Witam
Dzisiaj po 11 wrocilem ze swojej eskapady no i nie bylbym soba gdybym nie powiedzial kilku slow o wyprawach. Do zakopca zawitalem 16 sierpnia, by po rozlokowaniu sie (bylem w campingu przy ul. Za Strugiem - szczerze polecam) wyruszyc na sarnia skale. Mgla byla straszna, bedac tak blisko Giewontu moglismy tylko wierzyc ze tam jest. Co chwile padal deszcz, ogolnie pogoda bardzo nieprzyjemna.
Nastepnego dnia pobudka wczesnie rano i... znowu kicha pogodowa, ale zeby nie tracic dnia wyruszylismy sobie na Kasprowy, do myslenickich turni szlo sie w miare dobrze, ale to co sie dzialo pod szczytem Kasprowego to istna walka o przetrwanie

Najpierw zaczelo lac, pozniej dolaczyl do tego tak silny wiatr, ze ludzie wycofywali sie ze zdobycia gory, bedac jakies 5-10 minut od cieplej restauracji. My sie nie poddalismy no i dostalismy jeszcze raz za swoje - przywital nas grad. Gdy weszlismy do pizzerii na szczycie, klapkowicze (z zakupionym juz biletem w 2 strony) patrzac na nas czuli chyba obrzydzenie

oczywiscie nie bylo miejsca nigdzie, a atmosfera byla krupowkowa wiec po chwili odpoczynku postanowilismy schodzic (plany przejscia czerwonych wierchow niestety nie wypalily przez pogode). Przy schodzeniu jednak bylo juz duzo lepiej.
Dzien pozniej rowniez pogoda nie byla rewelacyjna wiec spokojnie poszlismy sobie na kope kondracka, a ze byly osoby ktore nie zdobyly ulubionej mojej gory z krzyzem,zaszlismy i tam , oczywiscie mgla , nic nie widac po za ciekawymi ludzmi (klapki , parasole , reklamowki...). Po przeprowadzeniu zaostrzonej konwersacji z pania w polbutach (ona zaczela

) zmuszeni bylismy schodzic szlakiem wchodzacym (zejscie zatorowane, na szczycie kolejka praktycznie nie poruszajaca sie w dol). Na szczescie spotykalismy samych normalnych turystyow schodzac, ktorzy uslyszawszy co sie dzieje na gorze nie mieli nam za zle ze wybralismy ich szlak do schodzenia.
Kolejny dzien to o niebo lepsza pogoda, wiec pelni radosci wybralismy sie do doliny koscieliskiej by po raz kolejny oddac sie eksploracji Jaskini Mylnej. Spedzilismy w niej dobre 3 godziny, i znalezlismy kilka miejsc ktore w poprzednich latach w jakis sposob zostaly pominiete. Wracajac zaszlismy do smoczej jamy (moj debiut) i przyznam ze bardzo mnie zauroszylo tamto miejsce. Szkoda tylko ze byl akurat straszny tlok.
Kolejnego dnia pobudka o 5, zerkniecie na niebo i .. tak

Swietnie zapowiadajacy sie dzien wiec szybkie sniadanko i na szlak do gasienicowej. Przy schronisku drugie sniadanie i w droge na Czarny Staw i Zleb Kulczynskiego. Tutaj jednak miny nam zrzedly gdyz w okolicy malego koziego wierchu kilka razy lecial smiglowiec TOPR. Widzielismy spuszczajacych sie po linach ratownikow, wszystko dosc blisko i wyraznie. Adrenalina wyraznie podskoczyla, no ale pogoda nie pozwalala nam sie zawrocic (niebo absolutnie bezchmurne). Najpierw wiec wspinaczka do zlebu Kulczynskiego (w kominie ponizej urwanych jest kilka lanuchow) a nastepnie ostrym kominem na zadni granat.Pozniej oczywiscie posredni, no i skrajny. Musze przyznac ze czesto wspominany krok nad szczelina okazal sie mocno przereklamowany

Przepasc tam praktycznie zadna, krok nieduzy, a na dodatek obok mozna ja bezproblemowo obejsc. Na Granatach strasznie duzo ludzi, co w sumie nie dziwi bo byl weekend a pogoda swietna. Niestety ludzi bylo tak duzo ze trase skrajny-krzyzne pokonywalismy ponad 3 godziny !!! Zator za zatorem... Na tej trasie wyjasnila sie sprawa smiglowca Topru, pewna doinformowana Pani, powiedziala ze to tylko cwiczenia chlopakow z pogotowia

Na Krzyzne dotarlismy dosc pozno (zalowalismy kazdego przystanku, ale nie przewidzielismy tak licznych zatorow!) Do Murowanca doszlismy przed 21 i niestety do Kuznic przyszlo nam schodzic w ciemnosciach. Ale wyprawa swietna, czulem sie juz spelniony jesli chodzi o OP

Nastepnego dnia odezwaly sie kontuzje i obtarcia wiec jedyne co zdobylismy to gubalowka
Dzien pozniej wybralismy sie na Morskie Oko (tu sie udalo wycisnac niezly czas 1:15 od palenicy do schroniska) i po chwil przerwy udalismy sie na wrota chalubinskiego. Wyprawa swietna, bo ludzi niewiele, miejsce dosc odosobnione, mozna popatrzec z bliska na wspinajacych sie taternikow na mnicha.Schodzac jednak znow zaczelo mocno padac i czym predzej zasuwalismy do palenicy na busa.
Kolejne dni zostaly juz totalnie wypaczone przez pogode, Lało tak mocno, ze zdobywanym miejscom nawet nie warto poswiecac tutaj miejsca. Na szczescie trafilismy jeden wspanialy dzien na Orlą
Moge sie postarac wrzucic pare zdjec jesli jestescie zainteresowani
pozdrawiam !