Forum portalu turystyka-gorska.pl

Wszystko o górach
portal górski
Regulamin forum


Teraz jest Cz gru 03, 2020 5:35 pm

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 27 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: N sie 02, 2020 1:28 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1159
Lokalizacja: Warszwa
Ten rok jest wyjątkowo paskudny. Źle to się wszystko zaczęło. Nasze plany zniszczył niechciany imigrant w koronie z Chin, więc trzeba było wymyślić jakich plan B. Plan ten przewidywał dwie opcje polską i słowacką - wszystko uzależnione od otwarcia granic. Na nasze szczęście sąsiedzi się zlitowali i granice można było przekraczać bez problemu. Pozostało nam odwołać rezerwacje w zatłoczonym jak się później okazało Zakopanym i zamówić pogodę. Cała reszta pozostała w naszych nogach i chęciach. Ale po kolei:

Dzień 1 – Rozruch, czyli korona nam z głowy nie spadnie (ani dziś ani przez następne dni)

Nasz urlop zaczynamy tak zwanym trekingiem rozruchowym. Na pierwszy strzał za cel obieramy sobie Skalnate Pleso i Wielką Łomnicką Basztę. Parkujemy na darmowym (wyjątkowo) parkingu i ruszamy za zielonymi znakami wzdłuż wyciągu. Początkowe metry mijają nam w doskonałych humorach, lecz entuzjazm opada wraz ze wzrostem nachylenia szlaku. Ale duch w narodzie nie ginie i przyzwyczajamy nasze warszawsko-krakowskie płuca do czystego, górskiego powietrza.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wysokie szczyty spowite są chmurami, a my mamy nadzieję, że w końcu za trzecim razem zobaczymy Łomnicę w pełnej krasie. Po godzinnym oczekiwaniu na poprawę warunków, ostry cień mgły nie podnosi się, więc pozostaje nam sesja foto i odpuszczenie Łomnickiej Baszty (zrobimy ją kiedyś przy okazji wejścia na Łomnicę).
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Postanawiamy nie wracać tą samą drogą, więc obieramy kierunek na zachód,widokowym traktem w kierunku Hrebenioka. Cień mgły okazał się nie być tak ostry, na jakiego się kreował. Po wejściu na magistralę postanowił pokazać co nieco, odsłaniając wierzchołki szczytów. Magistrala okazała się widokowa i już zaczął nam kiełkować w głowie pomysł przejścia jej w całości od Ździaru do Szczyrbskiego Plesa w niedalekiej przyszłości.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mimo zmiany planów, jesteśmy zadowoleni z pierwszego tatrzańskigo dnia, jednak następny dzień ma być mega burzowy już od 11. Buuuu szykuje nam się dzień restowy już na początku wyjazdu – nie tak to miało wyglądać. Ale Barbórka słynąca z dużej dawki optymizmu podnosi nas na duchu – w końcu to dopiero początek! Jeszcze tyle przed nami...

C.D.N ...

_________________
Jeśli zdajesz pytanie dlaczego chodzę po górach to znaczy że nie zrozumiesz odpowiedzi


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N sie 02, 2020 7:07 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Pn sie 20, 2012 9:47 pm
Posty: 2284
Lokalizacja: Kraków
tatromaniak24 napisał(a):
Magistrala okazała się widokowa

Magistrala jest bardzo fajna. Do wczoraj w zasadzie miałem przechodzoną całą oprócz jednego odcinka, o którym powyżej. Niestety wczoraj musiałem go przejść po godz 22 na totalnym zmęczu. Jedyne co widziałem, to kamienie w świetle latarki. W Smokowcu byłem po północy, ledwo żywy.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn sie 03, 2020 10:05 am 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1159
Lokalizacja: Warszwa
Dzięń 2 "Chodnićku na patićku"

Po przebudzeniu, na widok pięknego, błękitnego i bezchmurnego nieba, z naszych ust wydobywa się gromkie ”o kurczaki” (Barbórka) i nieco bardziej kwieciste „o ja pierd…” (męska część ekipy). Każdy normalny człowiek cieszyłby się z tego, że widzi nieboskłon. Niby tak, ale późna pobudka (grubo po 9) sprawia, że zgodnie wdrażamy nasz plan „A” ustalony wczorajszego wieczora. Miał być rest, więc będzie rest. Zaczynamy od nazwanego przeze mnie „Chodnićka na patyćkach” czyli spaceru Koronami Drzew w Bachledowej Dolinie. Parking za 3 Euro nie jest wygórowaną ceną za cały dzień. Do wyboru jest opcja wjechania kolejką gondolową za 10 Euro w obie strony lub 30 minutowy spacer na szczyt. Decydujemy się na opcję nr 2 i lekkim, aczkolwiek błotnistym krokiem zdobywamy wierzchołek, na którym znajduje się cała atrakcja.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po opłaceniu należnego i krótkim spacerze na wysokości ponad 20 metrów nad ziemią, wchodzimy na samą górę wysokiej wieży widokowej, z której rozpościerają się rozległe widoki na Pieniny, Gorce, Beskid Żywiecki, Beskid Sądecki i oczywiście Tatry Bielskie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z wieży można zejść tradycyjnie lub zjeżdżając rurą. Decyduję się zjechać rurą za 2 euro. Po krótkim popasie schodzimy do auta i zmierzamy na kolejną atrakcję tego dnia. Jedziemy moczyć tyłki do Gorącego Potoku w Szaflarach. 2.5 godzinny pakiet w termach za 55 zł w zupełności odpowiada na nasze potrzeby, zadowoleni i wymoczeni wracamy na kwaterę, zahaczając o knajpkę i tradycyjny słowacki obiad, czyli zestaw składający się ze smażonego syra, hranulek i kofoli.

C.D.N....

