lucyna napisał(a):
Łopatologicznie? Proszę bardzo.
Światowa Rada Podróży i Turystyki turystykę zrównoważona "opiera się na partnerstwie sektora prywatnego i publicznego oraz koncentruje się na korzyściach nie tylko dla turystów, ale także dla lokalnych społeczności. Nowa turystyka bierze pod uwagę i respektuje także środowisko przyrodnicze, społeczne i kulturowe".
Dominika Zaręba "Ekoturystyka".
Droga Lucyno. Czy wiesz jaka jest różnica między prawdziwym uczonym a wyszkolonym jak małpa w cyrku pozornym uczonym. Ano taka, że ten pierwszy potrafi nawet bardzo trudne zagadnienia objaśnić językiem prostym i dla każdego zrozumiałym a ten drugi właśnie takim jak pani Dominika, którą, jak mniemam, uwielbiasz.
Nie twierdzę, że pani Dominika kłamie, wcale nie, tylko ona rzeczy zrozumiałe i oczywiste wypowiada językiem napuszonym, bacząc pilnie aby czytelnik wręcz padał na pysk przytłoczony jej niezmierzoną mądrością. Wypisuje np. farmazony o jakimś partnerstwie sektora prywatnego i publicznego i wzajemnych korzyściach z tego płynących nie tylko dla turystów ale i lokalnych społeczności (brr - muszę trzepnąć setkę aby się odkazić od tych "mądrości"). I to podobno jest jakaś turystyka zrównoważona. No to ja się pytam jak wygląda turystyka niezrównoważona - turysta w.motyla noga a tubylec jeszcze bardziej?
Droga Lucyno - trochę więcej niż 150 lat temu do zakichanej, brudnej, zabiedzonej podhalańskiej wioszczyny o nazwie Zakopane ni w pięć ni w dziewięć zaczęli przyjeżdżać bogaci państwo, głównie z Warszawy a potem i z Krakowa i innych miast. Miejscowi spoglądali na nich zapewne jak na kompletnych idiotów, bo co im się w tych górach, które jak skaranie boskie sterczały nad wioseczką, podobało, to nijak zrozumieć nie mogli. Bo takie góry to rzeczywiście skaranie boskie, żadnego pożytku z nich nie ma - ani owsa posiać, ani gruli nasadzić a aby gdzie było gadzinę pasać, to trzeba karczować, wypalać, słowem narobić się jak głupi osioł. Miejscowi to jednak bystry ludek był, jak zobaczyli, że to państwo jednak chce po tych popieprzonych górach się szwendać to jest okazja do zarobku - a to izbę wynająć, a to obiad ugotować i podać, a to ciężary za państwem w te góry nosić, a to tych państwa w te góry wodzić, choć tak Bogiem a prawdą to sami ich nie znali, tyle z tego co niektórzy zapoznali się przy kłusowaniu lub chodzenia na skróty do Budy lub Widnia do roboty. Nic w tym dziwnego, teraz przewodnicy często też g.ówno wiedzą a najbardziej opanowali wożenie d.upy w autokarze i pieprzenie komunałów. I tak krok za kroczkiem domy miejscowych stawały się coraz ładniejsze i wygodniejsze, jeden hruby gazda nawet hotel pobudował, powstały karczmy i nowomodne restauracje i kawiarnie, miejscowi w nich mieli i robotę i zarobek i nareszcie miejscowi przestali na przednówku zdychać z głodu. To jest wszystko, droga Lucyno, pięknie opisane, tylko trzeba chcieć czytać porządną literaturę a nie makulaturę dla przygłupów pisaną przez pseudonaukowych przygłupów.
Potem zaś miejscowi zauważyli, że te pany i panie co przyjeżdżają w te pieprzone góry zaczęli sobie radzić bez przewodnika i coraz śmielej tylko, że niejeden na nartach sobie giczoły połamał a jeszcze inni błądzili po górach abo się i zabijali. Wielce się tym miejscowi zafrasowali, bo zaczęli się bać, że jak nie będzie komu tym miastowym łajzom pomagać w biedzie, to gotowi się zniechęcić i przestać przyjeżdżać a to oznacza nic innego niż to, że znowu nie będzie na przednówku co do garka włożyć. No i razem z takim jednym panem z miasta co mus się nudziło w Zakopanem założyli pogotowie ratunkowe, ponoć ochotnicze co nigdy nie było i nie jest do końca prawdą. Mamy więc i instytucję publiczną. I tak od rzemyczka do koniczka, zamiast jednego gliny i to z Nowego Targu cały cyrkuł na miejscu, potem burmistrz z urzędnikami, szpital no i oczywiście jeden, drugi,trzeci itd ksiądz. Nie piszę dalej bo mi nikt za to nie płaci - zresztą inni, jak pisałem, zrobli to lepiej ode mnie.
A na końcu przychodzi pani Dominika Zaręba i wypisuje takie androny:
"Turystyka zrównoważona "opiera się na partnerstwie sektora prywatnego i publicznego oraz koncentruje się na korzyściach nie tylko dla turystów, ale także dla lokalnych społeczności. Nowa turystyka bierze pod uwagę i respektuje także środowisko przyrodnicze, społeczne i kulturowe".
K.u***, można niestrawności dostać i zaburzeń żołądka. Muszę sobie dziabnąć bo nie usnę.
PS.
Lucyna, nie wiem czy zauważyłaś - to nie 321, tutaj ludzie nie tolerują takich andronów. Mój prapraprapradziadek, markiz de [....] był szczególnie uczulony na wypisywanie takich błazeństw - nie certolił się zbytnio, chłopa wieszał, dla bab był litościwszy, tylko pławić w rzece polecał, jak która wypłynęła na wierzch to darował życiem i zdrowiem. San o tej porze chyba niezbyt miły do kąpieli? Jak myślisz?
