoś usłyszał ich krzyki. Sytuacja staje się krytyczna. Oczywiste jest, że nie będziemy w stanie zejść tą drogą. - całość tu: https://matraversee.blog4ever.com/etape ... -respomuso

Ja i tak nie zdążyłabym jej przejść – idę gieerką - ale udało mi się tak na szybko wejść z przełęczy Infierno na początek grani i zaglądnąć w przepaść. Tu już wracam na dół, a potem tą cieniutką ścieżką nad jeziorem przejdę na przełęcz Tebarray (2782). Dużo chyba nie trzeba, żeby potoczyć się do jeziora, ot potknąć się, przewrócić, a jak już będę się toczyć, mój spory plecak będzie mnie wyrzucać do góry przy każdym obrocie. Plecak noszę całymi dniami, jakby był częścią ciała, a nie bagażem, a przecież swoje waży. Gdy zarzuci „nami” na bok i tracę równowagę, jego niemieccy krajanie, wysokie Meindle, utrzymują mnie w pionie.
Obrazek

Widok w drugą stronę:
Obrazek

Przełęcz, o ile pamiętam, ma czerwoną kropkę, co oznacza trudności. Jakieś bardzo niewielkie były: śliski piasek (wznieciłam tumany kurzu, wprost na ludzi czekających aż zejdę), stromo, liny, ale na krótkim odcinku. Takich atrakcji w Pirenejach jest co kot napłakał, więc ja to się raczej ucieszyłam.

Do schr. Respomuso muszę zejść około 600 m. Przez długi czas na widoku mam południowe zbocza Balaitousa (3144), pierwszego od Atlantyku pirenejskiego 3-tysięcznika. Wejście od południowej strony, która poniżej, oznaczone jest na Summitpost jako PD (II, II +), wejście od strony zachodniej to F+ (I, I +).
Obrazek

Obrazek

W schronisku miejsca już nie ma - tak mówi młody chłopak, ale jednak jest - gdy nad sprawą pochyli się starszyzna. Spędzę tu 3 noce. Zazwyczaj jestem niemal pewna, że dla jednej duszyczki zawsze się coś znajdzie, ale za parę dni okaże się, że nie, a noc będzie wyjątkowo zimna i wilgotna. Poniżej jezioro Respomuso i teren biwakowy, schronisko jest dalej, po prawej stronie.
Obrazek

Jak widać na zdjęciach, pogodę miałam znakomitą. Padało tylko w ciągu dwóch połówek dnia (raz mocno, i czekałam aż zelży, raz słabiej, więc szłam). Do tego jedna ulewa nocna (zdjęcie z krzesełkiem poniżej) i delikatny deszczyk, który obudził mnie na chwilę, gdy biwakowałam. Niektóre noce były chłodne, śpiwór miałam marny, ale jednak dobrze spałam, nie marzłam.
Obrazek

7. Marzyłam o Balaitousie... Nic to, wejdę sobie na Grande Fache (3005 m) w zamian. Szczyt (i mały biały domek) poniżej. Wejście z przełęczy tym równiutko zarysowanym ramieniem. Szczyt jest wygodnie usytuowany nieopodal dwóch schronisk, więc ludzie dopisali.
Obrazek
Po lewej fragment kolejnej tamy, z prawej wyregulowany brzeg potoku.

Summitpost oznacza wejście jako I+. ale dodają: Unfortunately some accident happens every year in this mountain and must force us (...) not to despise the risk and not to consider easily to this mountain. Góra nie jest trudna technicznie, trzeba po prostu używać rąk i czasem się powspinać, ale łatwo na niej zboczyć na nieoznaczony teren – podczas wejścia kopczyki są mniej widoczne, schodząc widzimy je lepiej, tylko często-gęsto jakby dojście do nich gdzieś mi się zapodziewało, szłam, cofałam się, próbowałam gdzie indziej, czasem schodziłam na manowce, innym razem ruszyłam za chłopakami, ale ci też się machnęli, przyszło nam schodzić jakąś pozatrasową minirynienką. Bliżej szczytu ktoś mi pokazał, że trzeba przejść na drugą stronę góry (ja tego przejścia nie zauważyłam) – a tam szczyt już blisko, zrzucam w jakimś kominku plecak, wchodzę i potem już myk myk i szczyt. Schodząc, nie trafiłam na tę „drugą stronę góry” i zeszłam po swojemu.

Jakoś nie do zdjęć mi było, wchodząc nie zrobiłam żadnego. Na szczęście cyknęłam parę na szczycie i kilka, dość przypadkowych, przy zejściu. Poniżej fragment trasy, ale może to teren, po którym błądziłam?
Obrazek

Finalny widok ze szczytu. Moje schronisko jest przy tym większym jeziorze. Jutro będzie padać, więc tylko pospaceruję po górach z lewej strony, pojutrze zaś zejdę za jeziorem na dół i odbiję na prawo, w stronę podnóża Balaitousa. W oddali na środku zdjęcia wystaje Midi d’Ossau, jedna z najbardziej charakterystycznych gór w Pirenejach.
Obrazek

Ostatni maruderzy zeszli ze szczytu wkrótce po mnie i zniknęli mi z oczu, trasa była kompletnie pusta, widziałam tylko z daleka jeden namiot.
Obrazek

Bliżej schroniska, przy jeziorze Campo Plano, przyjemny, wyprasowany pod namiociki teren; jeden widać po prawej.
Obrazek

8. Na kolejny dzień zaplanowałam niewysoki szczyt Pico Musales (2652 m), ale się rozpadało, wyszłam więc później i czasu starczyło na długi spacer - doszłam tylko w okolice przełęczy pod planowanym szczytem, a potem okrążyłam jezioro i próbowałam dla zabawy przejść nieaktualnym przejściem do schroniska. Fajnie jest chodzić po górach bez zadań, na luzie, gdzie nogi poniosą. W jakimś ukrytym, idyllicznym miejscu nakryłam dwójkę biwakujących turystów zalegających w całkowitej ciszy twarzą do wieczornego słońca, z pewnością przebywali w tym czasie w innym świecie. Byli to pierwsi ludzie, których widziałam od wyjścia ze schroniska 6 godzin temu, a przecież była to sierpniowa niedziela i bardzo atrakcyjne miejsce nad jeziorem dwa razy większym od Morskiego Oka. Dodam, że samo schronisko było jednak pełne ludzi.

W czasie gdy obchodziłam jezioro z jego półwyspami i miniwysepkami światło tworzyło dziwną, filmową scenerię, idealną dla fruwających stworów rodem z filmów fantasy. Zrobiłam trochę zdjęć, ale tajemnicza przestrzeń na nich wyparowała. Poniżej pierwsze minuty wycieczki i jedno z popularniejszych w sieci ujęć schroniska. Przedwczoraj przyszłam tu z tej rozległej doliny po prawej stronie, grań przekraczałam gdzieś w okolicach łaty śniegu widocznej na samym końcu.
Obrazek

Widok z tamy. Trochę poczytałam, jak powstawała, nie ma najmniejszej możliwości, żeby wjechać czymś na ten teren, jej budowa (w latach 50.) była więc dużym wyzwaniem właśnie ze względu na skomplikowaną lokalizację; ma 207 metrów długości: http://sallentdegallego.blogspot.com/20 ... omuso.html
Obrazek

Obrazek

Niemal w centrum zdjęcia można wypatrzeć czerwone piksele dachu schroniska Respomuso, tuż nad brzegiem jeziora.
Obrazek
mapka: https://opentopomap.org/#map=14/42.82566/-0.28728

9.Schr. Respomuso (2220) – schr. d'Arrémoulit (2265). Po spacerowej łatwiźnie na zdjęciu niżej:
Obrazek

trasa odbiła na północ, a tam już były ciekawsze, zróżnicowane ścieżki, morze wygrzanych na słońcu malin i ciąg czterech jezior Arriel pod Balaitousem. Mgły co prawda ucięły połowę gór, ale jak wiadomo zapewniają w zamian odpowiednią atmosferę.
Obrazek

Obrazek

Jestem gdzieś u podnóża Balaitousa. Technicznie może bym i dała radę wejść, bo wg Summitpost to I+, ale czasowo w żadnym razie. Musiałabym po drodze przenocować w wydrążonym w skale schronie à Michaud, powiem, że nawet planowałam to w domu, ale jakoś w trakcie tego wyjazdu moje ambicje zaczęły się ograniczać do bardziej prozaicznych zadań. Bardzo żałuję, że nie spróbowałam.
Obrazek

Niezrealizowane marzenie zostawiam po prawej stronie i wspinam się na przełęcz d'Arrémoulit (2448) po lewej. Rumowisko poniżej wywiodło mnie w pole, nie mnie jedną zresztą, ale objawili się potem wyżej ludzie schodzący z przełęczy i wszystko stało się jasne.
Obrazek