_________________
Jeśli zdajesz pytanie dlaczego chodzę po górach to znaczy że nie zrozumiesz odpowiedzi


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt sie 04, 2020 9:44 am 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1159
Lokalizacja: Warszwa
Dzień 3 "Coś nam zaFurkotało"

Doświadczenie z wczorajszego poranka nie idzie na marne i mimo lekko ryzykownej prognozy, według której około 14-tej mają pojawić się niezłe błyski, postanawiamy wybrać się na Bystrą Ławkę. Wstajemy o 5.30 i po porannych czynnościach oraz lekkim śniadaniu ruszamy do Szczyrbskiego Plesa. Szlak Doliną Młynicką nie jest zbyt wymagający, więc w miarę szybko dochodzimy do Wodospadu Skok, przy którym robimy sobie przerwę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po chwili ruszamy w dalszą drogę. Kolejny przystanek nad Capim Stawem. Barbórka zdziwiona, bo nic nie capi, a jednak nazwa stawu jest intrygująca. Niebo zakrywa się chmurami, ale nie pada.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Powoli nabieramy wysokości zmierzając ku IMHO najwęższej przełęczy w Tatrach. Pod samą przełęczą skutecznie namawiam Marka na zboczenie z obranego kursu i wejście na łatwo dostępny szczyt Furkotu. Droga zajęła nam całe 11 minut, a pod samym szczytem zaczyna lekko padać, więc na piku spędzamy tyle czasu, ile wymaga zrobienie kilku fotek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W międzyczasie Barbórka zalicza przełęcz w swoim stylu - otoczona wianuszkiem mężczyzn. Opowiada nam, że stała chwilkę w kolejce, bo ponad łańcuchami przenoszono sporego rozmiaru pieska. Spotykamy się z Barbórką już po drugiej stronie i słyszymy grzmoty. Zbieramy się więc czym prędzej, nie ma czasu na ochy i achy – trzeba szybko uciekać w doliny. A długa to była ucieczka. Jeden próg, potem drugi i trzeci. Na szczęście było to tylko jednorazowe mruknięcie niebios. Za to zejście dłużyło się niemiłosiernie, wszak trzeba pozbyć się 800 wertykalnych metrów z osiągniętej wysokości.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W końcu udaje nam się dotrzeć do auta i ruszamy w kierunku naszej kwatery zbierać siły na następny, jak się potem okaże, dłuuugi dzień.

_________________
Jeśli zdajesz pytanie dlaczego chodzę po górach to znaczy że nie zrozumiesz odpowiedzi


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz sie 06, 2020 11:48 am 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1159
Lokalizacja: Warszwa
Dzień 4 "Daleko jeszcze?"

„Bieszczady to dzikie góry!”. Kto tak twierdzi, ten albo nie zna życia (żartobliwie ujmując), albo nie był na grani Otargańców w słowackich Tatrach Zachodnich. Ale po kolei. Klasycznego pana parkingowego w odblaskowej kamizelce zastąpiła tym razem tablica informacyjna z numerem telefonu, pod który należy wysłać sms z rejestracją auta. Przy szlabanie u wylotu Doliny Wąskiej żegnamy się z pięciometrowym, drewnianym strażnikiem nie wiedząc, że spotkamy go jak już się będzie ściemniać.
Obrazek

Po 20 minutowym spacerze szeroką, szutrową drogą cieszymy się, że urwaliśmy 10 minut z mapowego czasu. Po tym odcinku odbijamy w dzicz. Następuje długie, mozolne zdobywanie wysokości. Szlak biegnie po nasłonecznionym o tej porze dnia zboczu wśród wysokich i gęstych traw, na przemian z leśnymi odcinkami, na których musimy zmagać się z licznymi przeszkodami w postaci powalonych drzew. Przeszkody te pokonywać trzeba różnymi sposobami: pod drzewem, nad drzewem – rzadziej omijając. Ten etap wymaga czujności – nietrudno zgubić szlak. Po dwóch godzinach ostrej walki stajemy na pierwszym z ośmiu szczytów tego dnia.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Od tej pory już nic nie będzie takie samo. Kolejny etap stanowi wędrówka słoneczną granią góra – dół, góra – dół rzuca Barbórka - jak to w życiu. Trzeba zaakceptować fakt, że zdobyte metry za chwilę wytracimy, a Barbórka jest lekko przerażona faktem tak licznych szczytowań w tak krótkich odstępach czasu. Teraz już wiemy, że ten dzień będzie długi. Niżna Magura, Niżne Otargańce, Wyżne Otargańce i Wyżna Magura oraz dwa bezimienne szczyty padają naszym łupem. Ktoś miał niezłą fantazję tworząc nazwy tych szczytów. Rosnące zmęczenie i kolejne kilometry w nogach rekompensują bajeczne widoki w każdym kierunku, a my z utęsknieniem wypatrujemy klasycznej zachodniotatrzańskiej ścieżki, gdyż charakter poprzednich szczytów bardziej przypomina skaliste Tatry Wysokie.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na Raczkowej Czubie spędzamy dłuższą chwilę i dochodzimy do wniosku, że tego wieczora w gojeniu ran, oprócz suplementów płynnych w postaci dużej ilości piwa, w ruch pójdzie PANTENOL. Po wejściu na Jarząbczy Wierch cieszymy się, że podejścia są już za nami. W późniejszym czasie okazało się, że ta radość była przedwczesna. Zielony szlak do Doliny Jamnickiej okazał się morderczy. Strome gruzowisko w pierwszej fazie i mega gęste kosodrzewiny zrośnięte ze sobą wysysały z nas resztki komfortu psychicznego. Przeraża nas fakt, jak bardzo zaniedbane są słowackie odcinki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kiedy kilka lat temu wracałem z Markiem z Barańca pamiętam, że dnem Doliny Jamnickiej poprowadzona jest szutrowa droga. Z wielką nadzieją czekaliśmy na nią, gdyż do stracenia mieliśmy jeszcze 400 metrów w pionie. Trasa była już prosta, lecz nogi odmawiały nam posłuszeństwa i szliśmy tylko siłą woli. W końcu po 12.5 godzinach akcji górskiej w świetle zachodzącego słońca widzimy pięciometrowego strażnika parku. Pod wpływem całodniowego wysiłku wydaje nam się, że do nas macha. Podsumowując szlak, umieszczamy go w kategorii piękny, ale gdybyś chciał/a go z kimś przejść – nie dzwoń do nas w tej sprawie.

C.D.N....

_________________
Jeśli zdajesz pytanie dlaczego chodzę po górach to znaczy że nie zrozumiesz odpowiedzi


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz sie 06, 2020 7:23 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn paź 29, 2007 8:31 pm
Posty: 3087
Lokalizacja: Nowy Sącz
tatromaniak24 napisał(a):
Klasycznego pana parkingowego w odblaskowej kamizelce zastąpiła tym razem tablica informacyjna z numerem telefonu, pod który należy wysłać sms z rejestracją auta.

O co tu chodzi - płaci się za parking SMS-sem czy jak? Wybieram się wkrótce do tej doliny zaatakować Baraniec.

_________________
http://naszczytach.cba.pl/ Aktualizacja 2020 - nowe: Synaj, Niżne Tatry - Dżumbier, Mała Fatra - Wielki Rozsudziec i Wielki Krywań, Tatry - Gładki Wierch, Dolina Koprowa, Wielka Łomnicka Baszta i wiele innych. Zapraszam


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt sie 07, 2020 10:31 am 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1159
Lokalizacja: Warszwa
gouter napisał(a):
płaci się za parking SMS-sem czy jak?


Tak właśnie. Jest tam tablica informacyjna z nr tel i wysyła się sms z kodem i nr rejestracyjnym. Ale trzeba czekać na sms zwrotny - nam nie przyszedł :(

_________________
Jeśli zdajesz pytanie dlaczego chodzę po górach to znaczy że nie zrozumiesz odpowiedzi


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt sie 07, 2020 3:59 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Cz paź 22, 2015 5:17 pm
Posty: 2316
Lokalizacja: Poznań
tatromaniak24 napisał(a):
gouter napisał(a):
płaci się za parking SMS-sem czy jak?


Tak właśnie. Jest tam tablica informacyjna z nr tel i wysyła się sms z kodem i nr rejestracyjnym. Ale trzeba czekać na sms zwrotny - nam nie przyszedł :(
Masz może fotkę tej tablicy? Nie jestem pewna czy nie trzeba najpierw ściągnąć jakiej aplikacji i dodać kartę płatniczą bo nie bardzo wiem w jaki sposób będzie ściągnięta opłata. Chyba, że chcą tylko wiedzieć jakie auta parkują, a parking jest bezpłatny.
Parę lat temu zostawiłam auto zaraz za wejściem do Wąskiej Doliny przy jakimś hotelu, był taki mały placyk bezpłatny bez żadnych oznaczeń.

A Otargańce bardzo bym chciała zobaczyć. Kiedyś patrzyłam na nie z Jakubiny.
Wycieczka długa i dlatego zostanie na długo zapamiętana.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N sie 09, 2020 6:01 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1159
Lokalizacja: Warszwa
Dzień 5 "Scramblingowa zabawa"

Po wczorajszym długim i wyczerpującym dniu Basia postanawia odpocząć. Ale nie będzie odpoczywać w łóżku, tylko w górach – zuch dziewczyna. Będzie podążała naszym śladem do Chaty Teryho. Ja z Markiem tego dnia postanawiamy wdrapać się na któryś ze szczytów w okolicy. Na który zdecydujemy już w schronisku. Ze względu na kiepski zasięg, pierwszy raz będziemy korzystać z walkie-talkie. Wyposażeni w ten sprzęt rozdzielamy się już pod Hrebeniokiem, gdyż zależy nam na szybkim dotarciu w wyższe partie ze względu na prognozujące deszcze po południu. Barbórka podąża za nami spokojnym tempem. Podrażnieni słońcem z dnia poprzedniego smarujemy się „50”, gdy tylko poczujemy, że skóra jest sucha. Po 2.5 godzinach siadamy na werandzie chaty i próbujemy się posilić – bezskutecznie. Wszystko smakuje jak trociny, a i brak apetytu nic dobrego nie wróży. Po półgodzinnej przerwie za cel obieramy sobie Mały Lodowy Szczyt i ruszamy w kierunku Czerwonej Ławki. Po chwili widzę jednak, że Marek ledwo idzie i stwierdza, ze poczeka na mnie i Basię w schronisku. Buuu nie będzie z kim dzielić radości z małego sukcesu.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niebo zasłonięte jest chmurami, więc obiecuję, że jeśli tylko zacznie się robić kiepsko zawrócę. Narzucam sobie dość ostre tempo. Pod łańcuchami zakładam kask tak dla swojego bezpieczeństwa, bo ludzi sporo przede mną. Szybko pokonuje ten fragment i staję po raz kolejny na przełęczy. Jest tam między innymi dwójka rodaków, którzy proponują mi piwo. Naturalnie odmawiam, gdyż nie jest to dobre miejsce i czas na takie wspomagacze – z resztą to samo im powiedziałem. Po 20 minutach i świetnej zabawie scramblingowej staje na szczycie. Łączę się z Basią, robię serię zdjęć i bięgnę do schroniska. Nie ma czasu na napawanie się widokami, które z resztą są ograniczone przez przewalające się chmury.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po godzinie wciągam w siebie zasłużone piwko i zupę czosnkową. Już teraz wiem, że to tempo wyjdzie mi bokiem. W międzyczasie słucham opowieści o tym jak Barbórka zdobywała Chatę Teryho w asyście czterech dziarskich, słowackich emerytów, którzy poczęstowali ją wybornym regionalnym trunkiem zwanym Palinką. Tak to jest zostawić babę na szlaku… Po odpoczynku postanawiamy już we trójkę schodzić do cywilizacji. Pięciominutowy deszcz nas postraszył i tempo siadło. Z resztą po pięciu dniach łażenia wszystkie mięśnie, nawet te, o których do tej pory nie mieliśmy pojęcia, zaczynają nas boleć. W dodatku pojawiają się odciski, a u Marka - symptomy przeziębienia. W bólach dochodzimy do auta, a w domu Marek nadstawia wiadro pod nos na katar, który leje się jak z kranu. Następnego dnia każdemu przyda się wolne.

