W sobotę rano opady jeszcze przechodziły przez rejony górskie więc na miejsce dojechaliśmy dopiero o 10. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki chmury zaczęły opuszczać szczyty gór i z pełnego zachmurzenia pogoda zamieniła się w lampę.
Ruszyliśmy w górę Doliny Bystrickiej, która aktualnie znajduje się chyba w fazie najlepszego swojego rozkwitu, po prostu jest tam pięknie. W jej dolnej części jest czynny kamieniołom, co kilka minut podjeżdżają ciężarówki po załadunek. Namierzyliśmy polanę na którą mieliśmy później wrócić i w odpowiednim miejscu opuściliśmy znakowany szlak aby dostać się na grzbiet prowadzący na Stoha.
Zarośnięta droga wiodła wzdłuż koryta wyschniętego potoku, a gdy wyżej pojawiła się w nim woda dalsze podejście tarasowały wiatrołomy. Trzeba było je obchodzić po nielicznych śladach poprzedników i wszelkiej zwierzyny. Tak dotarliśmy do obszaru ochrony ścisłej Sramkova, który powstał w celu ochrony sporego kawałka pierwotnego, mieszanego lasu na zboczach Zobraka. Trzeba przyznać, że las jest zostawiony sam sobie - nie widać śladu jakichkolwiek wycinek, a stare drogi zwózkowe i stokówki pożera natura.
Wyżej mieliśmy pewne rozterki, bo pojawiły się lepsze ścieżki trawersujące zbocza, ale ostatecznie dotarliśmy dokładnie na polanę za Zobrakiem zgodnie z założeniami.






Tam zaś przywitała nas nikła ścieżka i zielony szlak na Stoha. Było też sporo kwiecia, ale największą uwagę przykuła polanka pełna krokusów, z których niektóre egzemplarze były w całkiem dobrej kondycji. Mieliśmy wrażenie, że czas się cofnął o jakieś dwa miesiące.





Przed samym Stohem zrobiliśmy sobie przerwę na posiłek, bo końcówka podejścia wiąże się z dość sporym wydatkiem energetycznym

. Ale to właśnie z tego podejścia są najlepsze widoki na okolicę, bo wierzchołek Stoha jest na nie zbyt płaski.





Ma jednak inną ważną zaletę - jest z niego genialny widok na Velky Rozsutec, który od tego miejsca staje się głównym aktorem w tym małofatrzańskim spektaklu.



Na szczycie ciągły i porywisty wiatr, który doskwierał od samego początku, jeszcze bardziej dał nam się we znaki. Namierzyliśmy Osnicę i ruszyliśmy w jej kierunku. Ludzi na szlaku nie było zbyt wielu, zejście więc było bardzo przyjemne. Szlak na Rozsutec również był całkowicie opustoszały - widać, że jego sezonowe zamknięcie spotkało się ze zrozumieniem turystów.






Na Osnicy zawsze panuje spokój i tym razem było podobnie, bo były z nami tam tylko dwie turystki. To jedna z naszych ulubionych górek, a do tego wszystkie szlaki, które na nią prowadzą są świetne. Zejście na Strungovy Prislop prowadzi magicznym lasem spowitym zapachem wszechobecnego czosnku niedźwiedziego. Niestety pąki jeszcze nie wypuściły kwiatów, pewnie jest to kwestia tygodnia bądź dwóch.







Niebieski szlak okrążający Magurę opuściliśmy w odpowiednim miejscu i tak dotarliśmy do środkowej części od dawna już nieczynnego wyciągu narciarskiego. Nim w górę na łąki Ivaskovej.




Zejście do Doliny Bystrickiej okazało się dość banalne, jak nie łąkami (wyżej), to niżej lasem i tak bez problemu wyleźliśmy na polanę o której pisałem wcześniej. Na dole trzy susy przez potok i byliśmy z powrotem na szlaku.





Myślę, że końcówka maja to najlepszy okres czasu żeby urządzać sobie spacery w Małej Fatrze, a ze swojej strony gorąco polecam wszystkie szlaki poprowadzone od południowej strony, jeśli ktoś (tak jak my) ceni sobie spokój, ciszę i dziką przyrodę. Szczególnie gdy to wszystko znajduje się jakieś dwie godzinki jazdy samochodem od naszego blokowiska

.