Albo raczej Korony Kapust bo poza Rysami nic nie przekracza 2000 metrów.
Chyba każdy kto zaczyna trochę więcej chodzić po górach w Polsce dowiaduje się w końcu o najpopularniejszym zestawieniu szczytów czyli Koronie Gór Polski. Często kolejnym etapem jest zajawka na zdobycie wszystkich 28 najwyższych szczytów i chwilę później postępująca irytacja gdy zauważamy, że najwyższe szczyty w zestawieniu wcale nie są najwyższe, podział geograficzny jest mocno dyskusyjny, niektórych pasm brakuje, a żeby otrzymać odznakę trzeba jeszcze zaprenumerować dane czasopismo.
Z jednej strony mogę być usatysfakcjonowany zamknięciem tematu i skompletowaniem całej KGP, natomiast żeby sobie utrudnić, wgryzłem się głębiej, postudiowałem mapy, poszukałem informacji i opracowałem swoje zestawienie (póki co równie niekompletne co oryginał).
Dobra, do Korony Gór Polski wrócimy, a teraz czas na wycieczkę.
Pipa, lampa, orenżada – jakby to GURALesko zarapował. Lampa z nieba, smakowe piwo 0% na szczycie, a pipę to sami musicie gdzieś znaleźć.
Wyszliśmy z Bielic i po pierwszych metrach pod górę wracam biegiem do samochodu bo zapomniałem piwa z bagażnika. Plecaki dopakowane, ale czteropak ekstra przecież uniosę. W połowie drogi zaczęła go nieść Ewa, a na Kowadle to już nie było czteropaka.
Na szczycie opalanie, pieczątka, itp. Kamieniste zejście i wzdłuż granicy Polsko-Czeskiej idziemy na Smrk – najwyższy szczyt całych Gór Złotych (a może nawet Bialskich jeżeli jest takie pasmo).
Po drodze wchodzimy na czeski szczyt Kowadła (drzewo w lesie) i różne pomniejsze kapusty.

Wielka góra zdobyty z Korony jest zdobyta

Gdzieś w Górach Złotych
Na rozdrożu pod Smrkiem się rozdzielamy, najpierw Ewa z Norbertem na lekko idą szukać wierzchołka gdzieś między mokradłami, a chaszczami, ja tymczasem piwkuję. Później zmiana i dalej piwkuję ale między mokradłami i chaszczami. Ewa z Norbertem od razu idą dalej wzdłuż granicy i ustalamy, że mam ich później gonić.

Smrk – 1126 m n.p.m. Nejvissi hora Rychlebskych hor
Szlak którego jeszcze planując wycieczkę nie widziałem jest całkiem wygodny i można śmigać tędy nawet na rowerach. Cały czas idziemy w miarę po płaskim od czasu do czasu wznosząc się i obniżając o kilka metrów. Jeżeli wcześniej było trzeba szukać kapust w krzakach to teraz mamy level hard bo od szlaku odchodzą ścieżki w Borówczyska i między drzewa i poza Bruskiem który mile zaskoczył widokami cała reszta to po prostu tabliczki/kartki na drzewach, lub kamień. Góry Bialskie są ciężkie do zamknięcia w jakieś granice geograficzne, do tego pomiary szczytów w zależności od źródeł różnią się nawet o kilkanaście metrów, więc każdy kamień może się okazać wierzchołkiem. A na najpopularniejszą Postawną i tak nie wszedłem bo przegapiłem odbicie.

Brusek

Travna Hora

Rudawiec – Polska Hora
https://youtu.be/t48wNl9PbvMKorona Gór Polski oficjalnie zostaje ukończona w idealnym do tego miejscu bo na Polskiej Górze jak Czesi nazywają Rudawca. Na szczycie jesteśmy około 18:00, rozbijamy namiot, przyrządzamy kolację i dziwimy się ile osób wchodzi jeszcze na szczyt. Dziwne o tyle, że na szlakach tłumów raczej nie uświadczyliśmy. Po nas przychodzi jeszcze jeden biegacz z hamakiem i też nastawieniem na nocleg w górach, ale żebyśmy nie wchodzili sobie na głowę poszedł gdzieś dalej. Rozbiliśmy się na szczycie obok tabliczki, a 20 metrów dalej było przygotowane miejsce pod namioty i ognisko. Trudno.
Znajdujemy w okolicy punkt widokowy skąd jest całkiem dobrze widać Śnieżnik i Igliczną o zachodzie słońca.
Tak w ogóle to jadąc w góry Ewa wyczytała, że będzie tej nocy widoczna kometa Nishimura, którą następnym razem będzie można obserwować za 437 lat, a my będziemy mieli idealne warunki ku temu. Widok we właściwą stronę, brak świateł w okolicy, idealnie czyste niebo. Jedyne gdzie plan nie zadziałał to, że poszliśmy spać równo ze słońcem.

Nasz nocleg przy szlaku

Igliczna i zachód słońca

Masyw Śnieżnika mówi dobranoc
W nocy w dalszym ciągu turyści wchodzili na szczyt. Było w miarę ciepło, bez wiatru… chyba, że w namiocie. Ciężka noc generalnie, kiedyś ten namiot był chyba większy.
Po porannym ogarnięciu siebie i miejsca ruszamy w stronę Chaty Kladske Sedlo gdzie zamawiamy solidne śniadanie w postaci bramborków i browarków.

Kosmos w kałuży

Masyw Śnieżnika

Chata Kladske Sedlo
Później zostaje nam ostatnie tego dnia podejście na Czernicę. Kawał drogi pod górę w wysokiej temperaturze. W pewnym momencie Norbert zaczął opadać z sił więc zatrzymaliśmy się na wyjadanie pyszności które zostały w plecakach, stopy odpoczywają, a po pewnym czasie jak za dotknięciem magicznej różdżki siły wróciły i znowu mógł biegać z plecakiem.
Na Czernicy stoi drewniana wieża widokowa z apteczką na parterze. Z górnego piętra widać masyw Śnieżnika, Góry Złote i Bialskie. Fajne miejsce na krótką wycieczkę z okolicznych miejscowości.

Wieża widokowa na Czernicy

Widok z wieży na Kowadło (to najwyższe po lewej)
Schodzimy do Bielic i zamykamy kółko, a ja również KGP. Chyba będę musiał przygotować retrospekcję bo od pierwszego do ostatniego szczytu wiele się pozmieniało.
Przez dwa dni zrobiliśmy ok 35 km, po 7 godzin dziennie.
Dla zainteresowanych moje podsumowanie kolekcjonowania szczytów z KGP:
https://summitate.wordpress.com/2023/10 ... sumowanie/