Forum portalu turystyka-gorska.pl

Wszystko o górach
portal górski
Regulamin forum


Teraz jest Wt cze 02, 2020 5:50 pm

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 13 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: N kwi 19, 2020 10:06 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz lip 28, 2011 9:09 am
Posty: 5324
Lokalizacja: Białystok
W Alpach Bawarskich kiedyś już byłem. Nic szczególnego nie zdziałałem ale że góry były piękne a piwo pyszne obiecałem sobie, że kiedyś tam wrócę. Okazja nadarzyła się w sierpniu 2018 roku. Główny cel wyjazdu to oczywiście najwyższy szczyt Niemiec - Zugspitze (2962 m n.p.m.).

Było nas trzech, w każdym nas inna krew (Jagiellonia, Legia, Widzew). Startujemy z Modlina, w bawarskim Memmingen łapiemy busa jadącego w kierunku Wenecji i po jakichś trzech godzinach meldujemy się w austriackim Ehrwald'zie. Odwiedzamy miejscowy market w celach aprowizacyjnych i degustacyjnych. Przygodę czas zacząć!

Dzień 1 - Rekonesans

Od rana leje jak z cebra! Ale to może i lepiej! Przynajmniej mamy wymówkę, żeby nie cisnąć od razu w górę jak debile. Za to na jutro zapowiada się całodniowa lampa (tak przynajmniej mówią internetowe pogodynki). Jako, że na Zugspitze mamy jakieś dwa kilometry przewyższenia planujemy wyjść w nocy. Skoro w nocy to dobrze byłoby poznać choć trochę trasę podejścia aby po ciemaku gdzieś nie zbłądzić. Tak więc dziś czas na krótki rekonesans.

Okazuje się, że szlak zaczyna się dosłownie rzut beretem od naszej kwatery. Zaczynamy więc łagodne podejście cichym lasem. Po kilkunastu minutach oczom naszym okazuje się odbicie w lewo, które wedle mapy będzie dobrym skrótem na jutro. Zapamiętujemy więc charakterystyczne szczegóły terenu i odbijamy w lewo. Po kilkudziesięciu metrach nasz "skrót" zamienia się w szeroką szutrową drogę (tego spodziewaliśmy się z mapy) i po kilkudziesięciu minutach wyprowadza nas pod schronisko Gamsalm (1256 m n.p.m.).

Zbiornik wodny pod schroniskiem:

Obrazek

Schronisko Gamsalm:

Obrazek

Nasza jutrzejsza droga z tego miejsca będzie biegła lewym skrajem stoku narciarskiego, widzimy tylko tyle na ile pozwalają chmury. Wprawdzie deszcz już nie leje ale jakoś nie mamy ochoty wchodzić wyżej. Szwendamy się chwilę po okolicy i zaczynamy odwrót częściowo inną trasą - mianowicie tą, którą byśmy tu doszli bez "skrótu". Tak więc idziemy szutrową drogą, dalej inną szutrową drogą i w końcu odbijamy w prawo na dół. Stąd już mniej lub bardziej stromo w stronę Ehrwald'u.

W końcu pogoda się poprawia, chmury się rozwiewają i w końcu widać cząstkę zachodniej ściany masywu Zugspitze:

Obrazek

Jutro tam będziemy!

Dzień 2 - Zugspitze (2962 m n.p.m.)

Startujemy ciemną nocą. Idziemy rozglądając się po lesie w oczekiwaniu naszego odbicia na "skrót". Pomimo czołówek wszystko jednak wygląda inaczej. Idziemy i idziemy a odbicia jak nie było tak nie ma. Po kilkunastu minutach jest już jasne, że nasz pierwotny plan szlak trafił. Gratulujemy sobie jednak pomysłu wczorajszego powrotu drugą wersją podejścia - teraz ta wiedza sprawia, że nie musimy się spinać. Wciąż wiemy, że idziemy dobrze!

