Forum portalu turystyka-gorska.pl

Wszystko o górach
portal górski
Regulamin forum


Teraz jest Wt cze 02, 2020 7:51 pm

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 33 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
PostNapisane: Wt kwi 28, 2020 7:58 am 
Zasłużony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 20, 2016 9:13 am
Posty: 209
Lokalizacja: Mazovia
Miałam wrzucić tę relację do poczytania w długie ponure zimowe wieczory, żeby można było nacieszyć oczy kolorami jesieni w monochromatycznym zimowym krajobrazie za oknem. W oczekiwaniu na dogodny moment do spisania wspomnień niepostrzeżenie przyszła wiosna, a relację zamiast śniegu przykrył kurz. I wtedy pojawił się ON.
Akcji w niniejszej relacji będzie tyle co w polskim filmie, a widoki też takie sobie (jak na środek jesieni), więc kto nie chce czytać dalej, może przejść się do parku, albo lepiej bez maski do lasu, póki jeszcze otwarty.

„Okienko, otwórz się…”
Jak zwykle od ostatnich dni sierpnia zaczęłam modły o choćby kilkudniowy ciąg ciepłej słonecznej aury, ale mijał dzień za dniem, a palce zaczęły boleć od ciągłego klikania w przycisk „odśwież” prognozę. Jest mniej więcej 5 dni w miesiącu, kiedy nie mogę porzucić pracy i jedyne wrześniowe okienko oczywiście musiało się pojawić dokładnie o tej porze. A zaraz potem przyszedł pierwszy atak zimy, na początku października kolejny, jeszcze silniejszy i dałam sobie spokój. Tymczasem drugi rok z rzędu nadciągnął potężny ciepły wyż i wyczyścił pole na tyle, że mogłam śmiało wyruszyć bez obaw o warunki zimowe, którymi gardzę okrutnie.

D1 niedziela

Dolina Chochołowska-Dolina Starorobociańska-miała być Bystra-Ornak-Dolina Kościeliska

Wybrałam tę trasę na dzień dobry z pełną świadomością, że będę taplać się w błocie. Ale że aż tak… Mlask plask buty zasysa obleśna maź, topniejący u góry śnieg w całości chyba popłynął tym szlakiem bleeeee. Ale jak pięknie pusto la la la. Byłoby jeszcze piękniej, gdybym nie przyjechała z totalnym brakiem pary w nogach, który ciągnie się za mną od traumatycznej wakacyjnej wycieczki w Julijskie. Czy to już nadszedł ten przykry czas, kiedy z każdym rokiem zaczyna się stopniowy zjazd w dół? Bosz, nie, takam młoda jeszcze…

Przewrotna czarno-biała fotka, bo potem będzie już tylko color-full-HD
Obrazek

Po wyjściu z lasu doganiam, znaczy wróć, z trudem dochodzę do jakiś babeczek przede mną i za nic nie mogę ich przegonić. Uda już bolą, a to dopiero początek trasy i pobytu. WTF WTF WTF? Dobrze chociaż, że widać jak na dłoni Siwą Przełęcz, metodyczne 20 kroków – 5 minut przerwy pozwala doczłapać się resztkami sił do pierwszego obozu.

Meldunek z trasy
Obrazek

i sytuacja na przełęczy
Obrazek

Długi popas w rozkosznie grzejącym słońcu nie przyniósł żadnej poprawy, ale zmusiłam się do ruszenia zadka i na drewnianych nogach doturlałam się do Siwego Zwornika.

Rzut oka za siebie. Rzutów tego dnia było dużo. Dużo za dużo.
Obrazek

Pojawił się pierwszy na trasie śnieg, dość głęboki, luźny i w pytę śliski, kilka razy rozjechały mi się nogi.
Obrazek

No i co kurna teraz? W lewo, w prawo czy w tył zwrot? W takich momentach należy zdać się na ślepy los. Wykorzystałam dwóch młodzieńców z przejęciem opowiadających pasjonującą historię, jak to na czarnym szlaku ganiał ich misiek (na marginesie – szłam przecież tamtędy i żadnej grasującej zwierzyny nie było widu, a tym bardziej słychu). Zdradzili się, że idą na Bystrą, no to zrobiłam z nich zające, zwane też placemakerami albo jak kto woli dyktowaczami tempa.

Obrazek

Obrazek

Liliowe Turnie są w miarę płaskie, więc jako tako da się na nich pocisnąć nawet bez dopalaczy. Wiozłam się na nich (młodzieńcach) do rozejścia szlaków, ale 20 lat różnicy wieku między nami dało niestety na pierwszym podejściu o sobie znać.

Obrazek

Babeczka schodząca już w dół mówi, że trawers na Bystrą jest okrutnie oblodzony i bezpieczniej jest ruszyć przez Błyszcz. No to poszłam i na Błyszczu się skończyło. 20 minut od celu, mnóstwo czasu i zero sił…

I co z tego, że na szczycie ładnie, kłębowisko czarnych myśli nie pozwala się nacieszyć widokami
Obrazek

Obrazek

"Ze spuszczoną głową, powoli..." zaczęłam bolesny psychicznie powrót.

Walka lata z zimą
Obrazek

Kościeliska u stóp
Obrazek

Obrazek

Po zacienionej stronie resztki widać śniegu
Obrazek

a w słońcu złota słowacka jesień
Obrazek

Jesienny przymglony horyzont jest niepowtarzalny
Obrazek

Jako że mamy niedzielę, ludzi w Tatrach jak mrówków
Obrazek

Dwa nagie kijki symbolem mojego Waterloo
Obrazek

taka tam impresja z martwym krzakiem
Obrazek

Trojaczki
Obrazek

A pod schroniskiem plażing na całego
Obrazek

_________________
Kozica nizinna wędrowna


Ostatnio edytowano Wt kwi 28, 2020 11:48 am przez shesmovedon, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt kwi 28, 2020 9:16 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr paź 31, 2007 9:46 pm
Posty: 4168
Lokalizacja: GEKONY
Też kiedyś skończyłem wycieczkę na Błyszczu, a nie na Bystrej. Taka mgła była, że wydawało mi się, że plątam się w kółko i nie wiedziałem nawet którędy mam schodzić.
Zdjęcia super, jeszcze lepiej napisane - dobrze, że w końcu się zmobilizowałaś :)

