Nadeszły w końcu wiosenne upały!
Wiadomo, że w wysokich temperaturach organizm nie jest w stanie podjąć długiego wysiłku, mimo to decydujemy się na wielokilometrową wyrypę z Zagórza do Lipowca.
Koniec zimy spowodował eksplozję rozwoju roślinności.

Słońce pali, Strzępek szuka ochłody w kałuży. Widać jak wtula się w wodę, najchętniej by zanurkował.

Ciut chłodniej było w lesie. Poza tym wraz ze wzrostem wysokości temperatura na szczęście maleje.
Tutaj mamy najwyższy szczyt wyprawy - Grodzisko (380 m n.p.m.) - zdobywamy go w stylu alpejskim beztlenowo. W partiach szczytowych na skutek skrajnego wyczerpania, obrzęku i innych dolegliwości tracimy orientację i kręcimy się w kółko, na szczęści udaje się znaleźć drogę w dół.

W dolinie zaatakował nas Yeti. Najpierw zaskoczył przeskakując wysokie ogrodzenie, następnie pogonił trochę Strzępka i Juniora, w końcu poczuł na sobie mój wzrok i przyjął postawę uległą.

Idziemy dalej, zaczynają sie anomalie... jesienne, wiosenne liście spalone letnim słońcem.

Odchodzimy od cywilizacji i zapuszczamy się w dziki las. Prawdopodobnie tutejsze zwierzęta nigdy nie widziały człowieka, bo pozwalały podejść bardzo blisko, a dopiero potem, jakby obawiając się psów, odchodziły spokojnie.

W końcu dochodzimy do Lipowca. Solidne zamczysko. Próbujemy wejść do środka, ale bez powodzenia. Nie jesteśmy w stanie znaleźć darmowego wejścia.

Nie pozostaje nic innego jak wrócić do auta. Przed nami długa niebezpieczna droga przez skąpany w słońcu las.

Ale daliśmy radę