Schronisko d'Arrémoulit jest unikalne, jedyne takie. Malutkie. Wchodziło się wprost do pomieszczenia z pryczami lub z drugiej strony – do jadalni, żadnych przedsionków i korytarzy, spałam z głową przy drzwiach wejściowych. W jadalni na ścianach malunki, nad stołem antresola z miejscami do spania. Do tego w komplecie fantastyczna, sprawna mimo trudnych warunków obsługa w wydaniu Francuzek (nie tylko zresztą w tym schronisku) - zawsze życzliwe, pełne energii, pędzące od stołu do stołu, aby coś podać, zapytać, czy po prostu rozsiewać uśmiechy, każda inna, każda naturalna, kolacja nabierała czaru po ich skrzydłami. O tym, jak przebiega sam ceremoniał kolacji w każdym francuskim schronisku i o świetnym jedzeniu, już kiedyś pisałam w relacji z Alp Nadmorskich. Tam akurat obsługiwali w większości panowie, robili to równie znakomicie.

Miałam spać w tym dużym namiocie na zewnątrz, ale znalazło się miejsce w domku. Fajnie, bo było zimno.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nieopodal jeszcze jedno „schronisko”:
Obrazek

10. Schr. d'Arrémoulit (2265) – schr. Larribet (2072). Najpierw trzeba było wejść na przełęcz Palas (2517), co okazało się łatwe, szybkie i przyjemne, w końcu po blisko 2 tygodniach łażenia nabrałam krzepy i szłam jakimś akceptowalnym tempem. Z prawej strony jeziora poniżej, za skałkami i mgłą ukryło się schronisko.
Obrazek

Idę zza tego niebieskiego oczka, które siadło mi na zdjęciu niemal ściśle na przecięciu przekątnych:
Obrazek

Z przełęczy (stoję na niej poniżej) trzeba zrobić trawers zboczem po lewej - czujny, bo stromo, a ścieżkę ledwie widać - w kierunku tego wgiętego grzbietu. Jest tam wąskie przejście na drugą stronę o nazwie Port de Lavedan. Warto zobaczyć wcześniej, gdzie jest i jak wygląda, żeby nie robić głupot jak ja.
Obrazek

Pod grzbietem jest rumowisko skalne, kopczyków tam niewiele i szybko je zgubiłam, ale ja akurat bardzo lubię chodzić po takich kamsztorach, więc parłam na przełaj, byle wyżej. Teraz trzeba przejść na drugą stronę tego skalnego muru. Tylko którędy. Może tą rynienką? Weszłam do połowy, nie, to nie może być tutaj. Zeszłam. Parę metrów dalej widzę ślad po kijku pod następną. Wdrapuję się i tym razem nie odpuszczam, chociaż widzę już, że trasa nie może tędy prowadzić, bo to niewygodne, strome, wąskie, rachityczne podejście, ale chcę wejść do końca, może coś się wyjaśni? Weszłam - przejścia brak. Za to będę musiała teraz zejść z powrotem, z worem, spojrzałam po czym...
Obrazek

Jak się potem okazało, dwóch Francuzów oglądało sobie moje zmagania, czekając na rezultat, bo też chcieli wiedzieć: którędy dalej. Prawidłowe przejście, nie wzbudzające już żadnych wątpliwości, okazało na końcu po prawej stronie - nietrudne, trochę strome, w jednym miejscu zatrzymał mnie jakiś większy kamienień, ale wbiłam w jakąś skalną dziurę kolano (co boli i trzeszczy) i podciągnęłam się na nim w końcu wyżej.

Po drugiej stronie panowie to tu to tam szukają trasy, z grani krzyczy turystka, która jak ja chciała ją forsować, a ja jak nie ja - pilnuję każdego kroku i idę dokładnie po trasie.
Obrazek

Te śliczności, czyli ciąg jezior Batcrabère, wkrótce znikną w chmurze. Z atrakcji będę miała już tylko spotkanie z baranami, szły moją ścieżką, było ich 200? może 300?
Obrazek
mapka: https://opentopomap.org/#map=14/42.84057/-0.27389