_________________
Dlaczego Polacy wymyślili himalaizm zimowy? Bo poza sezonem jest taniej.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt kwi 28, 2020 12:21 pm 
Zasłużony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 20, 2016 9:13 am
Posty: 209
Lokalizacja: Mazovia
Weź kefir, nie porównuj zmiany planów z powodu warunków z dziadowaniem :D

D2 - poniedziałek

MOKo-Wrota-Szpiglasowa-MOKo

Jeszcze nie został opracowany plan A, a już przyszło mi sięgnąć po plan awaryjny. Wydumałam wieczorem, że jeśli istnieje jakikolwiek szlak, który może uleczyć moje udręczone nogi, to jest to ceprostrada. W połowie października i na dodatek w dniu roboczym poruszanie się po tej honornej trasie może być nawet względną przyjemnością, więc klamka zapadła.
Zaczęło się od długiego czekania na odjazd busa spod dworca. Niewiarygodne – kurs na MOKo, a chętnych nie ma 8) Odnaleźli się na parkingu na Palenicy, bo kto może, to używa transportu prywatnego. Prawda stara jak historia motoryzacji.
Poranek był rześki, ale trasa już w słońcu i pod górę pozbawiła mnie szybko kolejnych części garderoby. Szast prast i 1,2 godziny później melduję się w ciepłym schronie na śniadaniu. W międzyczasie dosiadł się nieproszony oszust matrymonialny i pod płaszczykiem „ładne oczy masz” szukał jelenia (w tym przypadku łani), żeby go przewaletować na dole. Nie ze mną te numery, Brunner.

Na początku klasyk – lustrzane odbicie. W dużym kontraście świetlnym nie lada wyzwanie dla fotografa, żeby nie przepalić zbytnio nieba.
Obrazek

Ta oto para stała się przyczyną mojego kolejnego nieszczęścia. Szło mi się pod górę jak na aktualny stan nóg całkiem sprawnie, ale na rozejściu szlaków Szpiglas-Wrota zaczęłam się zastanawiać nad zboczeniem z trasy i odbiciem na Chałubińskiego, z drugiej strony gołym okiem widać, że zygzak jest w śniegu, zapewne zbitym, twardym i śliskim. Już chciałam porzucić tę myśl, ale wspomniana para śmiało ruszyła na południe. A ja, jak pojedynczy baran bezwiednie za nimi podreptałam, wyprzedziłam i dałam się wrobić w rolę kozła ofiarnego.

Para
Obrazek

Bez ludzi jakoś ładniej
Obrazek

A to widziałam gołym okiem
Obrazek

Było dokładnie tak jak podejrzewałam – na szlaku zalegał zmrożony, zbity i śliski śniegolód. Tyle że pod górę można zrobić wiele, sztuką jest zejść, ale od czego złota myśl Scarlett O’H. :wink: Idąc w skupieniu nie myślałam o bólu i pewnie dlatego poszło zupełnie gładko. Na miejscu zadekowałam się na skale z widokiem na Ciemnosmreczyńską, wchłaniałam trwającą jeszcze kilka minut samotność wysokodystansowca i gdyby nie lekko piżdżący wiaterek, dałabym 10/10.

Ciemnosmreczyńska
Obrazek

Szpieg z Krainy Deszczowców?
Obrazek

Impresja na podzniedziałek
Obrazek

Wszystko cacy, ale kiedyś trzeba było zejść… Parka tym razem poszła przodem, a ja zajęłam się nieudolnym mocowaniem raczków, które zupełnym przypadkiem znalazłam na dnie plecaka :lol: Nie powiem, że się nie przydały, tylko wbijając się kolcami w podłoże, jednocześnie odrywałam niestabilne kawałki lodu i wraz z nimi leciałam z poślizgiem w dół. Dwójeczka towarzyszy bez asekuracji już hen daleko, a ja jak ostatnia sierota koślawo stawiając stopy i dorobiłam się kolejnego urazu w nierozgrzanych udach. Wstyd. Szkoda że wtedy nie nosiło się jeszcze maseczek, bo bym chociaż ukryła zażenowanie przed ludźmi.

Meldunek z trasy
Obrazek

Obrazek

Szczęśliwie jakoś zeszłam, ale dalszy ciąg na Szpiglasową stał się powtórką z poprzedniego dnia i znowu metodą co krok to przystanek doturlałam się do przełęczy. Czy nie jest szczytem żenuły zmuszać się, by zaliczyć Szpiglas siedząc na Szpiglasowej? A jednak… I pomyśleć, że ledwo dwa lata temu dorzuciłam do identycznego pakietu Kozi Wierch. Tego poniedziałku stać mnie było jedynie na powrót tą samą trasą do Moka, decyzję ułatwiły zeznania naoczych świadków, że łańcuchy w śniegolodzie...

Lato w pełni, okoliczności przyrody zniewalające, czego chcieć więcej? Ta Wysoka Pani w tle szczególnie przykuwa wzrok
Obrazek

Obrazek

Moje ulubione zdjęcie z tego wyjazdu - tak sobie wyobrażałam jesień w górach (to był mój październikowy debiut w górach ever)
Obrazek

Obrazek

Nie mogło zabraknąć nieodzownej mgiełki
Obrazek

I rozległych niczym niezmąconych widoków
Obrazek

Kilka godzin później - inne światło - inny świat
Obrazek

Ataki zimy pozbawiły drzewa liści, chociaż gdzieniegdzie jeszcze płonęły w słońcu żółte korony
Obrazek

Obrazek

W drodze do cywilizacji w głowie jeszcze większe kłębowisko myśli, złości, rezygnacji i załamania. Gdzie jest moja legendarna niezłomność? Może znajdzie się jutro...

_________________
Kozica nizinna wędrowna


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt kwi 28, 2020 2:38 pm 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 12, 2017 7:32 am
Posty: 2521
Dobra, dziś dzień 1 - jutro 2.
Ale fajnie piszesz. I się ucieszyłam z tymi drewnianymi nogami, ze nie tylko Lewy, tfu znaczy ja :mrgreen:

_________________
Urodziłeś się, by być prawdziwym, a nie perfekcyjnym.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt kwi 28, 2020 8:11 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Śr lis 01, 2017 6:55 pm
Posty: 335
Lokalizacja: Gdynia/ Reda
Dobrze się czyta :D
Mam nadzieję, że na dwóch dniach wyjazd się nie skończył.

_________________
Jeśli są zasady, to nie ma kwasów.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt kwi 28, 2020 11:03 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 18, 2009 11:04 am
Posty: 9567
Lokalizacja: miasto100mostów
Fajna relacja.
Również czekam na ciąg dalszy

_________________
'Tatusiu, zostań w samochodzie, a my zobaczymy gdzie zaczyna się nasz szlak.'


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr kwi 29, 2020 8:37 am 
Zasłużony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 20, 2016 9:13 am
Posty: 209
Lokalizacja: Mazovia
Nie wiem, jak Sokrates to zrobił, że z głowy odtworzył precyzyjnie swoje wyjazdy sprzed dwóch lat. O ile suche fakty da się jakoś z pamięci wygrzebać, to ciężko wrócić do emocji (jeśli takie były), które towarzyszyły tamtym chwilom. Szacuneczek.

D3 - wtorek

Czerwone Wierchy+G

Na początek deklaracja:
Ja, niżej niepodpisana, oświadczam że nigdy wcześniej, nadal, ani w przyszłości nie przemknęło mi przez myśl, żeby pchać się na Giewont. To, co zobaczycie w niniejszej relacji, tak naprawdę się nie wydarzyło.

Przez bezsenną noc przemyślałam kilka spraw, z czego najważniejsze było wewnętrzne przekonanie siebie, że należy przestać zawzięcie bezskutecznie walczyć o jak największe zaspokojenie własnego ambicjonalnego ego i po prostu zacząć się cieszyć, że mogę połazić po górach. I na dodatek jesienią, o czym od lat marzyłam. Przytrafiła się zapaść kondycyjna i będzie powołana komisja śledcza po powrocie, ale na razie trzeba wykorzystać dany mi czas.
Na ten dzień zapowiedziano korektę pogodową – pojawi się silny wiatr, na szczęście nie halny, ale będą nici z długiego wylegiwania się na szczycie. Nie schodząc w niedzielę z Bystrej zaświtała mi w głowie myśl o nawiedzeniu Czerwonych Wierchów. Czemu nie? Tłoku nie będzie, a i ostatni raz byłam tam hmmm w 2009? roku i właściwie nic nie pamiętam oprócz tego, że najlepiej zaczynać z Kościeliskiej, nie robić idiotycznych posunięć w postaci zakończenia na Małołączniaku, po prawej będzie Słowacja i za żadne skarby na Kopie Kondrackiej nie wolno skręcać w lewo.
Utkwiło mi gdzieś w zakamarkach pamięci, że niedługo po odbiciu w Kościeliskiej na czerwony szlak, będzie dość nieprzyjemne dość strome podejście i trochę się obawiałam, jak dam na nim radę z postępującą bezkondycją. Na tym etapie każda przeszkoda mogła wywołać niekontrolowane „pier.olę, zawracam”, ale wtedy sobie przypomniałam nocne mocne postanowienie poprawy. Pomogło 8)
Po wyjściu z lasu na łąkę od razu dało się odczuć silne tylno-boczne podmuchy. Nie wiem jak wy, ale ja bardzo nie lubię poruszać się przy silnym wietrze, który wysysa ze mnie co najmniej 50% sił. I znowu musiałam przywołać mantrę – masz dużo czasu, nie idziesz na rekord trasy, powoli do góry, zjedz Snickersa, better?

Obrazek

Obrazek

Kilkadziesiąt kroków – zdjęcie – kilkadziesiąt kroków – zdjęcie - kilkadziesiąt kroków – cześć, miło was widzieć. Idziecie na wierchy? O, ja też :d – kilkadziesiąt kroków – jaka fajna skałka, wejdę sobie – kilkadziesiąt kroków – jaki fajny widok z boku – kilkadziesiąt kroków – o, Giewont!
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tymczasem wiatr robił się coraz dokuczliwszy. Miałam na głowie buffę przerobioną na szeroką opaskę, ale przenikliwe zimno aż do okropnego bólu świdrowało odsłoniętą potylicę i musiałam sięgnąć po skitraną w zanadrzu czapkę. Skostniałe dłonie dopomniały się też o rękawiczki i te na szczęście również mam zawsze przy sobie. Gdzie są k.wa moje rękawiczki? ? ? Zawsze, ale to zawsze leżą i czekają w tym samym schowku, nawet w środku upalnego alpejskiego lata. Wywaliłam wszystko z plecaka i ani śladu. Niemożliwe…
Co mi uratowało życie tego feralnego dnia, to coraz śmielej wyglądające zza chmur słońce, zmieniając pełen dyskomfort w przyjemny komfort termiczny.

Obrazek

Obrazek

Znowu G. się wcisnął w kadr
Obrazek

Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie okolice Ciemniaka – ile tam różnych dupereli i szczególików do uwiecznienia, które kompletnie mi się zatarły w pamięci przez lata nieobecności w tych rejonach. Nie sposób było ustać moment bez ruchu, dlatego zdjęcia z poświęceniem cykałam głównie na kolanach. Góra ma jeszcze tę przewagę nad swoimi siostrami, że zgromadziła skałki, w których w spokoju w takich warunkach da się zjeść pierwszy i ostatni posiłek, kolejny dopiero po zejściu, chyba że ktoś lubi, jak mu herbata wyfruwa z termosu. Rzecz gustu.

Selficzek
Obrazek

Obrazek

Obrazek

i znowu ten wścibski G.
Obrazek

Za sąsiednią skałką dwóch Ślązaków snuje plany na resztę dnia i mimowolnie zasłyszałam, że jak nie będzie za dużo ludzi, to po drodze wskoczą jeszcze na G. Nie żebym podchwyciła tę pyszną myśl – oświadczenie ze wstępu jest święte.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zaczęło wiać nudą, nie ma o czym pisać. Ciągle tylko jakieś kamienie, widoki, trochę zwierzyny i G.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Cyk, cyk, cyk i jestem już na Kopie. Eee moment , powinno być cyk, cyk, cyk, cyk, w końcu wierchy są 4. Policzyłam podejścia i chyba szłam jakimś alternatywnym szlakiem, bo ciągle wychodziły mi 3. No nic, stoję ci ja na wspomnianej Kopie zwrócona twarzą na północ, wytężam wzrok i kurna albo wszyscy w moro, albo nie ma TEJ kolejki do łańcucha. Następnym razem będę stać w tym samym miejscu z tym samym pytaniem w głowie pewnie za następne 10 lat, więc może jednak się skusić. Nie spodziewam się znajomych, więc wstydu nie będzie, dowody chwili słabości się skasuje. No idź, szepce diabeł w ucho. Kręgosłup moralny mam na poziomie Gowina i nie ciesząc się, poszłam ku przeznaczeniu…

Obrazek

Obrazek

Ta góra ma specyficzne wibracje i przyciąga obce mi kulturowo rasy. Ja na nich, a oni na mnie patrzą nieufnie i widzą, że jakieś dziwne ciało się kręci, co nie strzela selfie z krzyżem i schodzi bez użycia łańcuchów.

Legendarny widok, dla którego ludziska nie cofają się nawet w obliczu nadciągającego armagedonu.
Obrazek

Ten widok mniej spektakularny dla większości i zapewne mniej popularny na fotkach
Obrazek

Dowód zbrodni
Obrazek

Szybkie sru w dół i jestem cała i zdrowa w Kondratowej
Obrazek

Obrazek

Obrazek

_________________
Kozica nizinna wędrowna


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr kwi 29, 2020 9:05 am 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Cz paź 22, 2015 5:17 pm
Posty: 2217
Lokalizacja: Poznań
shesmovedon napisał(a):
...poszłam i na Błyszczu się skończyło. 20 minut od celu,
Mój pierwszy raz był taki sam, chociaż powód był taki jak u Kefira. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, przynajmniej będziesz miała powód aby tam wrócić. I niekoniecznie tą sama trasą.
A tak w ogóle to robisz tak piękne zdjęcia, że nie można się napatrzeć i do tego te widoki.
Pisz dalej, bo świetnie piszesz. Tym brakiem pary w nogach się nie przejmuj, przynajmniej miałaś więcej czasu na to, aby zachować w pamięci te widoki, bo nie wiadomo kiedy będzie następny raz. Ta deklaracja
shesmovedon napisał(a):
...żeby pchać się na Giewont
To znaczy, że to Twój pierwszy raz? :eye: :wink:
Bo mój był :D


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr kwi 29, 2020 9:44 am 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 12, 2017 7:32 am
Posty: 2521
A ja się nie wybieram. Na przekór :D
Piękne zdjęcia. Piękne są Wierchy. Ogólnie Zachodnie ze 2 lata temu mi się spodobały bardzo.

_________________
Urodziłeś się, by być prawdziwym, a nie perfekcyjnym.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr kwi 29, 2020 10:24 am 
Kombatant

Dołączył(a): Pt wrz 27, 2013 2:48 pm
Posty: 356
Ha, ha, świetnie się czyta. O tym Błyszczu i "zaprzepaszczonej" Bystrej, o przewentylowanej potylicy ponad buffem, i o skrytowejściu na G.
No i o zmaltretowanych łydkach/udach/kolanach. Ha, ha, jakbym siebie czytał... Dlatego tak świetnie się czyta :mrgreen:. W oczekiwaniu na dalsze odcinki :brawo:


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr kwi 29, 2020 10:33 am 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 12, 2017 7:32 am
Posty: 2521
A myślałam, że jedyna na tym forum mam takie kryzysy :roll: Tylko, że choćbym miała rzygać lezę.
Fakt, że me szlaki nieambitne :lol: :lol: :lol:

_________________
Urodziłeś się, by być prawdziwym, a nie perfekcyjnym.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr kwi 29, 2020 10:39 am 
Kombatant

Dołączył(a): Śr lis 01, 2017 6:55 pm
Posty: 335
Lokalizacja: Gdynia/ Reda
shesmovedon napisał(a):
Cyk, cyk, cyk i jestem już na Kopie. Eee moment , powinno być cyk, cyk, cyk, cyk, w końcu wierchy są 4. Policzyłam podejścia i chyba szłam jakimś alternatywnym szlakiem, bo ciągle wychodziły mi 3.


No mogliby tę Krzesanicę dla pewności "otabliczkować" :D W czasie wizyty na Czerwonych Wierchach Krzesanica miała być moim najwyższym pikiem na tamten moment, ale... nie wiem, czy była :D Poszłam tam, gdzie wysokość wydawała mi się największa, gdzie było sporo ludzi, zakładając, że to był wierzchołek :D

_________________
Jeśli są zasady, to nie ma kwasów.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr kwi 29, 2020 11:42 am 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Cz paź 22, 2015 5:17 pm
Posty: 2217
Lokalizacja: Poznań
Redemption MM napisał(a):
A myślałam, że jedyna na tym forum mam takie kryzysy :roll: Tylko, że choćbym miała rzygać lezę.
Fakt, że me szlaki nieambitne :lol: :lol: :lol:
No nie, taka jedyna to Ty nie jesteś :wink: . Kiedyś chciałam iść na Wrota, ale śniegu było nieco więcej niż w tej relacji (to było w jakimś czerwcu), więc ambicja poszła do plecaka a ja poleżałam sobie pod Mnichem. I wcale nie uważałam tej wycieczki za nieudaną.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr kwi 29, 2020 11:50 am 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 12, 2017 7:32 am
Posty: 2521
Zapachniało jesienną klimatyzacją górskiego powietrza z tych zdjęć. Aż się rozmarzyłam :)
Myślałam, że popadłam w taką stagnację w związku z wirusem, ale jak dziś jakoś klaruje się możliwość wyjazdu, to czuję, że dostałam skrzydeł.
Nawet niemoc w nogach i płucach pokonam :!:
:mrgreen:

_________________
Urodziłeś się, by być prawdziwym, a nie perfekcyjnym.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr kwi 29, 2020 12:37 pm 
Zasłużony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 20, 2016 9:13 am
Posty: 209
Lokalizacja: Mazovia
D4 – środa

