2 0 1 8Zmobilizowali mnie Panowie swoimi podsumowaniami.
Przekleję zdjęcia z mojego fb, ale ponieważ mam tam większość z naszymi gębami, więc wersja dosyć okrojona

Czuję ciągły niedosyt w przełażonych kilometrach. Jestem typem trekkingowca, nie wspinacza, wolę dalej niż wyżej. Nie lubię adrenaliny
Tradycyjnie rok zaczynaliśmy w Górach Opawskich i w czeskich Jesenikach.
Luty




W
kwietniu dłuższy weekend w Karkonoszach, jeszcze w mocno zimowej scenerii.


Potem Góra św. Anny i Kamień Śląski- niezła miejscówka na niedzielne spacery, polecam.




W
maju wracamy na chwilę na Biskupią Kopę

Potem 4 dni nad słonecznym Bałtykiem
Czerwiec/lipiec – Bieszczady po raz 2 w życiu.
Pogoda kapryśna. Nawet jeśli udało nam się przełazić cały dzień w słońcu, to na do widzenia przed parkingiem łapał nas deszcz. Ale ogólnie i tak na plus, tydzień wcześniej i po naszym wyjeździe było gorzej. Napaliłam się po reakcji Krabula na Bukowe Berdo, a poczułam tam tylko smród misia i zobaczyliśmy mleko – trzeba trasę powtórzyć.




Lipiec – Beskid Śląski. Klimczok, Błatnia – takie nasze standardy, trójstyk granic i jedno z większych moich przeżyć – wizyta w domu Kukuczki- łzy mi same leciały ze wzruszenia.




I Pradziad z pierwszą wizytą w Szwajcarce – zawsze od strony Karlowej Studanki podjeżdżaliśmy.

Sierpień to mój ulubiony Jurgów – reset, spokój, cisza. Tatry i Pieniny od strony słowackiej, wreszcie Czerwone Wierchy całą rodzinką, ogólnie bez spiny.







We
wrześniu ponownie weekend w Karkonoszach


Październik i nasze odkrycie czyli Podlasie. Zakochaliśmy się w puszczy, w Białowieży, co niektórzy w samogonie, ja w pierogach z opieńkami. Zwierzęta, przepiękna kolorowa jesień – strzał w 10.







Potem w X opolski festiwal gór z Małkiem i Revol.
W
listopadzie, jak się okazało ostatni pobyt w górach i Karkonosze po raz 3, znów śnieg, zadymka na śnieżnych Kotłach, dzień później w Izerach sucho i słonecznie.




Robiłam podchody w XII na weekendowy wyjazd, ale u męża w pracy był armagedon, więc jestem na głodzie do dziś...
