Forum portalu turystyka-gorska.pl

Wszystko o górach
portal górski
Regulamin forum


Teraz jest Pn paź 26, 2020 7:36 am

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 4 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: N sie 09, 2020 8:58 pm 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 1678
Po porządnym łażeniu w Tatrach zapragnęliśmy się nieco wyciszyć w mniejszych górach. Wybór padł na Sulowskie Wierchy, które widzieliśmy już wiosną i jesienią, ale latem jeszcze nie.
Podjechaliśmy tuż za Żylinę do Hričovské Podhradie i zaczęliśmy nasze kółko od bezszlakowego przejścia łąkami do sąsiedniej miejscowości Hlboké nad Váhom.
To był bardzo dobry pomysł. Wielkie piękne łąki, z dalekimi widokami i przyjemnm chodzeniem po trawie. Jedyny minus - obfita rosa, która całkowicie przemoczyła nam buty, ale kto by się tym przejmował w upalny dzień.

Obrazek

Wyłoniły się pierwsze Sulowskie Skały. Ta mnie urzekła i poczułem zew. Przyjemnie byłoby ją zdobyć. W pierwszej chwili myślałem, że to Holý vrch (658). Kilka godzin później bardziej skłaniałem się, że to była jednak Brada (816) najwyższy szczyt Sulowskich Skał. Teraz pisząc relację, nie mogę się zdecydować.

Obrazek

Idziemy szlakiem. Najpierw czeka nad atrakcja w postaci wodospadu - Hlbocký vodopád.

Obrazek

Wody bardzo mało. Jednak miejsce jest niesamowite. Szlak omija cały wodospad bokiem, ale wzdłuż głównej ściany jest drabinka i łańcuchy. Idziemy oczywiście tamtędy. Tobi radzi sobie bardzo dobrze.

Obrazek

Potem idzie się strumykiem, przez progi skalne. Przy małym stanie wody to łatwe i fajne, w końcu z boku dołącza szlak i mamy niesamowity, głęboki wąwóz.

Obrazek

Potem idziemy jeszcze kawałek szlakiem i odbijamy w prawo, czymś co na mapie jest drogą, a w rzeczywistości błotnistym ujściem źródliska. Nie przejmujemy się, bo buty i tak były całkiem mokre. Do tej pory wszystko idzie zgodnie z planem. A plan był taki, żeby ten spokojny dzień uatrakcyjnić wyjściem na jakiś szczyt pozaszlakowy. Po prawej mamy niższy Holý vrch, a po lewej Bradę. Nie jestem pazerny, zadowolę się niższym.

Obrazek

W teorii miało być prosto. W praktyce rozpoczęło się błądzenie i szukanie ścieżek, żeby wyjść gdziekolwiek. Skałki w Sulowskich Skałach niby trochę przypominają te na Jurze, ale jednak to nie to samo. W końcu atakujemy coś takim stromym kominkiem. Wszystko się sypie, podnosząc tumany czarnego pyłu. Tobi idzie przodem, a jak przyjdzie mu do głowy zawrócić, to zjeżdża na nas z całą lawiną ziemi, kamieni, gałęzi. Wydaje się, że stromiej już być nie może. Łapiemy się korzeni, roślin, czasem skały.

Obrazek

Wyszliśmy gdzieś. Coś widać, ale zdecydowanie nie jest to żaden szczyt, tylko jego zbocze. Wygląda, że trzeba odpuścić i zawrócić.

Obrazek

Ale zaraz, tu by się chyba dało. To coś to kolejny kominek, jeszcze bardziej stromy. Wygląda jednak, że ktoś tedy szedł, bo są takie jakby stopnie. Prawdę mówiąc zdjęcie nie oddaje w żaden sposób tego jak to wyglądało. Schowałem aparat do plecaka i postanowiłem spróbować sam. Tzn. sam z Tobim, który oczywiście poszedł przodem. To nie było mądre. Jakoś zakładałem, że będzie tak jak zawsze, czyli "Bóg czuwa nad idiotami" i tam się gdzieś wyjdzie i z drugiej strony będzie fajne zejście. Parłem więc do góry. Do góry zawsze jest łatwiej. Uwolniłem chyba całą możliwą adrenalinę do organizmu, pomagałem sobie zębami i systematycznie zdobywałem kolejne metry.

Obrazek

Wyszedłem gdzieś. Nie był to szczyt, choć szczyt wydawał się już na wyciągniecie ręki. Stanąłem na jakiejś skalnej iglicy. Rozejrzałem się. Prawie dostałem zawrotów głowy. Uznałem, że nie wiem gdzie jestem. Zrobiłem jedno zdjęcie. Cały posrany zrozumiałem, że muszę teraz zejść tym samym kominkiem, którym wszedłem. Najlepsze jest to, że patrząc w dół, nie rozpoznałem prawidłowo, którędy schodzić. Pokazał mi Tobi, który stał nad właściwym kominkiem i skuczał, że trzeba tędy, ale to dla niego niemożliwe. Kazałem mu zejść w kominek - poszedł w dół jak pendolino, z hukiem i lawiną ziemno-kamienistą. A ja schodziłem długo i ostrożnie. Powtarzając, że jak dało radę wyjść to i da radę zejść. Upał był już duży, wszystko miałem mokre od potu i czarne od pyłu. Dosłownie czarne. Dotarłem do Ukochanej. Wycofaliśmy się tą samą drogą, a potem obeszliśmy skały bokiem.

Obrazek

Doszliśmy do szlaku. Pokazały się znajome widoki.

Obrazek

Odpoczynek z widokiem na skały. Jednak wersja letnia jest gorsza od wiosennej i zdecydowanie gorsza od jesiennej.

Obrazek

Ruszyliśmy w stronę znanych atrakcji, Súľovský hrad, Gotycka Brama. Jednak upał i zmęczenie nas pokonały.

Obrazek

Spontaniczna zmiana planów, najpierw piwo. Schodzimy do knajpy.

Obrazek

Zdałem sobie sprawę, że nigdy nie byłem na tych łąkach, zawsze patrzyłem na nie z góry. Jak tu pięknie!

Obrazek

Knajpa nowa, zrobiona na bogato, zastanawiam się, czy kupując po piwie i jedne bryndzowe haluszki (zwyczajowo najtańsze danie) pozytywnie się zaskoczę i zmieszczę się w 5 euro. Okazało się, że nie zmieściłem się w 10. Ale piwo jest bajecznie dobre.

Obrazek

Kolejna spontaniczna zmiana planów. Zamek i Bramę widziałem już kilka razy. Chcę zobaczyć te łąki. Przejść je całe. Nie ma tam szlaku, idziemy na czuja.

Obrazek

Bez pośpiechu. Leżymy długo w trawie, wpatrując się w skały.

Obrazek

Obrazek

Zrobiło się późno, trzeba wracać. W planach było dojść jak najprościej do szlaku niebieskiego.

Obrazek

A potem już powoli szlakiem, z podziwianiem widoków.

Obrazek

Obrazek

W zasadzie zbliża się pora zachodu.

Obrazek

Jednak latem też jest tu pięknie.

Obrazek

Obrazek

Ruszamy żwawo w drogę powrotną.

Obrazek

Hričovský hrad.

Obrazek

Tutaj romantyczna kanapka o zachodzie słońca i powrót do auta.

Obrazek

Droga powrotna to koszmar. Zasypiałem ze zmęczenia. Drugiego dnia okazało się, że kontuzja kolana (wciąż boli), kontuzja barku (chyba coś z mięśniem, naciągnięty, albo zbyt dużo mikrourazów), nawet palec u nogi boli. Taka to była spokojna wycieczka na wyciszenie po tatrzańskich emocjach ;)

_________________
SPROCKET
viewtopic.php?f=11&t=17068


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N sie 09, 2020 9:35 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Cz paź 22, 2015 5:17 pm
Posty: 2296
Lokalizacja: Poznań
Super relacja :D Wyprawa prawie taternicko-wspinaczkowa z wytyczeniem nowych dróg.
sprocket73 napisał(a):
zrozumiałem, że muszę teraz zejść tym samym kominkiem, którym wszedłem. Najlepsze jest to, że patrząc w dół, nie rozpoznałem prawidłowo, którędy schodzić. Pokazał mi Tobi,

Co Ty byś bez niego zrobił? :wink: Pewnie zostałbyś na tych skałkach :mrgreen:


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn sie 10, 2020 12:17 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr paź 31, 2007 9:46 pm
Posty: 4245
Lokalizacja: GEKONY
Czytałem, że Sulov potrafi dostarczyć większe dawki adrenaliny i chyba sporo w tym prawdy. Dobrze, że penetracja kominów bezpiecznie się skończyła :)
Przy ostatnim urlopie w Małej Fatrze też chciałem 1 dzień na Sulov poświęcić, ale tam jest tyle ciekawych miejsc, że zwyczajnie czasu brakło.
Widoki obłędne.
Zdrowia i powodzenia w kolejnych wypadach.

_________________
Dlaczego Polacy wymyślili himalaizm zimowy? Bo poza sezonem jest taniej.

http://summitate.wordpress.com/


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn sie 10, 2020 2:24 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 18, 2009 11:04 am
Posty: 9775
Lokalizacja: miasto100mostów
Czad.

_________________
'Tatusiu, zostań w samochodzie, a my zobaczymy gdzie zaczyna się nasz szlak.'


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 4 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Polityka prywatności i ciasteczka
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL