Szukałem czegoś fajnego dla Filipa, żeby się nie nachodził a żeby mu się podobało. Zachęcony relacją e_l zdradziłem Tatry i pojechaliśmy.
Męska wyprawa ja, Filip, szwagier i jego kolega z pracy.

Wystartowaliśmy parę minut po piątej z Białego Potoku i po chwili szczęka mi opadła. Pięknie tam. Podejścia praktycznie nie ma, od razu zaczynają się wąwozy i kładki i drabinki.



Po przejściu pierwszego odcinka zrobiliśmy popas na polanie. Weszliśmy w drugi wąwóz i zaraz za pierwszą drabinką Filip uderzył kolanem o kamień i to był koniec naszej wycieczki. Namówiłem szwagra żeby poszli sobie dalej na Rozsutec, a sam wróciłem z Filipem do auta. O ósmej byliśmy z powrotem.
Potem sobie przez kolejne pięć godzin pozwiedzaliśmy okolice parkingu, zbudowaliśmy tamę z kamieni na potoku i napiliśmy kofoli.
Także ten...

Jedna z krótszych moich wycieczek to była.