Gdyby ktoś kazał mi wymienić państwa Europy, które uważam za najmniej atrakcyjne turystycznie, to Czechy jeszcze do niedawna znalazłyby się w pierwszej trójce. Ani tam morza, ani gór „z prawdziwego zdarzenia”, ni to pies ni to wydra. No owszem, jest Praga, którą zresztą zawsze chciałam odwiedzić, ale oprócz niej, Karkonoszy i skalnych miast, Czechy były dla mnie kompletną terra incognita. Tak było aż do maja tego roku, kiedy to na kilku grupach fotograficznych wraz z nadejściem wiosny zaczęły wręcz masowo pojawiać się zdjęcia Moraw Południowych, do złudzenia przypominających włoską Toskanię. Zresztą tak też potocznie zwany jest ten rejon, choć nawiasem mówiąc, uważam takie porównania za zbędne – Morawy są wystarczającą piękne, by były postrzegane jako „marka” sama w sobie.
Zaciekawiona zaczęłam szukać informacji na temat regionu i czytać wszystkie relacje, jakie tylko wpadły mi w oko, od wypraw rowerowych, przez plenery fotograficzne, po turystykę wszelakiej maści. Od nitki do kłębka, okazało się, że praktycznie każdy region Czech ma coś ciekawego do zaoferowania. Na południu Morawy, słynące przede wszystkim z win i rozległych upraw winorośli, urokliwych miasteczek, zabytków i zamków. Na południowym wschodzie Beskidy Morawsko-Śląskie, na wschodzie Jesioniki, na północy Czeska Szwajcaria, Czeski Raj, skalne miasta, Izery, Góry Orlickie i oczywiście Karkonosze, a na północ od Brna – Morawski Kras, obszar słynący z licznych jaskiń, częściowo udostępnionych do zwiedzania turystom (w tym najbardziej znane Jaskinie Punkevni
http://www.moravskykras.net/pl/jaskinie-punkevni.html). Do tego liczne zamki i zabytki w różnych zakątkach kraju oraz gęsta siatka ścieżek rowerowych. Gęsta w przypadku Czech oznacza, że pokrywa w zasadzie cały kraj, co było dla mnie dość szokującym odkryciem

Jeśli ktoś nie wierzy – tu interaktywna mapa:
http://www.cykloserver.cz/cykloatlas . Wystarczy wybrać rejon i przybliżyć interesujący nas obszar. Gdyby w Polsce powstał podobny serwis, obejmujący choćby kilka województw, byłabym w siódmym niebie. O rozbudowie infrastruktury rowerowej nawet nie wspominam. Dla przykładu, na samych Morawach Południowych wytyczono 1200 kilometrów tras rowerowych w ramach projektu Moravské vinařské stezky , podczas gdy my szczycimy się osławionym Green Velo, największym tego typu projektem w całej Polsce. No ale cóż, od czegoś trzeba zacząć. A wracając do Czech…
Zawstydzona swoją ignorancją postanowiłam jak najszybciej odwiedzić południowych sąsiadów, zaczynając od Moraw Południowych właśnie

Początkowo miał to być wyjazd fotograficzny, ale że na zakupionych mapach było aż kolorowo od szlaków rowerowych, grzechem byłoby z nich nie skorzystać

Plan przedstawiał się więc tak: w piątek szukamy ciekawych plenerów, w sobotę śmigamy „na kole” po winnych ścieżkach, a niedzielę przeznaczamy na zwiedzanie.
DZIEŃ 1
Okolice KarlinaZa najbardziej malownicze rejony uznawane są okolice miasta Kyjov. To stamtąd pochodzą słynne ujęcia takie jak kapliczka św. Barbary, stary młyn czy aleja kasztanów na tle fantazyjnie ukształtowanych pól. Prognozy zapowiadają, że w sobotę będzie pochmurno, w niedzielę z kolei pozostanie nam niewiele czasu przed powrotem do domu, dlatego piątkowe popołudnie jest jedyną okazją na zrobienie wymarzonych ujęć. Po 16.00 meldujemy się na kwaterze w pobliskiej miejscowości Hovorany, jemy obiad i ruszamy w poszukiwaniu ciekawych miejsc, aby zdążyć przed tzw. złotą godziną, czyli porą dnia tuż przed wschodem lub zachodem słońca, kiedy światło jest najkorzystniejsze i daje ciepłą, złocistą barwę. Oczywiście jest to zbyt krótki czas aby zdążyć dojechać i przede wszystkim odnaleźć wszystkie najpopularniejsze fotograficzne motywy, zwłaszcza że w polskim internecie panuje dziwna tendencja ukrywania ich lokalizacji przez fotografów…

Tak więc wiem jedynie, że kapliczka i aleja kasztanów znajdują się w okolicach Karlina, a Młyn w rejonie Kunkovic. Ale to przecież nie jedyne, co na Morawach warto fotografować. Pofałdowane pola, które są niezwykle fotogeniczne, ciągną się całymi kilometrami i tu już nie sposób polecić konkretnych lokalizacji, trzeba po prostu wziąć aparat i samemu przeczesać je wszerz i wzdłuż, aby odkryć „swoje” miejsca i wydobyć ich urodę własnym okiem. Tak też robimy, za cel obierając okolice Karlina. Słońce jest jeszcze dość wysoko, ale widać tu spory „potencjał”. Obecnie oczywiście dominują wszystkie odcienie zieleni, ale podobno jesienią panują tu równie świetne, a niektórzy nawet twierdzą, że lepsze warunki do fotografii.























Na koniec dnia udało nam się namierzyć kapliczkę św. Barbary (
https://goo.gl/maps/wuJf1NnkpRL2), ale słońce było już zbyt nisko i oświetlenie nie było atrakcyjne.
Pierwsze wrażenie – spokój, cisza, harmonia i ład. Ogromne przestrzenie, na których jedynie w okolicy ww. kapliczki spotkaliśmy kilka osób. Piękne tereny, magiczne, zwłaszcza o zachodzie słońca gdy zaczyna się gra światłocieni. To po prostu trzeba zobaczyć

Wieczorem wracamy na kwaterę, gdzie nasz przesympatyczny gospodarz zostawił na schodach przed wejściem niespodziankę – butelkę wina z własnej winnicy
DZIEŃ 2
Rowerem dookoła HovoranDrugiego dnia przywitała nas kiepska pogoda, ale postanowiliśmy nie rezygnować z pierwotnego planu i ruszyć szlakiem morawskich winnic. Ślad na mapce
http://www.gpsies.com/map.do?fileId=ryfycalkrizcwjmi to połączenie kilku winiarskich ścieżek plus warianty własne, ale w sumie wyszła nam bardzo fajna wycieczka. Jazda po tych terenach jest dość interwałowa i nawet niektóre podjazdy miejskim uliczkami dawały w kość. Staraliśmy się unikać bardziej ruchliwych ulic i kilka razy zbaczaliśmy z oznakowanych ścieżek prosto w morawskie pola. Oprócz wcześniej wspomnianej mapy interaktywnej, polecam też zerknąć na opracowanie
https://issuu.com/south_moravia/docs/cy ... va_slezsko . Przewodnik pojawia się też czasem na OLX i Allegro w wersji papierowej.
Poza szlakiem:




Na górze po prawej stronie widoczny kawałek jeziorka "Balaton"


[img]
http://footsteps.cba.pl/morawy-dzien-2/DSC_0714.jpg[/img]

[img]
http://footsteps.cba.pl/morawy-dzien-2/DSC_0723.jpg[/img]


Nad Jarohnevickym stawem:
DZIEŃ 3
Lednice i MikulovTrzeciego dnia postanawiamy odwiedzić dwa polecane w przewodnikach miasteczka: Lednice i Mikulov.
Lednice są niewielkim miastem położonym 60 km na południe od Brna. Sławę zyskały dzięki neogotyckiemu pałacowi, który był własnością i siedzibą rodu Lichtensteinów. Początki budowli sięgają XIII wieku, ale dopiero gruntowna przebudowa z XIX wieku, nadała mu obecny, gotycki styl. Pałac w 1996 roku został wpisany na listę UNESCO. Obecnie stanowi przede wszystkim atrakcję turystyczną i ośrodek licznych wydarzeń kulturalnych. Zwiedzanie komnat zostawiliśmy na inną okazję, skupiając się na terenach wokół pałacu. Budowla położony jest w otoczeniu imponujących starodrzewów, do których prowadzą parkowe alejki, przechadzać można się również po ogrodzie zaprojektowanym w angielskim stylu. Cały obszar parkowy jest bardzo rozległy, ale jedynie część najbliższa pałacu jest zadbana.


[img]
http://footsteps.cba.pl/morawy-dzien-3/DSC_0769.jpg[/img]
Na uwagę zasługuje również sztucznie utworzony staw wraz z kilkoma wyspami, który w założeniu miał pełnić funkcję melioracyjną i zapobiegać podtapianiu kompleksu przez pobliską rzekę. Obecnie, w ramach atrakcji turystycznej, można poruszać się po nim łódkami. Zakamarki parku kryją też replikę rzymskiego akweduktu oraz 60-metrowy minaret będący wieżą widokową, stworzony na wzór minaretów budowanych przy tureckich meczetach.


Moją uwagę przykuła też ogromna oranżeria przylegająca do pałacu. Nie mieliśmy czasu by obejrzeć każdą z atrakcji, ale akurat tej nie mogłam sobie darować:


Mikulov, miasteczko liczące zaledwie kilka tysięcy mieszkańców, zaliczane jest do jednych z najładniejszych czeskich miast. Od Lednic dzieli go raptem 15 kilometrów, dlatego szybko docieramy na miejsce. Uwagę od razu zwraca piękne położenie miejscowości – zbudowano ją bowiem na wapiennych wzgórzach Palavy, obszaru powstałego w fałdowaniu alpejskim, o najwyższym wzniesieniu sięgającym 549 m n.p.m. Mimo, że miasteczko jest niewielkie, obfituje w liczne atrakcje, o których możecie przeczytać na polskiej stronie poświęconej Morawom
http://morawy.wycieczkowo.info/mikulov. Ponieważ powoli zbliżała się godzina powrotu, postanowiliśmy się skupić tylko na jednej z nich, która za to dała nam „wgląd” w całe miasto. Naszym celem stał się Święty Pagórek 363 m n.p.m. (Svatý kopeček

), z którego mogliśmy podziwiać wspaniałą panoramę 360 stopni, a dzięki obiektywowi zoom, zajrzeć np. na mikulovski rynek bez ruszania się z miejsca

. Sam Pagórek jest miejscem wyjątkowym, bo choć nikłych rozmiarów, objęto go rezerwatem przyrody, gdyż występują tu chronione gatunki roślin i zwierząt. Na górze znajdują się cztery barokowe kaplice, do których odbywają się pielgrzymki, a podążając szlakiem na szczyt, mijamy kolejne stacje drogi krzyżowej. Spoglądając ze szczytu w stronę Mikulova, wzrok przyciąga oczywiście barokowy zamek, ale warto pospacerować po całym pagórku, bo rozpościerają się z niego rozległe widoki na morawskie pola i winnice. Szczerze mówiąc nie wiem dlaczego Kopeček nie jest wymieniany jako jeden z najatrakcyjniejszych plenerów fotograficznych na Morawach, ale osobiście zamierzam tu wrócić, bo widok na zamek w pierwszych lub ostatnich promieniach słońca musi być niesamowity


Po prawej Kozí hrádek, dawna wieża artyleryjska służąca do kontrolowania strategicznej drogi miedzy Brnem, a Wiedniem. Obecnie punkt widokowy.

Kaplica św. Sebastiana wraz z dzwonnicą:


Krótko przed wyjazdem na Morawy odwiedziliśmy po raz pierwszy Beskid Niski, który okazał się dla mnie wspaniałym odkryciem. Teraz to samo mogę powiedzieć o Morawach. Być może żadna ze wspominanych atrakcji nie jest na tyle godna uwagi, by poświęcić jej np. dłuższy urlop, ale wszystkie razem sprawiają, że Morawy zdecydowanie warto odwiedzić.
Więcej na
http://footsteps.cba.pl/morawy-poludniowe