Forum portalu turystyka-gorska.pl

Wszystko o górach
portal górski
Regulamin forum


Teraz jest Pn cze 01, 2020 5:16 pm

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 14 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: Śr kwi 01, 2020 3:53 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Śr lis 01, 2017 6:55 pm
Posty: 335
Lokalizacja: Gdynia/ Reda
Do popełnienia tej relacji natchnął mnie _Sokrates_, który odkopał swoje wspomnienia z 2018. Postanowiłam, że i ja wrócę pamięcią do tego roku i w ramach terapii urlopowej (musiałam wziąć 10 dni zaległego urlopu) wrzucę słów kilka, a może nawet więcej, z moich - jak na razie - ostatnich tatrzańskich wyjazdów.

Zaskakujących i nikomu nieznanych zakątków się nie spodziewajcie. Dla nielubiących czytać spora dawka zdjęć.

To tyle tytułem przedwstępu, a tytułem wstępu...

Jako, że lubię stopniowo podbijać sobie poprzeczkę i z roku na roku zmierzać coraz dalej i wyżej, w 2016 "zdobyłam" swój pierwszy dwutysięcznik, jakim był... UWAGA, UWAGA... Beskid, przedłużając w ten sposób wejście na Kasprowy. Aby nie powielać trasy, schodziłam przez przełęcz Liliowe, gdzie na ścieżce spotkałam taką oto piękność:

Obrazek

W sumie Beskid zainicjował kolekcjonowanie tatrzańskich dwutysięczników. Rok później łupem padły Czerwone Wierchy, Wołowiec, zaś w 2018 jeszcze kilka innych...

30.06.-05.07.2018

30.06.
Po przyjeździe jak zwykle potrzebna jakaś rozgrzeweczka, coby złapać trochę aklimatyzacji ;) Na rozgrzewkę zawsze wybieram spośród tria: Nosal, Sarnia lub Kopieniec. Dotychczas walka była wyrównana. 3 wizyty na Sarniej, 2 na Kopieńcu i 2 na Nosalu. Było więc oczywiste, że któryś z nich dogoni Sarnią, a że byłam zmęczona podróżą, to poszłam na łatwiznę. Ee, znaczy się, na Nosala.

Obrazek

Obrazek

01.07.
Na ten dzień plany były bardziej ambitne. Pogoda szczególnie nie rozpieszczała, pochmurno niesamowicie i chłodno również. Nie mogło to jednak stanąć na przeszkodzie do realizacji celu.

Trzydniowiański Wierch przez Kulawiec. Strasznie niewygodne podejście wbiło się w pamięć, tak jak każdy krok odbijał się na kolanach... Dopiero po wejściu w rejon kosówki można było coś dostrzec.

Obrazek

Trzydniowiański odhaczony, dalej ścieżką obok Czubika na Kończysty.

Czubik
Obrazek

Spojrzenie za siebie
Obrazek

Zmrożony Kończysty
Obrazek

W sumie niezbyt dobrze oszacowałam zapotrzebowanie na płyny i po pewnym czasie zapas się wyczerpał, ale... Zostało jeszcze trochę herbaty w termosie, na zboczu zalegało sporo szronu i tak oto na 2000 m. n.p.m. przy temperaturze oscylującej w okolicach 0 raczyłam się istną Ice Tea ;) Na zdrowiu się to nie odbiło, a trzeba było iść dalej. Starorobociański czekał. Co prawda, mógłby czekać dłużej, nie wydawało się, aby dokądś się wybierał, za to coraz niżej opadały chmury i nie był to dobry zwiastun...