C.D.N....

_________________
Jeśli zdajesz pytanie dlaczego chodzę po górach to znaczy że nie zrozumiesz odpowiedzi


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N sie 09, 2020 6:12 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1159
Lokalizacja: Warszwa
e_l napisał(a):
Masz może fotkę tej tablicy? Nie jestem pewna czy nie trzeba najpierw ściągnąć jakiej aplikacji i dodać kartę płatniczą bo nie bardzo wiem w jaki sposób będzie ściągnięta opłata. Chyba, że chcą tylko wiedzieć jakie auta parkują, a parking jest bezpłatny.


Tak mam zdjęcie tej tablicy. Oto ona:
Obrazek

_________________
Jeśli zdajesz pytanie dlaczego chodzę po górach to znaczy że nie zrozumiesz odpowiedzi


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N sie 09, 2020 9:20 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Cz paź 22, 2015 5:17 pm
Posty: 2316
Lokalizacja: Poznań
tatromaniak24 napisał(a):
Tak mam zdjęcie tej tablicy.
Dzięki, próbowałam wejść na tę stronę internetową widoczną na tablicy, ale Kaspersky mnie powstrzymał. Znalazłam też coś takiego
https://reginastred.rtvs.sk/clanky/samo ... vej-doline
i wysłuchałam nawet dwa razy tego nagrania po słowacku. Jedyne co zrozumiałam to to, że tego sms-a należy wysłać ale tylko z sieci operatorów słowackich (to dość oczywiste, zresztą drobnym drukiem jest to napisane na tej tablicy). Natomiast cudzoziemcy maja kłopoty, ale niestety nie zrozumiałam co mają zrobić, aby ich auta z nieopłaconym parkingiem nie były odholowane.
tatromaniak24 napisał(a):
Z resztą po pięciu dniach łażenia
Nadszedł czas na odpoczynek :) .


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N sie 09, 2020 11:40 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): N wrz 11, 2005 1:39 am
Posty: 1562
Lokalizacja: Zamość
tatromaniak24 napisał(a):
na grani Otargańców w słowackich Tatrach Zachodnich


Jeden z piękniejszych szlaków, muszę go kiedyś powtórzyć.

Super te Wasze wycieczki :)

_________________
A my zmieniliśmy jawę w sny
Jesteśmy jak rosa, jak pył!
Ukradliśmy siłę gwiazd
I dla nas zatrzymał się czas


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn sie 10, 2020 11:38 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn paź 29, 2007 8:31 pm
Posty: 3087
Lokalizacja: Nowy Sącz
e_l napisał(a):
tatromaniak24 napisał(a):
gouter napisał(a):
płaci się za parking SMS-sem czy jak?


Tak właśnie. Jest tam tablica informacyjna z nr tel i wysyła się sms z kodem i nr rejestracyjnym. Ale trzeba czekać na sms zwrotny - nam nie przyszedł :(
Masz może fotkę tej tablicy? Nie jestem pewna czy nie trzeba najpierw ściągnąć jakiej aplikacji i dodać kartę płatniczą bo nie bardzo wiem w jaki sposób będzie ściągnięta opłata. Chyba, że chcą tylko wiedzieć jakie auta parkują, a parking jest bezpłatny.
Parę lat temu zostawiłam auto zaraz za wejściem do Wąskiej Doliny przy jakimś hotelu, był taki mały placyk bezpłatny bez żadnych oznaczeń.

A Otargańce bardzo bym chciała zobaczyć. Kiedyś patrzyłam na nie z Jakubiny.
Wycieczka długa i dlatego zostanie na długo zapamiętana.

Próbuję ogarnąć temat płacenia. Można zapłacić kartą z aplikacji parkdots, trzeba wcześniej zarejestrować się, wprowadzić dane swojego auta, wybrać z mapy parking i zapłacić z karty.

_________________
http://naszczytach.cba.pl/ Aktualizacja 2020 - nowe: Synaj, Niżne Tatry - Dżumbier, Mała Fatra - Wielki Rozsudziec i Wielki Krywań, Tatry - Gładki Wierch, Dolina Koprowa, Wielka Łomnicka Baszta i wiele innych. Zapraszam


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn sie 10, 2020 1:19 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): N wrz 11, 2005 1:39 am
Posty: 1562
Lokalizacja: Zamość
gouter napisał(a):
Można zapłacić kartą z aplikacji parkdots, trzeba wcześniej zarejestrować się, wprowadzić dane swojego auta, wybrać z mapy parking i zapłacić z karty.


Widzę, że nawet jakbym miała prawko i auto i tak bym nie mogła nigdzie pojechać :D Wszędzie te przeklęte aplikacje. Tak na przyszłość, są tam jeszcze normalne parkingi gdzie można płacić albo u parkingowego albo klepakami w automacie? Może przydać się znajomym ta informacja.

_________________
A my zmieniliśmy jawę w sny
Jesteśmy jak rosa, jak pył!
Ukradliśmy siłę gwiazd
I dla nas zatrzymał się czas


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn sie 10, 2020 1:37 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Cz paź 22, 2015 5:17 pm
Posty: 2316
Lokalizacja: Poznań
Elfka napisał(a):
Widzę, że nawet jakbym miała prawko i auto i tak bym nie mogła nigdzie pojechać Wszędzie te przeklęte aplikacje. Tak na przyszłość, są tam jeszcze normalne parkingi gdzie można płacić albo u parkingowego albo klepakami w automacie? Może przydać się znajomym ta informacja.
No nie, tak źle to nie jest :D .
Wiele miejsc parkingowych jest bezpłatnych. W ub. roku można było zostawić auto bezpłatnie w Bobrowieckiej Wapienicy (szłam przez Babki na Siwy Wierch), dwa lata temu zostawiłam też na bezpłatnym miejscu ok. 100m od Trzech Studniczek. A bez auta to nie sposób tam dotrzeć, jeżdżą jakieś autobusy ale godziny nie te. Nie wiem jak wygląda w Żarskiej Dolinie bo tam jeszcze nie byłam.
gouter napisał(a):
Próbuję ogarnąć temat płacenia. Można zapłacić kartą z aplikacji parkdots, trzeba wcześniej zarejestrować się, wprowadzić dane swojego auta, wybrać z mapy parking i zapłacić z karty.
Jak Ci się uda to podziel się tą informacją.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn sie 10, 2020 2:10 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1159
Lokalizacja: Warszwa
Elfka napisał(a):
są tam jeszcze normalne parkingi gdzie można płacić albo u parkingowego albo klepakami w automacie?


Nie wiem jak teraz ale kiedyś w tej dolinie a raczej wylot doliny był Hotel Oreśnica i tam jakies 9 lat temu płaciliśmy 3 eu

_________________
Jeśli zdajesz pytanie dlaczego chodzę po górach to znaczy że nie zrozumiesz odpowiedzi


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt sie 11, 2020 3:47 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1159
Lokalizacja: Warszwa
Dzień 6 "Dom u stóp króla"

Na nasze „nieszczęście” prognozy się nieco poprawiły, więc wypadałoby wykorzystać ten fakt i pogłębić zakwasy. Marek jest jednak innego zdania i będzie nam kibicował z dołu. Pierwotny plan zakładał, wejście na Małą Wysoką. Czeka nas dwugodzinne podejście asfaltem do Śląskiego Domu, uzbrojeni z Barbórką w sandały ruszamy ku podnóżom „króla Tatr”. Turystów pieszych na tym asfalcie jest niewielu, za to więcej jest rowerzystów. Jesteśmy pod ich wrażeniem, widząc z jaką pasją pokonują 600 metrów wysokości. Zdarzają się też nieco słabsze jednostki, które są wspomagane napędem elektrycznym. Rozbawia nas szczególnie jedna sytuacja, gdy widzimy parę, w przypadku której to kobieta holuje na elektryku swojego męża.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trudy sześciodniowego maszerowania dają się we znaki i postanawiamy dłużej niż zwykle odpocząć w schronisku przy „horskim ćaju”, którego największą fanką jest Barbórka, a następnie wybieramy się do Wielickich Ogrodów. Jak się później okazało, była to dobra decyzja gdyż w końcu prognozy się sprawdziły i zapowiedziana burza rozszalała się nad Śląskim Domem i Gerlachem – nas na szczęście złapała na ostatnich 10 minutach „asfaltingu”.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na koniec dnia przychodzi nam do głów taka analiza porównawcza Dolina Wielicka vs Dolina Rybiego Potoku: w obu przypadkach idzie się asfaltem, dochodzi się do dużego schroniska położonego nad pięknym stawem. Ze schroniska można startować na najwyższy narodowy szczyt oraz inne łatwe szlaki w rejonie. Jest tylko jedna zasadnicza różnica – gdzie na Słowacji są te tłumy, które mamy u siebie nad Morskim Okiem? W naszej ocenie warto wybierać Słowację latem, ale przekonamy się niedługo, że jest takie miejsce, gdzie niesposób ominąć tłumów. Koniec końców, Barbórka zadowolona, że pokonało swoje słabości – oczarowana ogrodami na 2 tysiącach rzuca: „ Ja tu jeszcze wrócę – na Polski Grzebień i na Małą Wysoką”.

C.D.N...

_________________
Jeśli zdajesz pytanie dlaczego chodzę po górach to znaczy że nie zrozumiesz odpowiedzi


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr sie 12, 2020 6:54 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Cz paź 22, 2015 5:17 pm
Posty: 2316
Lokalizacja: Poznań
tatromaniak24 napisał(a):
Czeka nas dwugodzinne podejście asfaltem do Śląskiego Domu, uzbrojeni z Barbórką w sandały ruszamy ku podnóżom „króla Tatr”. Turystów pieszych na tym asfalcie jest niewielu,
A nie lepiej było wejść na szlak z tego asfaltu? Bo rozumiem że ruszyliście z Tatrzańskiej Polianki. Nadrobiliście sporo tym asfaltem. Osobiscie asfaltów nie lubię, chyba że nie ma innej opcji.
tatromaniak24 napisał(a):
„ Ja tu jeszcze wrócę – na Polski Grzebień i na Małą Wysoką”.
Zdecydowanie warto, ale przy lepszej pogodzie.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr sie 12, 2020 10:28 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 18, 2009 11:04 am
Posty: 9812
Lokalizacja: miasto100mostów
Fajna relacja, wróciłeś widzę na jasną stronę księżyca i jest porządna relacja a nie link do bloga.
Super wycieczki, Otargańce to smakołyk, pomyśleć że kilka lat temu tam podchodziłem w gęstym lesie.
Mały Lodowy to też widokowa ekstraklasa, szkoda że trochę przychmurzyło.

_________________
'Tatusiu, zostań w samochodzie, a my zobaczymy gdzie zaczyna się nasz szlak.'


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz sie 13, 2020 2:49 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1159
Lokalizacja: Warszwa
e_l napisał(a):
A nie lepiej było wejść na szlak z tego asfaltu? Bo rozumiem że ruszyliście z Tatrzańskiej Polianki. Nadrobiliście sporo tym asfaltem.

