gouter napisał(a):
Ali7 napisał(a):
OK, ale co w takim razie z wycieczkami szkolnymi i tym podobnymi? To nie jest turystyka organizowana przez podmioty gospodarcze, ale zorganizowana na pewno jest. A dzieciaki akurat przewodnika powinny mieć.
Nauczyciele w większości mają kurs tzw. kierownika wycieczek. Na wycieczkę w góry musi być 1 osoba opieki na 10, kierownik się nie liczy, więc gdy jest np. 40 dzieci, musi być 5 opiekunów - kierownik plus 4. Niestety w terenie pow. 1000 m n p m musi być przewodnik

Nie tylko pow. 1000 m n.p.m., ale również poniżej w parkach narodowych i rezerwatach przyrody. Ten idiotyczny wymóg w praktyce zamyka możliwość legalnego organizowania i prowadzenia wędrówek górskich również organizatorom turystyki niekomercyjnej, w tym szkołom a nawet klubom turystycznym.
Wysyłałem na początku lat 90-tych swoje dzieci na letnie obozy wędrowne z nauczycielką matematyki, ale w końcu jej specjalizacja zawodowa nie miała tu absolutnie znaczenia, a autorytet i doświadczenie w prowadzeniu zajęć pozalekcyjnych z młodzieżą i w organizowaniu wycieczek i obozów wędrownych.
Zresztą sam już w 1962 r. uczestniczyłem w obozie wędrownym po Tatrach, w tym po części na Słowacji, który prowadził mój wychowawca z Technikum Kolejowego w Poznaniu, ś.p. Aleksander Glaza. W czasie nauki w zaliczyłem 5 takich obozów w różnych pasmach polskich gór.
Niestety dziś w za pomocą głupich przepisów i w majestacie prawa zabija swobodną turystykę, którą dało się uprawiać w latach 60-tych za czasów głębokiej komuny. Dzisiaj wychowawcy tacy jak ś.p. Aleksander Glaza i ś.p. Franciszek Banasiewicz, którzy organizowali turystykę z młodzieżą, pokazywali mam góry i prowadzili edukację górską na obozach wędrownych, a nawet Karol Wojtyła prowadzący grupy młodzieżowe w góry - byliby przez takie prawo uznani za przestępców! Wszak chodzili sami, bez wynajętego zawodowego przewodnika...
Niestety doczekaliśmy się czasów kiedy młodzież - zamiast mieć możliwość wyjechania z wychowawcą na wycieczkę - wystaje nudząc się pod bramami w miastach i sama znajduje sobie różne, delikatnie mówiąc, niezbyt godne naśladowania sposoby na rekreację ruchową...
Widać wyraźnie, że naszym ustawodawcom nie chodzi tak naprawdę o prawo czy odpowiedzialność. Chodzi o to, żeby wycisnąć jak najwięcej korzyści dla wzajemnie popierającej się grupy interesu. Dla lobby przewodnickiego nie są bowiem problemem wypady w góry gromad zupełnie niedoświadczonych i pozbawionych opieki (a często podpitych) małolatów bazgrających sprayem po skałach. Jak narozrabiają albo się im coś stanie, to przecież żaden problem. Dla tegoż lobby podstawowym problemem są wycieczki pod opieką doświadczonych i zapalonych turystów, jacy się jeszcze uchowali bez uiszczenia haraczu na rzecz tych panów. Stąd kuriozalny zakaz chodzenia nawet latem (!!!) bez przewodnika po takich turystycznie łatwych górach jak Beskidy i Sudety.
Wychowałem się na obozach wędrownych i dały mi one więcej jak cała nauka fizyki i chemii w szkole. Jak tak dalej nasze państwo będzie tworzyć takie przepisy, to pierdzenie będzie ograniczone do wyznaczonych miejsc. A jak nie doniesiesz na mnie, to wręczą Tobie mandat.
Czy uważacie, że lepiej aby parę tysięcy osób zaćpało się przed blokiem niż parę osób pobłądziło w górach lub uległo wypadkowi z miłości do nich? Kto tak naprawdę ma te biedne i biedniejsze dzieci wyedukować? Biura turystyczne? Nie. To nauczyciel powinien przejść krótki podstawowy kurs i jazda w góry. Pierwsza pomoc, trasa, mapa, orientacja w terenie, zgłoszenie do GOPR i do przodu. A nie jakieś pojechane przepisy i jakaś przewodnicka "Sorbona" i kilkuletnie kursy. Państwo ma dobrze oznaczyć szlak, umożliwić tani nocleg i być w razie czego do ratowania. Państwo ma obowiązki wobec nas, a obowiązkiem jest edukacja i zdrowie. Nie masowe imprezy gromadzące pseudokibiców i burdy na stadionach, nie Irak, Iran czy Afganistan - nie to powinno być priorytetem. Jak nie zadba się o zdrowie i edukację to za kilka lat będziemy mieli zamiast społeczeństwa schorowanych debili (proces postępuje). Nie widzicie
tego?