WIELKA SOBOTA = WIELKA CZANTORIAW Wielką Sobotę postanowiłem wybrać się na położoną w Beskidzie Śląskim Wielką Czantorię (995 m n.p.m.). Na jej szczycie stawałem do tej pory dwukrotnie, raz wchodząc od strony Soszowa, a raz od strony Małej Czantorii. Tym razem nadszedł jednak czas zmierzenia się z legendarnym podejściem czerwonym szlakiem z Ustronia Polany.
Prowodyrami całej akcji byli Sz.P. Sokrates oraz Kamila, którzy przybyli z dalekiego Białegostoku na świąteczny weekend do Wisły

Prognozy meteo na sobotę były dalekie od ideału, ale mimo tego postanawiamy zaryzykować i umawiamy się rano na stacji PKP w Wiśle Uzdrowisko, skąd mamy dostać się pociągiem do Ustronia Polany.
Ja przyjeżdżam z Dankowic samochodem, który zostawiam na przykościelnym parkingu znajdującym się tuż przy dworcu PKP. Podczas oczekiwania na Rafała i Kamilę zaczynam rozważać rezygnację z wędrówki, czego powodem jest padający od ponad pół godziny deszcz. Gdyby nie fakt, że dopiero co wyleczyłem się z dosyć poważnego przeziębienia, to nawet bym nie pomyślał o jakimkolwiek wycofie.
Wkrótce pojawiają się na stacji moi przyjaciele z Białegostoku, którzy szybko wybijają mi z głowy możliwość odpuszczenia wędrówki

Oczywiście głównym argumentem przekonującym jest możliwość wspólnego wypicia pysznego czeskiego Radegasta w schronisku na Czantorii

Po kilku minutach jazdy pociągiem jesteśmy już w Ustroniu Polanie skąd za czerwonymi znakami startujemy w kierunku Czantorii. Przechodzimy pod drogą Wisła-Ustroń i rozpoczynamy zmagania z dość stromym podejściem, biegnącym cały czas wzdłuż trasy narciarskiej, na której panują jeszcze całkiem dobre warunki do zjazdów.




Po około 1h i 15 min. dochodzimy do górnej stacji kolejki krzesełkowej, gdzie najbardziej męczące podejście dobiega końca.



Teraz czeka nas już tylko bardzo przyjemny, półgodzinny spacerek na szczyt.
Na zalesionym szczycie Wielkiej Czantorii (995 m n.p.m.) znajduje się wieża widokowa, na którą wchodzimy za 6 zł. Widoki z niej mamy głównie na pobliski Beskid Śląski i Beskid Śląsko-Morawski, ale w idealnych warunkach można stąd zobaczyć znacznie więcej. Z wieży zwijamy się jednak bardzo szybko, bo jak to zwykle bywa na tego typu obiektach - cholernie wieje.











Na jakiś czas żegnamy się ze szczytem i udajemy się za czarnymi i niebieskimi znakami do czeskiego bufetu "Chata Čantoryje", do którego docieramy już po 10 minutach.
Tutaj wypijamy po kufelku upragnionego czeskiego Radegasta



Gdy nasza białostocko-dankowicka tradycja została już spełniona, mogliśmy wyruszyć w dalszą drogę.
Powracamy na szczyt Czantorii, z którego za kolorem czerwonej farby rozpoczynamy marsz w kierunku Soszowa. W początkowej fazie szlak dość ostro sprowadza nas w dół i dopiero po około 20 minutach staje się zdecydowanie łagodniejszy.
Przechodzimy przez Przełęcz Beskidek (684 m n.p.m.), a następnie rozpoczynamy w miarę łagodne podejście na Soszów. Po około 30 minutach jesteśmy już przy znajdującym się pomiędzy Małym a Dużym Soszowem prywatnym schronisku.





Tutaj chwila przerwy i nasze drogi niestety się rozejdą. Ja muszę nieco wcześniej być w domu i dlatego będę schodził spod tutejszego schroniska do Wisły Uzdrowiska niebieskim szlakiem, natomiast Rafał z Kamilą postanawiają pocisnąć jeszcze na Stożek.
A więc kilka miłych słów na pożegnanie i się rozstajemy.
Za schroniskiem odbijam w lewo i rozpoczynam marsz w kierunku Wisły. Zejście to jest mało atrakcyjne. Szlak prowadzi mnie przez chwilę szeroką terenową drogą, która zamienia się wkrótce w ażurowe płyty, później znowu trochę normalnego gruntu pod nogami, a następnie ponownie pojawiają się ażury, którymi docieram już do asfaltowej drogi w Jaworniku.



Teraz przede mną cholernie dłużący się marsz wzdłuż drogi. Dopiero przed rzeką Wisłą odbijam w prawo i wyasfaltowaną ścieżką docieram na parking pod kościołem, gdzie moja wędrówka dobiega końca.