Forum portalu turystyka-gorska.pl http://turystyka-gorska.pl/ |
|
"wyrypy" -małe i duże http://turystyka-gorska.pl/viewtopic.php?f=11&t=21260 |
Strona 1 z 1 |
Autor: | krzysztof_KrK [ So sie 21, 2021 10:09 am ] |
Tytuł: | "wyrypy" -małe i duże |
Przed tygodniem, gdy jechałem na rowerze z Żywca przez Głuchaczki, by zdążyć na wschód Słońca na Babiej Górze, z początku przeforsowałem tempo i zaczęły mnie trapić skurcze mięśni uda. Tym razem rower podwiozłem autem pod razczestie Szyndlovec na Zwierówce, więc jazda była główne z górki (8km) i dopiero od wsi Zuberec trochę pod górę, w stronę zaparkowanego auta. Ale to było pod koniec tej długiej wycieczki. Więc od początku: o 6. rano po nocy przespanej w aucie- ![]() wyruszyłem czerwonym szlakiem w stronę Siwego Wierchu, uważając, by nie forsować tempa i nie przekraczać czasów opisanych przez Słowaków na tabliczkach. Dużo (ok.140) zdjęć ze Skalnego Miasta i z całej wycieczki jest tutaj: https://photos.app.goo.gl/zxm11ZscmE3u4LrB6 Miało nie padać, ale buty i dół spodni szybko przemokły od trawy z rosą. ![]() A mimo porannej rosy i optymistycznych prognoz- zaczął padać drobny deszcz -na szczęście na krótko. Potem jeszcze wyżej przed Salatynem przez chwilę padał śnieg, a właściwie małe lodowe krupki. Im później, tym bardziej się jednak rozpogadzało. Śliskie skały osadowe są tylko przed Siwym Wierchem, choć nie chciałem dotykać żelastwa, tam w jednym miejscu z niego skorzystałem, stając na klamrę, bo tarcie na mokrej skale było za słabe. Za Siwym Wierchem - Palenica Jałowiecka- jest najniżej położoną przełęczą w głównej grani Tatr (niższa od Tomanowej). ![]() Na Brestowej mgła, dopiero po minięciu wierzchołka trochę ustępuje, więc robię zdjęcie wstecz. ![]() Za chwilę na podejściu na Salatyn po raz pierwszy grań przekracza 2000m, spotykam około 11:30 parę Słowaków, pierwsze osoby spotkane na szlaku, robili mi zdjęcie ![]() Znów mgły o podstawie poniżej 2k, ale za wierzchołkiem Salatyna znajduję wygodne i osłonięte od wiatru miejsce na drugie śniadanie. Wszyscy o tej porze myślą o małym co-nieco -obok spokojnie pasie się kozica. ![]() Dalej zaczynają się skały Skrzyniarek, miejsce, gdzie zimą parę lat temu spadł mi aparat (który znalazłem na wiosnę, nadal robi zdjęcia, to, co się uratowało jest tu: https://www.flickr.com/photos/125431512 ... 4354081392 ) ![]() Za skalistymi Skrzyniarkami jest trawiasta Spalena. Dopiero teraz zaczyna się poprawiać pogoda -widać jeden ze Stawów Rohackich, nad nim Wołowiec, tam planuję dziś dojść. ![]() Najpierw trzeba wydrapać się sporo metrów do góry na Pachoła, przez chwilę w chmurze. ![]() Bardzo długie zejście na Banikowske Sedlo, za którym znów sporo pod górę: najwyższy punkt głównej grani Tatr Zachodnich - to Banówka. (Bystra jest w bocznej grani odchodzącej z Błyszcza) ![]() Szlak wymalowany jest ściśle granią i choć poniżej kusi wygodna ścieżka obchodząca trudności - nie warto odpuszczać. Odpuszczam jedynie Igłę w Banówce, parę lat temu nie zdążyłem dalej, niż do Smutnej