Achhh, te charakterystyczne dwie "szramy"...
Obrazek

W drodze do Siwej Przełęczy
Obrazek

Zdjęć ze szczytu brak, bo i tak nie było niczego widać ;) Nowy rekord wysokości jednak ustanowiony, a na szczycie ponownie spotkałam troje Ślązaków (pozdrowienia, jeśli ktoś to przeczyta ;)) i postanowiliśmy razem schodzić. W okolicach Siwej Przełęczy już można było odczuć spełniające się prognozy. Kolano nie pozwalało jednak przyspieszyć, spowalniał mnie ból, jaki zaczęłam odczuwać po schyleniu się po wodę podczas schodzenia z Wołowca w 2017, ale trzeba było zacisnąć zęby i spróbować jak najszybciej wejść las. Tam aparat do plecaka, na plecak pokrowiec i dalej w drogę. Pod koniec leśnego odcinka mijam Ślązaczkę, która mocno wystrzeliła do przodu i postanowiła zaczekać na dwoje pozostałych, więc dalej idę sama. Zmoknięta, po kostki w błocie. Jakaż była ulga, kiedy można było wstąpić na utwardzoną ścieżkę w Chochołowskiej. Cóż, ulga jednak nie była kompletna. Nogom lepiej, za to pęcherzowi coraz gorzej. Z niechęcią spojrzałam w stronę mijanych ToiToi, pamiętając, że u wlotu doliny przecież jakieś knajpki są... Zadowolona podchodzę do pierwszej z nich z pytaniem o możliwość poznania tutejszego sanitariatu, ale miła pani odpowiedziała "akurat dzisiaj nieczynne". O żesz... Wystawiony na ciężką próbę pęcherz nie dał się jednak złamać.

02.07.
Rzeczy musiały przeschnąć, nogi odpocząć, więc spacer do Sanktuarium, a potem urodzinowo do Samanty na pyszne ciacha i białą pitną czekoladę. Słodko na maxa, ale w górach takie grzeszki łatwiej wybaczać niż na nizinach. Szczególnie po wizycie w takim miejscu.

Obrazek

Obrazek

03.07.
Po słodkim, dosłownie, lenistwie trzeba było nabrać trochę wysokości. Dzień zapowiadał się pięknie, tłumy zmierzające do Palenicy, ani potem sunące po asfalcie, nie przerażały, a im szybciej, im dalej, tym mniej ludzi... Nad MOkiem dość jeszcze spokojnie było.

Obrazek

Na początku "ceprostrady" spotykam pewną miłą panią, wyraźnie 60+, z którą potem miałam jeszcze okazję zamienić kilka słów w okolicach Wielkiego Stawu Polskiego i końcowym fragmencie Doliny Roztoki.
"Ceprostrada" urzeka mnie widokami i... przyjemnością podejścia. Trasa dość długa, ale jednocześnie łagodnie nachylona, na co kolana "lubimy to".

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Od Szpiglasowej jeszcze kawałeczek. Potem trzeba było opracować, gdzie nogę postawić, którą skałę chwycić, ale nie odczuwałam tego jako trudności w przeciwieństwie do tego, co czekało mnie kolejnego dnia... Ze Szpiglasowego widoki godne wielu ujęć, choć tu wrzucę tylko jedno.

Obrazek

Na szczycie jednak zimno, wysokość robi swoje, więc wypadałoby schodzić. Znów do Szpiglasowej, a stamtąd do D5SP. Żelastwo nie okazało się ciężkie do strawienia. Nie było przepaści, spokojnie można było schodzić, robiąc przerwy umożliwiające innym wejście.

Trudno było oderwać wzrok i skupić się na dalszej wędrówce...
Obrazek

Powrót szlakiem przez Siklawę, na kamieniach znów pojawił się ból w kolanie, ale po zejściu do doliny na szczęście się ulotnił.

04.07.
A potem był on... Ten kształt... I jednak ta ciekawość podsycana obawami. Sporo tutaj wypytywałam o podejście na Kościelec, ale na świeżo odczucia są zupełnie inne.

Pogoda świetna, słonecznie, wariant najprostszy z możliwych, czyli przez Boczań, Przełęcz między Kopami, od Czarnego Stawu Gąsienicowego.

