Dolomity - krótki przewodnik
Wpisany przez Konrad   
Czwartek, 21 Maj 2009 19:59
Położenie.
Dolomity, część pasma alpejskiego, są położone na północy Włoch. Od głównej grani Alp oddziela je Dolina Pustertal (Val Pusteria). Granicą zachodnią jest dolina Valle Isarco, wschodnią - dolina Piave, a południową Val di Fiemme. Dolomity są górami stosunkowo dużymi - ich rozciągłość ze wschodu na zachód to 80, a z północy na południe - 70 kilometrów. Są więc kilkukrotnie większe od Tatr (licząc razem Polskie i Słowackie).
Najwyższym szczytem Dolomitów jest Marmolada (3343 m. n.p.m.) - wielka bałucha pokryta w całości - jako jedyny szczyt w Dolomitach - lodowcem. Innymi atrakcyjnymi masywami gór są Tofany (3244 m), Antelao (3264) czy Piz Boe (3152).
Dolomity leżą w krainie geograficznej Suedtirol (południowy Tyrol), która przez wiele lat należała do Austrii. Z tego tez powodu góry te są obecnie rejonem dwujęzycznym. W użyciu jest zarówno niemiecki jak i włoski - z tym, że niemieckiego używają głównie mieszkańcy północnej części gór, a niemieckiego - środkowej i południowej. Ma to taki plus, że przynajmniej na północy gór można się właściwie z każdym dogadać. Włosi jak wiadomo są niesamowicie odporni na języki obce, natomiast Tyrolczycy znają niemiecki, który - jak sądzę - jest o wiele popularniejszy w Polsce niż włoski.

Dojazd.
1) Pociągiem. To wcale nie żart - do Włoch da się dojechac pociągiem za 27 PLN (ceny z 99 r.) Należy to zrobić w sposób następujący. Z miejsca zamieszkania należy kupić bilet do ostatniej stacji w Polsce przed granicą z Niemcami (Kunowice, Zgorzelec itp.) a chwilę później - już w kasie zagranicznej - od rzeczonej stacji do pierwszej stacji w Niemczech (np. Frankfurt, Goerlitz itp.) Przy czym należy wyjechać w poątkowe popołudnie, tak aby w Niemczech znaleźć się późno wieczorem w piątek. Będąc już w Deutschlandzie kupujemy tzw. Wochenende Ticket (bilet weekendowy), uprawniający do przejazdu grup do 5 osób od soboty godz. 0.00 do niedzieli 2.00 lub od niedzieli 0.00 do poniedziałku 2.00, a więc niezależnie od dnia przez 26 godzin. Bilet ten kosztuje 35 DM (a więc przy 5 osobach, lub wielokrotności wychodzi 7 DM = 15 PLN na osobę) i obowiązuje w pociagach lokalnych. Właśnie tymi pociągami przemieszczamy się na południe Niemiec, najlepiej do stacji Mittenwald (położonej niedaleko znanego kurortu Garmisch Partenkirchrn). Wyjeżdżając bladym świtem z stacji granicznej jestesmy w Mittenwaldzie ok. 21.00. tam spędzamy noc w cieniu (oczywiście księżycowym) ścian Alp Bawarskich i rano wychodzimy na szosę Monachium - Innsbruck na stopa. Stopem ok. 250 km. w Dolomity.
2) Samochodem. Oczywiście również przez Niemcy. Dlaczego ? Po pierwsze już od polskiej granicy jedziemy świetnymi i - co ważne - darmowymi - autostradami. Po drugie - mamy tylko jedną granicę - polsko - niemiecką, po trzecie unikami scysji z pogranicznikami austriackimi, którzy na Polaków mają wyjątkową alergię. Przez Austrię i krótki fragment Włoch przejeżdżamy już nie autostradami (opłaty !!!) lecz drogami lokalnymi. Zajmuje to wprawdzie ok. godziny więcej, lecz pozwala zaoszczędzić ok. 200 PLN na samochód. Ogółem koszt dojazdu z Polski (zależnie od miejsca zamieszkania) to ok. 90 - 120 PLN w jedną stronę na łebka (przy założeniu, że jadą 4 osoby).
3) Komunikacją publiczną. To chyba najdroższy wariant (oczywiście oprócz samolotu). Właściwie z każdego miasta w Polsce jeżdżą autobusy do Wenecji, skąd pociągami lub autobusami włoskimi w góry. Ogólny kosz to ok. 550 - 600 PLN w obie strony.

