Krabul napisał(a):
A z Kościółkiem trzeba uważać
Oj trzeba, trzeba ...
To i ja wrzucam kilka fotek Kościółka z naszej "procesji"
Ostatnio miałem, a w zasadzie mam trudny okres w życiu. Tata jest bardzo chory i nawet nie miałem ochoty na jakiekolwiek wyjazdy bo z dnia na dzień było coraz gorzej. Niczego nie planowałem a to co było zaplanowane siłą rzeczy się posypało. Łukasz radzi aby po prostu przewietrzyć sobie głowę gdzieś wysoko i tak namawia mnie na ten wyjazd. Pakuję się, wsiadam w auto i przed świtem spotykamy się na miejscy w licznym bo pięcioosobowym gronie. Po dojściu pod Batyżowiecki pogoda się psuje. Robi się zimno i zaczyna lecieć mżawka. Mamy sporo czasu więc postanawiamy pomodlić się o pogodę.
Kiełbasa bezczelnie wjeżdża głównym wejściem za dwa:

Zbyszek jako skromny Facet wyciąga plany Kościółka i patrzy jak wejść od zakrystii. Od północy prowadzi tam droga kominkami za mocne jeden wg mojej oceny. Wchodzi się dość pewnie ale czuję, że przy zejściu będę miał pietra i tak też było - bardzo czujnie z przyspieszonym tętnem schodzę na dół. Przejaśnia się ale wciąż nie jest dobrze. Następny wchodzi Tomek - wymodlił pogodę, przetarło się na niebie.
Ruszamy na dziękczynna procesję dokoła Kościółka, który nad Batyżowieckim Stawem wygląda bardzo sympatycznie

Pobliska "chrzcielnica" z góry prezentuje się okazale:

Docieramy na szczyt i czynimy pierwsze dziękczynne gesty:

podziwiając przy tym Kościółek:

i to co za jego płotem:

Po krótkiej przerwie ruszamy dalej z procesją schodząc z powrotem pod ścianę Batyżowieckiego:

Stąd Kościółek prezentuje się bardzo tajemniczo:

W drodze na Zadni Gerlach Seba obserwuje ...

... Kościółek

a ze szczytu Prezentuje się on tak:

Kiełbasa nadal czyni cuda i otwiera widok na wysoką:

bardzo efektownie odsłoniła się ona na 30s i po czym szybko zniknęła w chmurach
Tymczasem Zbychu, na naszej dziękczynnej drodze, swoim zachowaniem robi wszystko aby zaczęło padać:

Szybko schodzimy z Zadniego:

wg mnie droga ściśle granią, którą wchodziłem jest dużo bezpieczniejsza niż obejście, jakim schodziłem, trochę się tam zamotałem i zrobiło się problematycznie
Chwilę za Przełęczą Tetmajera ubieramy szpej do lotnej ale skała jest sucha, chwyty pewne więc żywcujemy do samej góry. Na wypłaszczeniu grani widać już krzyż i strzelamy sobie kilka fotek:



Łukasz na szczyt leci po grani jak na skrzydłach:

TataFilipa jak się okazało również popadł w łaski u Pana bo doprawił mu jakieś takie chmurzasto-anielskie pióra, które z lekkością wniosły go na szczyt:

Tutaj jest punkt kulminacyjny naszej drogi w którym wszyscy radośnie...

...mogą podziwiać Kościółek:

i to co za płotem:


Na dół schodzimy przez Batyżowiecką Próbę, u dołu której Kościółek na tle grani Kończystej prezentuje się całkiem zgrabnie:

Dziękuję za uwagę