Obrazek

Obrazek

Do Karbu doszłam rok wcześniej, więc ten odcinek niczym mnie nie zaskoczył. Potem zaczęły się schody... Nie dosłownie. Pierwszym miejscem, w którym pomyślałam o wycofie, był ten magiczny kominek. Gdyby nie pomocna dłoń pewnej schodzącej pani, chyba bym sobie odpuściła. No dobra, udało się, ale co dalej? No to dreptam... Widok ścieżki nie napawał mnie optymizmem, ale spotkałam kolejną miłą i pomocną istotę. Pan Darek na szczęście podążał w stronę szczytu, więc połączyliśmy siły i zabijając niepokój rozmową, szliśmy dalej. Coraz bardziej przeszkadzał aparat, wiec wylądował w plecaku i zyskałam troszkę komfortu. Leżąca płyta skalna ze szczelinką nie okazała się problemem, ale parę trudnych dla mnie miejsc jeszcze się znalazło. Najgorzej było tuż pod szczytem, ale uff... Jak usiadłam, tak się nie ruszałam :D Wyjęłam na chwilkę aparat, cyk cyk kilka zdjęć i tylko pojawiające się myśli... "Jak ja do cholery tutaj weszłam?" i "Jak ja do cholery stąd zejdę?".

Obrazek

Serce biło dość mocno, krew krążyła szybkim tempem, ale wbrew obawom zejście dla mnie okazało się łatwiejsze. Gdzieniegdzie zastosowałam znany mi z kopuły szczytowej Giewontu "dupoślizg", który umożliwiał tracenie wysokości. Nawet kominek przy zejściu okazał się przyjazny, a pokonanie go tyłem do ściany - po uprzednim tymczasowym pozbyciu się plecaka - nie przysporzyło problemów. Dalej Pan Darek podążył w stronę CSG, ja zeszłam mniej stromym wariantem, łącząc się w stadko z trzema innymi osobami. Każdy był z innej "parafii", a po miłej pogawędce i dotarciu do schroniska drogi nasze się rozeszły.

Wtedy sobie powtarzałam "nigdy więcej", ale jak już emocje opadły, czas minął, to pomyślałam "może jednak, chętnie bym znowu się tam wybrała", zastrzegając sobie jednak, że sama bym nie chciała pójść, a przecież nie mogę zawsze liczyć, że trafię na kogoś pomocnego ;)

05.03.
Dzień wyjazdu, luzik, wjazd na Butorowy i spacer po Gubałówce. Słońce grzało niemiłosiernie...

Obrazek

Obrazek


Nawet jeżdżąc w góry samotnie, nie jest się tam samemu/samej. Zawsze można na kogoś liczyć i z kimś zamienić kilka słów.


Część pierwsza wyjazdowego dwupaku z 2018 za mną, jutro postaram się napisać drugą i zarazem ostatnią, jeśli mnie moce twórcze nie opuszczą ;)

_________________
Jeśli są zasady, to nie ma kwasów.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz kwi 02, 2020 8:41 am 
Zasłużony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 20, 2016 9:13 am
Posty: 209
Lokalizacja: Mazovia
Jakie piękne dawne czasy, kiedy zdobycie wszystkich czterech Czerwonych Wierchów za jednym podejściem wydawało się czymś więcej niż szczytem możliwości :P

_________________
Kozica nizinna wędrowna


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz kwi 02, 2020 9:34 am 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 12, 2017 7:32 am
Posty: 2509
Dobra, kawa jest. Zaczynam :)

Nie wybieram się na Kościelec, ani temu podobne. Przynajmniej, póki młodzież ze mną.
A i potem pewnie nie :roll: Zawodowo się wywracam przy poślizgu, może pozostanę przy cepro - i innych stradach w górach :eye:

_________________
Urodziłeś się, by być prawdziwym, a nie perfekcyjnym.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz kwi 02, 2020 9:52 am 
Kombatant

