Forum portalu turystyka-gorska.pl

Wszystko o górach
portal górski
Regulamin forum


Teraz jest Cz wrz 29, 2022 8:00 am

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 11 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: Pt lut 04, 2022 4:18 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 18, 2009 11:04 am
Posty: 10308
Lokalizacja: miasto100mostów
Jak nie zacznę od tego dnia to nie zacznę w ogóle.
Tu ma powstać relacja z urlopu z sierpnia 2021, za którą nie mam czasu się zabrać
I muszę zacząć od środka


....
Budzik dzwoniący w samym środku nocy niespecjalnie mnie już dziwi. Przyzwyczaiłem się. Cichutko wymykam się z pokoju. Wszystko mam przygotowane. Lekki plecak, trochę wody, zorganizowane poprzedniego wieczora placki, które zostały z obiadokolacji – to najważniejsze, bo właściwie nie biorę innego żarcia. Jest tuż po 3 w nocy, schodze do samochodu, otwieram bramę i wyjeżdżam. Z Fasolą, który z naszymi dzieciakami ma na mnie czekać w Rabkolandzie, jestem umówiony około południa. Nie mam zbyt wiele czasu, zakładam, że będzie to wycieczka bardziej biegowa niż turystyczna.

Nie miałem żadnej rezerwacji na parking w okolicach Morskiego Oka. Pomyślałem sobie, że jakoś to będzie, najwyżej nie będę się pchał na Palenicę tylko postawię po słowackiej stronie w Łysej Polanie gdzieś pod sklepem, a zapłacę po powrocie. Około czwartej jestem na miejscu. Bez problemu znajduję odpowiednie miejsce. Przepakowuję się, jem pierwsze 2 placki i kilka bananów. Jestem gotowy.
Wybiegam z Łysej polany w kierunku orskiego Oka. Dlaczego tam? Po pierwsze, chciałem zrobić szybką akcję na jakiś widokowy szczyt, a asfalt zapewnia komfort biegania po ciemku. Zachciało mi się iść na Rysy, bo bardzo dawno nie byłem, jeśli dobrze liczę to 13 lat.

Poruszam się w zasadzie marszobiegiem. Podbiegam jakieś kilkaset metrów lub kilometr, potem kilka minut idę. Wyprzedzam bardzo dużo ludzi idących już o tej porze do schroniska. Dziwi mnie jak szybko docierm do Wodogrzmotów, potem kawałek i już skróty, a za nimi zaczyna się powoli rozwidniać. Przede mną widzę już wachlarz Mięguszowieckich Szczytów. Na zboczu Rysów widać chyba 4 czołówki, ludzie ciągną na wschód słońca. Widok jak w Alpach. Koło piątej staję przy budynku schroniska i wyciągam kolejne placki. Z Łysej polany zeszło mi 1h05. Szczerze mówiąc myślałem, że będzie trochę szybciej. Pogoda na ten dzień była zagadką, jednak póki co jest super.

Nie zwlekając wiele ruszam dalej, obchodzę jezioro i zaczynam ostre podejście nad Czarny Staw. W międzyczasie mijam jednego zawodnika, który szedł również bardzo szybko. Nad Czarnym Stawem staję jak wryty bo moich uszu dolatuje muzyka puszczona na pełny regulator z JBLa przez gościa stojącego kilkadziesiąt metrów dalej. Krzyczę do niego aby to wyłączył. Na początku zaczyna iść w moją stronę i myślałem, że będzie dym, ale po kilku krokach się zatrzymał. Muzyka ucichła. Puszczać jakieś umca umca w środku tatr o piątej rano? Co ludzie mają z głową...

Następnych kilkanaście minut spędzam z kolegą mijanym chwilę wcześniej. Wymieniamy uwagi na temat „DJa” i dyskutujemy o górach. Kolega szedł na Białczańską Wyżnią i chwilę potem odbił w lewo, ja natomiast poszedłem szlakiem prosto. Byłem zdziwiony jak bardzo zniszczony jest to szlak (byłem tuż przed remonetem). Nie szło się nim zbyt komfortowo, a musze przyznać, że już wtedy zacząłem odczuwac trudy nieprzespanej nocy i szybkiego marszu. W dodatku chmury zeszły niżej i po chwili zasłoniły szczyty. Echh... Tatry w całej okazałości. Trochę się wściekłem bo liczyłem naprawdę na niezłe widoki. Ciśnienie na szybkie wejście też mi spadło, no bo w sumie wszystko jedno...