Przejazdy na miejscu.
Komunikacja publiczna funkcjonuje w Dolomitach w sposób niestety szczątkowy. Nawet na najpopularniejszych turystycznie liniach jest ok. 5 - 6 kursów dziennie, na pozostałych - ok. 2 - 3 kursów. Co gorsza pierwsze autobusy wyjeżdżaj ok. 9 rano, ostatnie około 17. Przejazdy samochodem bezproblemowe, chociaż niektóre szosy są płatne. Sytuacja ze stopem lokalnym jest średnia - tzn. czasem czeka się minutę, czasem w tym samym miejscu godzinę. Wyżywienie i ceny. Nie odkryję chyba Ameryki, kiedy stwierdzę, że Włochy są droższe od Polski, czy np. Słowacji. Dlatego wszystko (a przynajmniej jak najwięcej) należy wziąć ze sobą z Polski (względnie - jeśli ktoś jednak jedzie przez Czechy - zrobić zakupy właśnie tam). Przy okazji ostrzeżenie : zdarza się , że austriaccy celnicy nakazują zostawić cała niepakowaną w szczelne pojemniki żywność (a więc np. chleb, serki topione, herbatę itp.) na zewnętrznej granicy Unii Europejskiej, czyli przed wjazdem do Austrii. Do Włoch wieziemy więc prawie wszystko, oczywiście oprócz makaronu (do lasu drzewa się nie wwozi, chociaż ostatnio mój kumpel jadąc na Słowację tachał w plecaku kilka Leszków....). Tanie jest też wino (1000 lirów za litr), owoce i warzywa (oprócz jabłek) oraz importowane ze Słowenii słodycze (np. jadłem czekoladę, która kosztowała w przeliczeniu 65 groszy :-)))) ).

I kilka słów o walucie : jest nią lir, dzielący się teoretycznie na centissima, ale o tych ostatnich (przy cenach idących w tysiące i miliony) najstarsi Włosi nie pamiętają. 1000 lirów kosztuje obecnie ok. 2.12 PLN, czyli można przyjąćc w przybliżeniu, że 1000 LIT = 1 DM. Liry najlepiej kupić w Polsce, przy czym należy to zrobić nie w kantorach, ale w bankach. Szczególnie polecam (sorry za kryptoreklamę) PeKaO S.A - tam nie pobierają żadnych dodatkowych prowizji. Oczywiście w Dolomitach niemal wszędzie można płacić kartą, przyjmowane są praktycznie wszystkie. Przy wymianie pieniędzy we Włoszech pobierana jest opłata manipulacyjna, która wynosi w zależności od banku od 0 do 5 procent.

Noclegi. Najprościej, co wcale nie oznacza najtaniej, w schroniskach, pensjonatach itp. Ceny od 40 PLN wzwyż, więc przejdźmy do innych form noclegowania, chyba, że ktoś ma nadmiar gotówki (w takim razie proszę o pilny kontakt ze mną). Spanie na kempingach w miasteczkach jest znacznie tańsze, średnio ok. 20 PLN za dobę (przy założeniu namiot 3-4 osobowy, plus rzeczone osoby plus samochód). Spanie na dziko, choć oficjalnie zabronione, nie spowoduje większych problemów, pod paroma warunkami. Należy rozbić się wieczorem, zwinąć świtem, nie pozostawić po sobie żadnych śmieci (to chyba oczywiste) i nie rozpalać ognisk. Jednak moim zdaniem najciekawszą forma noclegu są tzw. bivacca - małe chatki, metalowe lub drewniane, położone najczęściej wysoko w górach w urokliwych okolicach, a co najważniejsze - bezpłatne. Jedynym problemem jest woda, a konkretniej - jej brak, najczęściej trzeba nosić ją z dołu.

Co robić na miejscu? Pytanie chyba zasadnicze. Nikomu nie zabraniam oczywiście atrakcji typu słońce, wino i kobiety / mężczyźni, ale chyba nie po to wlekliśmy tyłki prawie półtora tysiąca kilometrów, żeby siedzieć w basenie na kempingu lub w knajpie. Zakładam więc, że większość z czytelników moich wypocin wybierze się w góry. A jest gdzie chodzić - począwszy od łatwych spacerowych chodników (np. droga nad reglami) poprzez ciekawe, choć równie łatwe trasy wysokogórskie, a skończywszy na via ferratach - jednej z największych atrakcji tych gór. Chciałbym teraz parę słów poświęcić właśnie ferratom.
Via ferrata - ubezpieczona droga wspinaczkowa. Jaki jest początek ferrat - nie wie chyba nikt. Zapewne jeszcze w XVIII wieku stwierdzono, że po co chodzić na łąki, na których wypasała się zwierzyna naokoło, skoro można krócej, po skałach. Dlatego zbudowano na nich ubezpieczenia, które ułatwiały przejście. Potem budowano podobne drogi prowadzące do otwieranych w XIX wieku schronisk. Jednak największy rozkwit ferraty przeżyły na początku XX wieku, w latach I Wojny Światowej. W 1915 roku Włochy wypowiedziały wojnę Austrii i rozpoczęły działania na całym froncie, w tym również w Dolomitach. Po kilku miesiącach walki przeniosły się (podobno to jedyna taka sytuacja w dziejach wojen) z dolin na szczyty. Obie armie zajęły poszczególne masywy i zaczęły prace inzynieryjne, mające na celu ułatwienie transportu wody, żywności, lekarstw, amunicji w górę oraz rannych i zabitych w dół. Tak powstała znaczna część używanych po dziś dzień ferrat. Wówczas były to trasy bardzo niebezpieczne. Niech świadczy o tym fakt, iż w niektórych masywach (np. na Monte Pianie) więcej żołnierzy zginęło od gór (lawiny, odpadnięcia, zamarznięcia) niż w wyniku bezpośrednich działań wojennych.
Obecnie ferrat jest w Dolomitach kilkaset - począwszy od łatwych, dostępnych dla każdego (no, prawie) a skończywszy na ekstremalnych, dla bardzo, ale to bardzo doświadczonych. Do bezpiecznego pokonywania ferrat, jest potrzebny pewien sprzęt, niestety dość kosztowny. Otóż na ferratę należy się wybrać odzianym w : kask (koniecznie wspinaczkowy, rowerowy lub rolkowy rozwali się przy pierwszym odpadnięciu), uprząż (wystarcza dolna) z karabinkiem zakręcanym (HMS), do tego płytka hamująca, 4 metry liny dynamicznej (koniecznie) plus 2 karabinki z zamkiem typu twist. Całość około 450 złotych. Drogo ? A ile kosztuje wasze życie. Przy upadku pionową ścianą powiedzmy 400 metrów skutek jest zawsze ten sam..... Przewodniki i mapy. Przewodniki są w Polsce dwa : Dariusza Tkaczyka i Jana Kiełkowskiego. W pierwszym opisanych jest niemal tysiąc tras w całych Dolomitach (od ścieżek spacerowych po exterme), w drugim tylko ferraty. Co do Tkaczyka, to trochę się na nim zawiodłem : czasy przejść są raz wydłużane, raz skracane (i to znacznie), brakuje niektórych ważnych odcinków szlaków a i skala trudności momentami rozmija się z rzeczywistością. Natomiast Kiełkowski opisuje tylko ferraty, jest więc bezużyteczny dla osób jadących tam tylko na zwykłe pochodzenie po górach, natomiast o wiele bardziej wiarygodne są czasoprzejścia i stopnie trudności. Polecane trasy (ferraty podam wraz z wyceną trudności wg UIAA - zaczerpnąłem ją z pewnego holenderskiego przewodnika, który oglądałem będąc w 99 roku w Dolomitach, przyznaję, że wycena jest ogólnie zgodna z rzeczywistością)

 

  • Wspomniana już Monte Piana - trochę pamiątek z I Wojny, 0+
  • Wokół słynnych TreCime - piękny widokowo spacer w tłumach wziętych żywcem znad naszego Moka
  • Wejście na Torre Toblin i Monte Paterno - II
  • Cima Cadin - solidna II
  • Trawers dookoła masywu Sorapiss (dwudniówka - są dwa fajne bivacca) - pierwsza ferrata II do III, druga słaba I, trzecia ponownie II
  • Tofana di Rozes (moim zdaniem najpiękniejsza trasa Dolomitów) III
  • Tofana di Mezzo ( IV +) i dalej granią (I) do Tofany Dentro, skąd w dół (I) - także dwudniówka
  • Grań Fanis - I, w jednym z wariantów II
  • Punta Sud di Fanes - III do IV
  • Wodospady Fanes i dolina Val Travenanzes - odcinkami 0+
  • Masyw Averau - Nuvolau - odcinkami 0+
  • Croda da Lago - superaśna okrężna trasa z cudownymi widokami
  • Monte Cristallo - solidna II, często nawet latem oblodzona i zaśnieżona
  • Grań Cristallo - I, dużo pamiątek po I Wojnie wiatowej
  • Grań Pomagagnon - wejście słaba III, potem dużo łatwiej (0+ do I)
  • No i na koniec "Królowa Dolomitów) czyli Marmolada. Wejście lodowcem PD do PD+, w skale II, wejście ferratą II, tez trzeba pokonać krótki fragment lodowca, ślisko, ale na pewno bez szczelin.

A tak dla tych co nie wiedzą nic o UIAA. 0+ to tatrzański standard : Zawrat, Kozi, Czerwona Ławka itp., I to najtrudniejsze miejsca na legalnych ścieżkach turystycznych w Tatrach (fragmenty Orlej, część graniówki Rohaczy). II, III i IV to już wyższa szkoła jazdy, chociaż każdemu radzę spróbować. Dodam, że najtrudniejsze ferraty Dolomitów (jeszcze na nich nie byłem) to V+, a te w Austrii osiągają nawet VI.
I to by było na tyle. W przyszłości obiecuję ubogacać dział o Dolomitach, być może powstaną następne o innych górach.

 
 

Ostatnio na forum

Kontakt

Coś się dzieje i warto o tym napisać? A może masz jakieś pytania? Napisz do nas!