Dołączył(a): Śr lis 01, 2017 6:55 pm
Posty: 335
Lokalizacja: Gdynia/ Reda
shesmovedon napisał(a):
Jakie piękne dawne czasy, kiedy zdobycie wszystkich czterech Czerwonych Wierchów za jednym podejściem wydawało się czymś więcej niż szczytem możliwości :P


O tak :D Wtedy jeszcze udało mi się wykręcić dużo lepszy czas niż ten z mapy (nie uwzględniając jednej dłuższej przerwy), więc duma była tym większa :D

Dla mnie kiedyś czymś więcej niż szczytem możliwości było wejście na Sarnią ;) Za pierwszym razem (takie moje początki z górami) ledwie tam się wczołgałam, myśląc, że wyzionę ducha, dwa lata później znacznie rzadziej przystawałam w drodze, a parę lat temu weszłam bezproblemowo już w ramach rozgrzewki przed bardziej ambitnymi szlakami.

Też w ramach początków idąc do Murowańca i widząc w oddali Kościelec, nie myślałabym, że kiedyś tam wejdę. Z trudem, ale jednak ;p

_________________
Jeśli są zasady, to nie ma kwasów.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz kwi 02, 2020 10:14 am 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 12, 2017 7:32 am
Posty: 2509
A apetyt wzrasta w miarę jedzenia :P
Ja na szczęście i pagórami umiem się cieszyć od wielu lat.

_________________
Urodziłeś się, by być prawdziwym, a nie perfekcyjnym.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz kwi 02, 2020 10:51 am 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Cz paź 22, 2015 5:17 pm
Posty: 2217
Lokalizacja: Poznań
Wspomnienia wróciły, jak ja dawno tam nie byłam. Też zaczynałam od spacerów na Sarnią a i Gubałówkę też odwiedzałam. Kiedyś jak nie nie chciało iść gdzieś wyżej i dalej to wjechałam na Gubałówkę przeszłam do Butorowego Wierchu i zjechałam krzesełkiem. Ludzi było mało i kiedy tak sobie patrzyłam na Tatry, wyłączyli prąd i krzesełka stanęły. Ja na wysokości kilkanaście metrów i w zasięgu wzroku nikogo. Tak sobie posiedziałam kilka minut zanim krzesełka ruszyły, ale przyznam że te minuty jakieś takie długie były :mrgreen:
net. napisał(a):
"Jak ja do cholery stąd zejdę?".
Za pierwszym razem pomyślałam podobnie, bo byłam sama i nikt nie chciał wejść. No ale stwierdziłam że nikt po mnie nie przyjdzie i co było robić.
A potem byłam tam jeszcze raz i "nie taki diabeł straszny jak go malują".
net. napisał(a):
Zawsze można na kogoś liczyć i z kimś zamienić kilka słów.
Też tak uważam, chociaż ten ktoś nie zawsze mówi w naszym języku :wink: :D
Pisz dalej ja przeczytam i obejrzę z przyjemnością :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz kwi 02, 2020 11:08 am 
Kombatant

Dołączył(a): Pt wrz 27, 2013 2:48 pm
Posty: 356
He, he, Kościelec chyba taki jest.
Jak wszedłem, usiadłem na szczycie, starając się nie oddychać zbyt głęboko, by nie zaburzyć równowagi, sobie myślałem "kurła, wlazłeś. Dobrze. Ale jeszcze trzeba będzie zejść...".
Ale fajnie się czytało 8) .


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz kwi 02, 2020 2:30 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Śr lis 01, 2017 6:55 pm
Posty: 335
Lokalizacja: Gdynia/ Reda
Uff, to mi ulżyło, wiedząc, że nie tylko ja miałam takie odczucia po wejściu na Kościelec :D

Byłam świadoma, po radach opisanych na forum między innymi przez e_l, trudności technicznych, jakie na Kościelcu się znajdują, ale nie sądziłam, że wejście będzie dla mnie tak ciężkie i przejdzie mi przez głowę myśl o wycofie jeszcze przed pierwszą przeszkodą.

