ODCINEK CZWARTY: "Plan Był prosty"Plan na ostatni dzień jest bardzo prosty. Zejść do Karpacza, przetransportować się do Szklarskiej Poręby, gdzie czeka auto, a potem powrót do domu z tranzytowym noclegiem we Wrocławiu. Prościej się nie da. Tym razem wszystkie możliwe prognozy zgodnie twierdzą, że wiatr przypomni sobie o swoim istnieniu, a śnieg dorzuci swoje trzy grosze. W głowie Ani pojawia się ambitna myśl, aby wejść drugi raz na Śnieżkę, tym razem na wschód słońca. Plan ten jednak żyje krótko — po przebudzeniu zostaje brutalnie zweryfikowany przez pogodę i potrzebę zejścia na dół w wyznaczonym czasie. Budzik dzwoni bezlitośnie o 6:30. Za oknem jeszcze ciemno, ale wiatr już robi zamieszanie. Leniwie zwijamy cały nasz dobytek, ubieramy na siebie pełen zestaw „na cebulkę + 3” i chwilę po siódmej wychodzimy na zewnątrz. Jest zimno. Oj, bardzo zimno. Anka tylko rzuca, że jednak odpuszczenie wschodu na szczycie było wybitnie dobrą decyzją. Autobus mamy po jedenastej, dlatego bez większego pośpiechu dreptamy w stronę Karpacza. Powoli zaczyna świtać, więc co chwilę odwracamy się w stronę Królowej Karkonoszy. I nagle… niebo płonie. Kolory rozlewają się po horyzoncie, tworząc spektakl, którego nie da się ani zaplanować, ani zamówić. Wiatr mrozi dłonie, ale w tej chwili to kompletnie bez znaczenia. Łapiemy momenty, które zostaną z nami na długo. >>>>
https://gorolotni.blogspot.com/2026/01/ ... rosty.html