Założenie było takie, że idziemy na luzaka ułatwiając jak się da.

_________________
Jeśli zdajesz pytanie dlaczego chodzę po górach to znaczy że nie zrozumiesz odpowiedzi


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr sie 19, 2020 4:35 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1159
Lokalizacja: Warszwa
Dzień 7 "Zejście do podziemi"

Teraz już zgodnie wszyscy razem decydujemy, że robimy sobie dzień odpoczynku. Nie patrząc na prognozy wymyślamy, że jedziemy do Dopszyńskiej Lodowej Jaskini, wpisanej na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Na miejscu okazuje się, że dojście do jaskini wymaga pokonania paru metrów i spaceru, ale co zrobić – marzenie Barbórki będzie spełnione. Jaskinia leży w Narodowym Rezerwacie Przyrody Stratena, na terenie Parku Narodowego Słowacki Raj. Z powodu swojej wyjątkowej wartości w 2000 roku została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Wejście do jaskini było znane od niepamiętnych czasów przez miejscowych pasterzy i myśliwych jako Lodowa Dziura, gdzie chodzili się ochłodzić latem. Jednak nikt nie odważył się wejść do środka. Dopiero w 1870 roku młody inżynier Eugen Ruffiny jako pierwszy odważył się spuścić na dno i w ten sposób odkrył Dobszyńską Jaskinię Lodową. Potężne zawalenie się jaskiniowych korytarzy pomiędzy Lodową a Strateńską odizolowało Jaskinie Lodową, tworząc warunki do jej zalodzenia. Lód powstał w niej i się utrzymuje dzięki naturalnemu ochłodzeniu wnętrza w okresie zimowym, kiedy to przez wyżej położone wejście wnika do jaskini zimne, ciężkie powietrze, wychładzając potężne wapienne ściany. Obiekt ten wyróżnia spośród innych fakt, iż zlodowacenie od tysięcy lat utrzymuje się na wysokości 920 – 950 m. n.p.m., dla porównania, zlodowacenia w słynnych lodowych jaskiniach w Alpach Austriackich znajdują się około 200 metrów wyżej. Udostępniona trasa turystyczna ma ok. 500 metrów i zajmuje z opowieściami przewodników ok. 30 minut. Trzeba pamiętać o ciepłym ubraniu a nawet czapka i rękawiczki to nie będzie przesada. Zdarzały się też jednostki w krótkich spodniach i japonkach, ale kto co lubi. Z ciekawostek dodam takie, że jeszcze do lat pięćdziesiątych XX wieku w jaskini regularnie jeżdżono na łyżwach. Jako jedna z pierwszych jaskiń w Europie została wyposażona w elektryczność.

Obrazek
źródło: http://www.wiecznatulaczka.pl/

Obrazek
źródło: http://www.wiecznatulaczka.pl/

Obrazek
źródło: http://www.wiecznatulaczka.pl/

Obrazek
źródło: http://www.wiecznatulaczka.pl/

Obrazek
źródło: http://www.wiecznatulaczka.pl/

Obrazek
źródło: http://www.wiecznatulaczka.pl/

Obrazek
źródło: http://www.wiecznatulaczka.pl/

Zdjęcia zaczerpnięte są z Internetu, ponieważ w przypadku robienia swoich fotek lub filmowania, cena biletu podnosi się do 18 euro (8euro bilet i 10 euro pozwolenie na robienie fotek bez możliwości wykorzystania flesza).

C.D.N.

_________________
Jeśli zdajesz pytanie dlaczego chodzę po górach to znaczy że nie zrozumiesz odpowiedzi


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz sie 20, 2020 3:51 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1159
Lokalizacja: Warszwa
Dzień 8 "Ucieczka przed deszczem"

Po sobotnim zachmurzonym dniu niedziela miała być ładniejsza, ale tylko w rejonie Małej Fatry. Wysokie góry od rana są w chmurach. Wobec tego wybieramy się na dziewiczy dla nas Wielki Chocz uznawany za najpiękniejszy punkt widokowy na Słowacji. Szczyt nie ma imponującej wysokości, bo tylko 1608 m.n.p.m., ale za to dość strome podejście i niemalże tatrzańskie przewyższenie, bo prawie 1000 metrów różnicy wzniesień. Ze względu na odległość 100 km do przejechania pod szlak, wybieramy najkrótszy wariant z miejscowości Valaska Dubova . Parkujemy w okolicach początku szlaku, gdzie nie ma ewidentnych zakazów parkowania. Opłacamy postój znanym nam sposobem przez sms i po szybkim śniadaniu ruszamy w nieznane. Czuć, że wisi coś w powietrzu. Dosłownie zalewamy się potem – chyba coś lunie z nieba. Mozolnie zdobywamy wertykalne metry. Basia walczy ze swoim wewnętrznym demonem, który próbuje ją przekonać do odwrotu. Póki co nie daje za wygraną i w mapowym czasie dochodzimy do Prednej Polany. Stamtąd już tylko 350 metrów do wierzchołka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Łapiemy oddech i rozpoczynamy podchodzenie wariantem letnim. Niebo szybko otaczają chmury i tracimy nadzieję na dalekie obserwacje. Po godzinie osiągamy wierzchołek, a demon Barbórki zostaje ostatecznie ujarzmiony. Na szczycie siedzimy dosyć długo i focimy. Tak jak przypuszczaliśmy, ze szczytu zbyt wiele nie widać. Na pewno wokoło majaczy bliska Mała Fatra, Niżne Tatry, Pilsko i Babia Góra, widać też, że nad Tatrami przewalają się burzowe chmury, co utwierdza nas w przekonaniu, że to był dobry kierunek wędrówki.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Schodzimy wariantem zimowym, który okazuje się przyjemniejszy dla naszych kolan. Marzymy o szybkim zejściu i zimnym piwie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na dole czeka nas kolejna niemiła niespodzianka. Za szybą znajdujemy wezwanie do zapłaty za zaparkowanie w niby niedozwolonym miejscu. Nie byliśmy w tym osamotnieni. Jak już wyżej wspomniałem nie było tam żadnych zakazów, więc gminne polowanie na euraski trwa w najlepsze. Poniedziałek niebo ześle nam dużo litrów – ale nie tych płynów, które lubi każdy tatromaniak, nabieramy więc sił na wtorkową „truskawkę na torcie”, która zakończy nasz dziesięciodniowy górski serial. A truskawka będzie nieźle zatłoczona, ale warta zachodu.