_________________
Jeśli są zasady, to nie ma kwasów.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz kwi 02, 2020 4:20 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Śr lis 01, 2017 6:55 pm
Posty: 335
Lokalizacja: Gdynia/ Reda
Dwupak z jedną relacją nie jest kompletny, więc pora popełnić drugą.

21-25.08.2018
Ten wyjazd był inny od poprzedniego. Lipcowy podobnie jak wcześniejsze samotne wypady zaplanowany z dużym wyprzedzeniem, a sierpniowy dość spontaniczny. W czwartek dzwonił znajomy. Udało mu się wygospodarować kilka dni na wypoczynek. Propozycja wspólnego wypadu w Tatry - termin kolejny wtorek. Szybki telefon do Gdyni, czy znowu zechcą przygarnąć psa na parę dni. Telefon zwrotny - jadę.

Miałam dziwne przeczucie, że jak nie skorzystam z tej propozycji, to będę żałować. I faktycznie tak by było, bo w 2019 na wyjazd nie mogłam sobie pozwolić.

Pierwszy + dla intuicji.

Dla mnie wyjazd rozpoczął się jednak poniedziałkowego wieczoru. Start w Rumi pośpiechem składającym się z czeskich wagonów, a w Łodzi przesiadka do auta i jedziemy już wspólnie w Tatry. Jak mam porównywać transport: przejazd kuszetką Gdynia-Zakopane vs. część trasy w przedziale, a dalej autem, to jednak większy komfort zapewnia ta pierwsza opcja.

21.08.
Nie należę do tych, którzy długie godziny uwielbiają spędzać w samochodzie, ale jakoś trzeba było tę podróż przetrwać. Pogoda od początku dopisywała. Jakie pomysły na ten dzień? Jako, że wyjazd nie wyszedł z mojej inicjatywy, nie miałam wiele dni na snucie planów, tak jak miało to miejsce poprzednio, to dostosowywałam się do pomysłów rzucanych przez znajomego.

Wspomniał o Bachledce. Tak, tej wieży widokowej, za którą wielu tu nie przepada ;) Dla mnie ciekawa opcja, na pewno lajtowa. Dojeżdżamy od Małej Frankowej, po dotarciu pod wieżę widać spore tłumy, ale sama przechadzka i możliwość spojrzenia na okolicę z innej perspektywy całkiem miła.

Widziałam jednak nowsze zdjęcia stamtąd i o ile sama wieża mnie nie odrzuca, o tyle rozwijająca się wokół wszelkiej maści infrastruktura już tak. Miejsce do jednorazowego odwiedzenia. A tak to jarmark dla rodzin z dziećmi.

Obrazek

Obrazek

Za to wracając, chłonęłam widoki, choć góry próbowały się przede mną ukryć...
Obrazek

22.08.
Kolejny dzień to dłuższa trasa, częściowo wspólna. Znajomy ambitnie na Rohacze, ja, znając swoje możliwości, Jarząbczy.
Część trasy robionej w lipcu zatem powieliłam, ale nie przeszkadza mi to. Nie widzę problemu w tym, jeśli muszę pokonać szlak, który już znam, o ile uda mi się wprowadzić jakąś modyfikację, uatrakcyjniając trasę o odcinek mi nieznany.

Obrazek

Obrazek

Promienie lały się intensywnie, niebo bezchmurne, nic tylko iść i przypominać sobie to, co znane, i odkrywać to, co nieznane.
Obrazek

Tym razem dla odmiany na Trzydniowiański wchodziłam przez Dolinę Jarząbczą. Cieszę się, że nie trzeba było powtarzać wariantu przez Kulawiec. Tutaj przynajmniej zapewnione były stałe dostawy świeżuteńkiej wody dzięki licznym źródełkom i lepsze widoki.