Zacząłem coraz częściej odpoczywać. Tuż za Bulą mija mnie chłopak, zamienia ze mną kilka słów, mówi, że kilkanaście minut wcześniej omal nie zrzucił kamieni na jakieś turystki, a one potem jak je mijał strasznie się na niego darły, jakieś nienormalne. Wymieniamy kilka zdań, idę w górę dalej. Po chwili usłyszałem te przekupki. Czy ktoś może mi wyjaśnić jaki jest sens w darciu się na pół góry (słyszałem je wyraźnie będąc kilkadziesiąt metrów niżej) stojąc 2 metry od siebie. Co tu się w ogóle dzieje na tym szlaku? To ma być górski reset i odpoczynek? Ja dziękuję...

Szybko pokonuję pozostałą drogę na szczyt mijając podekscytowane niewiasty. Na szczycie jestem o dziwo sam. Siedzę w chmurach nic nie widać. Piździ strasznie, jest blisko zera. Póki byłem w ruchu to było w miarę komfortowo, teraz szybko zakładam wszystko co mam. Z Łysej zeszlo mi 3h10. Miało być dużo szybciej, ale... w pewnym momencie przestało mi się chcieć ścigać z czasem. Ale zrozumiałem jak kosmiczny jest rekord trasy Palenica – Rysy. Momentami zaczyna się minimalnie przecierać, ale ostatecznie pogoda nie ulega poprawie. Schodzę na Wagę i nieoczekiwanie kilkadziesiąt metrów poniżej szczytu zaczyna się robic pogoda a wokół mnie odsłoniły się bajkowe widoki.



Obrazek



Obrazek


Z Wagi udaję się droga klasyczną na Wysoką. Najpierw chwilę granią, potem trawers do żlebu spadającego ze Szczerbiny pod Kogutkiem. Idę jak po sznurku. Z drugiej strony Kogutka obniżam się i zaczynam trawersować. Droga jest dośc dowolna, byłem tu wiele lat temu jeszcze z raffim, Explorerem i fanatykiem. Ile to już lat? 10? Miałem obawę czy przypadkiem nie będę miał problemów ze zlokalizowaniem odpowiedniego żlebu. Ale obawa była nieuzasadniona. Droga jest ewidentna. Trawers był dużo krótszy niż pamiętałem.

Staję w żlebie spadającym z Przełęczy w Wysokiej, jest nie do pomylenia przez charakterystyczną skośną turnicę znajdującą się w partiach podszczytowych. Zaczynam mozolne podejście prawą stroną żlebu, potem przechodzę na lewą i tak chyba jeszcze ze 2 razy. Żleb jest raczej łatwy. Przy turnicy skręcam w lewo i po chwili jestem przy znanych klamrach. Droga ze szczytu Rysów na szczyt Wysokie zajęła mi jedynie godzinę. A wcale nie szedłem bardzo szybko. Po prostu w miarę żwawo. Niestety, właśnie w tej chwili niebo znów się zasnuło.... Seeeeerio???!!! Trzeba mieć naprawdę potężnego pecha. Staję przy krzyżu i jest powtórka z Rysów – zimno i pizgawica. Ależ nieprzyjemnie się zrobiło. Nie chce mi się iść nawet na wyższy wierzchołek. Wpisuję się do zeszytu i spadam. Zaczynam główkować jak wracać do samochodu, myślę czy nie schodzić do Złomisk i nie wracać przez Żelazne Wrota, ale wtedy na pewno nie wyrobię się na czas do Rabki. Nawet schodząc jakąś krótszą drogą spóźnienie jest pewne.