C.D.N...

_________________
Jeśli zdajesz pytanie dlaczego chodzę po górach to znaczy że nie zrozumiesz odpowiedzi


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn sie 24, 2020 11:25 am 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1159
Lokalizacja: Warszwa
Dzień 9 "PoRysowana truskawka na Wysokim torcie"

Nasz urlop dobiega końca, przed nami ostatni dzień górskiej przygody - co począć, jak pogoda nie chce się zmienić. Pogodynka mówi, że cały dzień będzie słoneczny, bez kropli deszczu i ze znikomymi podmuchami wiatru. Poprzedni dzień nie ruszaliśmy się z miejsca i odpoczywaliśmy. Wypadałoby wyjazd zakończyć z przytupem. Czemu więc nie spróbować Rysów i Wysokiej. Startując z parkingu pod Popradzkim Stawem, widzimy że będzie tłoczno. Nasz samochód już o 7 rano stoi dobry kilometr od wejścia na szlak.
Obrazek

Sprawnym tempem pokonujemy pierwsze kilometry asfaltu, a będąc na ostatniej prostej obserwuję, że w żlebie opadającym z Przełączki w Wysokiej pozostał tylko jeden mały płat śniegu, więc zapala się światełko w tunelu. Co prawda raki w plecaku ciążą, ale miały być na taką ostateczność.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przy mostku nad Żabim Potokiem zgodnie z umową rozdzielamy się. Ja z Markiem idziemy przodem, a Basia swoim tempem będzie zdobywać Rysy. Na pewno nie będzie w tym sama. Tysiące ludzi idzie w tym samym kierunku. Umawiamy się, że co pół godziny odpalamy swoje walkie – talkie i dajemy znać, a na powrocie czekamy na siebie w Chacie pod Rysami.
Obrazek


Niestety, jak każdy, musimy odstać w kolejce w miejscu, gdzie zaczynają się łańcuchy. W naszym przypadku było to tylko 5 minut, Basia czekała ok. 20 (nie wiem, czy nie ściemniała, bo oczywiście umilała sobie czas na rozmowie z poznanymi Ślązakami – jak relacjonował mi potem Marek, przed szczytem Rysów słyszał od mijających gości: „Cześć Basia” – czyli standard). Po wejściu w rejon schroniska pod Rysami mówię do Marka:
- to jest Ciężki Szczyt – wskazując na ową górę.
- możesz mi wytłumaczyć co to znaczy że ciężki szczyt? – pyta jeden z turystów, stojących obok
- noo…. taka nazwa po prostu - odpowiadam
- ok a powiesz mi nazwy tych wszystkich szczytów naokoło bo ja tu pierwszy raz?
No i w tym momencie urosłem jakby z pół metra i zacząłem recytować ich nazwy i wskazując który to który.
Obrazek

Obrazek

Przy chacie chwilę odpoczywamy i się posilamy. Startujemy na Wagę, odsłaniają się kolejne piękne już nam znane widoki, z czego największe wrażenie na mnie robi imponująca Galeria Gankowa.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widzę, że Marek walczy z myślami co robić dalej. Po krótkim fragmencie marszu granią Ciężkiego Szczytu pyta się mnie czy dam radę sam, bo on odpuszcza. Boi się trochę tego żlebu pod Wysoką. Próbuję go jeszcze uspokoić, że to nic strasznego, ale bezskutecznie. Ok. dalej idę sam, Marek na przełęczy poczeka na Basię i razem zdobędą Rysy. Jaka tu cisza, jaki tu spokój („na na na na”), wystarczyło tylko zboczyć kawałek z wyznaczonego szlaku. Ileż to radości dało mi wyznaczanie sobie własnej wygodnej ścieżki. Już po 25 minutach za pomocą ciągu łańcuchów staję na Przełączce pod Kogutkiem z której wyraźnie widać szlak i tłumy na Rysy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Następnie kilka metrach w dół i potem skośnie po skalno - piarżystych południowych zboczach Ciężkiego Szczytu i następnie przekroczywszy żleb opadający z Przełęczy Pod Wysoką dochodzę do Ławicy, czyli kamienistego tarasu obok wybitnego żlebu, w którym obserwuję grupę schodzącą ze szczytu.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolej na mnie, aby tam stanąć. Stopnie i chwyty są idealne – scrambling pełną parą. Płat śniegu omijam po prawej stronie - w szczelinie między skałami a nim. Chociaż u samej góry był czujny moment, w którym trzeba było przetrawersować płat na drugą stronę. Dla ułatwienia na jego środku był już wytopiony fragment z kamieniami. Kolejny fragment to trawers w lewo po stromej płycie z klamrami na skalne żebro wyprowadzające na płn-zach wierzchołek Wysokiej.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Moja radość nie ma końca, robię zdjęcia na każdą stronę. Widoki są przepiękne, prezentujące panoramę na 360 stopni. Nie widać tylko Kończystej, gdyż zasłania ją drugi wierzchołek.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak to pisał Tytus Chałubiński: „Stąd jednocześnie grupę Gierlachu i szczególniej Krywania doskonale opatrzysz, nie mówiąc już o zachodnich szczytach. Jeden tylko zarzut można zrobić temu punktowi, to jest, że z niego nie widzisz Wysokiej, bo ona istotnie każdej panorami tatrzańskiej nadaje szczególny wdzięk wykwintnymi swoimi kształty”. Pora schodzić. Dochodzę do żlebu i … o kurcze rzeczywiście stromy. Jeszcze bardziej czujnie niż do góry schodzę do Ławicy.
Obrazek