Obrazek

Trasa zdecydowanie bardziej przyjemna, choć muszę przyznać, że końcowy fragment - a konkretnie stopień nachylenia zbocza w połączeniu z ilością luźnego piachu - dał mi się we znaki. Trzydniowański zdobyty po raz drugi, a przede mną jeszcze spory kawałek...

Obrazek

Dalej na Kończysty, a Starorobociański tym razem podziwiam tylko z daleka.
Obrazek

Ścieżka na Jarząbczy wydawała się prosta, ale nie przeszkodziło mi to, by w dwóch miejscach nieco zabłądzić :D Tam, gdzie znajdują się skalne formacje, obrałam złe warianty i w efekcie musiałam się cofać kilka, kilkanaście metrów. Teraz jednak wiem, że tamtędy to przez środek. Zerkając za siebie, widziałam jednak, że od strony Jarząbczego przebieg szlaku jest bardziej oczywisty.

Jarząbczy i Jakubina w duecie
Obrazek

Kończysty solo
Obrazek

Przemknęło mi przez głowę, czy może jeszcze na Jakubinę się nie przespacerować, niby to tylko 15 minut, ale nie zdecydowałam się. I był to dobry wybór, bo czas pokazał, że na odcinku Jarząbczy - Wołowiec siły były deficytowym towarem w moim organizmie.

Obrazek

Obrazek

Pora schodzić z Jarząbczgo. Było to moje pierwsze porządne zejście podczas tego wyjazdu i zdziwiło mnie, że kolano, które dokuczało jeszcze podczas lipcowych zejść, tym razem siedziało cicho. I nie uaktywniło się już na szczęście.

Obrazek

Obrazek

Ponownie jednak udało mi się (tak przypuszczam) zbłądzić na prostej drodze. Miałam problem ze skałkami zlokalizowanymi gdzieś po środku tego odcinka, ale trochę kombinowania, wygibasów i wyszłam na prostą. Wątpliwości miałam także kawałek dalej, gdzie biegły dwa warianty - kierujący w górę (i tutaj brak pewności - przez Łopatę czy kolejną zwykłą skalną formację) i obchodzący bokiem, lżejszy. Nogi zdecydowały. Słońce prażyło niemiłosiernie, nie zamierzałam dokładać sobie metrów, więc starałam się iść jak najłatwiejszą ścieżką. Podejście na Wołowiec mnie umęczyło, ale po dotarciu na szczyt odzyskałam energię.

Obrazek

Od tego miejsca trasa jest mi już znana. Niedługo potem melduję się na Rakoniu, czekając na znajomego. Miałam czas, żeby pofocić, przyjąć płyny i pokarm, a przy tym wypocząć.

Obrazek

Dołączył kolega, pokazał zdjęcie i... wyjaśniło się, czemu Rohacz Płaczliwy, a Dolina Smutna.

Po drodze, jak przystało na grzecznego chłopca, czekał na nas Grześ, a potem Chochołowską na parking.

Obrazek

Obrazek

Trasa wg obliczeń miała 30 kilometrów. Czas spędzony na szlaku wyniósł około 13 godzin. Dla mnie rekordowa pod tym względem wycieczka. No i Jarząbczy - mój nr 11.

23.08.
Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, żeby poprzedniego wieczoru przed snem wsunąć półlitrową butelkę Pepsi. A raczej jej zawartość. Zmęczenie po całym dniu na szlaku + niewiele snu wskutek częstego budzenia się i wizyt w toalecie = TBE (Totalny Brak Energii)

Ciężko było wstać, ciężko było nogi wlec po szlaku, ale znajomy powiedział, że idziemy do schroniska, więc spodziewałam się czegoś spokojnego, lajciku ja np. spacer na Gąsienicową, tyle że w wydaniu słowackim.

Opuściliśmy ojczyznę. Było to moje pierwsze zderzenie z Tatrami Słowackimi i to dość bolesne... Żałowałam tej Pepsi, a mogłam wypić herbatkę... Miałam mapę, ale nie robiłam z niej użytku, rozeznania wcześniej też nie zrobiłam. Myślałam, że dotrzemy gdzieś na wysokość 1600 m. n.p.m. i jakoś przetrwam. Człapię powoli mimo braku trudności, nie widząc niczego, co miało być tym celem. Było po drodze schronisko, ale to nie było to... Więc dokąd się wlękę?

Obrazek

Po wejściu w dolinę coś już majaczyło wysoko, w oddali, ale jakoś nie chciało mi się wierzyć, że to "tam". Nie pasowało to do mojej wizji łatwo dostępnego schroniska. Trasa się dłużyła, ale z każdym krokiem coraz bliżej... Ze znajomym straciłam kontakt jeszcze przed pierwszym schroniskiem, więc odgrywałam swoją sztukę cierpienia w samotności.
Taka rada dla osób wybierających się w góry z dzieciakami: miejcie litość dla ludzi, którzy ledwo nogę posuwają do przodu, mając wrażenie, że każdy krok może być tym ostatnim. Widząc, jak swobodnie w górę biegli sobie ona i on lat max. 10-12, zastanawiałam się, jak to możliwe. Proście więc swoje pociechy, żeby chociaż poudawały, że im też jest ciężko, a nie pozwalacie na dołowanie ludzi :D

Obrazek

Obrazek

Po drodze udało się spytać jakiegoś - jak się okazało - Słowaka, jak daleko jeszcze. "Poł hodina, poł hodina" - i potem się zastanawiałam, czy tylko poł hodina, czy poł hodina i poł hodina... Czas pokazał, że chodziło o tę pierwszą wersję.

Obrazek

Krajobrazy w Dolinie Pięciu Stawów Spiskich były jakże odmienne od tego, co widziałam w Polskich Tatrach, takie... kosmiczne. I Chata Téryego zaprezentowała się w całej okazałości.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dla mnie schodzenie jest łatwiejsze (choć wielu ma odmienną opinię), więc powrót nie był drogą przez mękę, a miłym, lecz intensywnym spacerem.

24.08.
Najlepiej uczyć się na własnych błędach, więc po żadne napoje z kofeiną już nie sięgałam. Na ten dzień zapowiadano zmianę pogody. Znajomy na bieżąco śledził prognozy w jakiejś mądrej aplikacji, z której wynikało, że powinniśmy ze szlaku ulotnić się do 16.

Zależało mi na tym, żeby wejść na Kozi i... weszłam. Nie tak jednak od razu. Zależało nam też na czasie ze względów niepewnej aury, więc wariant najkrótszy przez Roztokę, czarnym szlakiem do schroniska i po przerwie w schronie dalej wzdłuż WSP. Widać, że nad Tatrami Wysokimi niebo nie skąpiło wody, ale wg prognoz jeszcze mieliśmy czas, by spokojnie wejść.

Na szczęście nie było ekspozycji, ale lekko również nie było. Wysokie kamienne stopnie utrudniały mi podejście, ale konieczność popracowania gdzieniegdzie rękami nieco urozmaiciła trasę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Można było odczuć zbliżający się front... Zaczęło lekko padać, znajomy próbował namawiać do zejścia, bo (nie)mądra aplikacja zwiastowała jakiś armageddon, ale nie tak łatwo mnie przekonać... Do szczytu zostało jakieś pół godziny, więc jeśli w tym czasie rozpęta się ulewa, wracamy, a dopóki opad nie będzie uciążliwy, idziemy.

Drugi + dla intuicji.

Udało się dotrzeć na szczyt, a w drodze powrotnej... chmury się rozstąpiły. Nie był to jakiś omam wynikający z upadku i uderzenia głową o skałę, po prostu pogoda się zlitowała i poprawiła. Gdybyśmy wyszli później, byśmy wędrowali w towarzystwie milszej aury. I mogłabym zrobić ze szczytu więcej zdjęć niż rzucić kilka strzałów w pośpiechu.

Obrazek

Obrazek

Poprawiłam swój lipcowy rekord wysokości, a pogoda popsuła się później niż miała.

25.08.
Deszcz, pamiątki, jedzenie. Deszcz, deszcz, powrót.

_________________
Jeśli są zasady, to nie ma kwasów.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz kwi 02, 2020 6:19 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Cz paź 22, 2015 5:17 pm
Posty: 2217
Lokalizacja: Poznań
Wyjazd spontaniczny i bardzo fajne trasy. Pogoda też ładna Ci się trafiła i nie było żal wyjeżdżać w deszczu. Wycieczkę w Zachodnie
net. napisał(a):
Trasa wg obliczeń miała 30 kilometrów. Czas spędzony na szlaku wyniósł około 13 godzin. Dla mnie rekordowa pod tym względem wycieczka.
ja bym zakończyła na Rakoniu i na dół :D
Jak pierwszy raz szłam do 5 Stawów Spiskich i zobaczyłam z daleka schronisko to pomyślałam że to blisko :D a potem szłam i szłam :lol: .
Nie byłam jeszcze na tej wieży widokowej i chyba się tam nie wybiorę :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz kwi 02, 2020 8:12 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Śr lis 01, 2017 6:55 pm
Posty: 335
Lokalizacja: Gdynia/ Reda
Przeważnie trafiam na dobrą pogodę w górach (dobra = nietorpedująca planów)

Jakimś nieoznakowanym zejściem z Rakonia? Czy od przełęczy Zawracie?
Jeśli ta druga opcja, to mam złe wspomnienia ;) Właśnie wracając z Wołowca w 2017, schodząc od tej przełęczy, nachyliłam się raz przy źrodełku i... myślałam, że nie wstanę. Chwilowe okłady butelką wypełnioną lodowatą wodą pomogły, ruszyłam dalej, ale ten ból kolana przy schodzeniu z dużej wysokości odzywał się aż do lipca 2018.

_________________
Jeśli są zasady, to nie ma kwasów.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz kwi 02, 2020 8:28 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Cz paź 22, 2015 5:17 pm
Posty: 2217
Lokalizacja: Poznań
net. napisał(a):
Jakimś nieoznakowanym zejściem z Rakonia? Czy od przełęczy Zawracie?
Od przełęczy, to były jeszcze czasy kiedy kurczowo trzymałam się farby :D Wycieczka była zaplanowana od Grzesia na Wołowiec, do Wołowca nie doszłam bo zrobiło się takie mleko, że nie było go widać więc stwierdziłam, że nie ma co się męczyć. A na zejściu na płaskim było wtedy trochę śniegu (czerwiec) i jakoś ten szlak mi nie podpadł, a źródełka nie pamiętam :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N kwi 05, 2020 9:56 am 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 1107
Lokalizacja: W-wa
sądząc po relacji, myślę, że powinnaś powoli planować przeprowadzkę gdzieś bliżej gór :)

_________________
Gunda
https://vimeo.com/391958174


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn kwi 06, 2020 9:52 am 
Kombatant

Dołączył(a): Śr lis 01, 2017 6:55 pm
Posty: 335
Lokalizacja: Gdynia/ Reda
anke napisał(a):
sądząc po relacji, myślę, że powinnaś powoli planować przeprowadzkę gdzieś bliżej gór :)


Oj chciałabym, naprawdę :D Mieć bliżej, móc sobie na jeden, dwa dni spontanicznie w góry wyskoczyć...

_________________
Jeśli są zasady, to nie ma kwasów.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 14 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Polityka prywatności i ciasteczka
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL