Zbychu napisał(a):
Kto wpadł na pomysł skanalizowania ruchu ludzi w wąskich dolinkach?
Tu raczej nie chodzi o "skanalizowanie" kogokolwiek. To swoisty "ukłon" w stronę mieszkańców (stałych) Zakopanego i okolic. W całej Polsce "otwarto" parki miejskie, rekreacyjne, w których można spacerować, biegać, etc. - a w Zakopanem
de facto czegoś takiego nie ma. W dodatku - o czym się raczej nie pisze - sytuacja lasów Wspólnoty 8 Gmin - też jest wieloznaczna. Te tereny - generalnie łąki, regiel dolny - są własnością wspólnoty/prywatną.
Zbychu napisał(a):
Zwłaszcza, że w następnym etapie uruchomiona może być częściowo gastronomia i baza noclegowa. A teraz już widzę, że następny etap otwarcia parku, to będzie po prostu udostępnienie kolejnych dolin. Nie wiem kiedy, wg tej filozofii, wbijemy się w ściany
"udostępnianie" kolejnych dolin może wyglądać różnie, podobnie możliwość "wbijania się" w ściany.
Do czasu opracowania zasad "odwieszenia" bazy noclegowej - i gastronomii "stacjonarnej" (czyli nie na wynos, bo taka obecnie może działać) - to udostępnianie może przyjąć głównie formę taką, jaka miała miejsce przed całkowitym zamknięciem. Czyli dla "tubylców". Ewentualnie dla tych, którzy będą mogli być w tamtym rejonie zgodnie z obowiązującym "prawem". (w internetowym wydaniu "Tygodnika..." przeczytałem, że policja lokalna (Zakopane, okolice) ma sprawdzać, czy nie ma "nielegalnego" wynajmu kwater
Wariantów jest kilka - łącznie z obowiązkiem meldowania się osób - na pobyt. I to się da racjonalnie wytłumaczyć, z punktu widzenia epidemiologicznego...
Oczywiście, że nic nie stoi na przeszkodzie - by całkowicie "otworzyć" parki narodowe, tak jak "otworzono" lasy państwowe czy parki miejskie.
Ale widzę tu wyraźny konflikt, i obawy - finansowe i epidemiologiczne - władz lokalnych z Podhala. Obawa przed niekontrolowanym napływem ludzi nie na teren TPN, ale do Zakopanego. Jeśli do - plus minus - 40-tysięcznego miasta - przyjeżdża jednocześnie (w przeciągu dwóch-trzech dni) 10 razy więcej osób (albo i 20x) - to zachowanie "społecznej izolacji - na ulicach, w sklepach - jest po prostu fikcją.
W Stanie Wojennym - po pierwszych dniach oczywistego zamieszania - przyjazd do Zakopanego był możliwy. Czy to służbowo, czy prywatnie. Tyle, że właśnie trzeba się było "zameldować" - na komendzie, przedstawiając powód i określić miejsce zakwaterowania. Z innych przyczyn - ale to pozwalało w razie konieczności na "odszukanie" danej osoby nie tylko w trakcie pobytu w Zakopanem, ale także i później...
Zbychu napisał(a):
to może czas na kroki realnie ograniczające liczbę turystów w Tatrach? Po wcześniejszym braku wyobraźni teraz już chyba tylko brutalne? Może na krokusy w Chochołowską wystarczy 5000 dziennie zamiast 20 000?

O Moku szkoda mówić... Może czas przesunąć środek ciężkości z człowieka na góry? Albo chociaż znaleźć jakiś środek? Czy to nie zadanie dla parku?
To jest temat, o którym "się myśli" już od prawie 10 lat. I to bardzo poważnie.
Ale jak zawsze - "sytuacja" zewnętrzna - dotychczasowa, ta sprzed epidemii - raczej nie sprzyjała nie tylko realizacji różnych rozwiązań (a jest ich sporo), ale nawet nie sprzyjała, "głośnemu" i oficjalnemu na ten temat mówieniu. "Dobrobyt" i rozwój tego regionu - zależał i zależy - głównie od atrakcji turystycznych (co więcej - ten "dobrobyt" był też istotny dla wielu grup społeczno-ekonomiczno-politycznych, które nawet nie zamieszkiwały tam na miejscu, ale w rejon "inwestowały", nie tylko finansowo).
Teraz się sytuacja zmieniła - obawy przed zbyt dużą liczbą ludzi - w jednym czasie i na w miarę ograniczonym miejscu - mogą spowodować, że to samo "lobby", które robiło wszystko by w Tatry przyjeżdżało jak najwięcej ludzi - i najlepiej na krótko - zacznie "lobbować", by zapewnić "opłacalną" liczbę, a jednocześnie bezpieczną...
W latach minionych postulowano by po oszacowaniu "pojemności turystycznej" - próbować ograniczać wejścia do tej właśnie liczby. (
vide "przepustowość" kolejki na Kasprowy.)
Pierwszym z brzegu pomysłem - wykorzystującym rozwiązania epidemiczne już działające w Polsce - to proste przeliczenie "powierzchni" bezpiecznej dla jednej osoby umożliwiającej dystans społeczny.
Wielkopowierzchniowe sklepy - mogą wpuszczać na teren handlowy liczbę ludzi - zależną nie od liczby kas, ale od tego, by dla jednego klienta przeznaczyć - nie pamiętam - 10 lub 15 m2.
Przyjmijmy - restrykcyjnie - 10 m2.
W TPN poruszać się można wyłącznie po szlakach. Łączna długość szlaków to około 270 km. Dla uproszczenia - przyjmijmy 250 km. Średnia szerokość - przyjmijmy 1 m. 250 km = 250000 m. x 1 m szerokości = 250 000 m2. 10 m2 na klienta (pardą: turystę) - to daje 25000 klientów. Na wszystkie szlaki, na dobę. Przebywać na obszarze parku można od świtu do zmierzchu - ograniczmy ten czas do konkretnych godzin. W lecie - od 7 rano do 19. - 12 godzin. 25000 podzielić na 12 - dla równego rachunku i ze względów bezpieczeństwa i ochroniarskich - zaokrąglijmy "w dół" = 2000 turystów na godzinę. "Wejść" na teren parku jest - wiadomo ile

Zostawiamy te "łatwiejsze" do opanowania i kontroli: Palenica, Sucha, Olczyska, Kuźnice, - 4 reglówki - Mała Łąka, Staników Żleb, Kościeliska, Lejowa, Chochołowska. = 12. Czyli w każdym wejściu - przez godzinę - można sprzedać 160 biletów (czyli wpuścić 160 turystów). Oczywiście muszą oni pamiętać, by poruszać się - w sytuacji, gdy są obcymi - w "grupach" mniejszych niż 2 osoby/i lub zachowując odstęp 2 metrów
Reszta czeka. I tyle. Nie ma przedsprzedaży.
To wariant ze sprzedażą godzinową.
Możliwy jest też wariant taki - że każde wejście sprzedaje "ciurkiem" całą pulę przypadająca na pojedyncze wejście (czyli 2000 wejść). Ale to wymaga ewidencji wyjść...Bilety są numerowane i z godziną wejścia. Przy wyjściu - informacja o "zwolnieniu" się jednego miejsca trafia do centralnej informacji. Tak, by na terenie parku - w trakcie "działania" nie przebywało więcej niż 25000 osób...
Pomysł wydaje się lekko szalony - ale... jest wiele miejsc na Świecie, - mam na myśli otwarte przestrzenie, na które wstęp jest w jakiś sposób reglamentowany/regulowany. Głównie poprzez dystrybucję biletów wstępu - związaną z przepustowością czy "pojemnością".
Zresztą - po południowej stronie Tatr - całe partie są niedostępne - dla nikogo - przez kilka miesięcy. I dają radę...
pozdrawiam
gb

ps
dla "zabezpieczenia" dystrybucji biletów przed "konikami" - bilet może być imienny. Po prostu na wydruku jest umieszczane imię i nazwisko kupującego. Wprowadza je sprzedający.