Wyruszyliśmy z Chrzanowa w poniedziałek 5 VIII, trasa przez Niemcy i Szwajcarię (winieta 50 euro), 1500 km, po 15 godz dotarliśmy na miejsce. Rozbiliśmy się na polu namiotowym w Les Houches. Moja pierwsza noc bez snu. Trudno powiedzieć dlaczego: emocje, nerwy cholera wie.
Dzień 1 Ok godz 7 pobudka, toaleta, pakowanie i do kolejki. Wjeżdżamy do stacji La Chalette i tutaj dowiadujemy się, że TMB kursuje tylko do stacji Col du Mt Lachat i tylko wczesnym, porannym kursem. Świetnie. Plecaki po 20 kg. Ruszamy z buta. Wybieramy drogę wzdłuż torów. Piękna pogoda, słońce daje popalić. Remontowana stacja Lachat, później Gare du Nid d’Agile, barak Forestiere i podejście do Tete Rousse. Docieramy tam ok. godz 18 Spotykamy 2 rodaków, którzy właśnie zeszli ze szczytu. Z ich relacji wynika, że weszli na szczyt i zeszli do Tete Rousse w 14 godz. Szacun. Na dodatek szykowali się do zejścia do Les Houches. Byłem pełen podziwu. Chłopaki wskazali nam doskonałą miejscówkę na rozbicie namiotu. Kolacja i do śpiworów. Kolejna bezsenna noc.

Dzień 2 Śniadanie, przepakowanie plecaków i ruszamy. Kuluar... chciałbym już o tym zapomnieć. Lawiny kamieni mroziły krew w żyłach. Jak się później dowiedzieliśmy, przewodnicy francuscy zawiesili, w tym czasie, swoje działanie na tej drodze z powodu dużego zagrożenia lawinami kamieni. Kamienie szalały nawet na grani Gouter, z taką prędkością, że czasami trudno je było zauważyć. Przeszliśmy bez szwanku. Na grani opadłem z sił. Najwidoczniej czymś się przytrułem bo cholernie cisnęło mnie... hmm. Przy starym schronisku zameldowaliśmy się przed godz 13. Od razu na stronę. Odpoczynek, posiłek, kontemplacja. Raki, czekany i w górę ok. godz 14. W miarę podchodzenia traciłem siły. Brak snu, wariacje żołądkowe zrobiły swoje. Było wiadome, że czeka nas przymusowy nocleg w Vallocie. Dotarliśmy do niego przed godz 18. Syf totalny. Padłem. Na szczęście syn ogarnął jedzenie, przygotowanie wody. Dla niego była to najgorsza noc. Dla mnie najlepsza. Spałem 4 godz i dzięki Bogu, odzyskałem siły.

Dzień 3 Ustąpiły dolegliwości żołądkowe, ale odczuwałem chorobę wysokościową. Ibupron. Ciężko było się zebrać, jednak perspektywa zdobycia szczytu dodawała sił. Ten odcinek jest najbardziej wyczerpujący. Przed godz 11 stanęliśmy na szczycie. Praktycznie w moje 44 urodziny. Radość nie do opisania. Po prostu trzeba to przeżyć. Wypiliśmy szampana, zdjęcia, filmiki, łzy... Po 40 min, powrót. Vallot, Gouter, Kuluar, Tete Rousse okolo godz 19.. Znowu noc bez snu.

Dzień 4 Rano pakowanie i zejście. Dla mnie dramat. Scarpy Nepal obdarły mi do krwi 4 palce w nogach. Buty mam od dobrych paru lat i zaliczyły ze mną kilka szczytów w Tatrach. Dotarliśmy do La Chalette, szybkie piwo, leżaki, ostatnie spojrzenie na otaczające nas szczyty i kolejką na dół.
Planowaliśmy wyprawę w towarzystwie znajomego, który był na MB już dwa razy. Na nieszczęście, jakiś czas przed wyprawą, doznał urazu łękotki. Wycofał się. Postanowiłem, że pojedziemy bez niego. Przygotowania zajęły mi ok. 2 miesiące. Internet pomógł we wszystkim.
Ładowanie elektroniki poprzez powerbanki, dla mnie idealne rozwiązanie. Woda - topienie śniegu, topniejący lodowiec. Na przyszłość na pewno zaopatrzę się w tabletki uzdatniające wodę. Ubezpieczenie AV + EKUZ
Teraz wiem, że lato nie jest dobrym okresem na MB droga Gouter, z uwagi na lawiny kamieni. Spływająca woda powoduje powstawanie lawin kamiennych, które czasami pędziły w dół z ogromną siła. Czoło takiej lawiny miało miejscami 2 metry szerokości. Jednak taka lawina jest łatwa do rozpoznania. Zaczyna się od małego strumyczka i jak się już powiększy to słychać wyraźnie jak schodzi. Zatem jest czas, aby przechodzący przyspieszyli lub wycofali się. Gorzej sprawa wygląda z kamieniami pędzącymi z prędkością pocisku. Widzieliśmy kilka takich "mini" lawin i właśnie te chyba są przyczyną śmierci. Nocami lawiny schodziły kilka razy na godzinę.
W dniu wejścia na szczyt spotkaliśmy tylko: 1 zespół Włochów, który wszedł drogą 3M, 1 zespół Chorwatów, który dotarł po nas, oraz syna z ojcem, Włosi, których spotkaliśmy schodząc, a jak wyszło w rozmowie, wchodzili 3M, a schodzili Gouter.
Tak, w skrócie, przebiegła nasza wyprawa na MB.
Z reguły, pasję do gór, pozostawiam sam sobie i dla swoich bliskich. Jednak... Chcemy iść krok dalej, a mianowicie Elbrus. Doszedłem do wniosku, że forum górskie może być najlepszą drogą do zmontowania odpowiedniego zespołu. Czas pokaże.
Pozdrawiam Marek
|