Forum portalu turystyka-gorska.pl
http://turystyka-gorska.pl/

Czuby na Karbie
http://turystyka-gorska.pl/viewtopic.php?f=11&t=10963
Strona 1 z 2

Autor:  Rohu [ Pn sty 10, 2011 12:33 pm ]
Tytuł:  Czuby na Karbie

Warunki i pogoda nie nastrajały optymistycznie.
My jednak mieliśmy ciągle nadzieję, że nie jest tak tragicznie i coś się da zrobić. Więc wyjeżdżamy o 4 rano z Krakowa.
W Zakopanem Przy Rondzie mimo długiego weekendu zupełnie pusto. Czyżby pogoda wszystkich zniechęciła? Nawet narciarzy?
Idziemy na nogach do Kuźnic. Tu też zupełnie spokojnie.
Mijamy tylko dwójkę turystów.
Nie ma "kolejki do kolejki". A przecież to styczeń.
Droga przez Boczań jest ciężka. Dużo oblodzeń i idzie się nieprzyjemnie.
Gorąco. Cieszę się tylko, że mimo zimy nie ubrałem kaleson. Mam tylko membranowe spodnie, a mimo to i tak jest mi dosyć ciepło.
Na Przełęczy pod Kopami spotykamy 4 osoby. Już jest nieco gęściej.
Za to patrząc na góry nie chce się wierzyć, że to styczeń. Żółta Turnia prawie bez śniegu.
Tylko na północnych ścianach leży trochę białego.

Przy Betlejemce spotykamy Brajana.
Opowiada o fatalnych warunkach wspinaczkowych na Hali i samych niepowodzeniach z tym związanych, co dodatkowo nastraja nas negatywnie.
Po chwili wita nas też Karlos, który szkoli się na zimowym kursie turystyki wysokogórskiej.
Nie wiele mają tej zimy, ale coś się na pewno nauczą.

My w głowie mieliśmy kilka różnych celów.
Przez te warunki wybieramy chyba najkrótszy z nich.
Postanawiamy zdobyć Czubę nad Karbem drogą Głogowskiego ;)
Stosunkowo krótka droga o wycenie III, polecana głównie jako coś co można zrobić zimą gdy warunki są kiepskie.

Pod ścianą jesteśmy koło 11. Znowu klnę na kilera, że wyrwał do przodu zamiast założyć uprząż i raki w łatwym terenie.
Miotam się stojąc na jakiejś niewyraźnej półeczce i próbuję ubrać uprząż stojąc już w jednym raku założonym dla poprawy przyczepności.
Kiler w tym czasie zakłada stanowisko.

Mimo paskudnych warunków mam cholerną ochotę na prowadzenie.
Więc zaczynam. Początek to stosunkowo łatwy trawers.
Jednak w ścianie zamiast zmrożonego śniegu są raczej błotniste trawki. Dziabki zupełnie w nich nie siadają.
Ściągam rękawice i korzystam raczej z letnich technik połączonych momentami z drytoolingiem.
Po 5 metrach odechciewa mi się prowadzić.
Doszedłem do trudniejszego miejsca, w którym nie mam za bardzo co zrobić.
Dziaby nie ma gdzie wbić, ani o co zaczepić.
Skała jest mocno wypychająca. Walczę.
Zapieram się kolanami. Co chwilę oglądam się za siebie.
Ostatni przelot jakieś pięć metrów za mną w linii poziomej.
Może być niezłe wahadełko. Raki rysują prawie gołą skałę.
W końcu mówię sobie wszystko albo nic i ładuję na kolanach, dziabach, rękach, łokciach, zaklinowanej w szczelinie pięści do góry.

Uff, udało się. Stoję na wygodnej półeczce i głęboko oddycham zakładając ekspresa na starą zmurszałą pętlę tkwiącą w tej ścianie zapewne od wielu lat.
Dalej dobrze trzymający hak i chwila prostego terenu pionowo w górę.
Przelot z kosówki i znowu jakiś pionowy kominek bez stopni.
No cóż, w końcu to Kościelec. Kolejny trudniejszy moment.
W kominku zaklinowany kamień, ale nie wygląda jakby siedział pewnie. Wchodzę w niego zapierając się o ścianki.
Próbuję wbić dziaby w zaśnieżone trawki nad kominem.
Wyjeżdżają powoli z błotem. Klnę i wbijam w to błotne gówno prawie całe ostrza.
Utrzymają, czy nie? Podciągam się próbując rakami na czymś stanąć. motyla noga, ten niepewny zaklinowany kamień to jedyny punkt oparcia.
Błoto wytrzymało, kamień też. Jestem nad kominem.
Parę kroków i zakładam stanowisko.
Cieknie mi z każdego gruczołu potowego.
Ściągam kominiarkę, a potem kilera.
On też nieźle klnie na tym cholernym trawersie.

Dalej droga prowadzi zasypaną śniegiem półką wyglądającą na stosunkowo łatwą. Według opisu to II – wyciąg ok. 10 metrów.
Dalej ja prowadzę. Jest trochę walki, ale znacznie łatwiej niż na dole.
Szukam miejsca na solidne stanowisko.
Po 10-15 metrach takiego jednak nie znalazłem. Wydaje się, że głazy powyżej to może być to.
Więc walczę dalej i do nich dochodzę.
Okazuje się, że jednak się pomyliłem.
Może te parę metrów powyżej będą lepsze?
Dochodzę do nich, ale jest bardzo krucho. Trudno założyć stana.
Jedna maleńka kość i pętla przewleczona pod kamieniem za pomocą jebadełka.
Nic więcej nie założę. Kiler jest na szczęście lekki i rzadko odpada, więc mam nadzieję, że to wystarczy.

Dalsza droga prowadzi według opisu dwójkowym kominem od którego ja odszedłem nieco na lewo w poszukiwaniu stanowiska.
Kiler nie dochodzi do mojego stanowiska, tylko od razu włazi w ten komin na dosyć wygodną półeczkę i zakłada tam drugie stanowisko.
Po chwili zmieniamy konfigurację asekuracji, likwiduję swoje stanowisko i zeskakuję do kilera.
Skok w rakach z wysokości jednego metra na śnieżną półkę w ścianie nie należy do przyjemności ;)

Kominek wygląda z dołu na łatwy. Kiler jednak trochę w nim walczy, aż w końcu wychodzi na coś w rodzaju grzędy, którą aż do końca wyciągu na dosyć szeroki grzbiecik prostopadły do kominka.
Zakłada stanowisko i przychodzi pora na mnie.
Wreszcie idę na drugiego, więc trochę się psychicznie zrelaksowałem. Likwiduję stana i daję do góry.
Jestem z 1,5 metra nad półeczką. Jest troszkę trudniej.
Prawą nogą stoję na dwóch zębach na jakimś wgłębieniu w skale.
Lewa noga oparta na płycie.
Prawa dziaba wbita w jakieś błotniste gówno.
Lewą ręką bez rękawicy łapię skały na której chcę się podciągnąć, żeby wyjść lewą nogą na jakiś pewny stopień.
Obciążam chwyt i wybijam się lekko z prawej nogi.
Nawet nie pomyślałem, że coś może nie utrzymać.
Czuję jak odginam się do tył i lecę w prawą stronę.
Kawał ściany wielkości telewizora LCD leci wraz ze mną.
Z zaskoczenia wytrzeszczam gały, krzyczę tylko „motyla noga mać!!!!”, ściskam mocniej niepewnie wbitą dziabę w prawej ręce.
Telewizor jednym końcem ześlizguje mi się po brzuchu, następnie zahacza jeszcze o lewe udo i łydkę, po czym zapierdala już z prędkością światła w dół rozpadając się z ogromnym hukiem na kawałki.
Krzyczę tylko „Kamień” i szybko próbuje się złapać lewą ręką za jakiś chwyt.
Nawet nie czuję bólu. Adrenalina jest na tak wysokim poziomie.
Nie wiem jakim cudem nie odpadłem.
Krzycze do kilera, że wszystko OK.
Słyszę głośne komentarze kursantów uczących się zjeżdżać w żlebie schodzącym z Karbu:
„Ale pier.dolnęło!”
Idę szybko w górę, chcąc znaleźć się już na stanowisku i odsapnąć.
Potem jest jeszcze walka w kominie z płytowymi ścianami, a dalej już znacznie łatwiej do końca wyciągu.

Ze żlebu odzywa się zyl3k i karlos uczący się techniki chodzenia w rakach i z czekanem, którzy nas rozpoznają.
Przekazuję kilerowi sprzęt.
Zaczyna mocno padać deszcz.
Teren jest już stosunkowo prosty, więc idziemy na lotnej co chwilę zakładając przeloty z kosówki.
Po kilkudziesięciu minutach jesteśmy na Czubie nad Karbem.
Wszystko jest mokre i waży ze dwa razy więcej niż rano.
Szybka herbatka, kanapka i uciekamy na dół do Murowańca.
Tam wśród tłumu znowu spotykamy karlosa.

Zejście na dół Boczaniem w ciemności w cholernej mgle i deszczu nie należy do przyjemności.
Do tego za nami wyją jeszcze jakieś wilki, przez co kiler zapieprza tak, że nie mogę za nim nadążyć. A plecaki ciążą niesamowicie. Jakoś schodzimy po tych zalodzonych kamieniach. Na szczęście w Kuźnicach stoi jeszcze ostatni taxi-bus, bo nie chciałoby mi się już iść do Ronda na nogach.

W Krakowie jesteśmy po 21.

Zdjęć niestety nie ma. Warunki były takie, że kiler nawet nie zajrzał do torby z aparatem.

Wyrysowany przebieg drogi można znaleźć tutaj (nr 2):
http://taternik.net/images/stories/Tatr ... Karbem.jpg

Autor:  grubyilysy [ Pn sty 10, 2011 1:43 pm ]
Tytuł: 

Mam jakieś takie mimowolne skojarzenia... :D

Autor:  keff79 [ Pn sty 10, 2011 1:50 pm ]
Tytuł: 

No, no... chyba mam temat na następny konkurs fotograficzny :D

Autor:  raffi79. [ Pn sty 10, 2011 4:37 pm ]
Tytuł: 

Rohu napisał(a):
Przy Betlejemce spotykamy Brajana




Bogdan to chyba już się tam przeprowadził 2 tydzień :D

Autor:  Mazio [ Pn sty 10, 2011 9:36 pm ]
Tytuł: 

Jak pisales o tym kamieniu od razu przypomnial mi sie ten co sam wyrwalem gdy uczylismy sie pierwszy raz z Marcinem. Swiat w takich momentach wyglada jak w zwolnionym tempie - widzisz wszystko, ale nic nie mozna zrobic. Bardzo dziwne i nieprzyjemne uczucie.

Ogolnie to fajnie opisane - zdjecia wcale nie byly potrzebne. :)

Autor:  'Krzysiek' [ Wt sty 11, 2011 12:13 pm ]
Tytuł: 

Pięknie Wam to poszło... szkoda że nie macie jakiś zdjęć z akcji. Jaką mieliście linę i jakie haki?

Autor:  kilerus [ Wt sty 11, 2011 12:19 pm ]
Tytuł: 

0 haków. Lina 30 dwie żyły i wieksza nie ma sensu.

Byłoc iepło, więc friendy, kości, tricamy, pętle, kilka ekspresów. Ciekawie się zakłąda przeloty na kosodrzewinie. Polecam, bo fajna droga. Tak inna. Dość urwista :D

Autor:  'Krzysiek' [ Wt sty 11, 2011 12:23 pm ]
Tytuł: 

ile Wam całość w ścianie zajęła?

Autor:  kilerus [ Wt sty 11, 2011 12:29 pm ]
Tytuł: 

troszkę ponad 4 godziny, ale trochę żeśmy maruderowali.

Autor:  'Krzysiek' [ Wt sty 11, 2011 12:30 pm ]
Tytuł: 

znany luzik, co? a ze stałych punktów coś znaleźliście?

Autor:  Rohu [ Wt sty 11, 2011 1:01 pm ]
Tytuł: 

Widzieliśmy ze dwa haki. Jeden ominąłem idąc innym wariantem, a do drugiego się wpiąłem, bo wyglądał dosyć solidnie.
Poza tym w 3 miejscach były zostawione dosyć stare pętle.

Autor:  kilerus [ Wt sty 11, 2011 1:12 pm ]
Tytuł: 

'Krzysiek' napisał(a):
znany luzik, co? a ze stałych punktów coś znaleźliście?


Jak zaczęło padać i robić się późno, to już taki wyluzowany nie byłem. :lol:

Ale w gruncie rzeczy było ok.

Autor:  mpik [ Wt sty 11, 2011 6:45 pm ]
Tytuł:  Re: Czuby na Karbie

Rohu napisał(a):
Mimo paskudnych warunków mam cholerną ochotę na prowadzenie. Więc zaczynam.

Rohu napisał(a):
Po 5 metrach odechciewa mi się prowadzić.


Szacun :thumright:
Gratki że się Wam w takich warunkach chciało, no i że się Wam z telewizorem udało :brawo:

Autor:  Explorer [ Wt sty 11, 2011 8:11 pm ]
Tytuł: 

Ci to dobrze mają, co?
Telewizory im z nieba spadają! :D



Czekamy na lepsze warunki i dajemy na Potoczka, co Wy na to?

Autor:  Rohu [ Wt sty 11, 2011 8:14 pm ]
Tytuł: 

Explorer napisał(a):
Telewizory im z nieba spadają!

Nie z nieba spadają, tylko się ze ściany wysuwają.

Potoczek też w planach. Chociaż to już nieco dłuższa i trudniejsza droga.

Autor:  karlos [ Śr sty 12, 2011 1:08 pm ]
Tytuł: 

wkońcu poznałem osobiście kilka osób z forum w tym kilera i rohu :D co prawda ciężko nazwać to jakąś "długą naradą" ale zawsze można było usciskac grabę ... niestety zima nam nie dopisała, ale mogliscie zostać na niedziele, lampa była jak z folderu reklamowego :)
a co do waszego wypadu to następnym razem Was nie wpuszczą, bo góry popsujecie :twisted: z Moniką trenujemy dupozjazdy, a jakis dwóch gości hasa na skałkach, nagle jak jeb.eło :shock: ten lecacy telewizor był tak mały, że widzieli go wszyscy nad stawem :shock: goscie którzy spali ze mną w pokoju mówili "kvrwa musiał być malutki skoro go widzieliśmy ze szlaku na karb" :twisted: dopiero jak podeszlismy wyżej poznałem że to kiler i rohu tatry uszkodzili 8)

Autor:  kilerus [ Śr sty 12, 2011 1:11 pm ]
Tytuł: 

Dobra, dobra, a gdzie foty bohaterów? :mrgreen:

Autor:  grubyilysy [ Śr sty 12, 2011 1:24 pm ]
Tytuł: 

Na marginesie, utwierdzam się w przekonaniu, że najgorszy okres na kruszyznę to "roztopy", czyli najczęściej wiosna, ale jak widać także odwilż. Lód zamarza w szczelinach powodując poszerzanie pęknięć i ostatecznie odrywanie bloków od macierzy, ale jakimś cudem póki jest to blok trzyma, trochę lód go pewnie "trzyma" a trochę "dociska", natomiast gdy lód stopnieje blok już tylko "czeka na sygnał".

Autor:  stan-61 [ Śr sty 12, 2011 1:48 pm ]
Tytuł: 

karlos napisał(a):
to kiler i rohu tatry uszkodzili
Bo to dwa szkodniki są.

Autor:  karlos [ Śr sty 12, 2011 2:25 pm ]
Tytuł: 

kilerus napisał(a):
Dobra, dobra, a gdzie foty bohaterów? :mrgreen:


musze przekopać foty, bo troszkę ich trachnołem 8) wogólę jak sie ogarne po przyjezdzie to coś wyskrobie i powrzucam troche fotek ...

Autor:  kilerus [ Śr sty 12, 2011 2:35 pm ]
Tytuł: 

Spoko, spoko. :wink:

Autor:  keff79 [ Cz sty 13, 2011 9:18 am ]
Tytuł: 

kilerus napisał(a):
Spoko


Ten telewizor to pewnie jego. Jakaś nowa technika z wykorzystaniem sprzętu RTV/AGD.

Autor:  kilerus [ Cz sty 13, 2011 9:22 am ]
Tytuł: 

Dokładnie.

Zakładasz stanowisko z odbiornika, a jak już jest niepotrzebne, to go wyłączasz pilotem. :D

Autor:  prof.Kiełbasa [ Cz sty 13, 2011 9:38 am ]
Tytuł: 

daliście dupy :? ja się pytam gdzie temat:
Walenie Karba
Karbowane walenie
czy też
Odwilżowe zwalenie karbu



:roll:

Autor:  Rohu [ Cz sty 13, 2011 10:14 am ]
Tytuł: 

grubyilysy napisał(a):
Na marginesie, utwierdzam się w przekonaniu, że najgorszy okres na kruszyznę to "roztopy", czyli najczęściej wiosna, ale jak widać także odwilż. Lód zamarza w szczelinach powodując poszerzanie pęknięć i ostatecznie odrywanie bloków od macierzy, ale jakimś cudem póki jest to blok trzyma, trochę lód go pewnie "trzyma" a trochę "dociska", natomiast gdy lód stopnieje blok już tylko "czeka na sygnał".

Zdecydowanie się z tym zgadzam. Jak tam wchodziliśmy to było kilka stopni powyżej zera i wszystko było mokre i roztopione.
Na tej drodze w kilku miejscach była dosyć spora kruszyzna, dlatego ciągle zwracałem uwagę czy to za co łapię i na czym staję wytrzyma i nie wypadnie. Ten telewizor, który wypadł zdziwił mnie o tyle, że ja się po prostu złapałem kawałka ściany, a nie jakiegoś luźnego kamienia, czy głazu.
Nie było widać, na nim żadnych pęknięć i nic nie świadczyło o tym, że może nie wytrzymać. Po prostu solidny kawał ściany wysunął się pod obciążeniem.
Myślę, że gdyby był mróz nic takiego nie miało by miejsca.

Autor:  kilerus [ Cz sty 13, 2011 10:16 am ]
Tytuł: 

! napisał(a):
daliście dupy :? ja się pytam gdzie temat:
Walenie Karba
Karbowane walenie
czy też
Odwilżowe zwalenie karbu



:roll:


Właśnie nie wiem co Rohu dowalił.

Mogło być też Walenie Czubkiem po karbie.

Autor:  Rohu [ Cz sty 13, 2011 10:35 am ]
Tytuł: 

Umieszczanie słowa "walenie" w tytule relacji może wywoływać pewne wulgarne skojarzenia.
Od kiedy zostałem elfem wstydzę się takich brzydkich słów.
Ściskam was, całuję i pozdrawiam,
Roharatalas Virvorn Valathundar Seramtahan

Autor:  prof.Kiełbasa [ Cz sty 13, 2011 10:36 am ]
Tytuł: 

Rohu napisał(a):
Od kiedy zostałem elfem wstydzę się takich brzydkich słów.


czyli zyskałeś dodatkowy dar smyrania podczas miłości francuskiej przedłużonymi uszami :D

Autor:  Rohu [ Cz sty 13, 2011 10:38 am ]
Tytuł: 

Oh, cóż za paskudne myśli chodzą Ci po głowie. Świntuchu, przestań.
Moje zranione serce krwawi.

Autor:  keff79 [ Cz sty 13, 2011 10:52 am ]
Tytuł: 

Rohu napisał(a):
Oh, cóż za paskudne myśli chodzą Ci po głowie. Świntuchu, przestań.
Moje zranione serce krwawi.


Uważaj na niego. Kiedyś go spotkałem w górach z [uwaga to będzie drastyczne] OPRÓŻNIONĄ PUSZKĄ PO PIWIE. Opowiadał też zadziwiające historie o pijanej młodzieży w okolicach Doliny Gąsienicowej, którą zbierał TOPR... tutaj muszę zacytować:

- łby porozwalali, zupę będą słomkami w****ać.

i po chwili namysłu dodał:

- bo w górach pić to trzeba umieć...

Tak powiedział :?

Strona 1 z 2 Strefa czasowa: UTC + 1
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
http://www.phpbb.com/