Obrazek



Obrazek



Decyduję się wracać na Wagę. Zejście jest jeszcze szybsze, wyżej wychodzę ze żlebu i zaczynam trawers. Idzie się dobrze, aż jestem w szoku że tak sprawnie. Widzę z daleka Kogutka, wchodzę do niego dośc stromym żlebem, staję na szczerbinie i.... zaczynają dziać się rzeczy których nie jestem w stanie do końca wytłumaczyć. Patrzę w dół na spionowane jebitne żlebicho. Hmmm, czy ja tędy szedłem? No Kogutek obok mnie jest ewidentny. Ale coś mi się nie zgadza. Schodzę kawałek w stronę Wysokiej i idę rynną aby wyjśc na grań trochę wyżej. Nieeee, to na pewno nie tu. Wracam pod mojego „kogutka”. Widzę pętlę zostawioną na jakimś kamlocie. Była jak wchodziłem. Chyba była, coś mi się miesza. Hmmm, ale przecież w żlebie są łańcuchy, gdzie one są? Czy zaczynały się tuż pod szczerbinką czy niżej? Chyba niżej, o tam niżej chyba jeden widzę. To musi być ten żleb! Co ja w ogóle sobie wkręcam. Zaczynam schodzić do Kotlinki pod Wagą. Robię jakieś 5 metrów w dół. Trudności tak naoko II w zejściu jak nic. Kuuuuuurrrrrvvvva. Co ja w ogóle robię? Przecież to nie tu, zaraz się zj.ebię gdzieś i będzie po mnie. Stanąłem wygodnie na jakimś kamieniu. Zacząłem analizować chłodno sytuację. Jestem w złym żlebie – to na pewno. Muszę się z niego wycofać. Muszę się uspokoić. I być opanowany. Spóźnię się na bank do Rabki, ale to nie jest teraz ważne. Nawet jakbym miał schodzić do Złomisk i wracać na Łysą autobusem – to nie jest ważne. Uspokajam się, wychodzę z powrotem na szczerbinkę. No dobra, nie ma innego wyjścia, decyduję się wrócić tak daleko w stronę Wysokiej jak trzeb, aby mieć lepszą perspektywę na całą tę grańkę i zobaczyć czy wyszedłem na nisko czy za wysoko. Już po cwili dotaro do mnie, że cały trawers robiłem dużo za wysoko. Dlatego okazał się taki krótki.


Obrazek




Obrazek


Zejście do właściwej drogi było dość problematyczne, ale w końcu mi się udało i zobaczyłem właściwą drogę i właściwego Kogutka. Kilka minut minęło a byłem już przy nim. Ten niewłaściwy był w zasadzie identyczny tylko większy. Odetchnąłem z ulgą. Przynajmniej jestem w znanym miejscu. Na całą tę zabawę straciłem z 40 minut jak nie lepiej.... Niesamowite jak reaguje ludzki mózg pod wpływem stresu. Teraz lepiej rozumiem jak dochodzi do wypadków w górach. A jeszcze jedno – to wszystko działo się przy doskonałej widoczności. Co by było gdyby była mgła???


Obrazek


Obrazek


Już będąc w okolicach Wagi patrzę i widzę dokładnie, w którym miejscu byłem i jakim to ja żlebem chciałem na żywca schodzić....

_________________
'Tatusiu, zostań w samochodzie, a my zobaczymy gdzie zaczyna się nasz szlak.'


Ostatnio edytowano Wt lut 08, 2022 10:30 am przez Krabul, łącznie edytowano 4 razy

Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt lut 04, 2022 7:36 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Pn paź 05, 2015 7:18 pm
Posty: 1808
Krabul napisał(a):
Co tu się w ogóle dzieje na tym szlaku?
Ostatnią zimą podchodziłem specjalnie tak, by dojść w spokoju przed zachodem słońca, więc obserwowałem ostatnich gości schodzących już poniżej Buli. Niektórzy w adidasach i rakach. Dziwnie poubierani. I długo by jeszcze pisać.
To nie tylko na tym szlaku. Dziadostwa pełno w całych Tatrach, choć na niektórych szlakach skondensowanego.

Widzę, że Ławicy jakby nie było? :D

Sado-maso do Ciężkiej i Białej Wody... uff...


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt lut 04, 2022 9:17 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr paź 31, 2007 9:46 pm
Posty: 4425
Lokalizacja: GEKONY
Cytuj:
muzyka puszczona na pełny regulator z JBLa przez gościa stojącego kilkadziesiąt metrów dalej. Krzyczę do niego aby to wyłączył

Cywiński niemieckich turystów dusił za coś takiego :mrgreen:

Dobrze, że się opanowałeś i potrafiłeś na chłodno przeanalizować sytuację, ja miałem podobnie idąc na Zawrat w zeszłym roku, po ciemku po prostu nie zauważyłem, że szlak odbija w lewo i z rozpędu zacząłem się wspinać jakimś żlebem po kamieniach i trawkach, a jak uświadomiłem sobie, że jest zdecydowanie za ciężko i lepiej nie pchać się dalej to zejście okazało się jeszcze bardziej problematyczne niż wejście.

_________________
Dlaczego Polacy wymyślili himalaizm zimowy? Bo poza sezonem jest taniej.

http://summitate.wordpress.com/


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt lut 04, 2022 11:49 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt sie 07, 2015 10:09 pm
Posty: 718
Lokalizacja: Chrzanów
Ło ! I jeszcze zjazd piargiem z Wagi do Ciężkiej, ale nie przez pomyłkę ?! :D


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: So lut 05, 2022 11:10 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 18, 2009 11:04 am
Posty: 10308
Lokalizacja: miasto100mostów
Na Wadze robię chwilę przerwy I zastanawiam się co robić dalej. To że spóźnię się – jest pewne. Słabo by było gdyby było to spóźnienie kilkugodzinne. Szczerze mówiąc, średnią mam ochotę jechać do tej Rabki, może zadzwonię do Fasoli…. Nieeeee, no bez przesady.

Ale stawiając sprawę zupełnie szczerze – byłem coraz bardziej zmęczony I chciało mi się pić jak szlag, woda skończyła mi się chyba jeszcze przed Rysami, muszę zejść do jakiegoś strumienia. No to którędy schodzić… Rysy? 250m podejścia, potem szlak z wieloma ludźmi, zatory na łańcuchach, asflat z Moka… Ciężka? Trudne zejście dziką doliną, kruszyzna, potem długa Biała Woda… Na Rysach przynajmniej może by były wreszcie jakieś widoki. A, pie.przę. Schodzę Ciężką. Znam tę dolinę bo właśnie tędy wchodziliśmy na Wysoką wiele lat wcześniej.


Obrazek


Obrazek


Powiedzieć, że to zejście to parch to nic nie powiedzieć. To jest parch parcha. Wszystko się sypie, kolana dostają po du.pie, kostki to samo. Czasem po prostu jade kilka metrów z całym tym gruzem. Koncentruję się tylko na tym, żeby się nie połamać. Zejście do stawu jest cholernie długie. Język staje mi kołkiem w gardle. Naprawdę powoli zaczynam mieć dosyć. Dolina jest przepiękna, jestem sam, w sercu Tatr, przecież tak często marzę o tym…

O dziwo kilka minut przed stawem spotykam dwójkę Polaków idących w górę na Wysoką przez Ciężki granią. Chwilę gadamy. Mijam Zmarzły Staw, ścieżka robi się bardziej płaska, ale jest mało wygodna, kręta, momentami ginie w gęstej trawie. Ale posuwam się w dół dość sprawnie. Dochodzę do Ciężkiego Stawu, stamtąd stromo w dół na Taborisko. No tutaj to już jest totalny wykręcacz kostek. Korzenie, strome skały, robię się coraz bardiej wyczerpany. Dobrze przynajmniej, że wreszcie mogłem się napić. Pokonanie tego progu w górę pamiętam sprzed lat jako całkiem przyjemne, ale schodzić tym… W pewnym momencie po przeciwległej stronie doliny widzę tak piękny widok na Świstową, że…. Ach… Ale nie mam energii, żeby się tym ucieszyć. Nawet nie wyciągam telefonu żeby zrobić zdjęcie.

Do Taboriska dochodzę na totalnym automacie. Jestem wyczerpany. A czeka mnie jeszcze chyba z 10km na parking. Fasol…. Nie dam rady. Kur.wa, nie dam rady. Czuję się jak wyżęta ścierka. Gdzie ja się nadaję na zabawę dziećmi w Rabkolandzie. Dramat.

Obrazek


Obrazek



Tymczasem robi się dużo cieplej, a słońce zaczyna przypiekać mi w kark. Robi się wręcz gorąco. Gdzie ten poranny chłod się podział? Staram się jak najwięcej podbiegać. Ale coż to są za próby. Mam wrażenie, że ledwo powłóczę nogami. Mijam coraz więcej ludzi, za mną kapitalne widoki na Zadni Gerlach. Odliczam kilometry do Polany Biała Woda. Ileż to jeszcze może być. 5… 3… Ależ długa ta dolina. W końcu jest. Szlaban. Stąd to chyba niecałe 3 kilometry. Za 15 minut będę przy samochodzie. Po co ja się tak męczę? I jeszcze muszę wyprosić, żeby móc się wyrwać, noce nieprzespane, małe dziecko, ech… czy to była przyjemność?

Wpadam na parking, tuż obok słowacka policja kontroluje przekraczających granicę. Pandemia pełną gębą. Mnie nikt nie zaczepia. “Wy z tego parkoviska?” “Ja. Na dwóch miejscach pan stanął. Powinienem za dwa miejsca skasować” “Dobra. Ile będzie” “50 złotych. Tylko tu trzeba będzie poczekać, tu państwo zastawili wyjazd bo zakupy robią”. “Dobra, dobra”. Wsiadam do auta, otwieram okna, podjeżdżam pod blokujące mnie auto I spokojnie wciskam klakson… Poczekać, kur.wa, to ja lecę z tych gór biegiem słaniając się na nogach, żeby teraz czekć bo ktoś Zlatego Bażanta I Studentską kupuje?

Patrzę na nawigację, 1h20, dobra, nie tak źle, Fasola będę o 15, ok.

- Sorry, Fas. Lekko mnie sponiewierało, uśmiecham się przepraszająco lekko zawstydzony
- Luz. Fasola się do mnie uśmiecha I zbijamy piątkę. Przecież I on I ja wiedzieliśmy, że tak będzie.

Wycieczka zajęła mi około 9 godzin.

Zabawa z dziećmi w Rabkolandzie, kolejki do atrakcji I cały ten szum po tylu godzinach ciorania się po Tatrach było doświadczeniem zaiste… ciekawym



Obrazek

_________________
'Tatusiu, zostań w samochodzie, a my zobaczymy gdzie zaczyna się nasz szlak.'


Ostatnio edytowano Wt lut 08, 2022 10:33 am przez Krabul, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N lut 06, 2022 12:50 am 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt sie 07, 2015 10:09 pm
Posty: 718
Lokalizacja: Chrzanów
Tak ćpałeś te Tatry, że przedawkowałeś :lol:


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N lut 06, 2022 10:51 am 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): N sie 25, 2013 10:23 am
Posty: 1415
Fajna wycieczka, szkoda tylko że nie udało się wejść na Wysoką, no ale mądry wycof ujmy nie przynosi :mrgreen:

A tak serio to pewnie druga część dnia (a może i dzień następny) była mocna; ja gdy jadę na jednodniówkę w Tatry to jednak staram się, by mieć ten jeden dzień w całości wolny. No ale domyślam się, że wyszukanie odpowiedniego momentu na wycieczkę było podobnie trudne, jak i później znalezienie czasu, żeby napisać relację. Zresztą pewnie z perspektywy czasu nie żałujesz, czasem warto się trochę przemęczyć.

Sam pomysł na wycieczkę i trasę jest mi dobrze znany, bo praktycznie identyczną miałem w planach we wrześniu ubiegłego roku, ale ze względów socjalno-towarzyskich postanowiłem jednak zejść z Rysów do Morskiego Oka, a potem już sam poleciałem sobie na Szpiglasową, a stamtąd na taką jedną okoliczną grańkę.

Podejście na Rysy przed remontem (ja byłem akurat w trakcie, ale w weekendy był szlak otwarty) faktycznie mało przyjemne, momentami robiło się jeden krok do przodu i ujazd do tyłu, ale akurat z problemem zatorów się tam nie spotkałem - obok łańcuchów jest tak wiele dogodnych wariantów, że aż się dziwię, że ludzie kleją się do tego żelastwa. Na Orlej jest jednak znacznie więcej "wąskich gardeł".

Gubienie się na trasach, na których wcześniej byłem, mam już przećwiczone wielokrotnie i wszechstronnie, najbardziej dokuczliwe jest to w sytuacjach gdy chcesz pokazać drogę jakiemuś znajomemu albo np. żonie :eye:

No i szacun dla kol. Fasoli, jeżeli samodzielnie ogarniał czwórkę dzieciaków, czy ile ich tam było.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N lut 06, 2022 6:28 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): Pn paź 05, 2015 7:18 pm
Posty: 1808
Krabul napisał(a):
Powiedzieć, że to zejście to parch to nic nie powiedzieć. To jest parch parcha.
Pięknie i trafnie :D
Przywołałem w pamięci moje pierwsze zejście przed wiekami. W ciemnościach. Poszło jakoś gładko. Na grzędzie i na piargach. Kolejne zejście już za dnia w ciągłym zadziwieniu, zwłaszcza u końca grzędy, że nocą tak gładziutko i szybko :D
Następne zejścia, każde z solennym przyrzeczeniem, że to ostatni raz :D
Ale pewnie nie, bo to jedna z dróg do Ciężkiej. A Ciężka to Ciężka... warta każdej ciężkości...

U końca grzędy niebieska poręczówka wciąż?


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn lut 07, 2022 1:19 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 18, 2009 11:04 am
Posty: 10308
Lokalizacja: miasto100mostów
Zbychu napisał(a):
Widzę, że Ławicy jakby nie było?
A to obawiam się, że nie skumałem. W sensie, że schodząc z Wysokiej zbyt wcześnie opuściłem żleb?
Damian78 napisał(a):
ale nie przez pomyłkę ?
:mrgreen: Nie wiem, może po przeżyciach dopadła mnie pomroczność jasna.
Damian78 napisał(a):
Tak ćpałeś te Tatry, że przedawkowałeś
No niestety, jak można w miarę często to człowiek sobie dawkuje normalnie, jak ma pół dnia raz na 2 lata to głupieje.
Rambubu napisał(a):
Fajna wycieczka, szkoda tylko że nie udało się wejść na Wysoką, no ale mądry wycof ujmy nie przynosi
Na szczęście kiedyś już byłem na Wysokiej.
Rambubu napisał(a):
Zresztą pewnie z perspektywy czasu nie żałujesz
Z perspektywy czasu to chyba żałuję, że nie poszedłem sobie lajtowo na Wrota Chałubińskiego i dalej granią na zachód ile mi się będzie chciało, na pewno do Walentkowego. Umęczyłbym się mniej, widoki bym miał bo chmury cały czas były wyżej, a są to rejony, których w ogóle nie znam i chętnie bym je odwiedził. A tak to zrobiłem same "powtórki".
Rambubu napisał(a):
No i szacun dla kol. Fasoli, jeżeli samodzielnie ogarniał czwórkę dzieciaków, czy ile ich tam było.
Czwórkę, najmłodsza dwójka pod opieką bab.
Zbychu napisał(a):
U końca grzędy niebieska poręczówka wciąż?
No leżał tam faktycznie jakiś statyk dość mocno sfatygowany. Aż się zdziwiłem co to jest, a widziałem ją z bardzo daleka. Leżała ona dość mocno na lewo od mojej drogi zejścia, lecz podszedłem z ciekawości. Wiąże się z nią jakaś ciekawa historia, wiesz może? BTW. Tak sobie patrzyłem na podejście z Ciężkiej w kierunku progu spadającego z Dolinki Spadowej i Młynarzowej Przełęczy. No nie wyglądało to jakoś bardzo przyjaźnie, a niby jest I. Zbychu, szedłeś tam kiedyś? Pytam na przyszłość.

_________________
'Tatusiu, zostań w samochodzie, a my zobaczymy gdzie zaczyna się nasz szlak.'


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn lut 14, 2022 9:40 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So sty 07, 2006 8:19 pm
Posty: 18125
Szczerze, to mnie bardziej męczą te wycieczki do "Rabkolandu" niż Tatry.

W ogóle to jak miałem rozbrat górami to zanim pojechałem to byłem mocno zestrachany swoją kondycją, bo 10km wycieczki z dzieciakami na rowerze zawsze mnie tak wymęczył, że myślałem, ze moja kondycja jest stracona. A jednak nie do końca.

Dobrze, że zachowałeś zimną krew. Ja tam sam nie chodzę to nawet nie wiem jak to jest. Czasami lepiej pomyśleć dwa razy niż się wpakować w gówno.

Fajnie sie czytało.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt lut 15, 2022 12:22 am 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): N wrz 11, 2005 1:39 am
Posty: 1734
Lokalizacja: Zamość
Piękna wyrypa :) Sama mam ochotę na taką. Tyle, że dla mnie nieznakowane to za wysokie progi z beznadziejną orientacją.
Dreszczyk emocji był, ważne, że wszystko ok i są wspomnienia.

_________________
A my zmieniliśmy jawę w sny
Jesteśmy jak rosa, jak pył!
Ukradliśmy siłę gwiazd
I dla nas zatrzymał się czas


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 11 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Polityka prywatności i ciasteczka
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL