Wycieczka 25.06.2017
W Spiskim Podgrodziu byłam w ub. roku i zobaczyłam zamek, ale z daleka. Nie miałam wówczas czasu na jego zwiedzanie. A więc w niedzielne przedpołudnie postanowiłam przyjrzeć się jemu z bliska.

Auto można zostawić na parkingu przy wejściu na drogę doprowadzającą do zamku za 3 euro, albo tak jak ja, zostawić 200 m dalej za darmo na placyku za budynkiem stacji kolejowej.
Nieświadomie wybrałam najdłuższe podejście do zamku i najpierw szeroką a potem taką ścieżką, w upale

podziwiając ruiny

dotarłam do głównego wejścia

Jak w wielu takich obiektach, bez komercji się nie obejdzie ale tutaj chociaż nie ma chińszczyzny, są wyroby lokalnych rzemieślników/artystów


Wraz z biletem dostałam w języku polskim plan zwiedzania.


W zamku mieści się małe muzeum, gdzie można obejrzeć kopie ubiorów rycerzy

armat

oraz narzędzi tortur

Jest też kaplica w miejscu dawnej

Najładniejszy widok jest z wieży

na którą prowadzą wąskie i wyślizgane schody



Można też pospacerować po murach obronnych dolnej części zamku


Zwiedzanie dobiegło końca i boczną bramą opuściłam zamek

Godzina wczesna a więc jeszcze krótki spacer po miasteczku

i dojrzałam tę niepozorną restaurację

a w środku całkiem przyjemnie, zjadłam wyśmienite pierogi nadziewane bryndzą, pychota

I to miał być koniec wycieczki, ale w drodze do auta idąc taką senną ulicą,

przy której stoi synagoga do której nie ma wejścia (pewnie jest od tyłu)

dojrzałam na jednym z budynków baner reklamujący jazdę zabytkowym wagonem. Nie przeczytałam dokładnie (bo za długo by to trwało) co tam napisano ale dostrzegłam ten wagon "warczący", gotowy do odjazdu. No i wsiadłam. Wagon ruszył a ja pytam panią konduktor dokąd jedziemy. Całe moje szczęście, że nie była to podróż w jedną stronę.
Okazało się, że jedziemy do miejscowości

i za półtorej godziny wracamy. Kolejne moje pytanie, a co tam można zobaczyć?
I odpowiedź, tam można tylko iść na piwo
W ciągu 15-minutowej jazdy przemiła pani konduktorka stała się moim przewodnikiem górskim. Przeprowadziła mnie przez tory kolejowe po których pędzą "rychliki" na trasie Poprad-Koszyce i między chaszczami weszłam na żółty szlak. Miałam nim iść do jakiegoś jeziorka i wrócić. Tylko, że ja po drodze zgubiłam żółty szlak (on wychodził z lasu na szeroką drogę i po kilkunastu metrach wchodził znowu w las, czego nie zauważyłam) i szerszą drogą (dwa razy skręciłam w lewo) a potem leśną ścieżką wyszłam na piękną polanę, ścieżką z pokrzywami po pas (a ja w sandałach, dobrze że w długich spodniach)

Na środku polany stała nieco zaniedbana kapliczka

I kiedy tak stałam przy niej rozglądając się dookoła, zauważyłam że z lasu wychodzą jacyś ludzie. Poszłam tam i okazało się, że to mój żółty szlak

Ale po kilkunastu metrach dość gliniasta ścieżka zaczęła się znacznie obniżać i zapadła decyzja o odwrocie. Znowu przez pokrzywy, ale tym razem nie zgubiłam się. Wagon czekał

przemiła pani też. Od niej dowiedziałam się, że te góry co widziałam z polany i te, to Branisko.

Jak wróciłam do Smokowca, to dopiero na mapie zobaczyłam gdzie byłam.
W drodze powrotnej zatrzymałam się jeszcze przy Katedrze w Spiskiej Kapitule, w której byłam na uroczystościach w ub. roku. Teraz w remoncie i pozamykane


I ostatni postój na chwilę aby popatrzeć na zachmurzone Tatry

To był pekný deň