Obrazek

Tam zaczepia mnie jeden turysta i pyta, czy idę w stronę Wagi i czy może się ze mną zabrać, bo nie zna drogi. Po drodze wchodzę jeszcze na Kogutka i chłonę widoki, przedłużając moment zejścia do cywilizacji.
Obrazek

Na Wadze jestem świadkiem śmiesznej sytuacji: głowa rodziny opisuje panoramę szczytów swoim dzieciakom i żonie: „tam jest Wysoka (Ganek), tam najwyższy to Gerlach – byłem tam mówi dumnie (Lodowy), tamten z domkiem to Łomnica. Miałem podejść i wyprostować, ale stwierdziłem, że nie będę mu psuł opinii w oczach rodziny. Przed zejściem z przełęczy robię zdjęcie, jak sznurek osób gramoli się po płacie śniegu. Wygląda to jak kolejka na Evereście.
Obrazek

Przed Chatą rozpłaszczam się na kamieniach i usypiam na jakieś 20 min. Po chwili słyszę Basię i Marka. Wstępujemy na zasłużony browar i wznosimy toast za kończący się udany urlop.

Obrazek

Teraz pozostało nam zejście na parking. Osób jakby już mniej, choć zdarzają się jednostki wędrujące w odwrotnym kierunku. Powoli krok za krokiem tracimy wysokość i wyczekujemy upragnionego sandałowego asfaltu.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na ostatnim kilometrze szlaku odpalam 6 bieg i lecę po samochód, co by reszta nie musiała iść wzdłuż prawie pustego już parkingu.

A teraz wersja Marka z wejścia na Rysy z Barbórką:
Po dotarciu do Wagi czas na krótką przerwę. Szukamy ustronnego miejsca, by w spokoju przygotować się do dalszej trasy. W tym celu zakładamy kaski, raki też się mogą przydać, więc odkładamy je na wierzch plecaka. Czas ruszać, jednak już po kilkunastu metrach trawersu Ciężkiego Szczytu widzę, że to chyba nie dla mnie, przynajmniej dzisiaj. Mówię o tym Kovikowi, czując się trochę kijowo, że zostawiam go samego. On rozumie decyzję, mówi, że nie będzie świrował, robił nic na siłę, ostrożność przede wszystkim. Decyduję, że zaczekam na Basię i tak, jak TANAP przykazał ruszymy za tłumem w kierunku Rysów. Czas oczekiwania spędzam za skałą, dającą choć skrawek cienia, co i tak przynosi ulgę spalonym do granic możliwości łydkom. W międzyczasie uzupełniam płyny i podziewam piękne widoki rozpościerające się w kierunku Ganku i jego charakterystycznej ściany. Gdy Basia do mnie dociera, Kovik melduje się ze szczytu – szybki jest! O dziwo, z perspektywy przełęczy bardzo dobrze go widać. Po krótkiej przerwie ruszamy z Basią na szczyt. Początkowo szlak wiedzie przyjemnymi zakosami. Do momentu.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Docieramy do małego kominka, może z 3 metry wysokości, który tworzy wąskie gardło na tym odcinku szlaku. Chwilę czekamy na swoją kolej. Gdy w końcu pokonujemy przeszkodę czeka nas najmniej przyjemny odcinek w drodze na szczyt. Szlak, jak to na Słowacji, jest w kiepskim stanie i wszystko sypie się spod nóg, a każdy idzie „jak puszcza”. W końcu i my docieramy do celu. Oba wierzchołki są oblegane, więc odpoczywamy na przełączce między wierzchołkami. Ja się jednak skuszę, na minutkę lub dwie wdrapuję się na słowacki szpic. Przychodzi czas na sesję foto i uzupełnienie płynów i poziomu cukru.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przychodzi też czas na zejście. Ostrożnie stawiając kroki docieramy do wspomnianego kominka. Stamtąd trasa jest już przyjemnością. Docierając do Wagi słyszymy lądujące śmigło – wygląda na to, że coś się stało. Szybko docieramy do wygrzewającego się na skałach Kovika i wchodzimy do chaty na zasłużony napój z pianką.

_________________
Jeśli zdajesz pytanie dlaczego chodzę po górach to znaczy że nie zrozumiesz odpowiedzi


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz sie 27, 2020 12:00 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 18, 2009 11:04 am
Posty: 9812
Lokalizacja: miasto100mostów
Fajna relacja, na Wielkim Choczu nie byłem, na razie włażę na wszystko co z niego widać.
To mówisz, że na Wysokiej nie byłeś? :mrgreen:

_________________
'Tatusiu, zostań w samochodzie, a my zobaczymy gdzie zaczyna się nasz szlak.'


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz sie 27, 2020 5:44 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1159
Lokalizacja: Warszwa
Oj tam oj tam podskoczylem pol metra do gory. Liczy się?

_________________
Jeśli zdajesz pytanie dlaczego chodzę po górach to znaczy że nie zrozumiesz odpowiedzi


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz sie 27, 2020 11:23 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pn paź 05, 2015 7:18 pm
Posty: 1371
Nie mogłeś schodzić do Złomisk? Albo odwrotnie?
Zachęcam do praktykowania logicznych ciągów...
Czas zwykle podobny, a doświadczenie i doznania w dwójnasób.
A w wolności od samochodu to możliwe, że i w trójnasób :D


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn wrz 07, 2020 7:17 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1159
Lokalizacja: Warszwa
to jeszcze na koniec film


_________________
Jeśli zdajesz pytanie dlaczego chodzę po górach to znaczy że nie zrozumiesz odpowiedzi


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 27 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Polityka prywatności i ciasteczka
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL