Spiochu napisał(a):
Co prawda wiara czyni cuda ale fizyki nie oszukasz.
Zgadzam się w 99%!
Cytuj:
Nawet lekki dzieciak jak nabierze rozpędu to może Cię szybko pociągnąć. Szczególnie jak teren jest nierówny/śliski itp.
Jeśli teren jest śliski, nierówny i do tego eksponowany a my mamy dzieciaka na linie i nie uważamy, to znaczy że jesteśmy idiotami i nic nam już nie pomoże (chyba że cud).
Cytuj:
Może jesteś jakimś Pudzianem ale dla wielu ludzi nawet mocniejsze bujnięcie się plecaka (15-20kg) może spowodować zachwianie równowagi a nawet glebę.
Jest ogromna różnica między siłą przyłożoną do ramion, a siłą przyłożoną w pasie. Nie bez powodu uprząż ma łącznik nieco poniżej pępka.
Mam pewne doświadczenie - uprawiam Nordic Dogging z moim 30-kilowym psem. Kiedyś naderwał mi mięśnie barku gdy chodziłem z wysuwaną linką w ręce. Odtąd zakładam uprząż i przypinam do uprzęży - jak się spręży to mnie trochę pociągnie, czyli zmusi do zrobienia kroczku, na ogół to on ma problem a ja tylko poczuję naprężoną linę.
Cytuj:
Cytuj:
Ile waży siedmioletnie dziecko? Tak szacuję patrząc po moich, że 20-25 kg. Ile waży dorosły osobnik? No ja obecnie 100 ale powiedzmy że pan Ciorba jako osoba wysportowana 80.
Spiochu - moją dwudziestokilogramową śpiącą córkę wnoszę jedną ręką z kanapy do łóżka bez żadnego wysiłku. Żeby poczuć siłę odpadnięcia dziecka przyłożoną w pasie, jeszcze jeśli mowa o linie dynamicznej, to to dziecko musiałoby się naprawdę zdrowo rozpędzić, raczej nie zsuwem po zboczu.
Możesz sobie obliczyć jak szybko dziecko osiągnie daną prędkość i wygeneruje daną siłę a potem zrobić testy przy jakiej sile będziesz leżał. Z praktyki wiem tylko tyle że spadając po stromym zboczu przyspiesza się bardzo szybko, niewiele wolniej niż przy wolnym locie. Z praktyki wiem również, że dziecko o wadze 25kg biegnąc z prędkością góra 4m/s może przewrócić dorosłą osobę o wadze 80+kg. (W taki sposób w podstawówce wywróciłem swoją wychowawczynię, przez przypadek oczywiście, więc nie było to żadne podcięcie nóg itp.)
(...)
Cytuj:
Na bardzo stromym stoku osiągnięcie przez dziecko energii potrzebnej by cię przewrócić to kwestia jakieś 1-1,5 sekundy.
Ile wyniesie ta siła? Tak próbowałem liczyć dla wyidelizowanego modelu zbocza 70st, zakładahjąc że trawa i skały zmniejszają przyspieszenie o połowę i wyszło mi przy linie 7m, odległości między piechurami 5m i luzie 2m coś koło 200kg. To niby dużo, ale osiągnięcie takiej w praktyce "terenu turystycznego" będzie wymagało właśnie jakiejś skrajnej gapiowatości i wyjątkowo niekorzystnego "odpadnięcia", w praktyce lina będzie się zaczepiać o nierówności terenu, trzeć o trawę, skałę, krawędź ścieżki itp..
Mam na dysku bardzo dobry artykuł o "ShortRopingu", (autor Gottlieb Braun-Elwert, poświęcony pamięci Erici Bauzenberg, a nie tejże autorstwa jak mi się pierwotnie napisało), polecam, pewnie można wygooglać* (raczej dla specjalistów o "krytyce" różnych podejść do shortropingu). Z niego - człowiek jest w stanie ustać do 40kg szarpnięcia, zaskoczony czy niekorzystnie ustawiony oczywiście mniej. Dobrze zaparty albo asekurujący dynamicznie znacznie więcej.
Mam zresztą wspomniane doświadczenie córki która usiłowała mi zjeżdżać z Kasporowego na tyłku. Stojąc w gołych butach (bez raków) na śniegu na ścieżce gdzie wiele osób się ślizga w ogóle tego nie poczułem.
Spiochu napisał(a):
Czas reakcji wynosi co prawda 0,6-1s ale wystarczy, że akurat będziesz podziwiał widoki czy sięgniesz po coś do kieszeni i już jest kicha. Lecicie obaj!
Idea krytyki "dwójki samobójki" bierze się w zasadzie z szacunkowej statystyki. Jednak jeżeli wybieram się w góry z własnym dzieckiem zasada "statystycznej minimalizacji liczby ofiar" nie obowiązuje.
Jeżeli "statystycznie" na 10 odpadnięć dziecka 9 kończy się dwoma trupami a 1 ocaleniem zespołu, to jest wynik lepszy od sytuacji w której na 10 odpadnięć dziesięć razy zginęło samo dziecko.
Spiochu napisał(a):
W praktyce bardzo łatwo dać się zaskoczyć.
Spiochu - chodziłem z różnymi dziećmi po górach dziesiątki razy. Pewnie kilkanaście razy byłem z nimi związany liną. Dla jasności - wszystkie żyją

. Tak, łatwo dać się zaskoczyć i dlatego właśnie trzeba bardzo uważać. Jak ktoś nie uważa na własne dzieci, to nie mam pojęcia jak mu pomóc.
Spiochu napisał(a):
Kiedyś idąc magistralą mijałem ojca z synem. Nagle dzieciak znalazł się w krzakach kilka metrów niżej. Nikt nawet nie widział kiedy spadł. Ani my ani ojciec.
A mi raz córka spadła... na głowę.
I co z tego?
Cytuj:
Jeśli chodzi o moje subiektywne zdanie, to osobiście nie czuje się na siłach stosować prawidłowo asekuracji lotnej ani metody "krótkiej liny".
Wedle mojej wiedzy teoria i praktyka jest taka, że większość przewodników przez większość czasu asekuruje swoich klientów "nieprawidłowo" (zob artykuł Eriki). Po prostu jakoś mają ten szósty zmysł, umiejętność rozpoznania możliwości swoich klientów i wyczucie zagrożeń, że jakoś tak umieją wyczuć kiedy trzeba się rzeczywiście przyłożyć.
Cytuj:
Moim zdaniem, jest to zdecydowanie trudniejsze niż asekuracja na sztywno (w górach, na własnej)
Oczywiście! Mało tego, w zasadzie niepraktycznym a wręcz niemożliwym jest stosowanie tej techniki tak by rzeczywiście zabezpieczała zespół przez cały czas. A jednak - rezygnowanie z niej wymaga konkretnego uzasadnienia.
Cytuj:
Polecanie osobom początkującym, jednej z bardziej zaawansowanych technik wspinaczkowych wydaje mi się nie na miejscu.
Polecanie by nie brali liny wydaje mi się bardziej nieodpowiedzialnym. Można co najwyżej dodać sugestię zawrócenia, jeżeli teren zaczyna przekraczać przewidywaną możliwość rzeczywiście bezpiecznego poruszania się zespołu.
Cytuj:
Cytuj:
Zdarzają się jeszcze tu i ówdzie tacy normalni i nie zmanierowani nowmową którzy coś wytłumaczą, zamiast mantrować: "idź na kurs, zapłać, bo jak będziesz sam używał to się na pewno zabijesz a ja nie chcę ponosić odpowiedzialności".
Nie pisałem tu o żadnych kursach ani instruktorach. Nie znam też aktualnego trendu. Zatem mantry możesz sobie darować.
Odradzanie "amatorom" zabierania liny w góry takie Alpy jest według mnie przypadłością specyficznie polską i wywodzącą się z pewnej "elitarności polskich profesjonalistów górskich" (zob dyskusje o linie "na plecaku"). Po prostu z moich obserwacji wynika, że lina w krajach nie-nizinnych nie wzbudza żadnej sensacji.
Cytuj:
Cytuj:
Nie tylko na BP
Co to ten BP? Bo chyba nie chodziło Ci o stacje paliw?
BP = (tutaj) Broad Peak.
Cytuj:
Cytuj:
Prawidłowe techniki asekuracji, lotnej czy stałej, powinny być natomiast stosowane w takich zespołach na ferratach czy na "drogach scramblingowych", ale to już wyższa szkoła i prawdę mówiąc bez należytego szkolenia to może rzeczywiście nie wyjść.
No właśnie
Zabieram linę = znam "Prawidłowe techniki asekuracji, lotnej czy stałej"
Nie znam = idę tam gdzie liny nie potrzeba
Tylko że ta potrzeba liny to jest sprawa indywidualna.
Ja w zasadzie nie potrzebuję liny na Grani Kościelców.
Długosz w zasadzie też nie potrzebował.
Zwłaszcza w Alpach teren turystyczny bywa tak zmienny i trudy do przewidzenia, że lina po prostu zwiększa możliwości wycieczkowiczów.
Cytuj:
Cytuj:
Lina w górach musi być
Dla Ciebie to chyba jakiś fetysz.
Nie tylko seksualny.
Przede wszystkim symbol partnerstwa i odpowiedzialności w górskim zespole.
Cytuj:
Cytuj:
3. rozumiem że linka musiałaby byc krótka a dziecko prowadzone jak na smyczy przed ojcem, który nie spuszcza go z oczu no i raczej w uprzęży.
W takim założeniu miałoby to jakiś sens. Gruby pisał jednak o 10m liny. Tak długi odcinek bez przelotów to w eksponowanym terenie będzie dwójka bez sternika.
Długą linę można skrócić (np owijając zwoje wokół ciała), krótkiej wydłużyć się nie da.
Innymi słowy pokonanie np. czterometrowego stromego progu gdzie dorosły mógłby pierwszy wejść i przyasekurować z góry ze zbyt krótką liną stanie się niemożliwe.
EDIT
*
http://www.alpinerecreation.com/pdf/ShortRoping.pdfTak jak napisałem - to akurat lektura raczej dla Śpiocha i innych profesjonalistów

.