Przełęczy, choć i wtedy planowałem dojść na Wołowiec - chyba głównie przez zabawy wspinaczkowe na Igle (od wschodniego siodła jest łatwiej, ale i tak -to krucha dwójka. ![]() W końcu następne spore podejście na Hrubą Kopę -z krzyżem utworzonym z nart. ![]() Odcinek na Trzy Kopy jest dość wymagający, schodząc na jedną ze szczerbinek lekko się zapchałem, ale wystarczyło włączyć myślenie- i jakoś bez wycofywania do góry zszedłem. Dalej -patrząc na zegarek- postanowiłem korzystać jednak z łańcucha. ![]() Trochę za długo, ale wreszcie dotarłem na Smutną Przełęcz o 17:45. Można stąd zejść wygodnym szlakiem, tak zrobiłem w 2017 ( https://www.flickr.com/photos/125431512 ... 086444302/ ) ale do Wołowca już tak niedaleko, choć tam już będzie ciemno. ![]() Za Rohaczem Płaczliwym widoki w stronę Stawów Rohackich, doliny z parkingiem, trzeba oprzeć się pokusie, zresztą tu nie ma już bezpiecznych zejść na Pn z grani, jedynie kozice coraz liczniej się pokazują. Zamiast zdjęć robię im parę filmików (są jeszcze nieedytowane na Google Photos -pierwszy link w tej relacji). ![]() Trochę wspinania- o dziwo, tak późno spotykam Słowaczkę schodzącą samotnie z Rohaczy w stronę Smutnej Przełęczy. Wierzchołek Rohacza Ostrego znów w chmurze, dopiero niżej będzie lepsza widoczność. Dobrze, że jeszcze jest jasno. ![]() Ciemnawo robi się już za łańcuchami, te na Koniu wydają się zbyteczne, bo stopnie bardzo porządne (może przy mijaniu lub gdy wystąpią oblodzenia wspomaganie łańcuchem ma tam sens. Poniżej konia łańcuchy są już raczej niezbędne. ![]() Za Przełęczą Jamnicką jeszcze ostatnie konkretne podejście: na Wołowiec. ![]() Już po ciemku dochodzę na jego wierzchołek [21:05] ![]() i o mało nie potykam się o leżącego w śpiworze chłopaka. Sądząc po sporym statywie- czeka na wschód Słońca. Przez chwilę zastanawiam się, czy nie zejść na nocleg na Chochołowską, ale w końcu wybieram trasę zgodną z planem: Rakoń- Przeł. Zabrat-Tatliakova Chata- Szindlovec (gdzie czeka zapięty rower). Najbardziej dłuży się odcinek po asfalcie do Adamculi, ale idę jak automat. Wreszcie mogę wsiąść na rower (siodełko zdjąłem i niosłem w plecaku, bo nie lubię siadać na mokre). ![]() Do Zuberca prawie nie trzeba pedałować, chwilami lekko hamuję, bo w paru miejscach są dziury, gps pokazał, że maksymalnie rozwinąłem 33 km/h. Za Zubercem już po równym i pod górkę. Gdzieś po północy mijam kamieniołom i tam przypinam do ogrodzenia rower, bo już nie chce mi się pedałować pod górkę. Ten odcinek doliczam do pieszej trasy -wg "mapa-turystyczna.pl" , to 27,5 km z sumą podejść 2690m plus 12,6 km na rowerze (w górę 139m, z górki 333m. Gdy przechodzę ostatni kilometr, wsiadam do auta, w którym przesypiam następną noc i rano podjeżdżam na sam dół wioski Huty, by przejść dalszą część czerwonego szlaku przez Wąwóz Kwaczański. Tam to dopiero są tłumy w porównaniu do grani Rohaczy. Dwa punkty widokowe w tym wąwozie też nazywają się "Rohacz" -Wyżni i Niżni. Większość ludzi przechodzi w kierunku od Kwaczan pod górę, ja w przeciwną stronę- przynajmniej nie trzeba płacić za parking. Wąwóz jest - zwłaszcza w dolnej części bardzo malowniczy, taki spacer na pół dnia. Warto po drodze zwiedzić działający wciąż młyn wodny. Zdjęcia (z filmikami) wrzuciłem tu: https://photos.app.goo.gl/1B5sN7mrFAz9HXGu5 Tym razem o przyzwoitej porze wracam do Krakowa- co oznacza, niestety, stanie w korku na Zakopiance. Może dożyję ukończenia tunelu pod Małym Luboniem, kto wie? |
Autor: | zjerzony [ So sie 21, 2021 10:37 am ] |
Tytuł: | Re: "wyrypy" -małe i duże |
krzysztof_KrK napisał(a): Może dożyję ukończenia tunelu pod Małym Luboniem Podobno jest kolejne opóźnienie. Chociaż Strabag mimo wtopy z podwykonawcą na jednym obiekcie inzynierskim, ciśnie drugą nitkę Lubień-Naprawa ale bez tunelu nie ma to praktycznie znaczenia dla przejazdu. PS Tu był problem ![]() |
Autor: | Elfka [ N sie 22, 2021 6:06 pm ] |
Tytuł: | Re: "wyrypy" -małe i duże |
Cudny szlak, jeden z moich ulubionych. |
Autor: | anke [ N sie 22, 2021 10:20 pm ] |
Tytuł: | Re: "wyrypy" -małe i duże |
krzysztof_KrK napisał(a): Szlak wymalowany jest ściśle granią i choć poniżej kusi wygodna ścieżka obchodząca trudności - nie warto odpuszczać. Tak jest. Ja w jednym miejscu wymiękłam i obeszłam krótki odcinek dołem, ale natychmiast zawróciłam i przeszłam ten fragment w drugą stronę - już granią. A potem kolejnego dnia jeszcze raz przeszłam to samo - w odwrotną stronę. Zawzięłam się, krótko mówiąc. Cytuj: Najbardziej dłuży się odcinek po asfalcie do Adamculi, To jedyna wada tego terenu, ja starałam się z kimś rozmawiać pod drodze, wtedy było najszybciej.
|
Autor: | Damian78 [ Wt lis 30, 2021 10:59 am ] |
Tytuł: | Re: "wyrypy" -małe i duże |
Fajne te akcje z Beskidu Małego, muszę się wybrać na ten Gibasów bo fajnie te polany wyglądają. |
Autor: | kilerus [ Wt lis 30, 2021 8:17 pm ] |
Tytuł: | Re: "wyrypy" -małe i duże |
Widziałem Lodową Jaskinie i tam faktycznie wydaje się, ze potrzeba sznurka. Jeśli chcesz zobaczyć porządną beskidzką dziurę to mam kilka do polecenia... |
Autor: | krzysztof_KrK [ Śr gru 01, 2021 9:41 am ] |
Tytuł: | Re: "wyrypy" -małe i duże |
kilerus napisał(a): mam kilka do polecenia Byłbym wdzięczny za jakieś namiary (przeglądałem jakieś internetowe zestawienia, ale tam jest za dużo (wliczają 3-metrowe dziurki, przez co trudno coś konkretnego znaleźć, nie mówiąc o trafieniu. Tej Lodowej długo się szuka, bo w rejonie pełno skalnych zakamarków. Pozdrawiam Krzysztof |
Autor: | krzysztof_KrK [ Pn cze 05, 2023 12:35 am ] |
Tytuł: | majowe "mini-wyrypy" rowerowe |
W długi majowy weekend pogoda była do bani. Za to tydzień później udało się trafić na 3 niezłe dni. Najpierw zawieźliśmy z Anią rowery w bagażniku auta do Nowego Targu, gdzie zaczęliśmy jazdę trasą "Velo Dunajec" dookoła Jeziora Czorsztyńskiego. Tuż za Miastem podziwiamy widoki ośnieżonych Tatr. ![]() Właściwie nie całkiem okrążyliśmy to jezioro, bo w Czorsztynie łodka przewiozłanas do Niedzicy -taki skrót. ![]() Za to dalsza trasa już bez nadmiaru metalowych barierek, które ciągnęły się non stop wzdłuż północnego brzegu jeziora. Nie zamieszczam więcej zdjęć z tego dnia, bo Fotosik mocno mnie wkurza (cały album jest tu: https://photos.app.goo.gl/YKVgzG8DB9Mzfho79 ) Nazajutrz, po noclegu w Javorinie -pojechaliśmy do Podbańskiej. Wzdłuż Drogi Wolności cały czas są prace drogowe, co parę km. ruch wahadłowy, swoje trzeba odstać. Nawet na samym końcu trasy jest most w remoncie. Po wyjęciu rowerów pojechaliśmy przez 8 -kilometrową Dolinę Koprową. Do połowy czerwca można tylko do wodospadów, ale nie bardzo się tym przejęliśmy, Jenak kilkaset metów dalej zaczęły się długie fragmenty mokrego śniegu, -więc rowery zostawiliśmy w lesie- tuż przed wielkim lawiniskiem. Lawina z którejś Kopy Liptowskiej przeszła aż na drugi stok Doliny Koprowej wyłamując i tnąc na małe kawałki sporo drzew. Na lawinisku leżało też sporo kamieni- to wszystko jakiś czas temu zleciało z góry, aż strach patrzeć na skutki ![]() Za to niewiele dalej zaczęły się krokusy- nawet na ścieżce. ![]() W planie mieliśmy przejście jeszcze Doliną Hlińską -już całą w śniegu. Niestety, od mniej więcej 1750 m.npm zaczęły się mgły, żadnych śladów na śniegu, im wyżej, tym mniej widać. ![]() więc odpuściliśmy mniej więcej na 150m poniżej przełęczy. Za to za jasna zjechaliśmy do auta. ( https://photos.app.goo.gl/17koPwfdmdAhfQD58 ) Nazajutrz już nie planowaliśmy dłuższej trasy, tylko z Nowego Targu pojechaliśmy trasą rowerową ku granicy. Niedziela, więc mnóstwo ludzi na rowerach, ale w Rogoźniku warto skręcić na mniej uczęszczaną, a bardziej malowniczą trasę do CHochołowa. (do zdjęcia zawróciłem i przejechałem parę m w przeciwnym kierunku.) ![]() Potem z Chochołowa dojechaliśmy do głównej trasy rowerowej N.Targ- Trstena, jeszcze przejeżdżając parę km na Słowację. Zaczęło coraz silniej wiać, naciagało gwałtowne oziębienie i załamanie pogody, więc wróciliśmy pod dworzec kolejowy w N.Targu, gdzie zaparkowaliśmy samochód. Dwa tygodnie później Ania pojechała z Mietkiem do Moka, a ja miałem coś załatwić w Żywcu. Udało się dość szybko - już o 9 rano w sobotę zapakowałem rower do i przez Korbielów, Namestowo dojechałem do Trsteny -i dalej- do Vitanowej. Ale zamiast kontynuacji trasy sprzed 2 tygodni- postanowiłem spróbować przejechać przez Bramę Orawską. Próbuję przymierzać się do objechania dookoła Tatr i to mógłby być dość istotny skrót. Rower zostawiłem pod sklepem w Vitanowej jakiś kwadrans po 11, zacząłem jechać w stronę Orawic. Po prawie 5 km ( 100m pod górę) po lewej stronie zaczyna się ścieżka rowerowa- do Orawic (3km), a za Orawicami trzeba skręcić w dość krótką Dolinę Cichą. Tam jest "ścieżka edukacyjna" pieszo- rowerowa z wiatami, stojakami na rowery. Droga tuż przed granicą ostro zakręca, wchodząc na zbocze Magury Witowskiej.Tam przy wiacie opuszczam tę drogę (jest 12:50, jakieś 5km od Orawic, 190m pod górę). Całe przejście do Chochołowskiej od wiaty zajęło godzinę. Trzeba ostrożnie stąpać po kępkach trawy, obok miejsc bagnistych, zwłaszcza przy mijaniu 2 małych strumyków w lesie. Dość długo idzie się wzdłuż ogrodzenia -siatka jest poprowadzona po granicy TANAPu. ![]() Gdy nie ma deszczu od paru dni, da się bez problemu przejść, trochę męczące przenoszenie przez powalone drzewa, ale gdy są opady, może być bardzo nieprzyjemnie. Najbliżej jest kierować się po minięciu granicy ścieżką w prawo, po minięciu najbardziej błotnistego strumyka- ![]() pod górę coraz wyraźniejszą ścieżką- na skraj polany Molkówka. ![]() To rejon Bramy Orawskiej, parę szałasów- przy jednym siedział lis (z początku myślałem, że to pies, ale skąd by się tu mógł znaleźć, skoro hala niezamieszkała). Zawarczał i ruszył wielkimi susami pod górę do lasu. Po przejściu polany dość wyraźna droga sprowadza nad brzeg Potoku Chochołowskiego. ![]() Przebieram buty za klapki, ale zamiast na plecy-przywiązuję je do roweru. Przy przechodzeniu potoku okazało się, że wisiały za nisko i nabrały wody. Topnieją śniegi, więc poziom wody wzrósł, miejsce, gdzie przejeżdżają traktory -chyba nie najpłytsze, ale jakoś się udało. Nie wiem, może niżej jest jakiś mostek, ale nie chciało mi się go szukać. Dzięki rowerowi zamiast 2h, w 3 kwadranse docieram do schroniska. Udaje się zdobyć nocleg, jest 16:00, więc jeszcze wyruszam na Wołowiec. Pod przełęczą ![]() jest ciągła pokrywa, śnieg miejscami stromy, ja w niskich butach, bez raków, a przed chwilą śmigowiec zabierał kogoś, kto osunął się pod Rakoniem, więc trochę ostrożnie poprawiam stopnie kopiąc niezbyt twardy śnieg. Zamiast kijka mam gruby patyk, który przezornie zabrałem z lasu. Na szczycie Wołowca ![]() (widać lód na Stawach Rohackich). Nawet filmuję słoik z fasolką po bretońsku- kto i po co ją tam zostawił (i łyżkę plastikową obok?). https://photos.app.goo.gl/Z3yz84nVYPVUDaBB8 Niestety, zbiegając przez Grzesia otarłem palce stóp (skutek przemoczenia butów na śniegu), więc końcówka trochę bolesna, ale i tak było świetnie. ![]() Nazajutrz w klapkach zjeżdam przez Witów, CHochołów i Suchą Horę do Vitanowej, miejscami na liczniku widziałem 55 km/h, ale asfalt równy, prawie żadnych aut, za najniższym punktem spory podjazd do wyhamowania. Po 27 km od schroniska jestem przy aucie, a około 13- już w Krakowie. |
Autor: | anke [ Cz cze 08, 2023 12:29 am ] |
Tytuł: | Re: "wyrypy" -małe i duże |
krzysztof_KrK napisał(a): Nie wiem, może niżej jest jakiś mostek, ale nie chciało mi się go szukać. 9 lat temu był, czy się uchował - nie wiadomo. Na mostku Basia Z. zdjęcie stąd: viewtopic.php?f=11&t=16654 Fajne wycieczki ![]() |
Autor: | krzysztof_KrK [ Pt wrz 15, 2023 11:32 pm ] |
Tytuł: | Pętla Doliny Jaworowej (3 przełęcze, 1 szczyt) |
Te wakacje były wyjątkowe. Nie wyszedłem na ŻADEN szczyt w Tatrach Wysokich! Więcej podziałałem na rowerze- bo Ania (za odprawę emerytalną) kupiła sobie dość wypasiony rower elektryczny. Jeszcze przed tym zakupem zrobiliśmy 2 trasy z Miasta (N.Targ- jezioro Czorsztyńskie, druga przez Rogoźnik, Chochołów do granicy i z powrotem) i między nimi- przejazd przez Dol. Koprową. Pod koniec Czerwca (Ania już na elektryku o zasięgu ok. 100 km)- zrobiliśmy objazdówkę Tatr: Zakopane- Ścieżka Pod Reglami- Kiry- Chochołów-Sucha Hora- Oravice-Zuberec-Przeł. Huciańska-nocleg z łądowaniem za Lipt. Mikulaszem, Dolina Czrnego Wagu - Tatr. Szczyrba -Poprad =Spis. Bela-Tatr. Kotlina- Żdziar -Javorina-Łysa Pol. -Droga Oswalda Balcera- Zakopane. (Ani rozładował się rower w Żdziarze, trochę podładowała na stacji Slovnaftu, potem dotarła do Javoriny i tam na mnie czekała, aż wrócę z samochodem). Nie o tym jednak ta relacja, a parę zdjęć można obejrzeć tu: https://photos.app.goo.gl/XHVz9qsChXyVyhmY9 Potem jeszcze Ania namówiła mnie na trasę Nowy Sącz- Krynica Doliną Popradu. Nad morze pojechała już sama (pociągiem, ale ze Szczecina już w parę dni wędrowała na rowerze aż do Władysławowa na Helu). Mój początek wakacji był zajęty w pracy, a pod koniec lipca były SETNE URODZINY cioci Jasi, więc wyjazd z Basią nad morze odłożyliśmy do sierpnia (gdy akurat pogoda się załamała). Ale na uroczystościach urodzinowych pojawił się Janusz, syn Jubilatki, który dawno temu zaczynał ze mną swoją przygodę z jaskiniami, trochę się wspinaliśmy razem, ale gdy ożenił się z dziewczyną z Warszawy, a potem kupił jacht morski- zwrócił swoje zainteresowania w przeciwną stronę. ![]() Teraz namówił mnie jednak na coś w górach - na przejście jednego kanionu w okolicach Jaworzyny. ![]() ![]() Nie jestem entuzjastą sportów wodnych, ale gdzieś przeczytałem, że po zjeździe z jednego z 9 progów zanurzyć się trzeba w wodę powyżej kolan. Tyle jeszcze wytrzymam -ale okazało się, że po zjeździe z innego progu zanurzyłem się prawie po szyję, a na ogół zagłebienia pod progami były z wodą powyżej pasa. Może to skutek burzy, która przeszła osttniej nocy. A ja boję się wody! (parę filmików i zdjęć robionych telefonem, który w końcu zamókł jest tu: https://photos.app.goo.gl/9ptLNdFippZ25EpC7 ) I tak dotarłem do września -prawie zero Tatr Wysokich, tylko 1 wycieczka w sierpniu z córką kuzynki z Chrzanowa i z jej koleżanką (z Egiptu) na trasie Zdziar- Szeroka Przeł. Bielska- Zielony Staw Kieżmarski- powrót do Javoriny przez Przeł. pod Kopą. (Dziewczyny miały takie tempo tempo,zwłaszcza na podejściach, że aż mi, staremu, było się trochę wstysd mojej powolności w podchodzeniu.) ![]() Po II terminie egzaminów , a przed trzecim- wypatrzyłem dzień, gdy mogę się wyrwać w góry i nie wytrzymałem. Planowana trasa trochę odzwierciedla stan osobnika trzymanego w klatce, który (tylko na chwilę) się z niej wydostał. Są 2 albo 3 możliwości przejścia wokół doliny Jaworowej. Szlakami to ok. 15 godzin, około 37km (przez Przeł. Lodową. do Chaty Tery'ego, dalej do Magistrali, nią przez Staw Łomnicki, Rakuską Czubę, Zielony Staw Kieżmarski, Przeł. Pod Kopą, Zadnie Koperszady do Javoriny. ![]() ![]() Ale była zbyt dobra pogoda i zrobiłem nieco ambitniejszy technicznie wariant, choć odległość na moim GPS-ie wyszła około34 km: z Przeł. Lodowej wzdlóż kopczyków (z ominięciem Kopy Lod.) i dalej już ściśle granią przez Lodowe Czuby, Lodowy Szczyt, Konia, do kotlinki pod Baranimi Rogami, dalej przez Baranią Przełęcz, Dziką Dolinkę do Zielonego Stawu Kieżmarskiego - dalej jak wyżej- do Javoriny. Zajęło mi to 18 godzin -trochę przytrzymały mnie 2 rzeczy na najtrudniejszym (choć wg WHP -jedynkowym) fragmencie Lodowych Czub: przewodnik z dwójką klientów na linie- nie da się wyprzedzać na tej grani takiego "tramwaju". Po drugie, podchodząc trochę przeforsowałem tempo i zaczęły mnie łapać skurcze uda (raz prawego, raz lewego, podczs podnoszenia wysoko nogi- a tego tam nie da się uniknąć). ![]() ![]() ![]() ![]() Potem schodząc Lodową Rampą zacząłęm być nadmiernie ostrożny (miałem tylko połbuty Scarpy z miękką podeszwą, w sam raz na wspin po skale - a tam piargi, jest na czym pojechać, a teren podcięty, więc ostrożnie złaziłem krok po kroku, tracąc cenny czas. [ po więcej zdjęć i filmik z Lodowej Przeł. odsyłam do Google Photos: https://photos.app.goo.gl/bxAGdUdss9Q8xPbu7 ] Zejście z Baraniej Przełęczy też zaczęło się nieprzyjemnie (żlebem) -dopiero po 50m zauważyłem łańcuch na płytach po lewej. Kiedyś tam byłem, ale to ponad 30 lat temu i nic nie pamietałem. Nawet tej drabinki. ![]() W paru miejsczch łańcuchy ściągnięte, ale jacyś dobrzy ludzie zostawili tam liny, bez nich było by słabo... . ![]() Jeszcze w Dzikiej Dolince coś mi strzeliło do głowy, że niby trzeba dojść do wyżej idącej ścieżki pod ścianami Czarnej Galerii. Ale to tylko jakieś kozie peci, a odejście pod skały było, ale dużo niżej. Rok temu z Anią schodziliśmy przecież tą doliną po zejściu Jakubową Drabiną z Czarnej Galerii- coś z moją pamięcią nie tak. W rezultacie -przynajmniej kwadrans straty. Na szczęście na progu Dzikiej i jeszcze niżej- na ścieżce do Stawu było jasno, wyraźne kopczyki. ![]() ![]() Do schroniska tylko zajrzałem tylko do łazienki, dalej Magistralą już po ciemku (ale w świetle czołówki) po łatwej ścieżce, gdzie z góry prawie cały czas truchtem- dotarłem do asfaltu za leśniczówką na Pol. Pod Muraniem. Dalej już bieganie sobie darowałem, bo zmęczenie dało o sobie znać. Kwadrans po 23 byłem w domku w Javorinie, szybkie pakowanie, mały odpoczynek i autem 2 godziny do Krakowa- przynajmneij korki mnie ominęły- a są teraz całkiem spore: w Libertowie i przed Mostem Dębnickim. Sprawdziłem- lato kalendarzowe jeszcze trwa- więc przyajmniej 1 szczyt Tatr Wysokich tego lata przeszedłem. Ufff PS. Przepraszam, "fotosik" jest na tyle wredny, że pewne zdjęcia obrócone w dobrą stronę w edytorze- zostają takie, jakbym je zapomniał obrócić. |
Autor: | anke [ Śr wrz 20, 2023 7:09 am ] |
Tytuł: | Re: "wyrypy" -małe i duże |
Brawo! takich przygód tu jeszcze nie było: https://photos.google.com/share/AF1QipN ... 90bkhLV0N3 https://photos.google.com/share/AF1QipN ... 90bkhLV0N3 Ta 34-kilometrowa po mniej znanych mi ścieżkach w Tatrach Wysokich też super, bardzo wszystkim zazdroszczę takich wycieczek. |
Strona 1 z 1 | Strefa czasowa: UTC + 1 |
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group http://www.phpbb.com/ |