W d. byłam, g. widziałam

Ten dzień będę jeszcze długo pamiętać…
Prognozy wskazywały, że rano będzie jeszcze mocno wiać, ale z tendencją w ciągu dnia do całkowitego wyciszenia. Słońca nie za wiele, możliwy niewielki deszcz.
Nadszedł w końcu czas skończenia z popierdółkami i przyszła pora na ruszenie w rejony bardziej naturalne dla kozic, nawet jeśli tylko nizinnych. Zawrat? Minął już tydzień ocieplenia i jest bardzo prawdopodobne, że śnieg i oblodzenie zeszły, albo zostały bezpieczne śladowe ilości.
Bus do Kuźnic ku radości ruszył jeszcze przed 7-mą, o co poza sezonem dość trudno. Kasa zamknięta, czyli jestem 5 zeta do przodu. Szlak… no właśnie szlak… świeżutko po remoncie, jeszcze nie deptany i nie podziurawiony kijkami i podejrzewam, że jestem jedyną osobą, której się nowe oblicze nie spodobało. Po kamiennych schodkach szłam zawsze jak maszyna bez zatrzymywania aż do Murowańca (oczywiście będąc w normalnej formie), a tu mi łydki się rozciągają aż do granic wytrzymałości, a buty na glino-szutrze lekko ślizgają po podłożu. Droga do zejścia jak ukojenie skołatanych nerwów, ale pod górę mówię nie.
Po wyjściu z lasu zaczął się półgodzinny dramat. Nie raz szłam tamtędy przy wietrze, nie raz podmuchy zatykały dziurki w nosie, ale po raz pierwszy na tak niedużej wysokości mnie przewróciło. Wyciągnęłam kijki, bo bez nich groził kolejny fikołek i mozolnie przesuwałam się do przodu. Jak kojarzycie końcówkę niebieskiego szlaku, to najpierw po prawej są skały, potem jakieś 50 m prześwitu, a potem kolejne skały już z lewej i połączenie drogi z Jaworzynką. I właśnie na tym odcinku pomiędzy zasłonami tak pizgało z zachodu, że oderwanie stopy od podłoża groziło zdmuchnięciem w kosówkę. Ja ważę 47kg, więc co to za przeszkoda dla żywiołu. Odwróciłam się tyłem do wiatru czekając, aż choćby na moment zelżeje, żeby się przesunąć o metr. Zasłona jest prawie na wyciągnięcie ręki, ale nie mogłam ruszyć się z miejsca, tylko z całej zaparłam się kijami i stopami w podłoże. Trwało to kilka minut, a ja ciągle tkwię w tym samym miejscu zgięta w pół i szarpana niemiłosiernymi porywami. Czterech młodych silnych chłopaków toczyło tę samą walkę i z zazdrością patrzyłam, jak jeden po drugim szczęśliwie dociera do skał, gdzie panuje niemal cisza. Już prawie zdecydowałam się na odważny krok i w tym momencie wiatr zerwał mi okulary przeciwsłoneczne. Jak na dole zaoszczędziłam 5 zł, tak tu poszło się ganiać 250… Czara goryczy została przelana, bo w sumie co mi z tego, że dotrę do Murowańca, jak utknę w nim na parę godzin. Prawdopodobnie na górze jest równie nieciekawie. Zebrałam się w sobie i szurając po glebie jakoś wyrwałam się z objęć huraganu. Godzina 7.30 i koniec dnia? Po drodze pogodziłam się z sytuacją i po prostu poszłam gdzie mnie nogi poniosą. Najpierw poniosło na Nosal, gdzie posiedziałam z godzinkę.

Obrazek

Obrazek

Potem przyszła na myśl Polana Olczyska, o odwiedzeniu której nawet mi się nie śniło – proszę bardzo, dziś wszystko jest możliwe.
Obrazek

Obrazek

A potem przyszedł do głowy Wielki Kopieniec – why not? Jak szaleć, to szaleć. Trasa długawa, ale niebyt urodziwa
Obrazek

Obrazek

Pisał ktoś na forum, że to jego najnowsze odkrycie i podpisuję się pod tą opinią obiema rękami. Proszę – panorama na 4 strony świata. Szczególnie zainteresowała mnie wystawa północna – po kłębowisku chmur widać, że poranna decyzja chyba nie była najgorszą….
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A może by tak jednak uderzyć do Murowańca przez Psią Trawkę? Dobrzy ludzie poczęstowali mnie mapą i faktycznie – istnieje bezpośrednie połączenie. Po drodze minęłam dziewczę idącą o kulach i z potężnym stabilizatorem na kolanie. Ja tam wyjeżdżam do niej z tekstami o bidulce, a ta mi w odwecie mówi, że wczoraj przeszła z Zawratu na Kozi… Kozaków w górach wielu….
O 13.30 dotarłam do Murowańca – rekord wszechczasów ;D Od rana wiatr już mocno przycichł, ale powtarzałam sobie, że jednak poranna decyzja była najlepszą z możliwych. Tyle że pech chciał, że postanowiłam sobie zrobić jeszcze krótką wycieczkę nad Czarny Staw. Tuż za schroniskiem spotkałam przewodnika, z którym byłam w Julijskich, a który robił tego dnia za opiekuna grupki na oko 10-latków. Pytam co robią, skąd idą i słyszę w odpowiedzi, że idą z Kuźnic przez Myślenickie Turnie i Kasprowy. CO??????? To znaczy, że na górze jednak nie było tego szaleństwa, które napotkałam na Boczaniu???? Cały optymizm zgromadzony z trudem od rana prysł w jednej chwili. Jak zbity pies poszłam dalej nad wodę, ale w środku aż mi się gotowało ze złości. Czy ja zrobiłam coś złego w życiu, że dostaję w ostatnich dniach taką karę?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po powrocie Zakopca rozmawiałam z babeczką z kwatery obok, która poszła na Kozi z Piątki i jednak tam była masakra. Jej się nie udało dotrzeć do szczytu, chociaż jest z gatunku sprawnych i wytrzymałych. Zagadką zatem pozostanie, czy Zawrat był tego dnia osiągalny czy nie.
Jeden naprawdę pozytyw wykluł się tej nieszczęsnej środy – kilka łatwych podejść i zejść rozbiło mi większość bólu w nogach, tak więc na następny dzień można w końcu było zaplanować coś bardziej sensownego.

_________________
Kozica nizinna wędrowna


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr kwi 29, 2020 1:25 pm 
Zasłużony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 20, 2016 9:13 am
Posty: 209
Lokalizacja: Mazovia
Dziękuję za dobre słowa :D Przy takiej pogodzie i widokach naprawdę trzeba się postarać, żeby zepsuć zdjęcia :lol:

e_l napisał(a):
To znaczy, że to Twój pierwszy raz? :eye: :wink:
Bo mój był :D

Ślubowałam kiedyś plan 2G – Gubałówka i Giewont, na których nigdy moja stopa miała nie stanąć. O ile z pierwszym nie mam żadnego problemu, to drugi jakoś sam się niechcący złamał 8) Przypadkiem odhaczony, powtórki nie będzie.

e_l napisał(a):
Tym brakiem pary w nogach się nie przejmuj

Dziś z upływem czasu już inaczej patrzę na zeszłoroczną zapaść (bo dała się we znaki także w Słowenii, o czym może innym razem), ale jestem przyzwyczajona, że nie mam żadnego problemu z kondycją. Na co dzień nie uprawiam sportów, a mimo to po prostu wychodziłam w góry i bez aklimatyzacji robiłam co chciałam. Cokolwiek się nie działo w nieszczęsnym 2019, było dla mnie nowością i trochę szokiem. Mam nadzieję, że stare dobre powróci na zawołanie

_________________
Kozica nizinna wędrowna


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Śr kwi 29, 2020 2:18 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pn paź 05, 2015 7:18 pm
Posty: 1231
shesmovedon napisał(a):
Jak kojarzycie końcówkę niebieskiego szlaku, to najpierw po prawej są skały, potem jakieś 50 m prześwitu, a potem kolejne skały już z lewej i połączenie drogi z Jaworzynką. I właśnie na tym odcinku pomiędzy zasłonami tak pizgało z zachodu, że oderwanie stopy od podłoża groziło zdmuchnięciem w kosówkę. Ja ważę 47kg, więc co to za przeszkoda dla żywiołu.

To siodełko pomiędzy Upłazem a Wielką Królową Kopą nazywa się Diabełek i ma do siebie to, że nawet jak nie wieje, to tam wieje. W każdym razie nie ma tak, by nie dało się wyczuć ruchu powietrza. Polecam sprawdzić. Tak wspomniałem sobie na moje w tym miejscu boje... Raz to było zimowe czołganie przez pełzanie z zostawianiem krwawych śladów :D a raz jeden (też zimą) po zgłoszeniu z Centrali do Murowańca: słuchajcie... dwie turystki doszły Upłazem pod Kopę i wyczerpane, nie mogąc pokonać wiatru, zostawiły plecaki i zawróciły. Spróbujcie się tam przejść i je zabezpieczyć (plecaki znaczy się). I poszliśmy... ratownik dyżurny głośnego nazwiska i nas dwóch wychodzonych, wywspinanych, silnych i szybkich. Oszpeiliśmy się jak na łojenie poważnej góry, bo też wiedzieliśmy co nas może czekać. No i czekało... doczołgaliśmy się bohatersko ledwie na granicę siodełka... i tyle... Plecaków nie dojrzeliśmy, bo jak okazało się nazajutrz, zwiało je w Olczyską. Kończąc powiem tak: przy silnym wietrze podchodzimy na Halę Jaworzynką. Dla koneserów możliwe są jeszcze warianty z częściowym wykorzystaniem nartostrady, bądź rzeźba w terenie z Olczyskiej. Ale to tylko w wypadku ratowania życia :D Jak już ktoś musi, bo inaczej się udusi, to trawersujemy siodełko kilka metrów poniżej po stronie Jaworzynki. Sprawdzone, przechodzone...
Tak że Koleżanko, nie miej wyrzutów... tamto miejsce pokonuje... dużo cięższych :D


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz kwi 30, 2020 7:49 pm 
Zasłużony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 20, 2016 9:13 am
Posty: 209
Lokalizacja: Mazovia
D5 – czwartek

Polski Grzebień +

Zgodnie z zasadą mierz zamiary na siły skierowałam celownik na Białą Wodę, którą w 2016 obiecałam odwiedzać co roku i tradycja musiała zostać podtrzymana, chociaż jak się okazało na koniec dnia, odczuwam już lekki przesyt corocznym zapuszczaniem żurawia w tę dolinę. W okolicy jest pewien zakazany owoc, który dużo bardziej nie daje mi ostatnio spokoju :0
Nie będę Was katować relacją z akcji niezdobywania wysokości w Białej Wodzie, dość powiedzieć, że olałam obowiązkowe łał na widok Belovodskiej Polany, a później jej siostrą pod Wysoką. Z przyzwyczajenia wyciągnęłam aparat pod wodospadem i strzelając drugą focię plecom Młynarza.
Obrazek

Obrazek

Litworowa powitała nas chłodem nie tylko dosłownie, bo temperatura oscylowała koło zera, ale też słońce nie mogło przebić przez wysokie szczyty się otulając skały porannym półmrokiem. Bardzo mi brakowało ciepła, które we wrześniu witało mnie tu po dwugodzinnej tułaczce przez las, tym razem promienie sięgały tylko niedostępnych rejonów.
Obrazek

Mijają nas panowie dwaj przezwani natychmiast bliźniakami, bo kto widział, żeby stare chłopy chodziły w jednakowym stroju i dodatkach? 8)
Obrazek

Obrazek

W lustrze Litworowego Stawu jak zwykle przeglądają się tatrzańskie piękności,
Obrazek

Obrazek

a cienie utworzyły widmową długonosą facjatę
Obrazek

Mała ilość światła stłumiła piękną czerwień porastających skały roślin,
Obrazek

Obrazek

ale na szczęście z drugiej strony jest jeszcze trochę złotej jesieni.
Obrazek

Dochodzimy (my-bo zyskałam towarzyszkę na ostatnie dwa wypady) do szmaragdowych wód Zmarzłego Stawu, zatem jesteśmy już na ostatniej, acz dość upierdliwej prostej do celu. Śnieg symbolicznie zalegał tylko w jednym miejscu i chyba można definitywnie ogłosić odwrót zimy. Wysokogórski krajobraz wlewa miód w moje serce :P
Obrazek

Obrazek

Na grzebieniu jak zwykle mnóstwo ludzi, prawie sami rodacy i prawie wszyscy wybrali słowacką ceprostradę na dotarcie do najbardziej polskiego miejsca po tej stronie Tatr.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z radości na uciechę postanowiłam dorzucić jeszcze bonusik w postaci Małej Wysokiej. Najbardziej zaciemniający w górach szlakowskaz pokazuje 1 h do celu, ale twórcy chyba zapomnieli dodać, że to łączny czas PG-MW-PG. Obolałe nogi można w końcu zastąpić ręczną robótką i choć momentami brakuje tlenu w płucach, szybko lecą kolejne metry. Na szczycie zastałam tłok podobny do spotykanego na Świnicy, też mało miejsca i zdecydowanie za dużo chętnych. Pozostaje więc klepnąć szczyt, strzelić kilka fotek i zrobić miejsce kolejnym napływającym masom (tak na marginesie zaczyna obrzydzać mnie ilość ludzi w Tatrach, nie można już liczyć na powakacyjne luzy na szlakach).
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pozostał już tylko długi powrót tą samą drogą na Łysą.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

_________________
Kozica nizinna wędrowna


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt maja 01, 2020 7:41 am 
Zasłużony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 20, 2016 9:13 am
Posty: 209
Lokalizacja: Mazovia
Samo życie :D Złożyłam wypowiedzenie umowy UPC, zeby nie przejsc na bezterminowke i w normalnych okolicznosciach mialabym telefon z DUK z nowa oferta, a tymczasem zgodnie z zyczeniem odlaczyli mnie od uslug i nie moge dokonczyc relacji :lol:

_________________
Kozica nizinna wędrowna


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt maja 01, 2020 9:20 am 
Zasłużony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 20, 2016 9:13 am
Posty: 209
Lokalizacja: Mazovia
Zgwałciłam telefon, może wytrzyma 10 minut bycia routerem.

D6 – piątek

Bielskie

„Herbata stygnie, zapada zmrok, a pod piórem ciągle nic”.
Co można napisać więcej o wycieczce w Bielskie, oprócz tego, że było lekko, łatwo i przyjemnie? Szekspir nie dałby rady, ale skoro się zaczęło relację, to trzeba ją jakoś dokończyć.
Jak wiadomo Strama kursuje tylko do końca września, więc niezmotoryzowani muszą zewrzeć tyłki i przemaszerować piechotą do Jaworzyny, ale na szczęście zabiera to tylko 31 minut życia.
Obrazek

Z tej przymusowej okazji zupełnie przypadkiem odkryłam, że w Jaworzynie stoi ładny drewniany kościółek.
Obrazek

Zasadniczym celem wycieczki w Bielskie było wygrzanie w słońcu starych kości oraz znalezienie w końcu jesieni z prawdziwego zdarzenia, z kolorowymi drzewami i dywanami z opadających liści, a tymczasem jest jeszcze dość zielono.
Obrazek

Obrazek

Sielskie otoczenie Polany pod Muraniem kusi glebnięciem na długie godziny, ale mimo pełni słońca jest cholernie zimno.
Obrazek

Największą gwiazdą okolicy jest oczywiście Murań, ale mamy też pomniejsze formacje i należy cieszyć oko nawet takimi drobiazgami:
Obrazek

bo zaraz nastąpi długi i nudny odcinek leśny, w którym grasują dwa młode miśki.
Obrazek

Wprawne oko zauważy, że o ile przed lasem bujne trawy miały soczysty zielony odcień, to po godzinie zmieniły odcień na typowo jesienny.
Obrazek

Pamiątkowy krzyż tym razem uwieczniłam od d.y strony, ale przynajmniej słońce nie przesłania szczegółów
Obrazek

Spacerowym krokiem docieramy do Przełęczy pod Kopą, na której jest… no jak na Przełęczy pod Kopą zazwyczaj bywa – ładnie, wietrznie i pustawo.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak na rasowe turystyki przystało, udajemy się wprost na Szalony Przechód. Po drodze wytarzałam się w trawie i wykonałam 165 rzut okiem na Zadnie Koperszady.
Obrazek

Obrazek

Kilka mrugnięć okiem później stoimy na górnej kopskiej, luz i sielanka w pełni, w końcu jesteśmy na wczasach w tych góralskich lasach. Szalony Wierch udostępnił nam trawiasty zakątek do ostatniego pikniku.
Obrazek

Pozostał jeszcze obowiązkowy strzał na Wysokie Tatry spomiędzy skałek
Obrazek

I powoli acz nieubłaganie nadszedł czas pożegnań. Z Jagnięcym (bosz, ja mnie kusi wejście na niego tą granią, choć wiem, że to tylko marzenie ściętej głowy)
Obrazek

z Białymi Stawami (może kiedyś dojrzę w nich coś na tyle atrakcyjnego, by podejść bliżej)
Obrazek

z najszerszą panoramą bielskich, jaką udało mi się wykroić
Obrazek

i schodzimy do Doliny Zadnich Koperszadów. Nie tylko ja nie mogę się napatrzeć
Obrazek

Na Muraniu zamieszkali Indianie?
Obrazek

Pod Muraniem słońce przewędrowało na właściwą stronę odsłaniając niesamowity widok na Tatry. Są tak blisko, ale już coraz dalej…
Obrazek

I na zakończenie naprawdę ostatnie spojrzenie na miniony dzień
Obrazek

Żegnajcie Tatry na…. rok?
Stoi wirus za mgłą.
Czekamy wszyscy tu….

_________________
Kozica nizinna wędrowna


Ostatnio edytowano Pt maja 01, 2020 11:22 am przez shesmovedon, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt maja 01, 2020 11:00 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 18, 2009 11:04 am
Posty: 9567
Lokalizacja: miasto100mostów
shesmovedon napisał(a):
Nie wiem, jak Sokrates to zrobił, że z głowy odtworzył precyzyjnie swoje wyjazdy sprzed dwóch lat. O ile suche fakty da się jakoś z pamięci wygrzebać, to ciężko wrócić do emocji (jeśli takie były), które towarzyszyły tamtym chwilom. Szacuneczek.
Jeśli chodzi o Tatry to bez problemu odtworzyłbym w pamięci np. wyjazdy z żoną sprzed kilkunastu lat. Trasy, czasem pewne sytuacje ze szlaku.
Pamiętam z 2008 roku, że na Sławkowskim mocno wiało, na Koprowym całą drogę schodziliśmy rozmawiając z taką starszą panią, na Krywań rano była słaba pogoda i myśleliśmy że guzik z wycieczki a było super, a na Jagnięcym było wprost kapitalnie i byliśmy sami w pełnym słońcu na szczycie. A z Białej Wody jechaliśmy stopem do T. Łomnicy.
Żona na drugi dzień nie pamięta gdzie była.

_________________
'Tatusiu, zostań w samochodzie, a my zobaczymy gdzie zaczyna się nasz szlak.'


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt maja 01, 2020 11:08 am 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Cz paź 22, 2015 5:17 pm
Posty: 2217
Lokalizacja: Poznań
Trafiła Ci się pogoda, że pozazdrościć. Z wielka przyjemnością obejrzałam znajome widoki a i poczytałam również.
Bielskie zawsze mnie przyciągały jak magnes. Twoją trasę wybrałam na pierwszy raz i potem już wpadłam.
Przepraszam za tę uwagę ale to Szalony Wierch i moja ulubiona ścieżka, którą widać. :)

Płaczliwa Skała udostępniła nam trawiasty zakątek do ostatniego pikniku.
Obrazek

Dzięki za tę relacje, bo można przez chwilę zapomnieć o tej nędzy jaka nas otacza. :D


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt maja 01, 2020 11:24 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 18, 2009 11:04 am
Posty: 9567
Lokalizacja: miasto100mostów
Relacja świetna. Dawno mi się tak dobrze nie czytało. Nie byłem na Nosalu, Kopieńcu, Wrotach i w Koperszadach.
A Białe Stawy to petarda, polecam.

_________________
'Tatusiu, zostań w samochodzie, a my zobaczymy gdzie zaczyna się nasz szlak.'


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt maja 01, 2020 11:29 am 
Zasłużony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 20, 2016 9:13 am
Posty: 209
Lokalizacja: Mazovia
Dziekuje e_l za korekte :) Swoj pierwszy raz w Bielskich spedzilam na Szerokiej Przeleczy i tak mi sie tamten piknik pod Placzliwa skala wryl w pamiec, ze podswiadomie przenioslam go w inne miejsce :)

Gdyby nie wirus, nie spisalabym tych wspomnien, a zebralam sie dokladnie dlatego, zeby umilic innym czas oczekiwania. Uznalam nieskromnie, ze material jest wart uwiecznienia 8)

_________________
Kozica nizinna wędrowna


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt maja 01, 2020 3:34 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 1109
Lokalizacja: W-wa
Fajna relacja, w sam raz na dzisiejsze czasy, wiele zdjęć bardzo mi spasowało, nawet coś tam się nawymądrzałam na niektóre, bo zawsze mnie kusi, ale skasowałam.
Pancernik napisał(a):
No i o zmaltretowanych łydkach/udach/kolanach. Ha, ha, jakbym siebie czytał...
Podczas mojego pierwszego "poważnego" wyjazdu w góry zaliczyłam po pierwszym dniu zakwasy i kolejne dni urlopu poszły na straty, wchodziłam/schodziłam bokiem, tyłem i co tam jeszcze wyczyniałam. Powiedziałam sobie: nigdy więcej. I od tego czasu miałam tylko jedną wpadkę. Bardzo pilnuję tempa podchodzenia, a przy schodzeniu odpinam od plecaka kijki nawet jak tego schodzenia ledwie pół godziny.

_________________
Gunda
https://vimeo.com/391958174


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt maja 01, 2020 5:07 pm 
Zasłużony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 20, 2016 9:13 am
Posty: 209
Lokalizacja: Mazovia
Juhu! https://thumbs.gfycat.com/FreeScratchyB ... ricted.gif :lol:
"I passed the test" rzekła Galadriela

_________________
Kozica nizinna wędrowna


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt maja 01, 2020 9:34 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): So lut 09, 2013 10:52 pm
Posty: 1074
Lokalizacja: Łódź
47 kilo ? A ja myślałem, że jestem chudy :mrgreen:

_________________
Gdzie wola - tam droga.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: So maja 02, 2020 1:29 pm 
Kombatant

Dołączył(a): Pt wrz 27, 2013 2:48 pm
Posty: 356
TataFilipa napisał(a):
47 kilo ? A ja myślałem, że jestem chudy :mrgreen:


Taaa… To całkiem tak, jakbym wszedł na wagę jedną nogą.
A relacja nadal super, zwłaszcza, że po odhaczeniu wszystkich punktów do Turystycznej Korony Tatr po polskiej stronie, jakiś czas temu przerzuciłem się na eksplorację Tatr słowackich.
Fajne inspiracje, foty pokazują, że warto, a opis - że można, mimo, że często są to dłuuuugie podejścia (i analogiczne zejścia ;)).
Niech się tylko korona skończy, bo we wrześniu działam!


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: So maja 02, 2020 5:53 pm 
Zasłużony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 20, 2016 9:13 am
Posty: 209
Lokalizacja: Mazovia
Pancernik napisał(a):
TataFilipa napisał(a):
47 kilo ? A ja myślałem, że jestem chudy :mrgreen:


Taaa… To całkiem tak, jakbym wszedł na wagę jedną nogą.


Ale o so chodzi? Nie słyszałeś o istnieniu kobiet kurczaków? :lol: A poza tym to idealna proporcja wagowa do mojego wzrostu :mrgreen:

I dziękuję wszystkim za poświęcenie czasu na odwiedzenie wątku. Mam nadzieję, że nie był to czas stracony :badpc: :wink:

_________________
Kozica nizinna wędrowna


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N maja 03, 2020 2:58 pm 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 12, 2017 7:32 am
Posty: 2521
Nie jestem kurczakiem, nad czym ubolewam :mrgreen:
W okolice P. Grzebienia podchodziłam i od Białej Wody i z Wielickiej, za każdym razem dezerterując słysząc o trudnościach i łańcuchach :mrgreen: Taki ze mnie taternik. Fakt, że były to przechadzki rodzinne i odwroty przy zmęczeniu, albo późnej porze. Ciekawe, czy kiedyś się odważę, myślę, że wątpię :lol:
Zdjęcia cudne. Przejrzystość, kolory, ach.
Ten szlak przez Bielskie od 3lat robię i się zebrać nie mogę. W zeszłym roku burze nie dały.
A Białe Stawy są przepiękne.
Coś tam sobie wytarmoszę jutro na pulpit w pracy, mogę?

_________________
Urodziłeś się, by być prawdziwym, a nie perfekcyjnym.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 33 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: farix i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Polityka prywatności i ciasteczka
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL