Forum portalu turystyka-gorska.pl

Wszystko o górach
portal górski
Regulamin forum


Teraz jest Śr gru 02, 2020 4:18 am

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 13 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: Cz cze 26, 2014 9:45 pm 
Kombatant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt sie 29, 2006 6:58 pm
Posty: 678
Lokalizacja: Dolny Śląsk
Jak dotąd, nie miałem jeszcze okazji, żeby być w Bieszczadach. Po powrocie z Bałkanów padła propozycja, żeby pojechać w Bieszczady w grudniu, ale gdy Maks zaproponował wycieczkę w Bieszczady na weekend przy Bożym Ciele, po prostu nie potrafiłem odmówić. I tak ekipa w składzie: ja, Maks, Robal, Aga i Monia uderzyła w Bieszczady w terminie 18-23.06. Wyjechaliśmy w środę wieczorem (ok. 21), by w Kalnicy zameldować się ok. godz. 4.30. Tu zamelinowaliśmy się gdzieś przy drodze, żeby złapać trochę snu przed wyjściem na szlak.

I tu dość ciekawa sytuacja. Nauczony doświadczeniem z Bałkan uznałem, że znacznie lepiej wyśpię się poza samochodem, jedynie na macie i w śpiworze na łonie natury. Rozłożyłem się obok auta, a reszta ekipy kimała w środku. Około godziny 6.00 obudził mnie samochód straży granicznej, który zaparkował obok naszego wozu. Panowie funkcjonariusze wyraźnie zaciekawieni postanowili sprawdzić, kto tu biwakuje. Nie śpiąc twardym snem, usłyszałem, gdy podjeżdżali. Dlatego podniosłem głowę, zobaczyłem, że to funkcjonariusze straży granicznej i... poszedłem spać dalej. Tenerówka straży granicznej chwilę postała i chłopaki odjechali. Najwyraźniej polowali bardziej na auta z ukraińską rejestracją. Około godziny 8 zebraliśmy się na śniadanie, a około 10 w drogę - wyruszyliśmy w góry czerwonym szlakiem z Kalnicy.

Naszym pierwszym celem był Smerek (1222). Podejście pod górę okazało się wyjątkowo uciążliwe, ale wzięliśmy to na karb średnio przespanej nocy. Po wygrzebaniu się w wyższe partie gór i wyjściu poza granicę lasu, podejście stało się nieco bardziej wypłaszczone. Po drodze jeszcze były dwa upadki, a ponieważ na szczycie Smereka jest krzyż, skojarzenia były naturalne. Spotkaliśmy też turystki z Gdańska, które mijaliśmy tego dnia wielokrotnie na trasie. Około południa zameldowaliśmy się na szczycie. Tam wyrównaliśmy braki kaloryczne i ruszyliśmy dalej czerwonym szlakiem w kierunku Połoniny Wetlińskiej z najwyższym punktem - Osadzkim Szczytem (1253). W schronisku Chatka Puchatka na tejże Połoninie zameldowalismy się około godziny 14.30. Tu zjedliśmy obiad – trzy gorące kubki zalane wrzątkiem, jedzone przez 5 osób z jednej, wspólnej menażki. Do tego kabanosy, czekolada i ogień dalej w trasę. Zejście z Połoniny Wetlińskiej okazało się bardzo agresywne. Szybko straciliśmy wysokość, co oznaczało, że podejście pod drugą Połoninę będzie bardzo męczące.

Obrazek
Przed nami majestatycznie wznosi się szczyt Smereka.

Obrazek
Panorama ze Smereka.

Obrazek
A Połonina Wetlińska już nas zaprasza... Zdjęcie z zejścia ze Smereka.

W Brzegach Górnych zrobiliśmy sobie krótki popas w zapomnianym cmentarzu. Tu nadrobiliśmy znów braki kaloryczne suszonymi morelami i snickersami. Po czym ok. godz. 16.30 ruszyliśmy na szlak. Początkowo podejście na drugą Połoninę było w miarę lekkiej, ale od minięcia wiaty podejście stało się strome i uciążliwe. Zmęczenie dawało nam się już powoli we znaki, dlatego robiliśmy częste przerwy. W efekcie na szczycie Kruhlego Wierchu (1297) (najwyższego wierzchołka tej połoniny) zameldowaliśmy się dopiero około 18.30. Tu znów zrobiliśmy postój. Uzupełniliśmy elektrolity oraz kalorie, ale przede wszystkim kontemplowaliśmy wspaniałe widoki na Bieszczady przy zachodzie słońca. Zlokalizowaliśmy również nasz cel na następny dzień: Tarnicę. Około 19 rozpoczęliśmy zejście z Połoniny do Ustrzyk, w których pojawiliśmy się około 21.30. Tu szybko ogarnęliśmy nocleg na polu namiotowym przy schronisku Kremenaros i około godz. 22.30 zakończyliśmy ten jakże aktywny dzień.

Obrazek
Podejście na Połoninę Caryńską.

Obrazek
Panoramka z Połoniny Caryńskiej

Zabawy ze światłem na Połoninie Caryńskiej:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



Profil trasy:
Obrazek


Ostatnio edytowano Cz cze 26, 2014 9:58 pm przez Fenomen, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz cze 26, 2014 9:54 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 23, 2008 8:51 am
Posty: 3860
Lokalizacja: Bathgate/Wawa
Kilka świetnych zdjęć, gdyby to szczytowe z ludźmi ciut inaczej skadrować (nie, nie jestem pewna jak) byłoby przezajebiste :)
To teraz przeczytam :wink:

_________________
[https://wordpress.com/view/3000stop.home.blog]239, zostało 43[/url]


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt cze 27, 2014 7:36 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N mar 13, 2005 4:25 pm
Posty: 9935
Lokalizacja: niedaleko Wąchocka
No wyjąć ich ze środka kadru przede wszystkim. Trzy kroki w lewo z aparatem i kombinować.
Zupełnie jak munrosy?

_________________
Pamiętasz co obiecywała?


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt cze 27, 2014 8:37 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 23, 2008 8:51 am
Posty: 3860
Lokalizacja: Bathgate/Wawa
piomic napisał(a):
Zupełnie jak munrosy?


Podobnie, tylko trzeba by je ogolić. Kto to widział tyle drzew w jednym miejscu? :mrgreen:

_________________
[https://wordpress.com/view/3000stop.home.blog]239, zostało 43[/url]


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt cze 27, 2014 9:06 pm 
Kombatant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt sie 29, 2006 6:58 pm
Posty: 678
Lokalizacja: Dolny Śląsk
Plan na drugi dzień zakładał zrobienie pętli z punktem wyjścia w Ustrzykach Górnych. Mielismy wejść na najwyższy szczyt Bieszczad – Tarnicę (1326), a potem wracając w kierunku Ustrzyk, zdobyć jeszcze Halicz (1313). W drodze powrotnej mieliśmy również dotrzeć w jeden z najdalej wysuniętych punktów na południowy-wschód po polskiej stronie granicy, na który można dotrzeć szlakiem turystycznym – Przełęcz Bukowską.

Niestety plany nam się trochę obsunęły i wyszliśmy na szlak chyba dopiero około południa. Poranek był trudny, odczuwaliśmy jeszcze bowiem zmęczenie z trasy z dnia wczorajszego. Poza tym poranek przywitał nas ulewnym deszczem, który postanowiliśmy przeczekać. Około godziny 10 się nieco przejaśniło, więc ogarnęliśmy namioty i uzupełniliśmy zapasy w pobliskim sklepie. Tu złapała nas druga deszczowa fala, która przystopowała nas na około pół godziny. Po tym czasie wreszcie udało nam się wyjść na czerwony szlak prowadzący w kierunku Tarnicy.

Początkowo prowadził on nadzwyczaj płasko. A ponieważ podejście zakładało ponad 600 metrów różnicy wysokości, spodziewałem się, że predzej czy później natkniemy się na bardzo ostre podejście. Im później, tym ostrzejsze ono będzie. Przez około godzinę szliśmy po płaskim, aż dotarliśmy do wiaty. Tutaj zrobiliśmy krótki postój na uzupełnienie kalorii, bo naszym oczom ukazało się czekające na nas podejście. Przed nami było jeszcze około dwóch godzin żmudnego marszu nieustannie pod górę. W międzyczasie jeszcze znaleźliśmy drugą wiatę, którą również wykorzystaliśmy jako miejsce do wyrównania braków kalorycznych i napitkowych, po czym ruszyliśmy dalej. Po drodze Maks znalazł rosnącą na drzewie karimatę, a ponieważ sam zapomniał swojej, więc się do niej ładnie przytulił.

Obrazek
Wychodzimy z granicy lasu.

Po pewnym czasie dotarliśmy ponad granicę lasu, ale to wcale nie oznaczało, że jesteśmy już blisko szczytu. Weszliśmy na pierwsze wzniesienie masywu Szeroki Wierch (1243). Nie robiliśmy tutaj zbyt długiego postoju, ponieważ pogoda pogarszała się z minuty na minutę. Na grani wiał bardzo silny i nieprzyjemnie zimny wiatr, a do tego zaczynało padać. Oznaczenia wskazywały, iż czeka nas jeszcze godzina marszu na Tarnicę, cały czas granią Szerokiego Grzbietu, mijając po drodze dwa kolejne jego wierzchołki (1268, 1293). Aż wreszcie dotarliśmy na Przełęcz pod Tarnicą, skąd mieliśmy rozpocząć atak szczytowy. Mimo niepogody, plan na zdobycie najwyższego szczytu Bieszczad miało wielu innych turystów, dlatego konieczne było używanie łokci. Dawno już nie widziałem takich tłumów w górach (nie licząc oczywiście kolejek na połoninach w dniu poprzednim). Atak szczytowy zajął nam około 15 minut. Po wejściu na szczyt, uzupełniliśmy elektrolity oraz kalorie. Nie namyślając się długo, podjęliśmy decyzję o zejściu, bo ekipa jest ogólnie aspołeczna i źle czujemy się w tłumie w górach.

Obrazek
Widok na ostatni z wierzchołków Szerokiego Wierchu, Przełęcz pod Tarnicą i samą Tarnicę.

Obrazek
A tu już Tarnica w całej swojej okazałości.

Z przełęczy pod Tarnicą ruszyliśmy dalej czerwonym szlakiem w kierunku Przełęczy Goprowskiej (1153), skąd mieliśmy rozpocząć podejście na Halicz (1313) – drugi co do wysokości szczyt, na który prowadzi znakowany szlak w polskich Bieszczadach. Podejście było bardzo przyjemne. Szliśmy grzbietem, nie granią, dlatego mieliśmy osłonięcie przed wiatrem. Momentami było nieco wąsko i trudno było się zwłaszcza wymijać z innymi turystami, ale i tak było tu znacznie luźniej niż w pobliżu Tarnicy. Niestety tego dnia nie mogliśmy liczyć na super widoczki, ponieważ chmury były nisko i co chwila padał z nich deszcz. Po około półtorej godzinie zameldowaliśmy się na Haliczu, trawersując po drodze wierzchołek Kopy Bukowskiej (1320), na którego szczyt jednak szlak nie prowadzi. Za Kopą Bukowską pogoda zaczęła się jakby poprawiać. Przestało padać, a chmury się podniosły, dzięki czemu widoczność była znacznie lepsza. Na Haliczu udało się zrobić kilka ciekawych fotek, ale musieliśmy czym prędzej gonić dalej, ponieważ mimo ogólnej poprawy warunków atmosferycznych, nie przestawało wiać na grani.

Obrazek
Rzut oka na Kopę Bukowską.

Obrazek
A tu jeszcze jedno ujęcie na Kopę, ale tym razem z Halicza.

Około godziny 16 zameldowaliśmy się przy wiacie na Przełeczy Bukowskiej (1112). Tutaj spotkaliśmy się z bardzo ciekawym wychodkiem, wybudowanym przy dotacji rządu szwajcarskiego. Szczegółowa instrukcja obsługi była dość zawiła, ale na szczęście rysunki pomagały zrozumieć działanie tego cudu techniki. Z przełęczy bardzo szybko, bo w mniej niż godzinę, zeszliśmy do Wołosatego (chociaż oznaczenia na szlaku szacowały czas potrzebny na przebycie tego odcinka na około 1h30m). W Wołosatem podjęliśmy decyzję, że jednak nie będziemy pokonywać ostatniego odcinka szlaku pieszo, a skorzystamy z lokalnych busów. Przyjemności ze spacerowania wzdłuż szosy, po asfalcie, nie odczuwamy żadnej, dlatego podjęcie tej decyzji naprawdę nie wymagało od nas dużo czasu.

Obrazek
Szwajcarska myśl techniczna (niestety nie mam zdjęcia ze środka ;) )

Obrazek
Widok na Halicz z Wołosatego.

Wycieczkę tego dnia zakończyliśmy na polanie w Ustrzykach, gdzie ktoś już chyba kiedyś biwakował. Wygnieciona trawa wyraźnie wskazywała, że jest to często wybierane miejsce przez turystów szukających ciszy i spokoju. Chociaż my akurat szukaliśmy jakiegokolwiek miejsca na tzw. przypale. Na polance uzupełniliśmy elektrolity, po czym udaliśmy się na kolację do lokalnego baru, gdzie zaserwowano nam Placek po Beskidzku (smakował obłędnie). Potem jeszcze zmieniliśmy lokal na bar przy schronisku Kremenaros, gdzie posmakowaliśmy lokalnego piwa. A ponieważ było to już czwarte w krótkim odstępie czasu, więc niedługo potem padliśmy snem trupa w namiotach (do których szczęśliwie udało się trafić).


Profil trasy
Obrazek


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt cze 27, 2014 10:06 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): So lut 09, 2013 10:52 pm
Posty: 1114
Lokalizacja: Łódź
Fenomen napisał(a):
W Brzegach Górnych zrobiliśmy sobie krótki popas w zapomnianym cmentarzu.

To stary cmentarz, było co tam jeszcze wygrzebać ? :mrgreen:

_________________
Gdzie wola - tam droga.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: So cze 28, 2014 6:11 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn paź 29, 2007 8:31 pm
Posty: 3087
Lokalizacja: Nowy Sącz
Cytuj:
Widok na Halicz z Wołosatego.

Chyba miałeś na myśli "na Tarnicę i Szeroki Wierch"

_________________
http://naszczytach.cba.pl/ Aktualizacja 2020 - nowe: Synaj, Niżne Tatry - Dżumbier, Mała Fatra - Wielki Rozsudziec i Wielki Krywań, Tatry - Gładki Wierch, Dolina Koprowa, Wielka Łomnicka Baszta i wiele innych. Zapraszam


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: So cze 28, 2014 10:20 pm 
Kombatant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt sie 29, 2006 6:58 pm
Posty: 678
Lokalizacja: Dolny Śląsk
@TataFilipa, uznaliśmy, że najbezpieczniej będzie oprzeć się wyłącznie na zapasach, które przynieśliśmy ze sobą ;)
@gouter, być może :)


Na trzeci dzień w Bieszczadach mieliśmy zaplanowane wejście na Wielką Rawkę (1304), a potem dojście niebieskim szlakiem tak daleko, jak to tylko możliwe. Ponieważ nie mieliśmy miejsca mety, gdzie moglibyśmy bezpiecznie rozbić namiot, więc chcieliśmy po prostu wyjść poza park narodowy, żeby w razie wu uniknąć gigantycznego mandatu, a zapłacić tylko nieco mniejszy ;)

Obrazek
Forma na starcie pozostawiała wiele do życzenia…

Poranek znów był trudny, choć tym razem nie wynikało to z ciężkiej trasy, a raczej ciężkiego wieczoru, którego doświadczyliśmy dnia poprzedniego. Zwłaszcza, że jak dowiedzieliśmy się z opowieści, nie wszyscy z ekipy grzecznie polegli w swoich barłogach. Tak czy siak, znów wyruszyliśmy na szlak jakoś po południu. Żeby podbudować morale zespołu, kierownictwo przekazało informację tylko o jednym podejściu, którego miało nas tego dnia czekać. Tylko jedno, ale za to jakie – Wielka Rawka (1304) czekała na zdobycie. To zaledwie 640 metrów przewyższenia do zrobienia w ciągu trzech godzin. Początkowo szlak prowadził zupełnie łagodnie, ale bardzo szybko znaleźliśmy się u stóp góry, która miała zostać zdobyta. Podejście bylo długie i męczące, ale zastosowanie taktyki „powoli, ale równo” + „jak najmniej postojów” sprawiło, że trasę rozpisaną na szlakach na 3h30m zrobiliśmy w 2h15m. Mimo, że szliśmy z całym domem na plecach (a nie tak, jak dnia poprzedniego, kiedy namioty i śpiwory zostawiliśmy na polu namiotowym). Dzięki temu na szczycie Wielkiej Rawki zameldowaliśmy się około 14.30 co oznaczało, że opóźnienie nie jest już tak gigantyczne, jakim się wydawało na starcie trasy.

Na Wielkiej Rawce zrobiliśmy sobie krótki postój. Znów silny i nieprzyjemnie zimny wiatr skutecznie zniechęcał do pozostawania dużej na szczycie, mimo że pogoda nie była najgorsza. Choć jak okiem sięgnąć, dało się dostrzec miejsca, gdzie musiało mocno padać. Ruszyliśmy niemal natychmiast dalej niebieskim szlakiem w kierunku styku trzech granic – polskiej, ukraińskiej i słowackiej w pobliżu szczytu Krzemieniec (1221). Tu po drodze zrobiliśmy sobie przerwę na obiad. Od odbicia czerwonych szlaków przy Krzemieńcu szlak nagle opustoszał. Od tego momentu do wieczora spotkaliśmy na szlaku nie więcej niż pięciu turystów, w tym Słowaka nocującego w drewnianej chacie w pobliżu Przełęczy pod Czerteżem. Nota bene byłoby to doskonałe miejsce na nocleg dla nas, ale po pierwsze – było już zajęte, a po drugie – było zdecydowanie za wcześnie na nocleg. Chcieliśmy tego dnia dojść przynajmniej do okolic Rabiej Skały, ponieważ było to już na skraju Parku Narodowego.

Obrazek
Widok z Wielkiej Rawki.

Od Krzemieńca do Przełęczy pod Czerteżem (972) szło się bardzo przyjemnie. Pewnie dlatego, że spokojnie i jednostajnie w dół. Potem jednak okazało się, że podejście pod Wielką Rawkę nie jest jedynym, jakie czeka nas tego dnia. Przed nami były jeszcze dwa szczyty:Borsuk (991) i, przede wszystkim, Czoło (1161). Czekało nas zatem jeszcze podejście z przewyższeniem około 200-metrowym. Na początku było jeszcze całkiem spoko, ale bliżej wieczoru przyszło załamanie pogody i bardzo silny opad deszczu (by nie rzec, ulewa). Przeczekaliśmy ją gdzieś w krzakach, gdzie nie padało bardzo mocno. Ale niestety musieliśmy przejść kilkaset metrów przez łąkę do wiaty. Początkowo uważaliśmy, że wiata może być nienajgorszym miejscem do nocowania, ale szybko zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Wiata znajdowała się na wysokości ponad 1100m, co oznaczało, że temperatura w nocy pewnie nie przekroczy 4-5 st. C. Dlatego podjęliśmy decyzję, aby podejść w pobliże Rabiej Skały, tam rozbić dwa namioty, ale w jednym – mniejszym, przechować plecaki, a do drugiego zapakować się w komplecie. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że może to być trudne, aby zmieścić pięć osób w namiocie 2+1, ale perspektywa temperatury nie wyższej niż 5 st. w nocy plus ew. spotkanie z dużym zwierzem okazały się wystarczająco skutecznym motywatorem.

Obrazek
Trójstyk granic

Koniec końców, udało nam się dotrzeć do punktu widokowego przy Rabiej Skale. Tu, po krótkiej sesji fotograficznej, udaliśmy się na poszukiwanie odpowiedniego miejsca na rozbicie namiotu. Okazało się, że idealna miejscówka znajduje się... 5m od punktu widokowego, po drugiej stronie szlaku. Znaleźliśmy miejsce z wygniecioną trawą oraz pozostałością po ognisku. Oczywiście rozpalenie ognia nie wchodziło absolutnie w grę ze względu na panującą wszędzie wokoło wilgoć po niedawnej ulewie, ale miejsca było dość na rozbicie dwóch namiotów. Na szczęście udało nam się je rozbić o zmierzchu, więc nie było jeszcze całkiem ciemno. Co więcej, udało nam się faktycznie zmieścić w komplecie w jednym namiocie, choć komfort spania był daleki od optymalnego. Ale i tak wszyscy zgodnie uznali, że ciepło jest ważniejsze od przestrzeni. Wieczorem jeszcze okazało się, że mamy towarzystwo. W pobliżu namiotów było bardzo dużo myszy i polujących na nie rysiów (bądź żbików? Ale chyba raczej rysiów). Kociaki jednak zachowały bezpieczną odległość od namiotu. Na szczęście żaden większy zwierz do namiotu nie podszedł, więc noc minęła spokojnie, w cieple i ciasnocie.

Obrazek
Panoramka z punktu widokowego przed Rabią Skałą

Profil trasy
Obrazek


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: So cze 28, 2014 11:20 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): So lut 09, 2013 10:52 pm
Posty: 1114
Lokalizacja: Łódź
Bardzo miła wycieczka. Dalej za Rawkę niebieskim szlakiem mnie nigdy nie poniosło, więc niecierpliwie czekam na ciąg dalszy.

_________________
Gdzie wola - tam droga.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N cze 29, 2014 7:00 pm 
Kombatant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt sie 29, 2006 6:58 pm
Posty: 678
Lokalizacja: Dolny Śląsk
@TataFilipa, no to tak jak napisałem - doszliśmy niebieskim do Rabiej Skały i potem dalej aż do Okrąglika, skąd zejście do Cisnej lub Smereka prowadzi czerwonym szlakiem.

Ostatni dzień miał służyć wyłącznie temu, żeby jak najmniejszym nakładem sił doturlać się do auta pozostawionego w Kalnicy. Do celu mieliśmy około 14 km i w zasadzie tylko dwie górki do zrobycia, ale bez znaczących przewyższeń. Wstaliśmy około 5 z zamiarem jak najszybszego opuszczenia naszego lokum, aby nie dawać strażom parku narodowego zbyt wiele czasu na namierzenie nas :P Szybkie spakowanie namiotów i już około 5.30 meldujemy się na szlaku, który biegł 5m od miejsca noclegu ;)

Bardzo szybko osiągamy pierwszy z zaplanowanych szczytów na ten dzień, czyli Dziurkowiec (1189). Stąd szlak odbija lekko w prawo i prowadzi przez chwilę granią. Zaraz za Dziurkowcem mijamy odbicie zielonego szlaku, którym w wersji pierwotnej mieliśmy schodzić poprzedniego dnia do miejscowości Runina. Na przełęczy, gdzie jest rozwidlenie tych szlaków, znajdujemy zeszyt, do którego się, rzecz jasna, wpisujemy i ruszamy dalej. Po drodze mijamy dwa wierzchołki (Plasza 1162, Kurników Beskidzki 1037), choć wcale nie odczuwamy tego, żebyśmy zdobywali jakiekolwiek szczyty.

Obrazek
Kopczyk usypany gdzieś w okolicach Okrąglika

Wreszcie docieramy pod Okrąglika (1101), pod którego podejście okazało się nieco bardziej męczące niż początkowo się spodziewaliśmy. Tutaj mamy de facto dwie możliwości wyboru szlaku. Albo idziemy dalej prosto i lekko skręcamy po chwili w lewo. Ten szlak poprowadzi nas do Cisnej, skąd będziemy musieli się dostać do Kalnicy, ale po drodze zdobędziemy jeszcze kilka wierzchołków (Jasło 1153, Szczawnik 1098, Małe Jasło 1102, Worwosoka 1024, Różki 943). Albo wybieramy wariant krótszy i pewniejszy – zejście do Smereka, skąd mamy rzut kamieniem do Kalnicy. Tu po drodze czeka nas zasadniczo tylko jeden wierzchołek do zdobycia – Fereczata (1102). Morale w ekipie nie jest specjalnie wysokie, a do tego dochodzą odciski na stopach, dlatego bezapelacyjnie wygrywa opcja numer dwa. Tymczasem okazuje się, że podejście na Fereczatę daje nam zupełnie konkretny wycisk. Schodząc z góry musimy się zmierzyć ze znaczącym przewyższeniem. Róznica wysokości na krótkim dystanie sięga prawie 600 metrów. To daje nam się we znaki. Jeden z członków ekipy zalicza glebę, ale na szczęście nic poważnego się nie stało. Około godziny 10 meldujemy się przy skrzyżowaniu z leśną drogą, a godzinę później jesteśmy w Smereku, gdzie uzupełniamy elektrolity w pobliskim sklepie wielobranżowym i ruszamy do auta. Około godziny 12 jesteśmy przy samochodzie, gdzie robimy szybkie przepakowanie i udajemy się nad Solinę, gdzie zaplanowaliśmy spędzić ostatni dzień naszego pobytu tu w górach. Ostatni dzień miał być dniem ogólnego popasu i chilloutu.

Po dotarciu do Soliny udajemy się w kierunku tamy, gdzie niestety musimy się przepychać między tłumami turystów. Próbujemy zlokalizować tam camping i chociaż nam się to udaje, to chyba ze względu na niedzielę, „nie ma nikogo w domu”, więc musimy się obejść smakiem. Ogarniamy sobie jeszcze możliwe trasy turystyczne w pobliżu Soliny. Jest ich tam mnóstwo, więc będzie w czym wybierać w dniu następnym.

Obrazek
Tama w Solinie

Obrazek
Elektrownia na tamie w Solinie.

Szukamy jeszcze sklepu, gdzie moglibyśmy nabyć niezbędne płyny i stuff na grilla, którego zamierzamy jeszcze zrobić gdzieś na campingu / polu namiotowym. Na razie nie mamy jeszcze ani grilla ani nagranego pola namiotowego. Ale jesteśmy dobrej myśli. Wreszcie znajdujemy supermarket w Solinie, ale ponieważ jest niedziela, został on zamknięty pół godziny przed naszym przybyciem. Dlatego decydujemy się na transport do Polańczyka i poszukanie czegoś w sąsiedniej miejscowości.

W Polańczyku znajdujemy sklep spożywczy, w którym dokupujemy zaopatrzenie. Wychodząc ze sklepu zauważamy reklamę jakiegoś pola namiotowego. Jedziemy w jego kierunku i na miejscu okazuje się, że pole namiotowe faktycznie istnieje, jest na miejscu jego opiekun. A co więcej – jest ono zupełnie puste, więc całe pole mielibyśmy do własnej dyspozycji. To dla nas wystarczające argumenty, żeby tu pozostać. A gdy jeszcze opiekun zaoferował się, że pożyczy nam na wieczór grilla, to już wiemy, że na tym polu namiotowym wygraliśmy życie!


Profil trasy:
Obrazek


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt lip 04, 2014 4:13 pm 
Kombatant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn mar 26, 2012 9:09 pm
Posty: 377
Lokalizacja: Zachód Polski
Mega relacja :) jadę w te tereny 25 sierpnia :)

_________________
"Nie wystarczy zatem być raz na górze i powiedzieć, że widziałem wszystko to co ma nam ona do pokazania, bo każde kolejne wejście na jej szczyt jest zazwyczaj nowym okryciem, doznaniem, czy po prostu zdobyczą dla serca i ducha".


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt lip 04, 2014 4:30 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): So lut 20, 2010 8:29 pm
Posty: 700
Lokalizacja: Zgorzelec
fajne foty
to jedne z ulubionych moich gór
a dla mojej żony najpiękniejsze :) ( mamy umowę ,że musimy być choć raz w roku w Bieszczadach )
ale jak dla mnie chyba najpiękniejsze jesienią :) kolory powalają wtedy
z ulubionych szlaków/ścieżek to Bukowe Berdo i źródło Sanu


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn lip 07, 2014 10:58 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr paź 31, 2007 9:46 pm
Posty: 4272
Lokalizacja: GEKONY
Dla mnie Bieszczady to nic innego jak Pchły i browary :mrgreen:

_________________
Dlaczego Polacy wymyślili himalaizm zimowy? Bo poza sezonem jest taniej.

http://summitate.wordpress.com/


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 13 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Polityka prywatności i ciasteczka
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL