Właśnie wróciłem
Relacja z fotkami będzie jutro, ale tak na szybko:
Zarówno sama Austria, jak i jej góry zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Alpy są gigantyczne, zarówno w poziomie jak i w pionie. Całe Tatry można by zmieścić w jednej, średniej dolinie alpejskiej. Same odległości na szlakach i róznice wysokości też duuużo większe niż w Tatrach. Góry niezwykle malownicze, po prostu zakochaliśmy się
Pogoda niestety uniemozliwiła nam dotarcie powyżej 3000. Doszliśmy pierwszego dnia na ok 2750 (wg. GPS). W Sudetendeutsche Hutte jest znakomicie wyposażony winterraum, ale na nocleg nie zdecydowalismy się bo i z dolin i z góry zaczęły napływać mgły, zaczęło padać i zrobiło się w ogóle paskudnie. A myśl że mielibyśmy na tej wysokości nocowac tylko po to żeby schodzić we mgle następnego dnia rano nie była pocieszająca. Zresztą na tych 2750 wysokośc była już nieco odczuwalna, bo serducha jakoś tak szybciej waliły bez powodu a i gorzej się oddychało (a nie mieliśmy żadnej aklimatyzacji, bo dwóch nocy na wysokości ok 1000 m nie liczę). Poza tym podejście pod Muntanitza albo Gradotza wiodło przez rozległe pola śnieżne i lodowe których powierzchnia była rozmoknięta i zapadało się w śnieg nieraz i po pas. Przejście tych pól zajęłoby tak dużo czasu że nie dalibyśmy rady wejśc na szczyt jeszcze tego pierwszego dnia.
Drugiego dnia pogoda była jeszcze gorsza, wybralismy się na przełęcz pomiędzy Matrei a Kals, a potem na taki szczycik o nazwie Kalser Hohe. Ma 2430, ale wygląda jak czerwone wierchy

A to wszystko w ulewnym deszczu, we mgle i beż żarcia które zostawiliśmy w Matrei

Z braku tabliczki informującej że to już szczyt ja dotarłem nieco dalej, na Ganotzkogel, na wysokość wg GPS ok. 2540., Żona zaczekała na Kalser Hohe. Na szczycie miałem nieco szczęscia bo mgły się rozeszły i co nieco ujrzałem i obfotografowałem. Niestety Grossglockner pozostał w chmurach

. Do Matrei wróciliśmy wściekle głodni i przemoczeni do suchej nitki
Trzeciego dnia mieliśmy zdobyć taką górkę górującą nad Matrei o wysokości 2638. Jak się okazało żle odczytaliśmy z mapy wysokośc, bo myśleliśmy że ma tylko 2160. A to co miało to 2160 to był tylko taki garb w grani tej wyższej góry. Od rana lało jak z cebra. Dotarliśmy w tym deszczu na halę Wodenalm, a potem po dotarciu na ok 2000 m stwierdziliśmy że wyżej już nie idziemy. Szło się po trawiastym stoku o nachyleniu dobrych 50 stopni. Ledwo się człowiek na tym utrzymywał na nogach żeby nie pojechać w dół, szczerze żałowaliśmy że nie mamy czekanów bo by się bardzo przydały

Pozostaliśmy na hali - pogoda w ciągu kilkunastu minut zrobiła się piękna, przestało padać, chmury sobie gdzieś poszły. Poodsłaniały się wszystkie okoliczne szczyty, a przejrzystość zrobiła się taka że widać było pasma oddalone o kilkadziesiąt km. Do Matrei schodziliśmy inną drogą podziwiając wspaniałe krajobrazy, kanion w dnie doliny o głębokości dobrych 300 m i kilkusetmetrowe wodospady
A dziś jeszcze powrót tunelem pod główną granią Alp, a potem.... 1300 km za kółkiem. Na szczęście głównie po niemieckich autostradach, więc zmieściliśmy się w 15 godzinach. Ale i tak mamy serdecznie dość, dlatego fotorelacja już nie dziś
_________________
Maciej Łuczkiewicz
http://naszegory.info - nasza strona o górskich wyprawach
http://czarnobyl1986.info - moja strona o wyprawach do "zakazanego" miejsca