Lubię, gdy we mgle zaczynają dochodzić do mnie stłumione odgłosy ze schroniska, po prostu podobają mi się te dźwięki.
Schronisko poniżej wygląda jak uśpione, ale w środku nie było gdzie szpilki wcisnąć - nie było wolnych miejsc, było za to wilgotno, zimno i zapadał wieczór. Skłamałam przemiłej Francuzce w schronisku, że mam namiot i nie musi się o mnie martwić. Po kolacji poszłam z latarką szukać płaskiego miejsca, nie znalazłam, wróciłam, zagrzebałam się pod ścianą w swoje pielesze, trochę pozłościłam na krople, które spadały z okapu na folię, pod którą się skryłam, ale zasnęłam w końcu i obudziłam po piątej.
Obrazek

11. Ostatni dzień: Larribet – Lourdes. Rano na gwałtu rety pędziłam na dół, żeby wysłać rodzinie SMS-a: zeszłam do doliny i nic, minęłam 100 zakrętów i też nic, doszłam do wypoczynkowego zalewu Lac du Tech – dalej brak zasięgu. Tam zaprosił mnie do samochodu francuski wędkarz i piknęło mi w telefonie dopiero, jak ujechaliśmy kilka kilometrów dalej. Kolejny stop to Francuzka, która proponuje mi wycieczkę jej samochodem do Gavarni. Który to już raz spotykam życzliwych ludzi podczas górskich wycieczek. Hiszpanka poprzedniej nocy bez wahania chciała oddać mi połowę jedynkowego namiotu, Francuz przy Port de Lavedan oferował przy zejściu jeden ze swoich kijków, ktoś się niepokoił, czy mam wodę itd. Warto o tym pisać. Kusi też z drugiej strony, aby dowalić trzem hiszpańskim machos.

W Lourdes trafiłam do sporego, leciwego już hotelu, dziwnego, jak z filmu - wiekowa madame w recepcji, z trochę szalonym uśmiechem na ustach, wyabstrahowany z rzeczywistości wnuczek wpatrzony w telewizor i pogodzony ze swoim starym hotelem właściciel, który poprowadził mnie przez kompletnie opustoszałe wnętrza na piętro. Wszystko to wydawało mi się dziwne, a nawet niepokojące, gdy więc zobaczyłam, że drzwi do pokoju nie zamykają się na klucz od środka, zablokowałam je łóżkiem. Ale w sumie to podobało mi się tam, ten hotel był chyba zawieszony w innej rzeczywistości. Następnego dnia było Boże Ciało, cały dzień spędziłam w Lourdes.

12. Był jeszcze jeden górski dzień, który pominęłam - dla niepoznaki umieszczam go na końcu, żeby zakamuflować to niedorzeczne, wstydliwe zdarzenie: Idę sobie, cel widzę, ale pech chciał, że deczko się machnęłam i źle go obrałam. Nie ma ścieżki? Przecież właśnie tak jest w tych górach. Coś się nie zgadza? E tam... na pewno ciut dalej wszystko się wyjaśni. Jezioro powinno być nieco większe? Pewnie wyschło. A tak w ogóle to pójdę trochę na skróty, bo będzie wygodniej... no właśnie, nie widzę kopczyków, bo przecież poszłam na skróty... itd. itp. Przed wieczorem spasowałam, postanowiłam zejść karnie do doliny, tam trasa jak wół doprowadzi mnie do celu, może nie tego, który planowałam, ale co tam, mogę iść gdzie indziej. Ale nie zdążyłam tego dnia zejść na dół, trochę bałam się skakać po kamieniach przy zapadającym zmierzchu, teren był bardzo kamienisty. Rano, gdy szłam ku dolinie, ujrzałam w oddali turystę i zrozumiałam swój błąd.

Zdjęcie z terenu zmagań:
Obrazek

Pir...amidy, Pir...eneje... :wink:
Pochodzenie nazwy według Wiki: 1. wątek mitologiczny - od córki Atlasa Pyrene i historii związanej z nią i górami 2. Od starogreckiego słowa πῦρ oznaczającego ogień i wielkiego pożaru, który miał miejsce na obszarze gór. 3. z języka baskijskiego - llene os oznacza góry Księżyca. I ta wersja pasuje mi najbardziej.
Obrazek

Trasa: samolot Kraków - Lourdes; autobus do Cauterets; schroniska: d'Estom, Baysellance, Bachimana, Respomuso, d'Arrémoulit, Larribet. Zejście do Lac du Tech, stopem do Argeles Gazost i potem autobusem do Lourdes (na lotnisko w Lourdes trzeba dojechać autobusem).

Moja trasa:
Obrazek

_________________
1. https://vimeo.com/231243943
2. https://vimeo.com/55441565


Ostatnio edytowano So sty 25, 2020 1:10 pm przez anke, łącznie edytowano 2 razy

Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł: Re: Pireneje 2
PostNapisane: Pn sty 13, 2020 9:17 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr paź 31, 2007 9:46 pm
Posty: 4125
Lokalizacja: GEKONY
Przeczytam w wolnej chwili, ale same Pireneje, zdjęcia i zrzut trasy już mi się podobają.

_________________
I choćby przyszło tysiąc pisarzy
i każdy tysiąc strof by wysmażył,
i każdy nie wiem,jak się nadymał,
nikt nie dogoni Julka Tuwima.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł: Re: Pireneje 2
PostNapisane: Pn sty 13, 2020 2:01 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Pt sie 07, 2015 10:09 pm
Posty: 432
Lokalizacja: Chrzanów
Przeczytane :D Masz ... jaja, żeby samej tak się snuć po tych górach, wcale nie łatwych i jeszcze kiepsko oznakowanych.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł: Re: Pireneje 2
PostNapisane: Pn sty 13, 2020 9:41 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Wt mar 10, 2009 2:07 pm
Posty: 574
Lokalizacja: Szczaksa Riwiera
Kiedyś, jak mieszkałem w Barcelonie wybrałem się na jakiś szczyt (nie pamiętam nazwy) i od tego czasu Pireneje kojarzą mi się z krajobrazem jak to określiłaś "kopalnianym" powyżej jeziora Glacé. Jednak pewien reportaż i Twoja relacja pokazuje, że jest tam jeszcze śnieg i zieleń:) Oraz niesamowita przestrzeń!
Dzięki.

_________________
pozdr. farix

Pewnego przyjaciela poznasz w niepewnej sytuacji...
zdjęcia na ++ flickrze ++


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł: Re: Pireneje 2
PostNapisane: Wt sty 14, 2020 8:51 am 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt wrz 17, 2010 11:49 am
Posty: 850
Lokalizacja: dokąd
Damian78 napisał(a):
Przeczytane :D Masz ... jaja, żeby samej tak się snuć po tych górach, wcale nie łatwych i jeszcze kiepsko oznakowanych.

Tak, dokładnie. Gratuluję i zazdroszczę takich eskapad! :)
Pireneje wciąż przede mną.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł: Re: Pireneje 2
PostNapisane: Wt sty 14, 2020 2:04 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr paź 31, 2007 9:46 pm
Posty: 4125
Lokalizacja: GEKONY
Dodam jeszcze, że na plus zasługuje język pisania :)

_________________
I choćby przyszło tysiąc pisarzy
i każdy tysiąc strof by wysmażył,
i każdy nie wiem,jak się nadymał,
nikt nie dogoni Julka Tuwima.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł: Re: Pireneje 2
PostNapisane: Wt sty 14, 2020 7:13 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Wt lip 16, 2013 6:29 pm
Posty: 310
Lokalizacja: Kraków
A czym zdjęcia robiłaś?


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł: Re: Pireneje 2
PostNapisane: Wt sty 14, 2020 9:30 pm 
Zasłużony

Dołączył(a): Wt kwi 05, 2016 3:42 pm
Posty: 205
Lokalizacja: Kraków
Rewelacyjna relacja!
Nie mogłem się wczoraj oderwać (zamiast przygotowywać wykłady, wczytywałem się w tę historię wspaniałej przygody). To turystyka górska przez duże "T". Rejony w sam raz dla odczuwania ogromu przestrzeni, pełne wyzwań orientacyjnych. Nie wiem, czy GPS tam może pomóc, czy są jakieś mapy elektroniczne z wbitymi trasami- mogłyby się przydać np. gdyby pojawiła się mgła. Coś dla miłośników wolności, wyprawa wymagająca kondycyjnie -bo chyba sporo gratów trzeba targać na plecach, nawet gdy uzupełnia się zapasy jedzenia w schroniskach. Podziwiam odwagę i życzę udanego 2020.
Krzysztof


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł: Re: Pireneje 2
PostNapisane: Śr sty 15, 2020 2:52 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn paź 29, 2007 8:31 pm
Posty: 3047
Lokalizacja: Nowy Sącz
No kawał górskiej przygody, z "polskiego" to w szkole chyba miałaś szóstkę, bo tak umięjetnie i sprawnie operujesz słowem

_________________
http://www.naszczytach.cba.pl Aktualizacja 2019 - nowe: Alpy Bernina, Samnaun, Berchtesgaden, Silvretta, Góry Północnoalbańskie, Tępa i Bielska Kopa w Tatrach i wiele innych. Zapraszam


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł: Re: Pireneje 2
PostNapisane: Śr sty 15, 2020 10:30 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 1006
Lokalizacja: W-wa
Damian78 napisał(a):
:D Masz ... jaja
Na TWOJE to te góry są za łatwe i za niskie :)

farix napisał(a):
Pireneje kojarzą mi się
Długo ociągałam się, zanim pierwszy raz pojechałam w Pireneje, coś mi nie pasowało w tych górach. Ale teraz takie odczucia nie mają już w ogóle znaczenia, bo zmieniło mi się nastawienie: teraz zaadaptuję się emocjonalnie w każdych górach - dużych i małych, ładnych i brzydszych - warunkiem progowym jest pewna "czystość" terenu, czyli brak infrastruktury turystycznej i oddalenie od siedzib ludzkich, lubię też, jak nie ma ludzi - ale jak nie ma wyjścia, to pójdę i pod wyciągiem, byle być w górach, bo to najważniejsze.

saxifraga napisał(a):
Pireneje wciąż przede mną.
Jak już tam będziesz, to polecam te boczne ścieżki - bywają bardzo skromne, ale nigdy mnie nie zawiodły.

kefir napisał(a):
na plus zasługuje język
gouter napisał(a):
z "polskiego" to w szkole chyba miałaś szóstkę
Taaak... od dawna myślę o sobie jako o przodowniku forum w zakresie interpunkcji :)

Walter napisał(a):
A czym zdjęcia robiłaś?
Mam Panasonica DMC TZ30 Lumixa i nie dam o nim złego słowa powiedzieć, niestety nie przykładam się do robienia zdjęć, ustawiam automat, z grubsza celuję w obiekt, a potem działam w Gimpie.

krzysztof_KrK napisał(a):
Nie wiem, czy GPS tam może pomóc, czy są jakieś mapy elektroniczne z wbitymi trasami- mogłyby się przydać np. gdyby pojawiła się mgła.
Raz w życiu w Beskidach użyłam w górach GPS-a w telefonie - tak dla zabawy, ale widuję ludzi, którzy idą po górach z nosem w telefonie. Mnie to nie pasuje, ale rozumiem, że piszesz o sytuacji prawdziwie awaryjnej - moim "przygodom" było bardzo daleko do takiej, więc radziłam sobie bez nawigacji. SOL Escape Bivvy, który mi doradziłeś, bardzo się sprawdził.

_________________
1. https://vimeo.com/231243943
2. https://vimeo.com/55441565


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł: Re: Pireneje 2
PostNapisane: Cz sty 16, 2020 4:06 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Pt cze 22, 2012 7:38 pm
Posty: 691
Lokalizacja: siem-ce; m-ce
Dzikie ścieżki i słabo oznakowane szlaki, gdzie człowiek musi się trochę nagłowić żeby znaleźć właściwą drogę - to są własnie rejony, których brakuje na co dzień w naszych rodzimych górach. Muszę więc Pireneje wrzucić na swoją rozkładówkę górską, choć strasznie tam daleko. A tu już kolejna twoja relacja z tego pasma, która daje do myślenia.
gouter napisał(a):
No kawał górskiej przygody, z "polskiego" to w szkole chyba miałaś szóstkę, bo tak umięjetnie i sprawnie operujesz słowem

No właśnie - na przykład ten fragment:
anke napisał(a):
Na żywo góra robi dość niesamowite wrażenie, bardzo wyodrębnia się z otoczenia, ma ogromną dynamikę, zaskakuje, jakby wylądowała tu z innego górskiego świata. Pod nią, pod tym skalnym żywiołem - spokojne, zielone podnóże z tasiemkami lśniących strumyków.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł: Re: Pireneje 2
PostNapisane: Pt sty 17, 2020 8:22 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 1006
Lokalizacja: W-wa
Cytuj:
z tasiemkami...
to chyba podpada pod (szkolny) paragraf: opis przyrody :D

Takie zielone płaskie tereny z wijącymi się strumykami kojarzą mi się jakoś z Pirenejami:
https://www.wikiloc.com/hiking-trails/t ... to-9448762
https://www.wikiloc.com/mountaineering- ... o-21980917

A na ewentualne jednodniowe wycieczki - bo nie nocujecie w górach - polecam blog Edwarda Krzyżaka, o ile pamiętam ma trochę takich jednodniowych: np. Pico Musales, na który ja nie weszłam z powodu pogody http://edwardkrzyzak.pl/pico-musales-2655/

_________________
1. https://vimeo.com/231243943
2. https://vimeo.com/55441565


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł: Re: Pireneje 2
PostNapisane: Cz sty 23, 2020 12:41 am 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N mar 09, 2014 2:19 pm
Posty: 2823
Szacuneczek! Jak się człowiek tak naczyta to nabiera chęci aby ruszyć w góry choć na dwa, trzy dni i przenocować pod chmurką. Przyłączam się do przedmówców - masz jaja! :)

Ten SMS do rodziny po dwóch tygodniach to był pierwszy SMS? Ja najlepiej jak bym puszczał co godzinę :lol:


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł: Re: Pireneje 2
PostNapisane: Cz sty 23, 2020 11:06 am 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 12, 2017 7:32 am
Posty: 1984
Nie będę się powtarzać :) Brawo. Dolina Lutour i tereny biwakowe wokół Campo Plano i Respomuso prześliczne.

_________________
Urodziłeś się, by być prawdziwym, a nie perfekcyjnym.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł: Re: Pireneje 2
PostNapisane: Pt sty 24, 2020 1:21 am 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 1006
Lokalizacja: W-wa
Redemption MM napisał(a):
Brawo
:)
krank1 napisał(a):
Ten SMS do rodziny po dwóch tygodniach to był pierwszy SMS? Ja najlepiej jak bym puszczał co godzinę :lol:

Trzeci (plus 1 rozmowa). Problem jest trudny dla obu stron, więc dźwięk wysłanego esemesa cieszy dużo bardziej niż cudny widok, który nagle objawia się za zakrętem.
Na którychś z poprzednich wakacji wpadłam na taki pomysł: proszę kogoś, kto schodzi na dół, o wysłanie esemesa (z dwoma słowami). Trzeba dobrze wybrać osobę (raczej młodą) i bardzo dobrze przemyśleć, jakimi słowami poprosić o tę przysługę - chodzi o to, aby proszona osoba nie zaniepokoiła się, że wciągam ją w jakąś grubszą sprawę. Ja np. zawsze podkreślam, że w odpowiedzi dostanie tylko podziękowania i nikt nie będzie o nic więcej pytać.

_________________
1. https://vimeo.com/231243943
2. https://vimeo.com/55441565


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł: Re: Pireneje 2
PostNapisane: Pt sty 24, 2020 7:53 am 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 12, 2017 7:32 am
Posty: 1984
A nie wystarczyłaby prośba o poinformowanie rodziny, że Wszystko ok i imię -bo nie mam zasięgu. Myślisz, ze taki ktoś potem snuje jakieś podejrzenia? :D

_________________
Urodziłeś się, by być prawdziwym, a nie perfekcyjnym.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł: Re: Pireneje 2
PostNapisane: Pt sty 24, 2020 8:14 am 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt wrz 17, 2010 11:49 am
Posty: 850
Lokalizacja: dokąd
krank1 napisał(a):
Ten SMS do rodziny po dwóch tygodniach to był pierwszy SMS? Ja najlepiej jak bym puszczał co godzinę :lol:

To zależy, co się rozumie pod pojęciem "rodzina". Ja nie wysyłam w ogóle, moje koty nie mają telefonu :lol: .


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł: Re: Pireneje 2
PostNapisane: So sty 25, 2020 1:45 am 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 1006
Lokalizacja: W-wa
saxifraga napisał(a):
moje koty

A jak już wracasz do domu, to one idą w twoją stronę "jakby się wcale nie chciało, pomalutku, na bardzo obrażonych łapach" :)

Redemption MM napisał(a):
A nie wystarczyłaby prośba o poinformowanie rodziny, że Wszystko ok i imię -bo nie mam zasięgu. Myślisz, ze taki ktoś potem snuje jakieś podejrzenia?

Dwa razy mi odmówiono, podejrzewam, że ludzie mogli się obawiać, że rodzina osaczy ich pytaniami, albo że coś jeszcze się za tym kryje (no bo tyle lat już chodzą po górach, a jeszcze nikt ich o coś takiego nie prosił). Może mieli inne obawy, np. związane z jakimiś uprzedzeniami do Polaków.

_________________
1. https://vimeo.com/231243943
2. https://vimeo.com/55441565


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł: Re: Pireneje 2
PostNapisane: Śr lut 12, 2020 11:57 am 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 1427
W końcu przeczytałem dokładnie. Relacja czekała długo, bo nie chciałem przelecieć po niej po łebkach.
Góry miejscami dość podobne do Tatr, takie odniosłem wrażenie. Tatr bez ludzi i szlaków. To snucie się "na oko" po nieznanych górach wysokich wywołuje u mnie gęsią skórkę. W relacji opowieść jest spokojna, a ton daje poczucie bezpieczeństwa. Ja jednak wiem, że byłaby to dla mnie czysta adrenalina, chyba nawet w zbyt dużych ilościach. Moje górskie wyjścia, nawet jak się trafi bardzo męczący dzień pełen wrażeń, zawsze zamykają się spokojnym noclegiem, a Tobie nocleg czasem wypada gdzieś w trakcie. Niesamowita wolność, tak sobie iść samemu i z mapą kombinować jaką stroną minąć daną przeszkodą, jak wyjść na szczyt... i to wszystko (jeszcze raz podkreślę) w nieznanych górach wysokich. Znam ludzi, którzy kochają góry, ale solo nie wybraliby się nawet na beskidzki pagórek. Mnie czasem zdarza się chodzenie samotnie i lubię to, choć po kilku dniach pewnie brakowałoby mi towarzystwa, bo fajnie jest się dzielić na bieżąco pięknymi widokami. Na takie chodzenie od schroniska do schroniska Ukochana na pewno by się nie pisała, ale pewnie jakbyśmy się znaleźli w pobliżu Pirenejów to dałoby się zaplanować jakieś trasy w naszym stylu. Szkoda, że to tak daleko, ale może kiedyś zapuścimy się w tamte strony.
Dzięki za ta relację. Szacun, kawał dobrej górskiej roboty.

_________________
SPROCKET
https://picasaweb.google.com/107852838183145186231


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł: Re: Pireneje 2
PostNapisane: So lut 15, 2020 1:34 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 1006
Lokalizacja: W-wa
Dzięki :D
Zaryzykuję opinię: zrobiłbyś pewnie te trasy z rękami w kieszeniach, tak samo zresztą jak i wiele innych, które byś sobie wymyślił w tych górach.

Słabsze - ale daleko nie wszędzie - oznaczenie tras może skutkować mniejszymi lub większymi przygodami. Trasa GR11 była jednak dobrze oznaczona (tam, gdzie chodziłam) i w sezonie jak przypuszczam spotkamy na niej sporo ludzi. HRP jest trudniejsza: prowadzi przez wyższe partie gór, można tam trafić na nieco trudniejsze ścieżki i przejścia, czasem zaśnieżone czy gorzej oznaczone.

Są jeszcze słabiutko oznaczone ścieżki poza głównymi trasami - i nawet jeśli prowadzą po mniej atrakcyjnych optycznie rejonach, to stanowią dla mnie creme de la creme Pirenejów. Gdy człowiek dozna przypadkiem na takim terenie jakiegoś zawirowania i potem musi przytulić się na noc do skały, to nie da się tego z niczym porównać. Dodam, że moje pierwsze noclegi w górach były wpadkami: za pierwszym razem nie zdążyłam dojść do celu, za drugim - zabłądziłam, jadąc więc kolejny raz, wzięłam na wszelki wypadek coś do plecaka, i tak to się zaczęło, stanowczo za późno zresztą.

Mam na swojej mapie także cieniutkie ścieżki na różne szczyty - będąc już w górach, długo przyglądałam się z oddali jednej z nich, bo planowałam, że wejdę po niej na Pic Palas (PD-). Takie przed wyjazdem lepiej bardzo dobrze posprawdzać - ja nie sprawdziłam, i w konsekwencji - nie zaryzykowałam.

Pireneje nie są szerokie, patrząc na mapę widzimy, że idąc na południe lub północ, w nazwijmy to "sensowym" czasie jakoś dotrzemy do wsi lub miasteczka - daje to poczucie bezpieczeństwa. Problemem jest brak zasięgu.

_________________
1. https://vimeo.com/231243943
2. https://vimeo.com/55441565


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 20 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Polityka prywatności i ciasteczka
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL