Forum portalu turystyka-gorska.pl
http://turystyka-gorska.pl/

kwiecień plecień...
http://turystyka-gorska.pl/viewtopic.php?f=11&t=5340
Strona 1 z 1

Autor:  TaBaKa [ Pt kwi 11, 2008 8:47 pm ]
Tytuł:  kwiecień plecień...

Ledwo sie pojawiłem na forum a już zniknąłem a to dlatego że wybrałem się w Tatry. Od razu piszę że z fotkami będzie problem bo ja robiłem starym Zenitem na kliszę i jeszcze nie wywołałem, a kolega miał mi przesłac a coś nie dochodzą. Otóż 1 raz wybrałem się całkowicie samemu, dlatego że chciałem odpocząc od rodziców, a wierny towarzysz kuzyn wykłada chemię w Irlandii na University of Lidl i jechac nie mógł. Wyjechałem z Lublina busem z samego rana i około 13 byłem w Zakopanem. Jak najszybciej się oddalając od Krupówek dotarłem na kwaterę. A jej właściciele to znajomi mojej rodziny, a ich syn to mój kumpel. I tu 1 rozczarowanie: umówiliśmy się z Jaśkiem bo tak on się nazywa że razem podryptamy po górkach, on miał mi jak zwykle załatwiac sprzęt, a tu tymczasem ma jakieś ważne zlecenie w firmie i 3 dni go nie będzie. No to ku..a cudownie myślę- mam tylko narty i buty, ale nic na to nie poradzę. Nawet się nie rozpakowując postanowiłem się przejśc i jak zwykle trasa rosła z każdym krokiem. Najpierw chciałem podejśc do Kuźnic zobaczyc nowy tramwaj na Kasprowy, no ale co tam przejdę się na Nosal. Jak już się wspiąłem na tą potężną górę to nie zważając na ekspozycję zszedłem i postanowiłem iśc na Halę Gąsiennicową-od przyjazdu wyjścia mi zajęło to mniej niż 2h buty się nie ślizgały, a szlaki były dobrze przetarte, więc co tam myślę przejdę się przez Karb. No i tak zrobiłem, o dziwo nawet nie zmęczony szybko stanąłem na Karbiku. Widoków niestety nie było- widocznośc na 100 w porywach do 200 metrów. Śmiesznie zaczęło byc dopiero jak zacząłem schodzic. Buty jakoś dziwnie straciły przyczepnośc i praktycznie całą drogę powrotną zaliczyłem na dupie tylko częściowo zamierzenie. Potem jeszcze do barku na obiad i piwko skoczyłem, więc nie wiem ile czasu jechałem w dół ale bardzo żałowałem że nie miałem jabłuszka. 1 dnia(tamten był 0) niestety musiałem się zadowolic, no dobra usiłowałem się zadowolic jazdą na Kasprowym, zero widoków, muldy jak stodoły, a na Beskidzie i Czubach tabliczki -,,Ścisły rezerwat przyrody". Ja też nie popieram tego że wszyscy nawet poczotkujący koniecznie musieli wyjeżdżac poza trasę, ale to i tak chyba żart. Nie wiem co oni chcą chronic tam, czy kosówkę przykrytą toną śniegu, której i tak jak na lekarstwo, czy trawę, czy świstaki, no ale dobra niech im będzie. Oczywiście potraktowałem te tabliczki z przymrużeniem oka. Pech chciał, że w okolicach Goryczkowej Czuby sobie ski-tourował koleś z TPNu, który zaczął coś wrzeszczec na mnie i chciał podjechac ale mnie już tam nie było. 2 dnia pogoda fatalna- mgła i wiatr z każdą chwilą coraz gorszy. Wkurzony na cały świat a zwłaszcza na Jaśka, którego wciąż nie było w oparach alkoholu podjąłem decyzję(dla mnie dramatyczną), że z nartami na plecach i w butach narciarskich wejdę i zjadę z Kopki Kondrackiej. Szczyt to żaden-wiadomo, ale z moją mierną kondycją i siłą, jak i słabym doświadczeniem(1 samotna ,,wyprawa" w zimie) cel był ambitny. Wyszedłem koło 8(tak wiem musiałem zapłacic ale chciałem byc wyspany w miarę) i w godzinkę licząc od domu byłem na Kondratowej. Pogoda była piękna, Giewont lśnił w słońcu tylko że juz na dole czuc było podmuchy ,,wiaterka". Już na drodze do hali było ciekawie bo cała była zalodzona- łyżwy wskazane. Po pożywieniu się rozpocząłem atak :lol: na ,,szczyt''. No i zgodnie z tym co przewidziałem od początku było bardzo ciężko. Po pierwsze szedłem jako 1 tego dnia, po drugie nie było widac nawet zarysu szlaku, a po 3 nogi zapadały się powyżej kolan. Ale co tam w końcu to miała byc walka więc powinienem byc szczęśliwy. Przejście przez łąkę na dole zmordowało mnie strasznie i już koło tgo dużego głązu musiałem odpoczac. Śniegu było strasznie dużo, nawiało go z przełęczy. Po posileniu się przyjrzałem się górze jakby to był co najmniej Eiger i wybrałem według mnie najlepszą trasę. Zakosami wszedłem na zbocze po lewej przetrawersowałem do prawej strony i małym trawersikiem doszedłem pod przełęcz. I tu wyszedł mój brak doświadczenia, bo musiałem ją zdobywac w najstromszym miejscu, co było bardzo przyjemne ale nie do końca bezpieczne z racji na to że więcej tam było lodu jak śniegu, a na nogach miałem kalosze z hantelkami w środku. Gdy wszedłem na przełęcz-to przewrócił mnie wiatr który w porywach osiągał(według pani w pogodzie) do 90 czy tam 100 kilosów. Szybko się wycofałem z przełęczy ale nie z decyzji o szturmie na szczyt . Przeszedłem na zbocze po prawej i
małymi zakosami w możliwie najmniej wietrznym miejscu dotarłem na górę. Po 10s przypiąłem narty i juz spokojnie sobie zjechałem. Jak sobie potem analizowałem ten wypad to ucieszyło mnie, że wszedłem na górę w mniej niż 2h, z tego co pamiętam to w tyle ile podają na lato i to że zdobyłem doświadczenie w samodzielnym wyznaczaniu trasy i ocenianiu warunków. To było dla mnie coś innego niz chodzenie za kimś bardziej doświadczonym, musiałem się zdac na siebie i dałem radę. Wiadomo poszedłem na tak łatwą górę bo w zimie samemu chodzic nie lubię. Po południu w końcu przyjechał Jasiek, ze sprzętem i Bażantami ze Słowacji. W przyjemnej atmosferze uzgodniliśmy, że się wybierzemy na Zadni Granat, a jak pogoda pozwoli to na 2 kolejne. Od razu zaznaczam że mój
towarzysz jest bardzo doświadczony, a i ja mam już za sobą parę tras w zimie(Zawrat, Krzyżne, Wołowiec, Szpiglasowa, Giewont) także nie 1 raz raki na nogi zakładałem. Wyprawa okazała sie dla mnie mniej emocjonująca niż Kopa. Dlaczego? To proste-jasiek wyznaczał trasę, śnieg był lepszy po nocnym mrozie, a raki są o wiele bardziej funkcjonalne niż buty narciarskie :D . Wyszliśmy ok 7.30 w 2h z domu do schroniska. Tam
założyliśmy raki i szybkim marszem do Czarnego Stawu. Potem już ze śladami było nie bardzo, ale mój kolega na tyle optymalnie je wyznaczał, że w jakieś 40 min byliśmy przy Zmarzłym Stawie. Na niebie nie było ani 1 chmurki, cudownie wyglądała w słońcu grań Orlej Perci, Kościelec. Żleby Żółtej Turni i Zawrat aż wołały o zjazd z nich na nartach. Po zjedzeniu batonika udaliśmy się w górę, trawersując zboczę Zadniego Granatu mniej
więcej w okolicach zielonego szlaku. Śnieg nie przyczepiał się do raków, był zmrożony i łatwy. Czekan przydał się dopiero w górnej partii, na grań dołaczyliśmy tak jak szlak i tu szok. Tuż po wyjściu na górę dopadł nas wicher, ledwie zdążyliśmy rzucic okiem na D5SP a już trzeba było schodzic. Jasiek dałby radę, ale ja przy masie 70kg/186 cm poleciałbym jak latawiec. Usiedliśmy tuż poniżej szczytu, odpoczęliśmy i zaczęliśmy schodzic. Jasiek zaproponował żebym, prowadził na co chętnie przystałem.
Zejście na dół było torturą psychiczną, bo aż się paliłem żeby zjechac na nartach a chociaż na dupie, no ale chciałem pokazac jaki to ja jestem doświadczony w wyznaczaniu tras(w sumie to trudno tam by sie pomylic) Poprowadziłem nas troche bliżej Żlebu Kulczyńskiego. Droga do domu była szybka i bezproblemowa. Dzień był udany chociaż pewien niedosyt pozostał bo spokojnie można było przejśc przez Granaty-snieg był stabilny, nie widac było nawisów. Następnego dnia zdobyliśmy Kościelec, ale nie mam juz cierpliwości o nim pisac :twisted: . Nogi trochę zmęczone były po Zadnim, ale na górę szło się po wydeptanym szlaku, w dodatku przestało wiac. Kolejne 2 dni to już tylko jazda na nartach. Wybaczcie moje pomyłki i nieścisłości, ale to moja 1 relacja na tym forum jestem niewyspany i zmęczony. Ale nie mogłem sie powstrzymac żeby nie napisac. Wiem że relacja beznadziejna, za długa wkrótce powinny dotrzec fotki to lepiej to będzie wyglądac. Możecie sie śmiac że Kopa zrobiła na mnie wrażenie, ale naprawdę wchodzenie w butach narciarskich najpierw po kopnym śniegu a potem po lodzie jest trudniejsze niz zabawa z czekanem i rakami nawet na bardziej wyeksponowanych i trudniejszych stokach. A zabawa to naprawdę fajna i już za rok kupuję własny sprzęt(swoją drogą rosną wydatki bo i wspinaczkowy ekwipunek czas nabyc, liczę że na wakacje w Irlandii na to zarobię). Amen

Autor:  peepe [ Pt kwi 11, 2008 10:08 pm ]
Tytuł: 

TaBaKa ładnie :thumleft:

Autor:  aankaa [ Pn kwi 14, 2008 7:18 am ]
Tytuł: 

A gdzie fotki :?:

Nie lubię czytać bez nich :(

Autor:  Mag_Way [ Pn kwi 14, 2008 7:26 am ]
Tytuł: 

no no poszalałes: :lol: też chętnie obczaję fotki :wink:

Autor:  stan-61 [ Pn kwi 14, 2008 7:43 am ]
Tytuł: 

Fajny pobyt, niezłe wycieczki, sporo zabawy. Brawo. :brawo:

Strona 1 z 1 Strefa czasowa: UTC + 1
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
http://www.phpbb.com/