Pokonujemy jakieś dwieście metrów podejścia i jesteśmy na znanej już szutrówce. Teraz prawie poziomy odcinek do schroniska Gamsalm. Zaczynamy podejście stokiem - ta część trasy to Georg-Jager-Steig. Ścieżka widoczna jest ledwo ledwo. Po pewnym czasie odbija gdzieś w prawo i to mnie niepokoi. Znowu coś nie tak. Pomimo czołówek nie potrafimy znaleźć żadnego punktu odniesienia, wszędzie wokół tylko trawa. Robimy nawrotkę na lewą część stoku i tu idziemy na czuja w górę. Po chwili łapiemy zarys jakiejś ścieżynki, która po kilkudziesięciu metrach zamienia się w dróżkę a następnie w drogę. Dobra nasza!

Wchodzimy w piętro kosówek. Zaczynają pojawiać się też pierwsze kamole, najpierw większe a potem coraz mniejsze. W końcu wychodzimy na wielkie piarżysko. Idzie nam się dobrze, powoli wstaje dzień. Wokół cisza.

Odwracamy się za siebie:

Obrazek

Dolina we mgle, promienie słońca zaczynają rozświetlać niebo. W końcu jakieś przyjemności dla duszy! Suniemy jednak dalej. Kosówki coraz mniej, piargu coraz więcej. W końcu idziemy żywym piarżyskiem.

Otoczenie dość posępne:

Obrazek

W końcu weszliśmy w taki syf, że trudno iść dalej. Chłopaki próbują iść lewym skrajem piarżyska ja trawersuje do wymytej rynny, w której widzę jakieś większe skały, które dają nadzieje na jakieś bardziej stabilne chwyty i stopnie. To był dobry wybór! Chłopaki męczą się w syfie a ja powolutku ale dość pewnie wdrapuję się jakieś kilkadziesiąt metrów w górę. Teraz trawers na lewy skraj piarżyska i już jestem na ścieżce, która prowadzi na skalno-trawiasty grzbiet. Tu czekam na chłopaków. Kolejna chwila i jesteśmy już wszyscy na grzbiecie.

Chwila przerwy na zdjęcia:

Obrazek

Obrazek

Patrzymy też na piarżysko, które za nami. Wracać tędy w dół to wątpliwa przyjemność!

Po drugiej stronie grzbietu widoki też niczego sobie:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na grzbiecie pojawiają się pierwsze stalówki, jakaś skałka, bardziej i mniej powietrzne trawersy.

W końcu dobijamy do Wiener Neustadter Hutte (2213 m n.p.m.):

Obrazek

Tu robimy pierwszą poważniejszą przerwę. Chłopaki nakładają kaski i uprzęże, ja tylko robię zdjęcia i wcinam szturmżarcie. Spod schroniska zostaje nam jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów podejścia piargiem i będziemy się wbijać w naszą pierwszą ferratę. Stopselzieher steig to jedna z najłatwiejszych ferrat (A/B) ale ze względu na nasze dziewictwo podchodzimy do niej z należnym szacunkiem.

Rzut oka z okolic schroniska:

Obrazek

Obrazek

W końcu podchodzimy pod ferratę i dajemy nura w skały. Zaczyna się! Idziemy skalną grządką ubezpieczoną stalową liną. Na razie bez większych trudności. Po kilkudziesięciu metrach odbijamy w lewo pod ukap i tu pierwszy trudniejszy odcinek ale tylko dlatego, że skała jest strasznie mokra. Ciśniemy wyżej!

Wokół prawdziwie wysokogórskie otoczenie:

Obrazek

W końcu dochodzimy do pierwszego miejsca, w którym wpinamy się w stalówkę. Kilka metrów spionowanej skały upaćkanej klamrami.

Tak ten odcinek prezentuje się z góry:

Obrazek

Dalsza droga to skała raz łatwiejsza, raz trudniejsza. Na tyle jednak bezproblemowa, że aż do końca nie wpinamy się już w stalówkę.

Wszędzie wokół skały:

Obrazek

W czasie drogi co jakiś czas napotykamy na tabliczki poświęcone zmarłym na tym szlaku turystom. Robi to wrażenie i co rusz przypomina aby nie lekceważyć nawet łatwo wyglądających odcinków.

Co jakiś czas niedaleko przemyka wagonik kolejki:

Obrazek

Z każdym krokiem, z każdym metrem jesteśmy coraz wyżej:

Obrazek

W końcu po jakiejś godzinie i pięciuset metrach skały wychodzimy na grań:

Obrazek

Z jednej strony Niemcy, z drugiej Austria. Musimy chwilę odpocząć! Jesteśmy w chmurze więc widać niewiele zamiennie z nic. W końcu zbieramy się i idziemy granią na szczyt. Syf tu niemiłosierny: kable, rury, betonowe konstrukcje, metalowe słupy. W kilkanaście minut dochodzimy do...

Tu jest dopiero syf i cyrk! Kolejki, sklepy, grill i setki ludzi. Wiedziałem, że w okolicach szczytu jest burdel ale nie spodziewałem się, że aż taki. Wśród tego tłumu ciężko się w ogóle poruszać nie mówiąc już o jakiejś chwili intymności na podziwianie gór.

Aby wejść na wierzchołek należy zejść na przełączkę po jakimś cholernym rusztowaniu, potem wspinamy się parę metrów po drabince, parę metrów skały, krótka i łata grańka i jesteśmy pod krzyżem. Ludzi tu zdecydowanie mniej!

Szczyt Zugspitze:

Obrazek

Robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy w kierunku cyrku. Na szczycie rotacja ludzi jest jednak spora i ciężko w jego pobliżu usiedzieć w spokoju dłuższą chwilę. W betonowym królestwie próbujemy zainstalować się na jakichś ławkach i chwilę nacieszyć się wejściem. Wciąż jesteśmy w chmurze, do tego zimno i wieje. Próbuje łapać aparatem jakieś przedmuchy ale na niewiele się to zdaje. Zdjęć ze szczytu raczej nie będzie.

No może jedno:

Obrazek

Już we wstępnych planach ustaliliśmy, że ze szczytu nie będziemy schodzić (dwa tysiące metrów w dół to zabójstwo dla kolan!) a dzisiejsze przygody na piargu tylko nas w tym przekonaniu umocniły. Gdy szanse na widoki przez jakiś czas się nie poprawiają postanawiamy ruszyć kolejką w dół. Kilka chwil czekania na wagonik, następnych kilka jazdy w dół i już jesteśmy przy dolnej stacji Tiroler Zugspitzbahn.

Pozostaje nam jeszcze parę kilometrów spaceru w przyjemnym lesie do Ehrwald'u i możemy zacząć świętować!

Ehrwald:

Obrazek

Świętowanie... Mamy 15 sierpnia. Święto nie tylko w Polsce ale i w Austrii. Wszystkie sklepy zamknięte! Durnie! Tego nie przewidzieliśmy! Nie ma piwa, nie ma niczego (po raz kolejny przepowiednia niedoszłego prezydenta Kononowicza się spełnia...). W końcu w desperacji idziemy do jakiegoś Turka na piwo i kiełbasę. Mimo, że końcówka dnia była rozczarowująca to jednak jesteśmy z siebie dumni. Zugspitze zdobyty!

Dzień 3 - Vorderer Drachenkopf (2303 m n.p.m.)

Prognoza dobra więc idziemy za ciosem! Z samego rana pakujemy plecaki i wychodzimy w kierunku masywu Mieminger Kette. Przy kościółku skręcamy w prawo i już jesteśmy w pięknym i cichym lesie. Kilkanaście minut spokojnego spaceru i szlak zaczyna stawać dęba. Zaczyna się zabawa. Jesteśmy na Hoher-Gang-Steig i w las zaczyna wdzierać się kilkudziesięciometrowe piarżysko. Bierzemy je od lewej, trzymając się linii skał.

Pierwsze widoki tego dnia (w dole widoczny Ehrwald):

Obrazek

Odbijamy od piarżyska i wchodzimy w skały poprzetykane kosówkami. W skałach bez większych trudności ale co rusz trzeba używać rąk, trafiają się też stalowe liny.

Po jakimś pół godziny wychodzimy na wypłaszczenie:

Obrazek

Na północnym-wschodzie masyw Zugspitze (zwą go chyba Wettersteingebirge):

Obrazek

Jeszcze kilka minut drogi i stajemy nad Seebensee (1657 m n.p.m.):

Obrazek

Jak widać na załączonym obrazku otoczenie ekstraklasa. A ma być jeszcze lepiej!

Kolejne pół godziny i jesteśmy pod Coburger Hutte (1917 m n.p.m.):

Obrazek

Tu robimy pierwszą dłuższą przerwę a widoki po prostu zwalają z nóg! Jest przepięknie!

Widok na północ:

Obrazek

Na południu widzimy między innymi jeziorko Drachensee:

Obrazek

Jest i nasz dzisiejszy cel:

Obrazek

Pod schroniskiem spędzamy dobre pół godziny odpoczywając i chłonąć widoki. Czas się jednak ruszyć! Szlak prowadzi nas łagodnie pod górę w kierunku zachodnim.

Pięknie prezentuje się "Ehrwaldzki Matterhorn" - Sonnenspitze (2417 m n.p.m.):

Obrazek

Po kilku minutach odbijamy ścieżką na południe i obchodzimy od zachodu ścianę "naszego" Drachenkopf'a. Stromą i kruchą ścianką dobijamy na grań i nią idziemy w kierunku wierzchołka. Grań technicznie może i nie jest trudna ale skała jest bardzo krucha i momentami trzeba naprawdę uważać aby nie przelecieć się kilkaset metrów w jedną bądź drugą stronę.

W końcu jednak docieramy na szczyt:

Obrazek

Tu robimy kolejną posiadówę na zdjęcia i podziwianie widoków. A te są zaprawdę zacne!

Na zachodnie Wamperter Schrofen (2520 m n.p.m.):

Obrazek

Poludniowa grań i Grunstein (2661 m n.p.m.):

Obrazek

Seebensee i Zugspitze:

Obrazek

Sonnenspitze:

Obrazek

Grań Marienbergspitze (2561 m n.p.m.):

Obrazek

Czas mija szybko a nas czeka przecież jeszcze opijanie wczorajszego sukcesu. Pora więc wracać. Na grani mamy chwilowe problemy z minięciem niemieckojęzycznej pary, która porusza się bardzo wolno. Gdy udaje nam się ich minąć lotem błyskawicy schodzimy do schroniska a potem nad Seebensee. Postanawiamy zejść w dolinę inną (okrężną) drogą mając nadzieję na jakieś nowe widoki. Finalnie okazało się, że wybraliśmy źle - nie dość, że widoki nie są jakieś spektakularne to w dodatku mamy na trasie prawdziwe tłumy.

Dzień jednak zdecydowanie na plus a austriackie piwo na piątkę z plusem!

Dzień 4 i 5

Następnego dnia chłopaki wybrali się na Daniela (2340 m n.p.m.) - ja musiałem odpuścić ze względu na problemy z żołądkiem. Kolejnego dnia byłem więc rządny rewanżu. Problem stanowiła jedynie prognoza pogody - od południa zapowiadały się burze i ulewy. Postanawiamy więc znów wystartować nocą aby zdążyć przed załamaniem pogody.

Ciemną nocą idziemy (tym razem to Konrad został na kwaterze) w okolice stacji Ehrwald-Zugspitzebahn i rozpoczynamy szybkim tempem podejście asfaltową drogą. W pewnym momencie musimy chwilę odpocząć - zdecydowanie przeszarżowaliśmy z tempem. Powoli zaczyna świtać a my dochodzimy do Tuftlalm (1496 m n.p.m.).

Robimy przerwę i podziwiamy okolicę:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po kilku chwilach odpoczynku idziemy dalej. Wszak trzeba zdążyć przed deszczem.

Z drogi skręcamy w las i po kilkudziesięciu minutach jesteśmy na Gruner Ups (1852 m n.p.m.):

Obrazek

Wchodzimy na łąki pełne owiec. W pierwszej chwili nawet nie zwróciliśmy szczególnej uwagi na dźwięk dzwonków i beczenie. Owiec jednak z każdą chwilą coraz więcej, idą ku nam. Będą fajne zdjęcia - myślimy sobie. Owiec wokół nas już cała masa ale nie chcą pozować do zdjęć. O kuźwa! One nas atakują! Bronimy się kijkami i cofamy się ścieżką szukając schronienia w krzakach. Owce jednak nie przerywają natarcia i spychają nas w dół stoku. Robi się naprawdę nieciekawie. Robimy gwałtowny wycof jakieś kilkadziesiąt metrów i z bezpiecznej odległości obserwujemy ruchy oddziałów wroga. Parę lat już chodzę po górach ale takiej akcji jeszcze nie przeżyłem!

Analizujemy dalszą drogę i wygląda na to, że stad owiec nijak nie ma jak ominąć. Ja decyduję odpuścić a Mariusz próbuje obejść stada górą. Umawiamy się, że będę czekał na niego na Gruner Ups. Powoli idę w umówione miejsce po drodze już spokojnie pstrykając zdjęcia...

Obrazek

Obrazek

Czekam w mówionym miejscu tylko jakieś pół godziny kiedy zjawia się Mariusz. Też postanowił zrobić nawrotkę. Takim oto sposobem owce rozwaliły nam dzień. Polegliśmy po całości!

W markotnych nastrojach wracamy do Tuftlaml i tu spędzamy jeszcze chwilę na podziwianiu widoków:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tak kończy się nasz ostatni dzień w Alpach Bawarskich. Powoli czas pakować manatki...

_________________
Wiem, że nic nie wiem


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N kwi 19, 2020 10:36 am 
Kombatant

Dołączył(a): Pt wrz 27, 2013 2:48 pm
Posty: 356
Piękne! Przydałoby się więcej szczegółów nt. Zugspitze i tych uprzęży.
Co do owiec, wyczuły trzech napakowanych testosteronem samców, to chciały czegoś od życia... A Wy w nogi :roll: .


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N kwi 19, 2020 3:34 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz lip 28, 2011 9:09 am
Posty: 5324
Lokalizacja: Białystok
Pancernik napisał(a):
Przydałoby się więcej szczegółów nt. Zugspitze i tych uprzęży.


A cóż tu więcej pisać? Wchodziliśmy najłatwiejszą drogą (A, dwa odcinki B). W linę wpięliśmy się raz - dosłownie na kilka metrów.

_________________
Wiem, że nic nie wiem


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr kwi 22, 2020 7:13 am 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 12, 2017 7:32 am
Posty: 2521
_Sokrates_ napisał(a):
One nas atakują! Bronimy się kijkami i cofamy się ścieżką szukając schronienia w krzakach. Owce jednak nie przerywają natarcia i spychają nas w dół stoku.
:mrgreen:
Na razie tylko zdjęcia przeleciałam, ale o dziwo, im niżej tym ładniej tym razem. Niektóre fotki miodzio..

_________________
Urodziłeś się, by być prawdziwym, a nie perfekcyjnym.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz kwi 23, 2020 10:22 am 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt lis 21, 2008 10:48 pm
Posty: 1140
Lokalizacja: Warszwa
Ehrwaldzki Matterhorn - pamiętam go. Baaa nawet udało się wczłapać na niego. Swego czasu był to mój najtrudniejszy szczyt. Było napisane że ferrata że fajnie. No fajnie to było ale czy 20 metrów liny to ferrata to bym się kłócił. A tak wtedy było: viewtopic.php?f=11&t=13917

_________________
Jeśli zdajesz pytanie dlaczego chodzę po górach to znaczy że nie zrozumiesz odpowiedzi


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt kwi 24, 2020 11:11 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz lip 28, 2011 9:09 am
Posty: 5324
Lokalizacja: Białystok
tatromaniak24 napisał(a):
Baaa nawet udało się wczłapać na niego.


Gratulacje bo wygląda zacnie no i piszą o nim, że to żaden tam spacerek!

_________________
Wiem, że nic nie wiem


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt kwi 24, 2020 11:34 am 
Kombatant

Dołączył(a): Pt wrz 27, 2013 2:48 pm
Posty: 356
Jeszcze pytanko - ile czasu zajęło Wam wejście tą drogą na Zugspitze? W necie podają dobre siedem godzin https://www.auf-die-zugspitze-wandern.i ... sterreich/, ale czytając Twój opis odniosłem wrażenie, że jednak potrzeba więcej czasu. Zresztą, gdzieś znalazłem też, że... godzin pięć :roll: .


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt kwi 24, 2020 11:49 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz lip 28, 2011 9:09 am
Posty: 5324
Lokalizacja: Białystok
Pancernik napisał(a):
Jeszcze pytanko - ile czasu zajęło Wam wejście tą drogą na Zugspitze?


Ciężko powiedzieć ponieważ nie pamiętam już, o której dokładnie wyszliśmy. Na szczycie byliśmy o 10.30; pierwsze zdjęcie mamy z 6.30 co daje cztery godziny. Pierwsze zdjęcie robiliśmy po jakichś 700-800 metrach podejścia ale szliśmy praktycznie bez przerwy więc trzeba liczyć dodatkowo jakieś dwie/trzy godziny. Całość zamyka się więc w sześciu do siedmiu godzinach.

_________________
Wiem, że nic nie wiem


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N kwi 26, 2020 7:09 am 
Stracony

Dołączył(a): Pn lut 11, 2013 4:09 pm
Posty: 9837
Lokalizacja: FCZ
Jagiellonia,Legia, Widzew.. już ma samym początku nie poszliście na łatwiznę ;)

_________________
NIE MA LEPSZEGO OD MIĘGUSZA WIELKIEGO!


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt maja 01, 2020 8:36 am 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 1109
Lokalizacja: W-wa
Pancernik napisał(a):
Co do owiec, wyczuły trzech napakowanych testosteronem samców, to chciały czegoś od życia... A Wy w nogi :roll: .

Nie wiem, co mam myśleć :wink: bo za mną już parę razy też goniły - np. jak kiedyś zbiegałam z Dresdner hutte, biegły za mną jedna za drugą, na nic było moje odwracanie, groźne miny, wymachiwanie kijkiem. Ten owczy pęd bywa zresztą dla owiec fatalny w skutkach - jedna skoczy, np. spłoszona, w przepaść, a reszta za nią. Ostatnie mają szansę przeżyć, gdy spadną na miękkie futerka poległych niżej. A w południowej Bawarii, w której był kolega, w zeszłym roku zginęło prawie 200 w jednym wypadku, ale te spadły z bardzo stromego zbocza, które wysuszone wskutek upałów prawdopodobnie nie wytrzymało przejścia kilkuset owiec i osunęło się. W kwestii owiec mnie martwią - nie wiem czy słusznie - dzwonki na szyjach i eksplozja dźwięku w głowie owcy przy każdym ruchu - czy to czasem nie tortura?

_________________
Gunda
https://vimeo.com/391958174


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt maja 01, 2020 10:50 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 18, 2009 11:04 am
Posty: 9566
Lokalizacja: miasto100mostów
Byłem, widziałem. Góry piękne. Z perspektywy czasu żałuję tylko, że byłem na Zugu a nie jakimś pustym wierzchołku choćby kilkaset metrów niższym.

A relacja super

_________________
'Tatusiu, zostań w samochodzie, a my zobaczymy gdzie zaczyna się nasz szlak.'


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: So maja 02, 2020 7:25 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz lip 28, 2011 9:09 am
Posty: 5324
Lokalizacja: Białystok
Krabul napisał(a):
A relacja super


Dzięki! :oops:

_________________
Wiem, że nic nie wiem


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt maja 26, 2020 7:45 am 
Weteran

Dołączył(a): N lip 28, 2013 5:37 am
Posty: 100
Lokalizacja: Skarżysko -Kamienna / Chlewiska
Kiedy to było :D Dobry wypad, ciekawe czy pani zostawiła ten napis Tyrol w pokoju? Najlepsze były te plany świętowania zdobycia Zugspitze, a potem rozpaczliwe szukanie czegoś otwartego, żeby kupić piwo :D Atak owiec był zorganizowaną akcją, rok później, w Iranie były już o wiele bardziej przyjazne. Bo rok później był Damavand, ale to temat na całkiem inną historię.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 13 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Polityka prywatności i ciasteczka
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL